Do końca roku decyzja Osucha. Albo zostanie, albo przeniesie klub…
Weszło

Do końca roku decyzja Osucha. Albo zostanie, albo przeniesie klub…

Można się było tego spodziewać – w sprawie Zawiszy i Radosława Osucha nic nie jest jasne, a jeszcze wiele może się zmienić. Właściciel klubu mówi wprost: albo zostanie w klubie, albo przeniesie klub do innego miasta. Jest też opcja trzecia, która zakłada sprzedaż piłkarzy i dokończenie rozgrywek juniorami. Decyzji, jak twierdzi, jeszcze nie podjął. W dzisiejszej prasie trochę miejsca – zwłaszcza, że wczoraj piłkarze wydali oświadczenia, stając w obronie Osucha – poświęcono Zawiszy. My polecamy też wywiad z Adamem Nawałką w „Rzeczpospolitej”.
FAKT

„Fakt” pisze o wynikach wczorajszego losowania Ligi Mistrzów, zamieszczając wypowiedzi Tomasza Frankowskiego. A tuż obok… felieton Frankowskiego. Rozumiemy, że komuś to było na rękę, że tych kilka dodatkowych pytań można było zadać przy okazji, ale szanujmy się, tak? To chyba nie byłoby takie trudne przekręcić po te kilka zdań do kogokolwiek innego? Fragment tekstu „Franka”, akurat na koniec jesieni.

Generalnie kibice mogą być zadowoleni z kończącej się rundy w naszej ekstraklasie. Meczów było więcej, padało sporo goli, nie brakowało emocji. Oczywiście można narzekać, że w niektórych spotkaniach poziom nie był zbyt wysoki, ale jeśli dokonamy wstępnego bilansu reformy rozgrywek, to w moim odczuciu więcej jest plusów. Kto zasłużył na wyróżnienia? Wskazałbym Pogoń Szczecin. Ta drużyna poszła w ślady Jagiellonii czy Piasta Gliwice z poprzednich sezonów. Portowcy mają za sobą naprawdę dobrą rundę, na ich grę patrzyło się z przyjemnością. Trener Wdowczyk poukładał zespół i widać efekty.

Image and video hosting by TinyPic

Artykuł o zimowych planach Widzewa, czyli łódzkiego cyrku ciąg dalszy.

Prowizorka w Widzewie trwa. Klub w ubiegłym tygodniu ogłosił, ze pojedzie na zgrupowanie do Hiszpanii – okolice Alicante. Po kilku dniach wycofał się z tych planów. W ten sposób zaoszczędzi 200 tysięcy złotych. Zespół – jako jedyny w ekstraklasie – będzie do rundy wiosennej przygotowywał się w Polsce. Planowane są dwa obozy przygotowawcze – w Uniejowie. Jeden termin jest już zaklepany, ale na drugi nie zarezerwowany jeszcze hotelu! Ma to się stać w najbliższych dniach. Kolejna kuriozalna sytuacja to mecze kontrolne. Do tej pory Widzew nie podał terminów i nazw drużyn, z którymi będzie szlifował zimą formę.

Paweł Brożek w świetnym humorze wybiera się – akurat w tym przypadku nie mamy wątpliwości – na zasłużony urlop. A po nim wraca do walki o koronę króla strzelców. Fragment tekstu po wczorajszym meczu z Pogonią.

Oto bohater ostatniego meczu w tym roku. W spotkaniu Wisły z Pogonią Paweł Brożek (30 l.) zdobył 11. bramkę w sezonie. Dzięki temu trafieniu przezimuje jako lider ligowych strzelców. – Fajnie w udany sposób zakończyć rok – mówi napastnik Białej Gwiazdy. – Paweł Brożek samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców po rundzie jesiennej. Kto z was jeszcze cztery miesiące temu spodziewał się podobnego scenariusza? – napisał na Twitterze Jerzy Dudek. Pewnie nikt, bo cztery miesiące temu Brożek nie miał na koncie ani jednej bramki i dopiero wracał do pełni sił.

Image and video hosting by TinyPic

Adam Matuszczyk udziela wywiadu „Faktowi” i nazywa FC Koeln – z racji tego, że w klubie jest trzech Polaków – małą Borussią. Wiedząc, jaką jedni a jaką drudzy odgrywają w swoich drużynach rolę, dodalibyśmy słowo: „bardzo”. Warto jednak zacytować.

Polska trójka pomaga, ale głównie wchodząc z ławki rezerwowych.
– Na początku sezonu zagrałem kilka meczów w podstawowym składzie. Później trener zmienił taktykę, wypadłem ze składu i teraz jak pozostali koledzy z Polski jestem wchodzący. Ale skoro drużyna gra dobrze, jest liderem to jako tako trzeba to zaakceptować. W Pucharze Niemiec grałem w podstawowym składzie. Z Hamburgiem strzeliłem gola, pokazałem się z dobrej strony. Trener Peter Stoeger podkreśla w mediach, że jestem potrzebny zespołowi. Wiadomo, człowiek wkurza się czasami, że nie gra… Najbardziej denerwuje się chyba Kacper, bo on właściwie nie dostaje szansy. Ja i Sławek Peszko spokojniej podchodzimy do sprawy. Powiem odważnie, że awans do Bundesligi pomógłby mi we wskoczeniu do pierwszego składu. Tam będzie większa potrzeba defensywnego pomocnika, niż w 2. Bundeslidze w której często gramy dwoma napastnikami. Bardzo ofensywnie.

(…)

Na dziś jesteś byłym reprezentantem Polski.
– Tak, ale liczę, że jeszcze do kadry wrócę. Może, jeśli awansujemy do Bundesligi i zacznę w niej grać to trener zwróci na mnie uwagę? Mam taką nadzieję.

Nie chcemy sprowadzać Matuszczyka na ziemię, ale założenie, że skoro na zapleczu nie gra, to zacznie grać po awansie do Bundesligi jest dość odważne.

RZECZPOSPOLITA

Stefan Szczepłek rozmawia z Adamem Nawałką i efekty tej rozmowy są bardzo pozytywne. Selekcjoner opowiada o spotkaniu z Ludo Obraniakiem (usłyszał, że gra w reprezentacji to dla niego zaszczyt i zobaczył błysk w jego oku), ograniczaniu liczby obcokrajowców spoza Unii Europejskiej (jest za, ale nie chce, by młody Polak wskakiwał do składu tylko dlatego, że zwolniło się miejsce) i paru innych tematach.

Ale widział pan, że w końcówce sezonu nie wszystkim starczało sił, padały dziwne wyniki.
– W każdej lidze świata padają nieoczekiwane wyniki, a przyczyny tego są bardzo różne. Nie uwierzę, że w ekstraklasie dlatego dochodzi do sensacji, że wprowadzono reformę rozgrywek. Jeszcze dobrze jej nie odczuliśmy. Piłkarze rozegrali pięć meczów więcej niż zwykle, a taka dawka nie stanowi problemu. Intensywniejsze rozgrywki wymagają lepszego przygotowania motorycznego zawodników. Pod tym względem nie jest w naszych ligach najlepiej. Liczniejsze muszą też być kadry klubowe.

To wymaga większych wydatków na zawodników, 
a nie ma w ekstraklasie klubu, który nie narzekałby na brak pieniędzy.
– To, co pan mówi, jest pewnym uproszczeniem. Dyskutując o zmianie systemu rozgrywek, wzruszaliśmy się losem klubów biedniejszych, które nie dadzą sobie rady. Pracowałem właśnie w jednym z takich klubów, bo Górnik Zabrze nie jest potentatem finansowym. Pamięta pan, na którym miejscu zakończył rundę jesienną? Na drugim. Wyprzedziła go tylko Legia. Ale ja pracowałem w Zabrzu prawie cztery lata, dobrałem sobie współpracowników, przekonałem właścicieli i szefów klubu do swoich racji i wszyscy dobrze na tym wyszli. To jest droga dla innych klubów. Brak pieniędzy nie powinien stanowić alibi dla braku wyników.

Zacytowaliśmy fragment, ale tutaj warto przeczytać cały wywiad.

GAZETA WYBORCZA

W „GW” mamy m.in. tekst o kolejnych problemach Leo Messiego, o czym zdążyła poinformować hiszpańska prasa. Tym, którzy nie znają tematu, polecamy.

Rodzina Leo Messiego w kłopotach. Najpierw były problemy z fiskusem – ojciec gwiazdy Barcelony zatajał dochody syna, by nie płacić podatków. Teraz policja podejrzewa, że charytatywne mecze organizowane przez fundację „Messi i przyjaciele” były wykorzystywane przez kolumbijska mafię do prania pieniędzy z handlu narkotykami. (…) Chodzi o tak zwane bilety „rzędu 0”. Wykupują je bogaci ludzie, którzy wspierają imprezę charytatywną, aby wspomóc swoimi pieniędzy szczytny cel, ale nie mają zamiaru wziąć w imprezie udziału. Ponieważ trudno określić, ile osób wykupiło takie bilety, organizator może podać dowolną kwotę. W ten sposób według „El Mundo” mafia wykorzystywała mecze drużyny Messiego do prania brudnych pieniędzy.

Image and video hosting by TinyPic

Jest również artykuł o zamieszaniu w Bydgoszczy. Choć słowo „zamieszanie” w tej całej sytuacji jest wyjątkowo łagodne. Krótki fragment.

Piłkarze Zawiszy wsparli właściciela klubu w wojnie, jaką wypowiedzieli mu bydgoscy stadionowi chuligani. Zawodnicy zagrozili, że jeśli kibole zmuszą Radosława Osucha do odejścia z Zawiszy, odejdą razem z nim. Napisali: dość terroru na stadionie. (…) Nigdy wcześniej piłkarze i trenerzy w sposób tak otwarty i bezpośredni nie sprzeciwili się kibolom. W trakcie meczu z Lechem kibole z trybuny B, zamiast dopingować zespół, lżyli Osucha. Wywiesili transparenty z hasłami: „Zawisza to my. Nie Osuch i psy” oraz „Radek, ty nie jesteś zły, ty jesteś kapuś”. Wojna kiboli z Osuchem rozpoczęła się trzy tygodnie temu na meczu z Widzewem. Kibole Zawiszy zaprosili na to spotkanie zaprzyjaźnionych kompanów z LKS, stadionowych wrogów Widzewa. W 2010 roku identyczna sytuacja doprowadziła do walk na trybunach i zdemolowania bydgoskiego obiektu.

SPORT

Niewiele tu dzisiaj (ale nie tylko dzisiaj) ciekawego. Jest relacja z poniedziałkowej wigilii w Ruchu Chorzów i dość nietypowe przemówienie prezesa Smagorowicza.

Od dziś piłkarze trenera Jana Kociana – piąty zespół ekstraklasy (a po siódmej kolejce, przed „epoką Słowaka”, był czternasty!) – mają wolne. Wczoraj pożegnali udaną jesieni – i życzyli sobie nawzajem – życzeniami „wszystkiego niebieskiego” podczas tradycyjnej klubowej wigilii. – Jedyną pewną w życiu jest zmiana, czyli… ruch. W ruchu byli Maryja i Józef, gdy trafili do Betlejem, w ruchu byli trzej królowie, przychodząc złożyć pokłon Bożej Dziecinie. I my – jako klub – też jesteśmy w ciągłym ruchu, w fazie zmian. Ten mijający rok kończmy z optymizmem sportowym. Ale ten mijający rok był też bolesny: odeszło w nim od nas wielu przyjaciół: Jerzy Wyrobek, Henryk Dusza… No i został nas samych Gerard Cieślik… – refleksyjnie przemawiał do „niebieskiej rodziny” prezes Dariusz Smagorowicz.

Image and video hosting by TinyPic

Dziesiątkę Roku wybiera w „Sporcie” tym razem Marcin Daniec, i jest to już ostatnia (uff!) część. Ale ta akurat całkiem ciekawa, zwłaszcza w temacie Tomasza Jodłowca.

Wszyscy bez zastanowienia wskazują Lewandowskiego, a pan na pierwszy miejscu dał Błaszczykowskiego. Po znajomości? (córka Marcina Dańca miała wyjść na murawę razem z kapitanem reprezentacji w inauguracyjnym Euro 2012 meczu z Grecją – dop. red.)
– Kuba to fajny facet, lubię go, niech więc ma. Cały świat będzie głosował na Lewandowskiego, a tak Błaszczykowski też będzie miał chwilę satysfakcji. W przypadku „Lewego” po meczu z Ukrainą, kiedy chłop marnował setkę za setką, powiedziałem: „jeszcze jeden taki numer i z nami nie grasz”. Potem kilka tysięcy kibiców w internecie chciało mnie zlinczować. Dlatego już innych komentazy na jego temat nie będzie, ale daję go na drugim miejscu. Sobota, Szczęsny, niech będzie też Piszczek… Wskazać jeszcze kogoś z reprezentacji jest już ciężko, bo cienizna straszna.

(…)

Skoro ekstraklasa, to być może najłatwiej byłoby znaleźć kogoś w zespole mistrza Polski, Legii.
– Najchętniej nikogo bym z Legii nie dał, ale często jeżdżę do Wawrszawy i nie chcę ryzykować… Ł»ona podpowiada Jakuba Koseckiego, ale dajemy Tomasza Jodłowca; z zastrzeżeniem, że traktujemy go jako defensywnego pomocnika. Bo gdy wystawiany jest na środku obrony, to trener może dodatkowo strzelić sobie w stopę, albo jeszcze lepiej oddać mecz walkowerem. Co do ekstraklasy to żona mówi, żeby dać Kokoszkę – grał kiedyś w Wiśle, więc ma u mnie duży plus, ale niestety jest przystojny, więc w mojej „10” się nie znajdzie.

SUPER EXPRESS

„SE”, podobnie jak „Gazeta Wyborcza”, komentuje sprawę Zawiszy i wczorajszego oświadczenia piłkarzy. Warto zacytować fragment, w którym najwięcej mówią sami zainteresowani.

– Decyzję podejmę do końca roku. Albo zostanę w Zawiszy, albo przeniosę klub do innego miasta, mógłbym też sprzedać czołowych graczy, a rundę dokończyć juniorami – powiedział nam wczoraj Osuch. Właściciel Zawiszy jest zadowolony, że piłkarze i sztab szkoleniowy stanęli po jego stronie, choć tych ostatnich kosztowało to sporo nerwów, bo na przykład Michał Masłowski już dostał pogróżki za poparcie właściciela na jednym z portali społecznościowych. – Przykre, że rozmawiamy o czymś takim, a nie o postawie Zawiszy. A przecież graliśmy fajnie, mamy swój styl, nie jesteśmy czerwoną latarnią ligi, co niektórzy nam przepowiadali – powiedział nam Masłowski. – Ta sytuacja jest chora. Mam nadzieję, że wszystkie strony usiądą do rozmów i osiągną porozumienie. Nie wyobrażam sobie, aby prezes, który włożył w klub tyle pracy, nagle miał odejść.

Image and video hosting by TinyPic

Felieton Michała Listkiewicza, który opowiada o Australii i nagle, zupełnie niespodziewanie nawiązuje do wcześniejszej – mało istotnej, nie ukrywajmy – wypowiedzi Radosława Osucha. Aczkolwiek końcówka tekstu oryginalna… Ktoś przyjmuje zakład?

W Sydney ukazują się tuziny gazet, a każda ma imponujący dział sportowy. Szukając w nich informacji piłkarskich, popadłem w zakłopotanie. Krótkie wzmianki o europejskiej Lidze Mistrzów, parę zdań o kiepskim dla Australii losowaniu brazylijskiego mundialu. Tu nie bardzo wiedzą, z jakiego kraju jest Legia, Lech czy Wisła. Za to o trzeciej lidze rugby lub regionalnym turnieju krykieta dowiecie się wszystkiego. Takie przeżycie pomaga nabrać dystansu do głupstw pana Osucha, który widziałby w reprezentacji Polski połowę zawodników Zawiszy Bydgoszcz. Znaj proporcję mocium panie Radku i wszyscy, którym wydaje się, że polski futbol jest pępkiem świata. Na antypodach nie jest nawet paluszkiem u nogi, niestety. (…) Jest zakład: czy polscy piłkarze prędzej wrócą do najlepszej trzydziestki rankingu FIFA, czy polskie pendolino dojedzie z Warszawy do Łodzi w 70 minut, jak przedwojenna supertorpeda? Stawiam na piłkarzy. Wierzę, że Boniek wygra z premier Bieńkowską.

Tekst o formie Michała Kucharczyka, który cytujemy z braku laku. Nic specjalnego.

Mówi się, że prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą. Kucharczyk fenomenalnie zaczął sezon i… jeszcze lepiej go skończył. Gorzej było w jego trakcie. – Początek był super, dwa gole z Widzewem, myślałem że wreszcie złapałem wiatr w żagle. Ale potem przytrafiła się kontuzja, nie mogłem do siebie dojść, złapać rytmu… To było mocno denerwujące, bo głowa chciała, ale nie wychodziło. Teraz wreszcie zaskoczyło – mówi.

Image and video hosting by TinyPic

Z „SE” rozmawia Robert Lewandowski, który nikomu nie wciska bajek, tylko przyznaje wprost, że temat mistrzostwa Niemiec obecnie jest zamknięte. Podoba nam się to jasne postawienie sprawy, bo w tej sytuacji Borussia na tytuł nie ma przecież najmniejszych szans. Chociaż jeszcze we wczorajszym wydaniu „PS” Łukasz Piszczek był zupełnie innego zdania… Fragment rozmowy z „Lewym”.

Fakt, że przy tak poważnych brakach kadrowych awansowaliście do 1/8 finału LM utwierdza was w przekonaniu, że możecie osiągnąć bardzo wiele?
– To pokazuje, że jesteśmy naprawdę mocną drużyną. Może nie mamy dwóch równorzędnych jedenastek, ale pokazaliśmy charakter. Ostatnio co mecz, to graliśmy w innym składzie, co nam nie sprzyjało.

Przejdźmy do Bundesligi. Strata do lidera, Bayernu, wzrosła do 12 punktów. Może powinniście skupić się już na utrzymaniu trzeciego miejsca, a nie myśleniu o walce o mistrza?
– Będziemy chcieli gonić Bayern. Najpierw skupiamy się na wskoczeniu na to drugie miejsce. Przed nami jeszcze cała runda. Jeśli wrócimy do gry mocniejsi i będziemy kolekcjonować punkty, to jesteśmy w stanie powalczyć chociaż o drugie miejsce. Nie mówię już o mistrzostwie, bo ta strata jest duża.

PRZEGLÄ„D SPORTOWY

Dzisiejszy hit w prasie sportowej przypadł „PS”, ale nie jest to tekst piłkarski. Materiał o Tomaszu Gollobie, który opowiada o igraniu z losem i śmiercią, a także przyznaje, że przed walką o mistrzostwo świata w 2010 roku spisał testament.

Image and video hosting by TinyPic

A co w piłce? Mamy echa losowania Ligi Mistrzów i Ligi Europy, relację z wczorajszej Ekstraklasy, informacje o zainteresowaniu Śląska Łukaszem Janoszką, a także – w tej samej wersji, co w „Fakcie” – rozmowę z Matuszczykiem i tekst o wyśmiewanych piłkarzach Legii, którzy pokazali się z dobrej strony. Cytujemy ten ostatni.

Wyśmiewani, obrażani, krytykowani – w końcówce run gry grę Legii ciągną zawodnicy, na których wielu kibiców i ekspertów postawiło krzyżyk. Choćby Henrik Ojamaa. Przychodził jako najlepiej asystujący piłkarz w lidze szkockiej. W stołecznym klubie liczyli, że zawodnik będzie równie efektywny. Tymczasem w 19 meczach ligowych zaliczył ledwie trzy asysty (plus wywalczył rzut karny w meczu z Górnikiem; 2:1). W ostatnich tygodniach pretensje mieli do niego trener Jan Urban i koledzy z zespołu. Doszło do tego, że po jednej ze zmarnowanych sytuacji podczas spotkania Ligi Europy z Lazio Rzym (0:2) Dusan Kuciak przebiegł pół boiska, by zrugać Ojamę, a po ostatnim gwizdku sędziego Bartosz Bereszyński zapowiadał poważną rozmowę z klubowym kolegą.

Image and video hosting by TinyPic

I dwie najciekawsze w gazecie strony, z komentarzami oraz opinia. Tomasz Frankowski na średnim poziomie, ale cytowaliśmy już przy okazji „Faktu”. Bożydar Iwanow staje po stronie Jana Urbana i broni wyników Legii w lidze.

Ktoś powie: no tak, ale w Europie katastrofa. Ale przecież w ubiegłym sezonie w fazie grupowej Ligi Europy nie mieliśmy nikogo. Dwa lata wcześniej, w porządku, były dwa kluby. Ale co im to dało? Legia nawet awansowała do 1/16 finału, ale wiosną w Ekstraklasie nie wytrzymała tempa i Maciej Skorża stracił posadę trenera. Wisła też wyszła z grupy, lecz czy dzięki temu urosła w siłę czy raczej się przesiliła? Ekonomicznie liże rany do dziś. Lech najlepsze mecze w Lidze Europy rozegrał za Jose Marii Bakero. Jest ktoś, kto Baska w Poznaniu ciepło wspomina? A jak nasza ekstraklasa będzie mocniejsza, także od mistrza kraju zaczniemy wymagać. Skompromitował to się Lech z Ł»algirisem Wilno w eliminacjach Ligi Europy. Legia zagrała na miarę możliwości, a momentami zabrakło jej zwyczajnego farta. Nie można było od niej żądać cudów. Krajowy tytuł drużyna Jana Urbana zdobyła po siedmiu latach przerwy. Niech zrobi to trzy, cztery razy z rzędu, pogra regularnie w pucharach, zbuduje jakąś stabilizację, regularność, wtedy możemy mieć oczekiwania.

Głos, m.in. w temacie obcokrajowców, zabiera również Dariusz Dziekanowski. Ciężko się z nim nie zgodzić.

Ktoś może powiedzieć: ale kibice też mają dość tych nudnych spotkań, co pokazuje spadająca frekwencja. Nie jest to jednak wina liczby meczów. – To problem znacznie szerszy. Sytuacja taka powinna zmuszać władze klubów do mądrzejszych działań. Kibica nie oszukasz: jeśli wciskasz mu lipny produkt, tanią chińszczyzną, rzeczywiście możesz go zniechęcić. Trzeba więc zadbać o to, by ekstraklasa była atrakcyjniejsza. Należy zrobić wszystko, by podnieść jej poziom. Pierwszy, najprostszy chwyt: sprowadzać dobrych piłkarzy. Wiem, nie jest to łatwe, ale przykłady Marco Paixao ze Śląska Wrocław, Herolda Goulona z Zawiszy Bydgoszcz, czy Daisuke Matsuiego z Lechii Gdańsk, pokazują, że da się to zrobić. Ł»e zamiast ściągać pięciu tanich zawodników, lepiej wziąć dwóch nieco droższych. Ludzie przychodzą na stadiony, żeby oglądać piłkarzy którzy mają coś do pokazania. Do kina czy teatru też chodzimy dla ulubionych aktorów, a nie dla statystów. Naprawdę niewielu jest graczy, którzy przyszli do ekstraklasy za grosze albo za darmo, wypromowali się i kluby na nich zarobiły. To są przypadki. Ok, jesteśmy na razie skazani na nieco wyblakłe i wiekowe gwiazdy, jak choćby Danijel Ljuboja. Wiadomo, że nie możemy liczyć, że wydatki zwrócą się, bo sprzedamy takiego piłkarza za dwa lata z zyskiem. Ale lepsze jest kilka takich nazwisk, które można wykorzystać marketingowo, niż kilkunastu zawodników pokroju Roberta Jeża czy Pavela Ł ultesa, którzy nic ciekawego nie wnieśli do żadnej drużyny – ani sportowo, ani finansowo. Mam nadzieję, że ich czas dobiega końca.

W Anglii – jak to ostatnio zwykle bywa – pełna monotematyczność. Tim Sherwood zastąpił tymczasowo Andre Villasa-Boasa na stanowisku trenera Tottenhamu. Jedni piszą, że to ryzyko, drudzy – jak Harry Redknapp – apelują, by dostał szansę na dłużej.

Prasa hiszpańska swoją uwagę skupia dziś niemal wyłącznie na losowaniu Ligi Mistrzów. W Marce przeczytamy, że największą groźbą dla Barcy jest Kun Aguero, w AS-ie, że Real trafił na dobrego przeciwnika, Barcelona na złego, a Atletico na… brzydkiego po tym, jak Sulley Muntari z Milanu stwierdził, że chciał zagrać właśnie z „Rojiblancos“. W Mundo Deportivo starcie Blaugrany z City nazwali po prostu „Big Match“, a w Sporcie… „przekleństwem Figo“.

Reakcje po Champions League znajdziemy dziś na okładce Tuttosportu, który narzeka, że Juve znów trafiło na Turków. Dwa pozostałe dzienniki skupiają się na wczorajszym meczu Milanu z Romą. Ogółem nic zaskakującego.

Dzisiejszego dziennika A Bola niestety nie dostaliśmy, więc musimy rzucić okiem jedynie na dwa pozostałe. O Jogo tak jak wczoraj wychwala Carlosa Eduardo, pomocnika, za którego Porto zapłaciło zaledwie 900 tysięcy euro, a który ma wszystko, by stać się nową gwiazdą „Smoków“. W Recordzie możemy natomiast przeczytać o zmianie bramkarza w Benfice. Brazylijczyka Artura ma zastąpić Jan Oblak ze Słowenii.

Dzisiejsze L’Equipe zapowiada podbijanie Europy przez Paris Saint-Germain, którym wybitnie przyfarciło na losowaniu. Ekipa Laurenta Blanca zmierzy się z Bayerem Leverkusen, co przy losowaniu Milanu i Barcelony brzmi jak spacerek.

Dużo ciekawiej jest na stronach sportowych Bilda, który mecze niemieckich drużyn w LM zapowiada jako starcie z żelem (Ronaldo), bogiem (Ibrahimović), Gazpromem (Hulk) i Niemcom (Ozil). Brawa za kreatywność. Mamy też informacje o chwiejącej się posadzie Mirko Slomki w Hannoverze oraz o kryzysie w Werderze, gdzie doszło do bójki pomiędzy Clemensem Fritzem a Daviem Selke.

Fot.główne:FotoPyk

KOMENTARZE (0)