Zawód, niedosyt, rosnące problemy. To czas Feio w Radomiaku

Szymon Janczyk

12 marca 2026, 11:42 • 11 min czytania 13

Reklama
Zawód, niedosyt, rosnące problemy. To czas Feio w Radomiaku

W cztery miesiące nie powstał wielki Radomiak z marzeń Goncalo Feio. Spełnił się za to odwrotny scenariusz – trenera w klubie nie ma, została za nim afera. W Radomiu przekonali się, że „granie w głupie gry przynosi głupie nagrody”, ale to Feio przegrał najbardziej. Ktoś jeszcze pewnie w jego przemianę uwierzy, lecz nie będzie to nikt rozsądny. Jak wyglądała współpraca z nim w kolejnym klubie?

Goncalo Feio jedną rzecz robi najlepiej i wcale nie chodzi o trenowanie, ustawianie zespołu, wszelkie kwestie taktyczne, za które często był chwalony. Otóż Goncalo najlepiej dzieli. Obozy w zasadzie tworzą się same. Kto był w stanie znieść jego styl pracy i uniknął ostrzejszych spięć – ten go cenił. Kto był mniej odporny i zgarniał bezpośredni opieprz – ten miał go serdecznie dość.

Dlatego zawsze po zwolnieniu, odejściu, rozstaniu, słyszymy dwugłos. Pierwsi nazwą go najlepszym trenerem, z którym pracowali. Drudzy stwierdzą, że nie jest nawet trenerem dobrym, bo żeby takim być, trzeba nie tylko sprawnie rozpisywać treningi i mieć skuteczny plan meczowy, ale też dysponować umiejętnościami miękkimi, które sprawią, że gdy wpadniesz na byłych podopiecznych i współpracowników po latach, każdy poda ci rękę.

W Radomiu nie każdy to zrobi. W Częstochowie, Krakowie, Lublinie, Warszawie – też nie. Kolejny burzliwy rozwód to najwyższa pora, żebyśmy dali sobie spokój z narracją o „dobrym trenerze, ale…” i jakąkolwiek próbą obrony, docenienia tego, co Goncalo Feio robi na co dzień. Nie chcę już tego słuchać, gdy z opowieści o przemianie, ambicjach, rozwoju ponownie wychodzą tylko i wyłącznie problemy.

Reklama

Goncalo Feio w Radomiaku. Jak pracował, co wywołało problemy?

Tak trzeba nazwać to, co Feio zostawił po sobie w Radomiu. Świetnie, że po kadencji trenera na stadionie zostanie urządzona dla niego stołówka, ale trochę głupio usiąść w niej z kubkiem kawy i niczym komiksowy piesek otoczony płomieniami na wiralowym obrazku stwierdzić:

This is fine!

Charles Bukowski, bardzo lubiany przeze mnie autor, stwierdził kiedyś: what matters most is how well you walk through the fire. Nie da się tego oddać dosłownym tłumaczeniem, najłatwiej powiedzieć, że chodzi o umiejętność przetrwania prób, trudnego okresu. Goncalo Feio oblałby test Bukowskiego na całej długości – im gorzej się wiedzie, tym trudniej z Feio wytrzymać.

Reklama

I, co nie bez znaczenia, tym trudniej wytrzymać samemu Goncalo.

Zauważcie, że schemat zawsze wyglądał tak samo. Bo łatwo mówić o chęci rozwoju organizacji, poprawy warunków, profesjonalizacji, ale…

  • Motor Lublin Feio opuścił po tym, jak z sześciu meczów wygrał dwa;
  • w Legii Warszawa pierwsze spięcie nastąpiło w trakcie serii trzech meczów bez zwycięstwa;
  • Radomiak rozstaje się z Feio po jednej wygranej w sześciu wiosennych spotkaniach.

Nawet w Dunkierce, gdzie nie zaliczył oficjalnego debiutu, moment przesilenia akurat zbiegł się w czasie ze sparingową porażką. O tyle dotkliwą, że rywal wpakował mu pięć sztuk.

Goncalo Feio trenerem Radomiaka Radom

Reklama

Osoba, która współpracowała z Goncalo w przeszłości, zwróciła uwagę na to samo, tłumacząc, że Feio ma taki schemat działania. Gdy boi się, że sytuacja wymyka się spod kontroli, wyniki przestają się zgadzać, cel się oddala, plany się rozjeżdżają – szuka winnych, prowokuje konflikty, reaguje ostrzej niż wtedy, gdy coś mu się nie podobało, ale tabela się do niego uśmiechała.

Nie, że wtedy nie narzekał, nie marudził, nie wymagał, nie krzyczał. Po prostu reakcje się nasilały, nerwy potęgowały, coraz więcej drobnostek przeszkadzało…

I naprawdę wiem, że Radomiak organizacyjnie, strukturalnie, wymaga poprawy, progresu. W wielu miejscach i aspektach. Natomiast egzekwowanie tego też powinno odbywać się w jakichś standardach. Bo jeśli mówisz o profesjonalizmie, to bluzgi, emocje, groźby musisz odłożyć na bok. Musisz, po prostu musisz. Dobry przywódca, lider, potrafi nakręcić pozytywne zmiany, ale nie strachem, nie przymusem.

Jeśli metodą jest krzyk, agresja, to znaczy, że nie umiesz pracować z ludźmi i nimi zarządzać. Jeśli doprowadzasz do tego, że ludzie w twoim otoczeniu „są sparaliżowani” – zaznaczam, to cytat, nie opinia – to może warto się zastanowić, czy wynika to z braku profesjonalizmu i etyki pracy tej osoby, czy może jednak z tego, że to tobie jej brakuje?

Reklama

Od europejskich ambicji i zrozumienia do narzekania na „brak” siłowni i boiska

Po czteromiesięcznej przygodzie Goncalo Feio w Radomiaku nie potrafię patrzeć na niego jak na poważnego, dobrego trenera. Nie z powodu metod pracy szkoleniowej, lecz dlatego, że to, co opowiada, tak mocno rozjeżdża się z rzeczywistością, że nie ma sensu w to wierzyć. Kilka dni temu, dosłownie moment przed rozstaniem, w portugalskim Flashscore Feio rozpływał się nad tym, co buduje w Radomiu. Rzucając przykładami:

„To skromny klub, (…) ale rozwija się. Pomimo trzeciego najniższego budżetu w lidze czułem, że klub ewoluuje i że ma ambicję, by zrobić więcej. To mnie przekonało”.

„Jest też ambicja, by celować w miejsca w Europie. (…) Ambicją jest zrobienie czegoś wyjątkowego, aby dać klubowi coś, czego nigdy wcześniej nie miał: najlepszą pozycję w historii, a nawet kwalifikację do europejskich pucharów”.

Przytoczyłem fragmenty ledwie dwóch odpowiedzi i wystarczyło, żeby znaleźć w nich wielkie wizje, o których zresztą Goncalo rozprawiał regularnie. Europa, historyczny wynik – to były hasła, którymi lubił szastać, mimo że wcale nie musiał tego robić. Mógł być to cichy cel, to Feio sam z siebie obwieścił go światu.

Reklama

Parę dni temu trener wierzył, że klub się rozwija, ambitnie radzi sobie z ograniczeniami i generalnie brnie do przodu. Nie minęło wiele czasu po zwolnieniu, żeby albo on sam, albo jego otoczenie, zaczęło suflować i sprzedawać zupełnie inną narrację. Tym razem cytaty z „Przeglądu Sportowego”:

„Infrastruktura w Radomiaku też daleka była od wyobrażeń Feio. W klubie nie ma siłowni, choć na tym zależało szkoleniowcowi. W Radomiu jest na razie pomieszczenie z kilkoma ketlami”.

„Popsuły się relacje Feio z Gilewskim. Właściciel klubu wolał nie pojawiać się w nim, kiedy był tam portugalski szkoleniowiec”.

„W Radomiu po powrocie z obozu w Portugalii drużyna ćwiczyła pod balonem i do czasu inauguracyjnego spotkania z Arką nie wyszła na naturalną płytę”.

Reklama

Nie mam zamiaru udawać, że Radomiak dysponuje zapleczem infrastrukturalnym na poziomie czołówki Ekstraklasy. Niemniej rzeczona siłownia z „kilkoma ketlami” czy – jak mówiono w „Misji Sport” – „jedną sztangą”, w rzeczywistości została zaprojektowana przy udziale sztabu szkoleniowego jeszcze przed przyjściem Feio. Z czasem była regularnie uzupełniana, rozbudowywana. Wygląda ona tak:

Cel był taki, żeby na obiekcie można było korzystać z kilku najistotniejszych narzędzi do pracy siłowej, motorycznej. Zdjęcia wszystkiego nie oddają. Kilka kolejnych rowerków stoi w schowku. Widać tu sprzęt do treningu ekscentrycznego, który stanowi ogromną wartość zwłaszcza na etapie powrotu do sprawności po urazie. Dział medyczny twierdzi, że to coś ekstra, nie wszędzie coś takiego znajdziemy.

Reklama

Obok jest jeszcze duża sala do ćwiczeń, gdzie można przygotować się do treningu, meczu. Kolejny sprzęt znajdziemy w centrum treningowym. Natomiast siłownia sama w sobie, gdzie drużyna spotyka się na pełny, właściwy trening fizyczny, znajduje się pięć, dziesięć minut drogi ze stadionu. W zasadzie to siłownie są dwie – sieć, z którą współpracuje klub, ma dwie lokalizacje i chyba najbardziej nowoczesne warunki w mieście.

Feio był tego wszystkiego świadom, gdy podpisywał umowę. W „Misji Sport” padło: „Goncalo Feio przez kilka miesięcy nie mógł się doprosić siłowni w klubie. Oni nie mieli gdzie trenować”. Tyle że wewnętrzne ustalenia były takie, że siłownia powstanie najwcześniej latem, gdy Radomiak będzie mógł zainwestować w to „wolne” środki. Koszt wyceniono na około milion złotych, wybrano lokalizację wewnątrz obiektu. Planu pilnuje dyrektor sportowy Antonio Ribeiro, czyli człowiek Feio.

O kolejnych inwestycjach Goncalo rozmawiał często, np. w kontekście grzania murawy/balonu na przyszłą zimę. Na konferencji prasowej trener cieszył się zresztą, że może trenować pod nim, bo mróz negatywnie wpływa na mięśnie zawodników, nie pozwala przerywać zajęć, żeby coś wytłumaczyć, z obawy o ich zdrowie. Pół ligi w tym okresie nie mogło trenować na naturalnej trawie, trener Radomiaka sam mówił, że chce szukać plusów, nie minusów.

Teraz lepiej brzmią minusy, bo łatwiej puścić w świat narrację o tym, że nie było gdzie trenować, nie można doprosić się siłowni. Chyba iż uznamy, że informacje o wszystkich tych niedogodnościach płyną jednak z otoczenia klubu, nie trenera. Przyznacie jednak, że Radomiakowi raczej nie zależałoby na opowiadaniu takich historii, więc ich źródło można uznać, za oczywiste.

Reklama

Radomiak planował i prowadził inwestycje wspólnie z Feio. Nie wszystko mogło powstać od razu

Rozumiem, że niektórzy mogą uznać słowa mnie, miejscowego, za próbę działania dokładnie odwrotnego. To znaczy: wybielenia klubu, nie trenera. Zaznaczę więc, że w luźnych, zakulisowych rozmowach sam parokrotnie przytakiwałem Goncalo, który dziwił się np. temu, że on, osoba z zewnątrz, bardziej interesuje się tym, jak można zadbać o murawę niż miejska spółka za to odpowiedzialna. Że wygląda to tak, jakby jemu zależało bardziej niż jej pracownikom, których zdawał się dopadać niedasizm.

Podobne luki dostrzegałem w działaniach klubu. Przykładem anegdota o ponowionej sesji zdjęciowej. Goncalo przybył na nią, zorientował się, że nie wszyscy piłkarze wzięli obuwie i niektórzy się nim wymieniają. Nakazał powtórzenie jej, zwracając uwagę na to, że przecież są tacy, którzy mają umowy z partnerami technicznymi, że takich rzeczy trzeba pilnować, żeby wyglądało to poważnie. I nie potrafię się z nim nie zgodzić, to była rzecz, którą należało sprawdzić i dowieźć, żeby uniknąć głupich wpadek.

Feio wymagał dokładnych harmonogramów, rozpisek, planów. Słusznie, bo łatwiej funkcjonować w uporządkowanym świecie. Struktury klubu wciąż wymagają rozbudowy, rozwoju, podniesienia standardów. Radomiak zatrudnił Goncalo także po to, żeby wskazywał przestrzeń do profesjonalizacji oraz poprawy, więc trener to robił. Dopóki czynił to w cywilizowany sposób, można było mu tylko przyklasnąć.

Z narracją o braku klubowej siłowni, boiskach, nie zgadzam się więc nie dlatego, że za wszelką cenę chcę bronić wszystkiego, co radomskie. Uważam po prostu, że nie do końca fair jest punktować rzekome dziadostwo Radomiaka w momencie, gdy i tak sporo się wewnątrz klubu dzieje. Wyliczając ostatnie inwestycje:

Reklama
  • powstaje strefa odnowy za pół miliona złotych, budowane są jacuzzi obok sauny, na czas trwania prac pozyskano kolejne;
  • mocno zainwestowano w nowy, lepszy sprzęt dla działu medycznego,
  • kilkadziesiąt tysięcy złotych kosztowało uzupełnienie sprzętu do treningu siłowego.

Goncalo Feio i Antonio Ribeiro, dyrektor sportowy Radomiaka

Goncalo chciał mieć na stadionie stołówkę, więc ją ma. Chciał zgrupowań przed domowymi meczami, one także są możliwe. Gdy zażyczył sobie dwudniowego wyjazdu na mecz ligowy – też to spełniono. Zimą sprowadzono sprzęt, żeby zadbać o murawę na stadionie przy ul. Narutowicza 9, gdzie Radomiak mógłby trenować na naturalnej, podgrzewanej płycie. Feio po jednym treningu stwierdził, że woli jednak ćwiczyć pod balonem, więc jakby nie patrzeć pieniądze wyrzucono w błoto. W lampy naświetlające murawę stadionu przy ul. Struga 63 też zainwestowano zgodnie z jego wskazówkami.

Portugalczyk dostał największy sztab, jaki kiedykolwiek był zatrudniony w Radomiaku. Po jakimś czasie dokooptowano do niego jeszcze dodatkowego trenera przygotowania fizycznego. Trudno mi znaleźć realistyczne wymagania Goncalo Feio, które nie były spełniane. Pewnie parokrotnie spotkał się z odmową. Nie zakładam, że dostał wszystko, lecz nie zapominajmy, że mówimy o okresie czterech miesięcy. Feio podpisał umowę na trzy lata, to w tym okresie miał być widoczny progres, rozwój, poprawa warunków.

Twierdzenie, że na przestrzeni czterech miesięcy nie mógł się czegoś doprosić – zwłaszcza, gdy było to zaplanowane na kolejne miesiące jego pracy, z której się ewakuował – to po prostu przeinaczenie rzeczywistości.

Reklama

Goncalo Feio ciągle coś nie pasuje. Klubom lepiej bez niego

Uważam wręcz, że Goncalo Feio w Radomiaku otrzymał warunki do odpokutowania win i odbudowania kariery, jakich nie otrzymałby nigdzie. Mówię o środowisku pracy. Ściągnął swój sztab, miał zaufanego dyrektora sportowego, który budował zespół pod niego i mógł się z nim bardzo dobrze dogadywać. Radomskie braki mógł obrócić w swój atut i tak modelować przyszłość, żeby być z niej jak najbardziej zadowolonym.

Nie skorzystał, zawiódł ludzi, którzy mu zaufali, zawiódł też przynajmniej część tych, których ze sobą ściągnął, bo po zawieszeniu współpraca wewnątrz sztabu bywała burzliwa, bardzo burzliwa.

Feio nie pasowały warunki w Motorze Lublin, nie pasowały też w Legii Warszawa – w końcu rozmawiając o przedłużeniu umowy przedstawił słynną listę usprawnień, których oczekiwał (w myśl rozwoju klubu rzecz jasna). Nie pasowało mu i to, co zastał w Dunkierce, która jego zdaniem sypała się, nie dotrzymała obietnic, nie chciała stworzyć konkurencyjnej drużyny.

Tyle że Dunkierka zatrudniła Alberta Sancheza, który widział jeszcze lepszy piłkarski świat – był trenerem i asystentem w Barcelonie B – i radzi sobie bardzo dobrze, zajmuje siódme miejsce w stawce. Radomiak z Feio, z szerszym sztabem na pewno trenował lepiej, był bardziej zorganizowany. Niemniej punktował bardzo podobnie – 1,45 względem 1,23. Wykres Hudl StatsBomb wskazuje, że największa bolączka, czyli gra w obronie, poprawiła się na chwilę, żeby znów doskwierać. Ofensywa może ciut lepsza, ale nikt nie powie, że poprawa była wyraźna, że to całkiem inny zespół.

Reklama

Tak Motor, jak i Dunkierka są przykładem, że kluby, na które Goncalo Feio narzekał jako na nieidealne, rozwijają się znacznie lepiej bez niego. Z trenerem równie lub bardziej kompetentnym, przy tym spokojnym, stabilnym, z którym da się budować coś więcej niż krótki, burzliwy romans. W tym Radomiak może upatrywać pozytywów. Największym atutem, spuścizną po Goncalo, nie będą standardy, które miał wyznaczać, ale do których sam chyba nie dorósł.

Będą nim ludzie, których dla niego zatrudniono, którzy nie poszli za nim, gdy kolejny raz wybuchł, doprowadzając do swojego odejścia.  Moim zdaniem to też sporo mówi o tym, komu bardziej brakowało profesjonalizmu. Jestem spokojniejszy o przyszłość ich i Radomiaka niż samego Goncalo, chociaż się nie łudzę: wkrótce znów ktoś usłyszy, że inny Feio istnieje, że chce rozwijać się razem z klubem, osiągać rzeczy niewyobrażalne…

WIĘCEJ O RADOMIAKU RADOM NA WESZŁO:

SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

13 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Mońka może jeszcze trafić do U-21. Zależy to od innego zawodnika

Braian Wilma
2
Mońka może jeszcze trafić do U-21. Zależy to od innego zawodnika

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Mońka może jeszcze trafić do U-21. Zależy to od innego zawodnika

Braian Wilma
2
Mońka może jeszcze trafić do U-21. Zależy to od innego zawodnika