Banda Świrów wiecznie żywa. Piłkarze Korony w obronie kibiców
Weszło

Banda Świrów wiecznie żywa. Piłkarze Korony w obronie kibiców

Banda świrów! Chuligani! Koroniarze! – kto nie przeczytał tych czterech słów „głosem” Macieja Korzyma, nie zna Ekstraklasy. Za sprawą Korona TV dość niepozorna drużyna z dolnej połowy tabeli zapisała się na stałe w świadomości polskich kibiców jako charakterny gang piłkarzy-chuliganów, którzy błyszczeli przede wszystkim dość kibolską mentalnością. Jednym agresja i hardość Korony Ojrzyńskiego odpowiadała, innym przeszkadzała, niewielu jednak było obojętnych. Potem odszedł trener. Korzym. Kuzera. Golański. „Banda Świrów” przeszła do historii.

Jak się okazuje – jej duch nadal krąży nad szatnią w Kielcach. Choć na miejsce Macieja Korzyma czy Kamila Kuzery przyszli inni, wciąż członkowie zespołu nie mają żadnego problemu, by po meczu zmieniać piłkarskie t-shirty na szaliki. W Gliwicach po raz kolejny zawodnicy Korony Kielce stanęli w obronie swoich kibiców walczących z ochroną i policją.

Zacznijmy może od suchego opisu tych zdarzeń, co do których zgadzają się obie strony. Kibice weszli na stadion bez przejścia identyfikacji, więc po meczu zostali przetrzymani dłużej na sektorze gości, przede wszystkim by zweryfikować tożsamość tych, którzy dostali się na trybuny bocznym wejściem. Dalej jednak relacje się różnią – według ochrony kibice „wjechali z bramą”, według samych koroniarzy – po prostu wykorzystali otwarte boczne wejście. Biorąc pod uwagę, że przy „wykorzystaniu bocznego wejścia” ucierpiało dwóch stewardów – mamy obraz sytuacji. Po spotkaniu – tradycyjnie. Policja zagrodziła sektor do momentu „identyfikacji” całej grupy. Jako że kibice to grupa zdecydowanie najłatwiejsza do sprowokowania spośród wszystkich grup społecznych – wywiązał się krótki dym, w którym zagazowano pół sektora.

Zostawmy na moment odwieczną debatę o tym, czy bardziej winna jest policja bez wyobraźni, czy kibolska brać, którą prowokuje sam widok munduru. Skupmy się na piłkarzach. Albo uściślając – piłkarzach Korony, bo wśród kibiców na sektorze gości znaleźli się m.in. Maciej Korzym oraz Michał Janota i Wojciech Trochim. Podopieczni Marcina Brosza, gdy tylko usłyszeli komunikaty spikera dotyczące sytuacji na sektorze gości, od razu ruszyli na ratunek swoim fanatykom. Na czele – jak zwykle, jak za czasów „Bandy Świrów” – Zbigniew Małkowski. Tuż za nim kapitan Kamil Sylwestrzak i Radek Dejmek. Marcin Cebula oraz Rafał Grzelak wdrapali się na ogrodzenie, wpatrując się w akcję policji. Ściągała ich siłą ochrona. – Piłkarze zostali poproszeni o opuszczenie miejsca, aby nie prowokować nerwowych sytuacji i aby wszystko przebiegło w spokojnej atmosferze – tłumaczy rzecznik Piasta, Maciej Smolewski.

Z miejsca zdarzenia wyproszony został również operator Korona TV. – Był on wielokrotnie proszony o opuszczenie miejsca zdarzenia, gdyż impreza masowa dobiegała już końca. Niestety nie chciał się podporządkować tym prośbom – mówi Smolewski, jeszcze raz podkreślając, że atmosfera była kulturalna i spokojna.

Sama przepychanka? Bez większej historii, nic wielkiego, nie ma co się rozdrabniać. Ale reakcja piłkarzy? Warto odnotować, że nawet jeśli Korzym tymczasowo wylądował wśród kibiców, nawet jeśli Ojrzyński pokrzykuje w Zabrzu, a Golański kręci szatnią gdzieś w Rumunii – nadal w kieleckiej szatni przebierają się świry i chuligani. Koroniarze.

Fot. FotoPyK