Niespodzianka! Trzecioligowiec w półfinale Pucharu Polski

Mikołaj Duda

04 marca 2026, 20:32 • 3 min czytania 10

Reklama
Niespodzianka! Trzecioligowiec w półfinale Pucharu Polski

Właśnie poznaliśmy drugiego półfinalistę Pucharu Polski. Do GKS-u Katowice, który po serii rzutów karnych wyeliminował Widzewa Łódź, dołączył Zawisza Bydgoszcz. Podobnie jak przy Nowej Bukowej, do wyłonienia zwycięzcy potrzebna był konkurs jedenastek.

Trwa piękny sen bydgoskiego Zawiszy. Zespół grający na czwartym szczeblu rozgrywkowym po drodze do ćwierćfinału Pucharu Polski pokonał choćby Wisłę Kraków. Tym razem uporał się z Chojniczanką Chojnice, która plasuje się w środku tabeli 2. Ligi. Mimo różnicy poziomów, to na boisku zauważalne nie było. Długimi fragmentami to piłkarze Adriana Stawskiego wyglądali na wyższych piłkarskich sfer.

Niebo, piekło i czyściec. Skomplikowane losy Zawiszy

Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice 1:1 (5:4 k.). Trzecioligowiec w półfinale Pucharu Polski!

Oglądając mecz spokojnie można było odnieść wrażenie, że grają ze sobą dwie drużyny z tego samego poziomu rozgrywkowego. A nawet można było wysnuć bardziej odważny wniosek, że to Zawisza jest tym zespołem, który na co dzień rywalizuje na wyższym szczeblu. Podopieczni Adriana Stawskiego swoją wyraźną przewagę potrafili udokumentować golem.

Reklama

Znów dał o sobie znać Michał Cywiński, który najwidoczniej upodobał sobie Puchar Polski. Przypomnijmy, w starciu poprzedniej rundy z Wisłą Kraków miał udział przy trzech z czterech zdobytych bramek przez trzecioligowca. Tym razem po uderzeniu 29-latka piłkę do siatki z najbliższej odległości skierował Filip Kozłowski.

Zresztą, nasze optyczne wnioski z pierwszej połowy potwierdzają statystyki:

Reklama
  • Posiadanie piłki – 58% Zawiszy;
  • Strzały – osiem do trzech dla Zawiszy;
  • Strzały celne – cztery do jednego dla Zawiszy;
  • Niebezpieczne ataki – 28 do 10 dla Zawiszy;
  • Rzuty wolne – 11 do siedmiu  dla Zawiszy;
  • Rzuty rożne – cztery do jednego dla Zawiszy.

Najkrócej mówiąc, Zawisza, schodząc na przerwę miał niezaprzeczalną przewagę i w pełni zasłużone prowadzenie.

Tak jak w Katowicach, znów zadecydowały karne

Po przerwie mecz wyglądał bardzo podobnie. Wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie dadzą się zaskoczyć i pewnie, bez większych emocji zameldują się w najlepszej czwórce tegorocznej edycji Pucharu Polski. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi, dobra akcja dopiero co wprowadzonego z ławki rezerwowych Marcina Koziny i zrobiło się 1:1.

Reklama

Dla Chojniczanki to zadziałało ożywczo, bowiem zaczęła częściej atakować i zwyczajnie stwarzać większe zagrożenie pod bramką rywala. Zawisza też próbował, jednak nie był aż tak groźny, jak w pierwszej połowie. Ogólnie, dogodnych szans na trzeciego gola w tym spotkaniu było jak na lekarstwo. Najgoręcej zrobiło się w piątej doliczonej minucie, czyli ostatniej akcji przed dogrywką. Zakotłowało się po rzucie rożnym wykonywanym przez Zawiszę, jednak piłka do bramki nie wpadła.

Dogrywka nie zachwyciła. Żadna ze stron nie była w stanie mocniej przycisnąć, przejąć inicjatywy i zaatakować. Już po upływie 120 minut powinien paść bramka na wagę awansu gospodarzy. Nie najlepiej po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłkę wypiąstkował Damian Primel. Wymarzoną okazję miał Michał Cywiński. Jego uderzenie na pustą bramkę golem się jednak nie zakończyło, więc podobnie jak dzień wcześniej w Katowicach kibice mogli obejrzeć serię rzutów karnych.

I znów, tak jak przy Nowej Bukowej, lepiej z 11. metra strzelali gospodarze. Chojniczanka pomyliła się raz, ale to zaważyło o awansie do półfinału Pucharu Polski. Niczym Mariusz Fornalczyk fatalnie spudłował Jakub Żywicki.

Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice 1:1 (1:1, 1:0), rzuty karne 5:4

  • 1:0 – Filip Kozłowski 31′
  • 1:1 – Valerijs Sabala 64′

Rzuty karne:

Reklama
  • 0:1 Sabala – gol,
  • 1:1 Szumilas – gol,
  • 1:2 Juchymowycz – gol,
  • 2:2 Cywiński – gol,
  • 2:2 Żywicki – niewykorzystany,
  • 3:2 Kona – gol,
  • 3:3 Bąkowicz – gol,
  • 4:3 Bojas – gol,
  • 4:4 Oleksiewicz – gol,
  • 5:4 Golak – gol.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

10 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna

Betclic 1. Liga

Gorzej od Piszczka zaczęło niewielu. Ich kluby za chwilę upadły. Tyski dramat

AbsurDB
10
Gorzej od Piszczka zaczęło niewielu. Ich kluby za chwilę upadły. Tyski dramat