Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o aferze na Legii. Tylko u nas!
Weszło

Wszystko, co chciałbyś wiedzieć o aferze na Legii. Tylko u nas!

Stało się. Kolejny raz UEFA bezceremonialnie skarciła Legię Warszawa. Rok temu za zachowanie kibiców europejska federacja zamykała a to Żyletę, a to cały stadion, a to wlepiała kary liczone w setkach tysięcy euro. Tym razem z kolei mistrzowie Polski doigrali się w wyniku opłakanego w skutkach niedopatrzenia. Sportowo klub zmiótł Celtic w dwumeczu 6:1, jednak wylądował za burtą. Tylko na Weszło – w pigułce – kulisy tej niebywałej sprawy.

1. Jak ten cały bajzel się rozpoczął?

Od czerwonej kartki dla Bereszyńskiego w pojedynku z Apollonem Limassol. Zawodnik został zawieszony na trzy mecze, a kara przeszła na kolejny sezon. Żeby piłkarz w świetle przepisów UEFA skutecznie odcierpiał karę, musi być zgłoszony do rozgrywek (w eliminacjach do Ligi Mistrzów wysyła się zgłoszenia co rundę). W praktyce Bereszyński pauzował więc w obu spotkaniach z Saint Patrick’s oraz w pierwszym z Celtikiem. Tyle że teoretycznie – tylko w tym ostatnim, bo został zgłoszony dopiero na trzecią rundę.

2. Kto konkretnie jest winny?

Dwie osoby odpowiadają za rejestrację zawodników do rozgrywek krajowych i europejskich. Kierownik Marta Ostrowska oraz jej współpracowniczka. Co do tego, że obie zostaną zwolnione, nikt nie ma złudzeń – w końcu w wyniku ich rażącej niewiedzy i braku zgłębienia tematu, klub stracił ogromne pieniądze. Czy to przede wszystkim Marta Ostrowska jest winna? Tak. To do jej obowiązków należy znajomość takich regulaminów. Sytuacja jest o tym ciekawa, że początkowo Bartosz Bereszyński miał być zgłoszony na dwumecz z Saint Patrick’s, ale sztab trenerski w ostatnich chwili poprosił o wykreślenie go (skoro i tak nie może grać), a wpisanie Adama Ryczkowskiego. Tyle że sztab trenerski nie musi znać regulaminów UEFA, odpowiada za inne sprawy. To Ostrowska powinna wtedy podsunąć pod nos regulamin i wytłumaczyć, dlaczego nazwisko Bereszyńskiego musi pozostać na liście. Nie zrobiła tego, ponieważ najwidoczniej nie miała odpowiedniej wiedzy.

3. Czy ktoś powinien po kierowniku drużyny wszystko sprawdzać?

Najłatwiej dzisiaj odpowiedzieć, że tak. A w praktyce: bądźmy poważni. Każdy w klubie ma inne zadania do wykonania. Kto inny ustala taktykę, kto inny wyszukuje i sprowadza piłkarzy, kto inny opłaca rachunki za prąd, a kto inny zgłasza zawodników do rozgrywek. Gdyby po każdym wszystko sprawdzano trzy razy, to byłby paraliż. Oczywiście, teraz każdy powie: ale nie byłoby walkowera! OK. Ale błąd nie polegał na tym, że nikt po kierowniku drużyny nie sprawdzał wszystkiego, tylko na tym, że kierownik był niekompetentny.

4. Kim jest Marta Ostrowska?

W ITI była asystentką prezesa, później trafiła do Legii. Od początku odpowiadała za kwestie organizacyjne – od ogarnięcia strefy VIP w czasie otwarcia nowego stadionu, przy okazji meczu z Arsenalem począwszy. Później odpowiadała za flotę samochodową i dzielnie liczyła kolejne auta. Z doświadczeniem w pracy w administracji, zimą zeszłego roku niespodziewanie została mianowana kierownikiem drużyny, co było pomysłem Bogusława Leśnodorskiego (jak się okazało – samobójczym). Pełniła tę rolę jako jedyna kobieta na świecie (jeśli spojrzymy na poważne ligi – i jeśli do poważnych zaliczymy polską). – Organizuję sparingi, wyjazdy, noclegi i pilnuję przedmeczowych protokołów. Liczenie kartek czy wpisywanie w okienko numerów zawodników to przecież nic trudnego. Robiąc na Legii przetargi liczyłam w życiu dużo poważniejsze rzeczy. (…) Dla mnie najważniejsze jest dobre wykonywanie swojej pracy. Chcę, aby piłkarzom i trenerom pracowało się w Legii łatwiej. Mają myśleć o sporcie i wynikach. Reszta to moja działka – mówiła.

5. Ile kosztuje nieznajomość przepisów poparta lenistwem?

Różnicę między grą w Lidze Mistrzów i Lidze Europy (o ile się do niej zakwalifikuje). To około 30 milionów złotych w przypadku awansu do LE. Czyli LE daje 20 milionów złotych, a LM około 50 milionów. Warto zauważyć, że Viktoria Pilzno, która w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów zarobiła najmniej spośród wszystkich uczestników, uzyskała dokładnie 11,1 mln euro… Oczywiście, nie jest pewne, że Legia w LE w ogóle zagra, a przejście Celtiku by to gwarantowało. Straty więc – zależnie od rozwoju sytuacji – wynosić będą od 20 do 30 milionów złotych. Wkurzeni mają prawo być też piłkarze. Można szacować, że z premii za Ligę Mistrzów uzbieraliby około 2 miliony euro do podziału na drużynę. Czyli każdy stracił mniej więcej… po 50-metrowym mieszkaniu w dobrej dzielnicy Warszawy.

6. Kiedy Legia zorientowała się, że coś jest nie halo?

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać na podstawie posępnej miny prezesa Leśnodorskiego tuż po końcowym gwizdku w Edynburgu, a także gestykulującego w kierunku Ostrowskiej trenera Berga, właśnie wpuszczającego Bereszyńskiego w samej końcówce meczu – miało to miejsce zdecydowanie później. Oficjalnie skarga do UEFA poszła od jej delegata, natomiast bezpośrednio po końcowym gwizdku sędziego nie zgłaszał on żadnych uwag. Legioniści o realnej groźbie walkowera dowiedzieli się na chwilę przed wejściem na pokład do samolotu w czwartek. Trudno dziwić się ich wściekłości, temat błędu pani kierownik był odmieniany przez wszystkie przypadki. Z „kurwami” i „chujami” w miejscach pierwotnie przeznaczonych na przecinki. Wściekłość to naprawdę mało powiedziane… Atmosfera w samolocie była posępna, ponieważ przez blisko trzy godziny nikt nie mógł zadzwonić i dowiedzieć się, w czym konkretnie rzecz. W powietrzu krążyły domysły.

7. Jak zareagowała UEFA?

Wczoraj wieczorem UEFA poprosiła Legię o przesłanie pełnej dokumentacji dotyczącej zgłoszeń do drugiej i trzeciej fazy eliminacji. Klub tę prośbę spełnił, a prezes Leśnodorski momentalnie dołączył do przebywających w Nyonie Dominika Ebebenge i Michała Żewłakowa. Następnego dnia, czyli na dziś na godzinę 9:30 wyznaczono ogłoszenie decyzji europejskiej federacji. Przedstawiciele Legii starali się lobbować, zwracali uwagę na to, że sportowo, zatem zgodnie z forsowaną przez UEFA zasadą fair-play, to Polacy na boisku byli bezdyskusyjnie lepsi, a wkład nieuprawnionego do gry zawodnika był marginalny. Raptem parę minut, może ze dwa kontakty z piłką. Niestety, aktualne przepisy przewidywały tylko jeden rodzaj kary: walkower.

8. Jak zachował się Celtic?

Nikt z Celtiku – ani prezes, ani ważni ludzie z klubu nie odbierali od przedstawicieli Legii telefonów, ani nie odpisywali na maile. Zero reakcji. Ewentualne zapewnienie od Szkotów, że nie roszczą sobie praw do awansu przy zielonym stoliku i że nie będą odwoływać się do Trybunału w Lozannie, byłby mocnym argumentem. Mało tego, również osoba desygnowana przez Celtic na losowanie, wcześniej bardzo kontaktowa i skora do żartów, nagle udawała, że nie poznaje swoich rozmówców. Zwyczajnie starała się zapaść pod ziemię, a gdy już udało się ją dopaść, bezradnie rozkładała ręce.

9. Jak zareagowali przedstawiciele Legii?

Ani jeden przedstawiciel Legii nie pojawił się na losowaniu. W tej chwili wracają samolotem z Genewy. Na tarczy. Prezes Leśnodorski w czasie sądu nad mistrzami Polski musiał stać pod drzwiami niczym petent. Nie został wpuszczony na obrady, które początkowo miały trwać do pół godziny, lecz zakończyły się na krótko przed południem, na kiedy zaplanowano występ Łysego z UEFA, zabawiającego się kulkami. Teraz klub będzie odwoływał się, gdzie się tylko da – ale nikt nie wierzy w powodzenie tej akcji. Czas ucieka, a zanim sprawę rozpatrzy CAS, trzeba wyczerpać ścieżkę odwoławczą wewnątrz struktur federacji.

Fot.FotoPyK