Reklama

Rafał Gikiewicz: Tu nikt mnie nie nazwie kablem ani konfidentem

redakcja

Autor:redakcja

08 września 2014, 15:35 • 7 min czytania 0 komentarzy

– Nie znam statystyk, ile przebiegałem w polskiej lidze, ale przeciętny bramkarz zalicza tu 5,5 kilometra, a zbliżam się do siedmiu. Cieszą się, że żyję w bramce i asekuruję linię obrony. Ostatnio po przegranej z Bochum trener powiedział, że tylko Rafał jest profi, zawsze prezentuje dobry poziom i wszyscy powinni podchodzić do meczu tak, jak ja. Zawsze miło usłyszeć od Niemca, że pozostali powinni równać do Polaka. Ale taki miałem cel od początku. Nawet u was czytałem, że jeśli Xabi Alonso przechodzi do Bundesligi, to – skoro umie grać w piłkę – nikt nie będzie czekał, aż się zaaklimatyzuje – opowiada Rafał Gikiewicz, który bardzo dobrze wprowadził się do Eintrachtu Brunszwik.

Rafał Gikiewicz: Tu nikt mnie nie nazwie kablem ani konfidentem

Może to za szybko wyciągnięte wnioski, ale chyba w końcu znalazłeś odpowiednie dla siebie miejsce.

Po pięciu tygodniach postawili na gościa, który nie mówi płynnie po niemiecku, a musi rządzić tymi Niemcami z tyłu. Jak mi idzie? Mamy cztery punkty, czyli nie jest za dobrze, ale graliśmy z Fortuną Duesseldorf, Kaiserslautern i Bochum – zespołami, które też chcą awansować do Bundesligi, a po każdym meczu wybierano mnie do trójki najlepszych zawodników spotkania. „Kicker” też zawsze mnie chwalił. Trenerzy mówią, że z tygodnia na tydzień wyglądam coraz lepiej, a – pamiętajmy – w Śląsku sześć miesięcy spędziłem w rezerwach. Ostatni mecz rozegrałem tam 27. października, dzień po swoich urodzinach, a tutaj dali mi grać już pod koniec lipca. Ciężko było od razu złapać optymalną formę, ale dałem radę.

Ten przeskok wyszedł ci bardzo płynnie.

Obawiałem się, jak to wyjdzie i dalej sądzę, że stać mnie na więcej. Prezentuję się solidnie, nie bardzo dobrze, ale przyjechałem tu wszystkim udowodnić – także Weszło – że jak wyjadę za granicę, to nie będę pitolił, że nie znam języka, Niemcy mnie nie lubią, a treningi nie odpowiadają. Chciałem sprawić, by na mnie postawili i mi się udało. Tutaj też rywalizuję z Marianem, ale nie Kelemenem, tylko Petkoviciem. Te Mariany za mną chodzą przez całe życie i nie mogę się od nich uwolnić, ale drugiego też posadziłem na ławie. Żarty żartami – nie mogę być pewny swojej pozycji. Jestem Polakiem i często szukam dziury w całym, bo nigdy nie wiem, do czego ktoś się może przyczepić. Nie chcę doprowadzić do takiej sytuacji, że zaliczę dwa słabsze treningi i do bramki wróci Petković, który dobrze wyglądał w środę i czwartek. Wszystko jest kamerowane i od razu ci to wyciągną. Po każdym meczu pokazują nam statystyki odnośnie biegania, a bramkarz dodatkowo analizuje swoje interwencje. Wszystko podane, jak na tacy.

Reklama

I ile przebiegasz, tak z ciekawości?

Nie znam statystyk, ile przebiegałem w polskiej lidze, ale przeciętny bramkarz zalicza tu 5,5 kilometra, a ja zbliżam się do siedmiu. Cieszą się, że żyję w bramce i asekuruję linię obrony. Ostatnio po przegranej z Bochum trener powiedział, że tylko Rafał jest profi, zawsze prezentuje dobry poziom i wszyscy powinni podchodzić do meczu tak, jak ja. Zawsze miło usłyszeć od Niemca, że pozostali powinni równać do Polaka. Ale taki miałem cel od początku. Nawet u was czytałem, że jeśli Xabi Alonso przechodzi do Bundesligi, to – skoro umie grać w piłkę – nikt nie będzie czekał, aż się zaaklimatyzuje. Zauważyli, że dobrze gram nogami i nawet jeśli krzyknę „moja” lub „ja” po polsku, to oni wiedzą, że wyjdę do piłki. Znam podstawowe słowa, jakoś się dogaduję, ale postawiłem sobie cel, by udzielić pierwszego wywiadu w grudniu lub na początku przyszłego roku. Lewandowski też się nie wygłupiał z tłumaczem.

Tobie chyba też odpowiada niemiecki styl bronienia, bo już w Śląsku pokazywałeś, że nie boisz się wyjść poza pole karne.

Byłem zaskoczony, bo tutaj kazali mi stać jeszcze wyżej, niż w Polsce, gdzie asekurowałem naprawdę daleko od bramki.

Wyżej, czyli na którym metrze?

Muszę stać 13-15 metrów za ostatnim obrońcą, więc jeśli on jest na połowie boiska, to stoję naprawdę wysoko. Oczywiście jest też druga strona medalu. Nie będę wymieniał nazwisk bramkarzy, którzy chcieli grać „Neuera” i im nie wyszło.

Reklama

Było ich ostatnio u nas z dziesięciu.

Wiem, że jeden błąd może mnie kosztować dużo, ale jest ryzyko, jest zabawa. Kto nie ryzykuje, ten nie zbiera owoców. Skoro w polskiej lidze trener Fornalik zwrócił na mnie uwagę i mówiło się, że dostanę powołanie, to może i trener Nawałka będzie mi się chciał przyjrzeć.

Druga Bundesliga to dla nas mała zagadka. Większość ligowców pewnie nie wahałaby się przed wyjazdem, ale tak naprawdę sami nie wiemy, jaki tak naprawdę to poziom.

Z Polaków w pierwszym składzie gra poza mną tylko Kacper Przybyłko. Sama otoczka wygląda lepiej niż w ekstraklasie. Tutaj chodzenie na mecze to hobby. W pierwszym meczu na Duesseldorfie przyszło 44 tysiące kibiców, na Kaiserslautern 34 tysiące, a i w Brunszwiku regularnie jest komplet. My też mamy piękne stadiony, ale z frekwencją jest nie najlepiej. Gdy pokazałem kolegom obiekt Śląska, to nie mogli uwierzyć, że w Polsce są takie areny. Ogólnie panuje tu trochę większy profesjonalizm, niż w ekstraklasie, ale nie popadajmy w paranoję, że u nas jest jakoś wyjątkowo źle. Gdyby Lech nie skompromitował się w pucharach, a Ruch miał trochę więcej szczęścia, to nasza piłka byłaby postrzegana trochę lepiej. Kolejna sprawa – mecze komentują takie postaci, jak Mehmet Scholl czy Giovane Elber. Przyjemna sprawa usłyszeć od kogoś takiego, że dobrze zagrałeś. Pytałeś, jaki to poziom… Myślę, że najlepsze zespoły ekstraklasy poradziłyby sobie tutaj, ale na pewno nie wszystkie.

A gdzie w tym wszystkim jest Brunszwik? Faktycznie mierzycie w awans?

Nie ściągamy zawodników za takie pieniądze, jak RedBull Lipsk, z którym zagramy w sobotę. Chcemy awansować, ale nikt o tym głośno nie mówi. Jeśli będziemy wygrywali, to w zimie klub poczyni więcej wzmocnień. Mierzymy w górę tabeli, ale nie rozpalamy nie wiadomo jakich ambicji. Podobają mi się też treningi. Bramkarz dwa razy w tygodniu bierze udział w grze na utrzymanie, czyli biega w polu bez rękawic. Nie są to ćwiczenia wytrzymałościowe, ale takie, po których masz się lepiej czuć między zawodnikami. Kiedy gramy w sobotę, w czwartek mamy stałe fragmenty gry, wrzutki, półwoleje, krótkie podania i strzały do bramek, które są ustawione na połowie. Nie mówię, że w Śląsku tego nie trenowałem, ale tutaj kładzie się na to zdecydowanie większy nacisk. W Polsce zaliczałem 25 minut rozgrzewki i wchodziłem do treningu z zespołem, a tutaj przez trzy dni w tygodniu pracuję nad samym rzemiosłem bramkarskim bez udziału drużyny. Wczoraj np. zespół biegał, a my mieliśmy treningi z gumami.

Ewidentnie słychać, że odżyłeś po tym transferze, ale zastanawiam się, czy czasem nie żałujesz, że tak późno znalazłeś się bliżej w miarę poważnej piłki.

Gdyby trenerzy Lenczyk i Levy postawili na mnie w Śląsku, to też by nie żałowali. Może zostałbym tam przez pięć lat i mieliby bramkarza na dłuższy okres? Nie wiem. Może się bali zaryzykować, może był inny problem, ale czasu nie cofnę. W październiku mam 27. urodziny i jeszcze parę lat mogę pograć na dobrym poziomie. Podobno bramkarz im starszy, tym lepszy, a sam wiesz, jak jest dzisiaj – jesteś młody, zagrasz trzy dobre mecze i jedziesz do Norymbergi, Udinese lub Leverkusen. Ja zacząłem grać w Ekstraklasie w innym wieku i musiałem zapłacić frycowe. Odbudowałem się jednak w naprawdę przyzwoitej lidze, więc chyba nie ma czego żałować.

Czyli wyjechałeś w idealnym wieku?

Nie wyjechałem jako ukształtowany piłkarz, ale na pewno jako przygotowany człowiek. Mam rodzinę i czteroletniego syna. Wszystko w moim życiu jest poukładane. Zostało mi półtora roku kontraktu, walczę o przedłużenie go, ale kto wie – może w dalszej perspektywie pojawią się jakieś oferty? 2. Bundesliga jest chętnie oglądana i nawet transmisje tak poukładali, żeby mecze dało się oglądać na SkySports przed 1. Bundesligą. Nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie.

Widać, że nabrałeś dużej pewności siebie.

Mamy w zespole czterech Norwegów i prawie samych Niemców, więc gdybym nie był pewny siebie, to zaraz by mi – Polakowi – smarowali czymś buty lub przebijali gwoździem, jak na Legii w dawnych czasach. Niemcy też nie byli do mnie na początku przekonani – mój konkurent gra tu w końcu od sześciu lat – ale jak zobaczyli, że coś im wybraniam, to dziś sami mnie wybierają w gierkach. Nie ma też problemu, że nie piję piwa.

Jesteś abstynentem?

Może nie abstynentem, ale w trakcie sezonu nie piję już od pięciu-sześciu lat. Tylko tutaj nikt mnie nie nazwie kablem ani konfidentem. Jesteś dobry, to cię szanują.

Rozmawiał TOMASZ ĆWIĄKAŁA


Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...