Statystycznie rzecz ujmując… statystyki leżą
Weszło

Statystycznie rzecz ujmując… statystyki leżą

Za nami pierwsza część sezonu, za nami trzydzieści kolejek, które pozwoliło wywalczyć Górnikowi Zabrze utrzymanie, które sprawiło, że Widzew wciąż może marzyć o wydostaniu się ze strefy spadkowej, a walka o mistrza i puchary zaczyna się może nie od nowa, ale „na nowo”. Trzydzieści kolejek… Dobry czas na podsumowania, prawda? Zaczęliśmy kombinować trochę z naszymi własnymi statystykami, tyle ile mamy – z pewnością w ten czy inny sposób udostępnimy. Potem jednak nadszedł moment smutnej refleksji – mamy nasze własne oceny, mamy gole i asysty, jeszcze parę rzeczy, które wynotowaliśmy sobie samodzielnie, ale… niewiele więcej.
Weszliśmy bowiem w sekcję „statystyka” na oficjalnej stronie Ekstraklasy. Nie ukrywamy – trochę sprowokowali nas do tego kibice na Twitterze, którzy od dłuższego czasu dopominają się o jakiekolwiek większe podsumowania rozgrywanych meczów. Stwierdziliśmy, że czas powiedzieć sprawdzam i… cóż, statystyki leżą.

Wśród indywidualnych mamy strzały, strzały celne, naturalnie gole, żółte i czerwone kartki, faule oraz spalone. Delikatnie rzecz ujmując, na podstawie tych informacji możemy wysnuć tak oryginalne i nieszablonowe wnioski, jak ten, że Paixao sporo strzela i w sumie nieźle trafia, a Łatka i Trałka całkiem często faulują. Przyznacie, że te kilka liczb to owszem, minimum, ale dla ogórkowych lig, znanych wyłącznie z livescore’a. Tym bardziej, że w statystykach zespołowych mamy do dyspozycji… identyczny zestaw. Strzały, strzały celne, gole, spalone, faule i bramki stracone. Nawet kartki trzeba sobie dla poszczególnych zespołów policzyć samodzielnie.

Szczerze? To są żarty. To jest jawna kpina z ligi, którą bądź co bądź ogląda całkiem spora rzesza ludzi, więcej, to kpina z ligi, która przoduje we wszystkich możliwych zestawieniach – atrakcyjności dla sponsorów, zainteresowania medialnego, oglądalności… Jasne, to nie to samo co „Klan”, a brak transmisji w telewizji publicznej też potrafi odbić się na liczbie zainteresowanych rozgrywkami, ale tak czy owak – to najsilniejsza liga w kraju, gdzie futbol postrzega się jako sport narodowy.

Wbijamy się na stronę Bundesligi. Wita nas… po polsku. W przejrzystym i intuicyjnym interfejsie odnalazłby się nawet przedszkolak, który chciałby zerknąć ile sprintów wykonał w ostatniej kolejce Robert Lewandowski i ile podań celnych zaliczyli jego poszczególni koledzy. Mało? Przebiegnięty dystans, dośrodkowania, wygrane pojedynki… Brakuje chyba jedynie statystycznej liczby miligramów żelu na włosach w poszczególnych kolejkach. O, wiedzieliście, że w dziesiątej kolejce jednym z najbardziej wybieganych okazał się Per Skjelbred? Pyk, jedno kliknięcie i widzicie wszystko – od liczby kontaktów z piłką w tym sezonie, po procentowe rozróżnienie podań celnych i niecelnych, aż po procent wygranych starć główkowych.

Inny poziom! Na stronie Premier League woleliśmy nawet się za bardzo nie rozglądać, bo w profilu jednego z zawodników od razu wyskoczyło na nas zestawienie w jakiś sposób (!) wyglądały jego strzały niecelne (Joel Ward strzelał dwukrotnie obok prawego i dwukrotnie obok lewego słupka, i raz ponad bramką). No i w sumie po co nam to wiedzieć, skoro dostajemy jak na dłoni liczbę goli i spalonych? Czego my jeszcze chcemy?

Ano, droga Ekstraklaso. Chcemy statystyk. Jednych, oficjalnych, potwierdzanych przez centralę, rozbudowanych i profesjonalnych statystyk. Stadiony mamy europejskie, kibiców mamy europejskich, płace w klubach podobnie – czas zacząć sprzedawać to po europejsku. Założenie Twittera to niezły początek, teraz czekamy na coś, czego oczekują wszyscy – od dziennikarzy, przez trenerów, aż po kibiców. Chyba najwyższy czas, co?

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (0)