Czy Legii coś grozi po skandalu w Albanii?
Weszło

Czy Legii coś grozi po skandalu w Albanii?

Cztery zarzuty dla Kukesi, jeden dla Legii. UEFA w oficjalnym komunikacie ogłosiła, za co zostaną ukarani Albańczycy. Odpowiedzą za przerwanie spotkania, odpalenie środków pirotechnicznych, rzucanie przedmiotami, nieodpowiednie zachowanie swoich kibiców na trybunach, a także za wywieszenie transparentu z niedozwoloną treścią. Polakom zarzuca się rzucanie przedmiotami z trybun. Legia zapewne zapłaci kolejną karę finansową. Decyzja odnośnie kary dla Kukesi będzie ogłoszona w poniedziałek. Sprawą legionistów Komisja Dyscyplinarna zajmie się 13 sierpnia – pisze dziś Przegląd Sportowy. Zapraszamy na nasz sobotni przegląd najciekawszych kawałków w prasie.

FAKT

Bez litości dla bandytów z Albanii – Fakt ciągnie temat.

Członkowie Komisji Dyscyplinarnej UEFA wszczęli dochodzenie w związku z wydarzeniami, do których doszło podczas czwartkowego meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy pomiędzy FK Kukesi a Legią. Albańskiej drużynie grozi walkower 0:3 i wyrzucenie z rozgrywek. Oficjalna decyzja zostanie ogłoszona w poniedziałek (…) Regulamin rozgrywek jest bardzo surowy. Jeżeli klub odmówi gry lub jest odpowiedzialny za to, że mecz się nie odbył lub nie został dokończony, komisja zarządza walkower i dyskwalifikuje klub, który zawinił – czytamy w przepisach. Na razie władze Legii nie wstrzymały sprzedaży biletów na spotkanie rewanżowe, ale kibice mogą się oswajać z myślą, że stołeczna drużyna wystąpi w fazie play-off Ligi Europy bez konieczności wychodzenia na boisko.

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 08.37.05

Dalej: Legia straciła człowieka od czarnej roboty. Jodłowiec nabawił się kontuzji mięśnia dwugłowego uda i czeka go przerwa w grze. W Jagiellonii, po odejściu kolejnych zawodników, muszą postawić na młodzież – konkretnie na Karola Świderskiego i Przemysława Mystkowskiego. – To że kogoś ściągniemy do klubu w miejsce Patryka i Niki, nie jest wcale pewne. Nikt nie powiedział przecież, że nie mamy już dla nich następców. Jest u nas sporo młodzieży – mówi Cezary Kulesza, prezes Jagiellonii.

Skorża walczy o Hamalainena.

Hämäläinen wciąż nie zdecydował o swojej przyszłości, choć nadal bardziej skłania się ku temu, żeby w grudniu pożegnać się z ekipą aktualnych mistrzów Polski. – Na razie nowej oferty dla Kaspera nie mamy – twierdzi wiceprezes Piotr Rutkowski, który jest gotowy negocjować, ale inicjatywa musi wyjść od zawodnika. Strony mają trochę czasu, bo rozmowy i tak mogłyby odbyć się najwcześniej na przełomie sierpnia i września, kiedy Kolejorz będzie wiedział, czy zagra w fazie grupowej któregoś z europejskich pucharów. – Będziemy w stanie wówczas określić, ile możemy zaproponować piłkarzom – tłumaczy.

Na trzeciej stronie relacje z wczorajszych meczów:

– Lechia wreszcie zdobyła punkt

– Czech bohaterem derbów Śląska.

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 08.51.26

Zacytujemy je może z Przeglądu Sportowego. A już teraz – Lewandowski zaczyna sezon. W sobotę Bayern gra z VFL Wolfsburg.

Pozyskanie dwóch pomocników oznacza pewną zmianę dla Lewandowskiego. Pod koniec poprzedniego sezonu to właśnie Polak wykańczał większość akcji bramkowych. Wcześniej, gdy zdrowi byli Arjen Robben oraz Franck Ribery, nasz napastnik dostawał mało podań, bo zwłaszcza Holender nie lubi zaliczać asyst, tylko woli strzelać gole. Teraz na wypadek ponownej kontuzji Robbena i Ribery’ego, Guardiola ma jeszcze Costę, więc pewnie będzie chciał znowu grać głównie skrzydłami. – Taktyka Bayernu, zwłaszcza z Vidalem, jeszcze bardziej się zmieni. Teraz obaj defensywni pomocnicy, czyli Chilijczyk oraz Thiago, będą jeszcze częściej atakować bramkę rywali niż robili to w zeszłym sezonie Xabi Alonso i Bastian Schweinsteiger – uważa były szkoleniowiec Bayernu Ottmar Hitzfeld.

Trener Miedzi Legnica Ryszard Kuźma zapowiada – poradzę sobie z wyjadaczami. Jego zawodnicy mają w sumie dwa tysiące występów w Ekstraklasie, osiem tytułów mistrzowskich. A prowadzi ich trener, który ostatnio pracował w Siarce Tarnobrzeg. – Nie boję się wchodzić do szatni Sam współuczestniczyłem w budowaniu tego zespołu. Nie będę miał problemu z brakiem autorytetu – zapewnia.

GAZETA WYBORCZA

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 08.51.42

W Wyborczej tylko krótko – Legia czeka na walkower.

Kukësi grozi walkower i wyrzucenie z pucharów. Wicemistrz Albanii odpowie za przerwanie spotkania, odpalenie fajerwerków i rzucanie przedmiotów na boisko, problemy z kibicami i niewłaściwy baner („Koniec meczu będzie końcem waszego życia. Nie jestem Słowianinem, jestem Albańczykiem”). W myśl przepisów obowiązujących od tego sezonu walkower w dwumeczu powinien być równoznaczny z dyskwalifikacją klubu. Jeśli więc UEFA przyzna Legii wynik 3:0 i twardo zastosuje się do swoich przepisów, to rewanżu w czwartek przy Łazienkowskiej nie będzie. „Mam nadzieję, że zwycięzca zostanie wyłoniony na boisku” – napisał na Twitterze współwłaściciel Legii Dariusz Mioduski. UEFA ma też zbadać zachowanie kibiców Legii, bo delegat dopatrzył się rzucania przez nich przedmiotami. Piłkarze warszawskiego klubu nie chcą komentować zdarzenia. – Zawodnicy uznali, że nie chcą roztrząsać sprawy przed kolejnymi meczami – mówi Seweryn Dmowski, doradca Legii ds. komunikacji, który był w Tiranie. – Bezpośrednio po zajściach Albańczycy włożyli bardzo dużo wysiłku, aby zrzucić odpowiedzialność za wydarzenia na naszych piłkarzy i kibiców. Wymyślano absurdalne historie, my nie chcemy tego komentować. To komisja UEFA rozstrzygnie sprawę. Z naszej strony nie dostrzegamy nic, co mogłoby usprawiedliwiać zachowanie Albańczyków.

SUPER EXPRESS

Dwie historyjki na łamach Superaka. Na podstawie zdjęć tabloid wysnuwa wniosek – Polowali na Nikolicia, trafili Dudę. Tekst zdobi fotka jak w kierunku strzelca gola dla Legii leci plastikowa butelka.

W poniedziałek poznamy decyzję UEFA odnośnie skandalu, do którego doszło podczas meczu III rundy eliminacji Ligi Europy. W 52. minucie Ondrej Duda został trafiony kamieniem, kiedy legoniści cieszyli się ze zdobytej bramki. Według nowych przepisów, europejska unia piłkarska może zadecydować nawet o zdyskwalifikowaniu albańskiego klubu. Nie milkną echa po czwartkowym skandalu, do którego doszło w 52. minucie spotkania III rundy eliminacji Ligi Europy pomiędzy FK Kukesi a Legią Warszawa. W momencie, gdy legioniści cieszyli się po strzelonej bramce przez Jakuba Rzeźniczaka, Ondrej Duda został rzucony kamieniem w głowę. Niektóre źródła mówią, że pomocnik stołecnego zespołu został trafiony zapalniczką, co nie zmienia faktu, że groziło mu niebezpieczeństwo. Wszystko mogło skończyć się jeszcze groźniej, lecz na szczęście Duda jest już cały i zdrowy o czym świadczą zdjęcia z Twittera klubowego lekarza Macieja Tabiszewskiego.

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 08.31.38

Druga rzecz, raczej mało ważna – Novak Djoković kibicuje Lechii. Neven Marković, czyli jeden z nowych nabytków klubu, jest jego przyjacielem.

– Znamy się od 20 lat, razem wychowywaliśmy się na przedmieściach Belgradu, w Banjicy – mówi nam Marković. – Mieszkaliśmy dosłownie mieszkanie w mieszkanie. Razem kopaliśmy piłkę pod blokiem. Jak to dzieci, coś tam przeskrobaliśmy, ale żadnej „przeginki” nie było – śmieje się nowy nabytek Lechii, który choć wybrał inny sport, to pozostał najbliższym przyjacielem Djokovicia. – Na pewno on jest lepszym piłkarzem niż ja tenisistą. W tenisa grałem z Djokoviciem wielokrotnie, ale nie ma o czym gadać. Ogrywa mnie, nawet grając lewą ręką – uśmiecha się Marković, który spędza też z „Djoko” każde wakacje. – W ostatnich 7-8 latach praktycznie za każdym razem odpoczywaliśmy razem. Niedawno zorganizowaliśmy wspólny wypad do hiszpańskiej Marbelli, gdzie byli też jego bracia. Często z żoną odwiedzamy też Djokoviciów w ich domu w Monaco.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Lechia bez ognia.

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 08.52.28

Obiecaliśmy zacytować coś o wczorajszych meczach.

W ośmiu ostatnich meczach Lechii z Pogonią w ekstraklasie nigdy nie wygrali gospodarze. Tym razem miało być inaczej, bo piłkarze biało-zielonych, po wcześniejszych dwóch porażkach z Cracovią i Lechem Poznań, chcieli udowodnić, że nie znaleźli się w głębszym kryzysie. Przy okazji udowadniając, że praca Jerzego Brzęczka daje efekty. Postępu jednak nie widać, choć gdańszczanie wywalczyli pierwszy punkt. Za to Pogoń potwierdziła dobrą formę, jaką prezentuje od początku sezonu (…) Bezradność Lechii rosła, a jej symbolem stał się Mario Maloca, który gubił się w najprostszych sytuacjach. Gwizdy na stadionie wzmagały się, a Czesław Michniewicz, widząc, że piłka coraz częściej gości w polu karnym Lechii, wpuścił na plac gry rosłego Roberta Obsta. On właśnie oddał ostatni groźny strzał w tym meczu, zakończonym podziałem punktów. Szczęśliwym dla gospodarzy.

Adam Mandziara mówi: nie ma tematu zmiany trenera.

W piątek głos w sprawie Jerzego Brzęczka zabrał prezes Adam Mandziara. I jest to stanowisko dość radykalne. – Nie ma tematu zmiany trenera. Jerzy Brzęczek pozostanie szkoleniowcem Lechii nawet w przypadku ewentualnego niepowodzenia w meczu z Pogonią Szczecin, choć oczywiście wszyscy liczymy na zwycięstwo – powiedział „PS” Mandziara. – Chciałbym też zdementować plotki o rzekomych naszych rozmowach z innymi trenerami. Nikt z klubu tego nie robi, ani nie robił. Komuś chyba zależy na złej atmosferze w Lechii – dodał prezes gdańskiego klubu. Wygląda więc na to, że Jerzy Brzęczek może spać spokojnie. I będzie trenerem Lechii „znacznie dłużej niż się to niektórym wydaje”.

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 08.52.49

W derbach Śląska z Ekstraklasą przywitał się Czech Nespor.

Jak na złość dla gości jednego z najlepszych spotkań w Piaście rozgrywał bramkarz Jakub Szmatuła. Doświadczony golkiper wyłapywał wszystko, co leciało w jego kierunku, a gdy nie był stanie interweniować dopisywało mu szczęście, w postaci poprzeczki. Tak było po strzale Ukraińca Szeweluchina. – Bramkarz musi mieć szczęście. One mi sprzyjało, bo piłka odbijała się od poprzeczki. Bardzo potrzebowaliśmy tak ważnego zwycięstwa – przyznał Szmatuła. Zupełnie inaczej prezentował się bramkarz Górnika. Sebastian Przyrowski, który latem dołączył do śląskiej drużyny nie miał zbyt wiele pracy, ale pierwszy celny strzał Piasta wpadł do bramki. „Przyroś” od początku sezonu przez 220 minut nie zanotował ani jednej dobrej interwencji. Wszystkie cztery strzały były golami przeciwników.

Czy Legii coś grozi po skandalu w Albanii?

Cztery zarzuty dla Kukesi, jeden dla Legii. UEFA w oficjalnym komunikacie ogłosiła, za co zostaną ukarani Albańczycy. Odpowiedzą za przerwanie spotkania, odpalenie środków pirotechnicznych, rzucanie przedmiotami, nieodpowiednie zachowanie swoich kibiców na trybunach, a także za wywieszenie transparentu z niedozwoloną treścią. Polakom zarzuca się rzucanie przedmiotami z trybun. Według przepisów, walkower na korzyść polskiej drużyny jest pewny, a wykluczenie albańskiego klubu bardzo prawdopodobne. Legia zapewne zapłaci kolejną karę finansową. Decyzja odnośnie kary dla Kukesi będzie ogłoszona w poniedziałek. Sprawą legionistów Komisja Dyscyplinarna zajmie się 13 sierpnia.

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 08.57.44

Z drobnych rzeczy:

– Listkiewicz: oby skończyło się na grzywnie

– Dudka wraca pod Wawel

– Pechowy Dejmek znów się leczy

– Skorża walczy o Hamalainena.

W namawianie piłkarza na pozostanie w Polsce mocno angażuje się trener Skorża. – Praktycznie codziennie rozmawiam z Kasperem i z zarządem Lecha – podkreśla szkoleniowiec, któremu trudno wyobrazić sobie drużynę bez Hämäläinena. – Nie ukrywam, że nie jest to dla nas komfortowa sytuacja, gdy Kasper może każdego dnia podpisać kontrakt z innym klubem. Bardzo chciałbym, żeby dał się przekonać i został z nami dłużej. Mam wrażenie, że powoli zyskujemy więcej atutów w tych rozmowach – dodaje optymistycznie szkoleniowiec.

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 09.13.44

Dalej jeszcze więcej ligowej drobnicy. Jankowski gra po swojemu, nie wykonuje poleceń trenera. Miał zostać w drugiej linii, wolał grać w ataku.

Kazimierz Moskal zapewnia, że nie ma pretensji do Jankowskiego. – Po meczu porozmawialiśmy i wszystko sobie wyjaśniliśmy. Co prawda założenia były inne, ale potem zauważyłem, że Rafael daje sobie radę i postanowiliśmy już niczego nie zmieniać – mówi. – Zamieszanie wynikło z tego, że szykowaliśmy zupełnie inną zmianę, ale kontuzji doznał Mączyński. Stąd pojawiło się trochę bałaganu, a przekaz w kierunku piłkarza nie był zbyt skuteczny. Nie był to wielki problem, co prawda nie tak to miało wyglądać, a z przebiegu gry wyszło inaczej – dodaje trener.

Dla przeciwwagi o Cracovii – weteran, który jest zmorą snajperów.

– Trener Zieliński już raz odmienił drużynę, w której grałem – mówi bramkarz Krzysztof Pilarz. – W Odrze Wodzisław byliśmy w sporym dołku, a potem zanotowaliśmy świetną passę. W rundzie wiosennej wygraliśmy 8 spotkań – wspomina sezon 2006/07. Po jesieni Odra była przedostatnia w tabeli, z 12 punktami. Zimą pojawił się Zieliński, a wiosną Odra wywalczyła 28 punktów i pewnie utrzymała się w ekstraklasie. – Cudotwórca? Nie, raczej człowiek, który stawia na siłę spokoju. Potrafi dotrzeć do zawodnika i wszystko fajnie zaskoczyło – twierdzi Pilarz, którego profesjonalna kariera trwa już 16 lat. Poważne granie zaczynał w Jezioraku Iława, a potem w Lechii/Polonii Gdańsk spotkał się z 18-letnim Sebastianem Milą. – Dużo zmieniło się od tego czasu, przede wszystkim stadiony i cała otoczka wokół ligi. My, bramkarze, patrzmy przede wszystkim na piłkę. Kiedyś grało się takimi „kartoflami”, które po uderzeniu poruszały się łatwym do przewidzenia torem. Dzisiejsze piłki lecą szybko…

Zrzut ekranu 2015-08-01 o 09.02.35

Na koniec strona felietonów – Tomasza Włodarczyka, Mateusza Borka i Krzysztofa Stanowskiego. Cytujemy fragment tego ostatniego. A czy ty widziałeś Ligę Mistrzów?

Pierwszy polski awans do Ligi Mistrzów dopadł mnie… w lesie. Rok w rok cały sierpień spędzałem na obozie harcerskim, gdzie jedynym kontaktem z cywilizacją był dużych rozmiarów magnetofon na baterie R20. Na falach długich – radiowa Jedynka. Gdy przychodziła odpowiednia pora – czyli gdy w weekend nadawać zaczynało studio S-13 lub gdy właśnie działo się coś wyjątkowego, jak mecz o Ligę Mistrzów – za pozwoleniem harcerskiej wierchuszki zaszywałem się gdzieś daleko w lesie, gdzie nikt nie mógł mi przeszkadzać. Jeszcze nie miałem pojęcia, że z komentatorem Andrzejem Janiszem kilka lat później będę przez miesiąc dzielił jedno mieszkanie w Portugalii (…) Jakże to było dawno… Kiedy Widzew grał z Broendby. nie istniały jeszcze nawet sieci telefonii komórkowej Era i Plus, a Onet.pl miał ledwie dwa miesiące i zdecydowana większość Polaków nie wiedziała, co to takiego – podobnie jak nie wiedziała, czym w ogóle jest internet (…) Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że przez całą przygodę z pisaniem – która trwa i trwa, bo przecież zdążyłem się zestarzeć, z patykowatego chudzielca stać się pączusiem, stracić sporą część włosów, wziąć ślub i przywitać na świecie syna, napisać trzy książki, odejść z PS i po wielu latach w roli felietonisty do niego wrócić – nie miałem okazji opisać awansu polskiego klubu do Ligi Mistrzów.

KOMENTARZE (0)