Śląsk Wrocław chce być szeryfem, ale ma tylko pistolet na kulki

Jakub Białek

05 marca 2026, 17:55 • 8 min czytania 31

Reklama
Śląsk Wrocław chce być szeryfem, ale ma tylko pistolet na kulki

Śląsk Wrocław od kilku dni kompromituje się w sprawie niewpuszczenia kibiców Wisły Kraków. Już wiemy, że klub chcący grać szeryfa nie jest w stanie w żaden sposób obronić swojej decyzji. Wiemy też, że Remigiusz Jezierski wszedł w rolę pachołka, którym sterują wrocławscy chuligani. Dobre imię WKS-u może uratować już tylko PZPN, który – apelujemy! – musi wreszcie zacząć egzekwować swoje przepisy.

Działacze Śląska myśleli, że Wisła da się kiwać w nieskończoność. Tylko że Wisła ma obecnie dziesięć punktów przewagi nad trzecim miejscem i jak nigdy wcześniej może pogrozić walkowerem, gdy ktoś nie chce wpuścić jej na sektor gości (do czego jej wszystkich rywali obligują przepisy). Pewnie zrobiłaby już to dawno, zresztą Jarosław Królewski nieraz o tym przebąkiwał, ale w imię walki o awans nie chciała sięgać po ostateczne środki. Nigdy nie wiadomo przecież, jak zachowa się PZPN, a – jak wiemy – nie zawsze bywa logiczny.

Wojna o sektor gości. Śląsk bez argumentów

Tym razem Jarosław Królewski poszedł na zdecydowaną wymianę ciosów, którą Śląsk aktualnie przegrywa z kretesem. Klub z Wrocławia, jak wiele innych klubów, zamknął sektor gości przed kibicami Wisły, powołując się na tzw. uchwałę wyjazdową. Zawiera ona przepis, który zezwala gospodarzowi meczu na podjęcie takiej decyzji w momencie, kiedy zachodzą realne i udokumentowane przesłanki zagrożenia dla bezpieczeństwa. Związkowe prawo jasno precyzuje, że rozwiązanie to może zostać wdrożone jedynie w szczególnych przypadkach.

Czy mecz Śląska z Wisłą to jakiś szczególny przypadek? Absolutnie nie. To mecz jakich wiele. Zgadzamy się z Jarosławem Królewskim – jeśli klub z Wrocławia przerasta zorganizowanie takiego spotkania, to niech zajmie się czymś innym, np. niech organizuje warsztaty zielarstwa dla trzydziestu osób.

Reklama

Śląsk nie podaje żadnych sensownych argumentów. Powołuje się na to, że sobotni mecz będzie spotkaniem podwyższonego ryzyka, ale to klasyczny – wybaczcie obcesowość – argument z dupy. Przecież dosłownie dwa tygodnie temu na wrocławskim stadionie odbył się inny mecz podwyższonego ryzyka, z Odrą Opole, na którym oczywiście pojawili się przyjezdni kibice. Polskie służby przyklejają łatkę starć o wyższej temperaturze wyjątkowo chętnie i jeśli dla Śląska stanowi to problem, to lepiej niech od razu zlikwiduje sektor gości dla wszystkich.

Oczywiście będziemy bacznie obserwować, czy podczas kolejnych meczów podwyższonego ryzyka klub również będzie odmawiał przyjezdnym wejścia na stadion.

Drugim argumentem Śląska jest to, że inne kluby też nie wpuszczały do siebie wiślaków. Tylko że czego ma to dowodzić? Przecież te kluby robiły to w sposób bezprawny, w imię kibolskiego bojkotu i nawet otrzymywały za swoje postępowanie kary od PZPN. Jak można powoływać się na zachowanie, które polski związek uznał za nielegalne? To przecież tak, jakby piłkarz wykonał stempel, otrzymał żółtą kartkę i bronił się argumentem „ale inni też robili”. No, robili i dostawali za to żółte kartki, tak samo jak Śląsk najprawdopodobniej otrzyma od PZPN grzywnę.

Grzywnę, którą zapłacą – któż by inny – podatnicy.

Reklama

Trzecim argumentem są konsultacje z policją, tylko że wrocławska policja mówi wprost, że wcale nie rekomendowała zamknięcia sektora. Wręcz przeciwnie – była w stanie wdrożyć standardowe procedury bezpieczeństwa, tak jak w przypadku innych spotkań podwyższonego ryzyka.

Jedyną prawdziwą przesłanką, dla której Śląsk nie wpuści wiślaków, jest widzimisię. A jeśli ma jakieś konkretne udokumentowane argumenty, to niech – dla uspokojenia dyskusji – w końcu je przedstawi. Nie ma przecież żadnego powodu, żeby trzymać te dokumenty w szufladzie biurka. Ani nie mogą zawierać one wrażliwych danych (bo niby jakie?), ani w interesie Śląska nie jest utajnianie ich. Oczywiście, że klub nie przedstawi w tym temacie żadnej dokumentacji, bo słowa widzimisię nie da się precyzyjnie udokumentować.

Pokojowe sugestie kiboli

Klubowi widocznie podoba się to, że mówi jednym językiem z kibolami lub też – pisząc wprost – że kibole mówią mu, co ma robić. Nie kryje się z tym nawet Remigiusz Jezierski (co za początek w roli prezesa!), który w wywiadzie w Radiu Wrocław wprost mówi o naciskach ze strony środowiska. Naciskach, które on sam nazywa „podpowiedziami” i „sugestiami”.

– Klub nie uległ szantażowi? – spytał go dziennikarz.

Reklama

– Nie, absolutnie nie. Nie ma w ogóle mowy o czymś takim. To są podpowiedzi, to są sugestie. Tak jak rodzina by pana zapytała: czy jest bezpiecznie iść na mecz?

I dalej: – Nie chcemy konfliktu z kibicami, bo w wielu miejscach w Polsce kończyło się to nie najlepiej. Już nie mówię, że dla prezesa, ale dla klubu czy dla miasta. Ja mogę się wypowiadać w sposób formalny, oficjalny. Te nieoficjalne wypowiedzi są nie na antenę. Na kuluary, może wasze dywagacje.

Jezierski otrzymał na tyle przekonujące „sugestie” od kiboli, że wolałby podać się do dymisji niż ugiąć się w sprawie wiślaków. – Remek powiedział nawet, że on jest gotów nawet zrezygnować ze stanowiska – to słowa Kuleszy dla Mateusza Migi z TVP Sport. I, przyznacie, to trochę dziwne, że prezesowi klubu tak zależy na niewpuszczeniu kibiców gości, że jest w stanie poświęcić za to nawet swoją posadę. Nie, kibole na pewno nie narzucili mu, co ma robić.

Hipokryzja kiboli

Z perspektywy samych kiboli, jedynie podpowiadających i sugerujących prezesowi, to też naprawdę ciekawa sprawa.

Reklama

Po pierwsze – czy kiboli zadowala, że ich podpowiedzi realizowane są przy użyciu opinii policji? Kibice Wisły nie wejdą na sektor w imię paktu bandytów. Ci bandyci nienawidzą policji i współpracę z nią poczytują za największą hańbę, wykluczając poza swoje środowisko każdego, kto zdecyduje się współpracować z organami ścigania. I teraz klub, żeby nie wpuścić wiślaków, rozpaczliwie powołuje się na konsultacje z policją, jakie toczył w momencie podejmowania tej decyzji (swoją drogą powoływanie się na zdanie policji jest mocno naciągane, bo ta wcale nie rekomendowała zamknięcia sektora, ale to już inny temat).

Kibole wysługujący się opinią policji…

Tego jeszcze nie grali.

Pytanie numer dwa – co kibole Śląska na to, że ich zgodowicze z Gdańska po tym jak w lutym napadli na arkowców zostali złapani z młotkami i innymi narzędziami? Czy też nie wpuściliby ich na stadion? A może uważają, że jeździli z narzędziami po mieście, i to trzymając je z przodu na dywanikach, bo jechali wspólnie budować karmniki dla ptaków?

Reklama

I trzy – dlaczego używanie sprzętu nagle zaczęło im przeszkadzać, skoro przez 28 lat, aż do 2016 roku, mieli z wiślakami bliską zgodę? Tak się składa, że akurat przypadła ona na szczyt popularności załatwiania kibolskich spraw za pomocą ostrych narzędzi przez bandytów z Wisły i Cracovii. W tamtych czasach w Krakowie doszło do wielu zabójstw na tle kibolskim. Wtedy Śląskowi to w ogóle nie przeszkadzało. Teraz – przeszkadza to, że grupa bandytów nie podpisała paktu.

I to wcale nie tak, że wrocławscy chuligani zerwali tamtą zgodę dlatego, że doszli do wniosku, iż jednak brzydzą ich ostre narzędzia. Zakończyli ją ze względu na to, że wiślacy zawiązali przyjaźń z Ruchem, który to z kolei ma dobre relacje z Widzewem, a kibole tego klubu odpowiadają za śmierć kibica Śląska w 2003 roku.

To zakłamane środowisko, kierujące się często prywatnymi interesami, będzie później narzucać klubom, co mają robić. A następnie wszyscy, dla świętego spokoju, chcą za tym podążać i zaczynają sami w to wierzyć. Remigiusz Jezierski chodzi po mediach i broni kibolskiego układu, a później normalni kibice Śląska – dla których nie powinno mieć żadnego znaczenia, czy bandyci biją się ze sobą przy użyciu narzędzi, czy jednak bez – zaczynają mówić tym samym przestępczym językiem.

Czy Śląsk Wrocław naprawdę chce się opowiadać za tym, w jaki sposób powinny toczyć się kibolskie ustawki?

Reklama

Czy Śląsk Wrocław chce naprawiać przestępczy świat?

Czy Śląsk Wrocław nie powinien zająć się graniem w piłkę i organizowaniem meczów?

Moje zdanie jest jasne – jeśli przestępczość zorganizowana, także ta z użyciem ostrych narzędzi, ma być podstawą do niewpuszczania kibiców na stadiony, to bądźmy konsekwentni. I oprócz delegacji Wisły, przestańmy wpuszczać też przedstawicieli większości innych największych klubów, wokół których powstała stadionowa bandyterka. Taka odpowiedzialność zbiorowa zaprowadzi nas do tego, że na wyjazdy jeździć będą jedynie Nieciecza i Niepołomice. Uważam, że od ścigania groźnych przestępców są stosowne służby, a nie kluby piłkarskie, na których decyzjach cierpią normalni kibice, którzy sami brzydzą się gangsterskim światem. Cokolwiek mówić o Wiśle – mało który klub przeszedł w ostatnich latach taką przemianę, jeśli chodzi o środowisko wokół niego, jak właśnie Biała Gwiazda.

PZPN musi zareagować

PZPN został teraz postawiony pod ścianą i musi pokazać, że ma jaja, czyli że egzekwuje przepisy, które sam ustanowił. W styczniu poprzedniego roku – pod naciskami Wisły – lekko znowelizował swoje prawo, dając sobie możliwość do reagowania w takich sytuacjach, jak teraz.

Reklama

Do stycznia 2025 roku procedura wyglądała następująco.

  1. Wisła Kraków wnioskuje o pulę biletów na sektor gości.
  2. Klub X informuje o zamknięciu sektora ze względu na kwestie bezpieczeństwa lub awarię.
  3. Do meczu nic już nie da się zrobić.
  4. Mecz się odbywa.
  5. Wisła może później ewentualnie wnosić o postępowanie dyscyplinarne.

Natomiast nowelizacja ustawy sprawiła, że PZPN może zareagować szybciej, bo obecnie…

  1. Wisła Kraków wnioskuje o pulę biletów na sektor gości.
  2. Klub X informuje o zamknięciu sektora ze względu na kwestie bezpieczeństwa lub awarię.
  3. PZPN sprawdza, czy zamknięcie sektora jest zasadne.
  4. Jeśli tak, mecz odbywa się bez kibiców Wisły.
  5. Jeśli nie, mecz odbywa się z kibicami Wisły.
Reklama

Dawniej kluby miały prawo do autorytarnego podjęcia decyzji o niewpuszczeniu kibiców gości, której nie dało się w żaden sposób zmienić. Jedyne, co mogli zrobić poszkodowani, to wnosić później o wymierzenie kary dyscyplinarnej. Obecnie PZPN może zadziałać wcześniej, czyli przeanalizować realne i udokumentowane przesłanki, stworzone po pokojowych sugestiach i podpowiedziach kiboli, które przedstawi mu Śląsk. Wtedy PZPN będzie miał prawo do tego, by uznać zamknięcie sektora gości za bezprawne i otworzyć go dla wiślaków. W tym momencie widzę to jako jedyne wyjście z tej sytuacji z twarzą.

WIĘCEJ O AFERZE WOKÓŁ ŚLĄSKA WROCŁAW I WISŁY KRAKÓW:

Fot. newspix.pl

31 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Sejmowy zespół ds. wspierania Arki, Lecha i Cracovii. Pytamy, o co chodzi

Paweł Paczul
3
Sejmowy zespół ds. wspierania Arki, Lecha i Cracovii. Pytamy, o co chodzi

Betclic 1. Liga

Betclic 1. Liga

Gorzej od Piszczka zaczęło niewielu. Ich kluby za chwilę upadły. Tyski dramat

AbsurDB
24
Gorzej od Piszczka zaczęło niewielu. Ich kluby za chwilę upadły. Tyski dramat