Dużo się mówi o tym, jak wielkie pieniądze wydał już Widzew na transfery, ale w tle pozostaje temat tego, jak wielkie pieniądze potrzebne są jeszcze, by dogonić czołówkę pod innymi względami. Jasne, rośnie ośrodek treningowy w Bukowcu, pęcznieją plany rozbudowy stadionu, trwa budowa boiska treningowego tuż obok niego, ale to wszystko dopiero będzie. Teraz jest kiepski obiekt treningowy w parku i ukryte pod balonem sztuczne boisko na obrzeżach miasta. Obraz niezbyt pasujący do w opinii wielu najbogatszego klubu w lidze.
Kolejny to dowód na to, że cały projekt potrzebuje czasu, żeby urosnąć do rangi, którą już możemy chcieć mu pochopnie przypisywać. Znajdą się pewnie tacy, co obruszą się na postawienie sprawy w dosyć bezpośredni sposób, ale Widzew chwilę temu był w ekstraklasowej skali najwyżej średnim klubem. Oczywiście z wielką historią, wspaniałą marką, ogromną i oddaną kibicowską bazą, ale organizacyjnie i strukturalnie – po prostu, średni klub.
Na pstryknięcie palcami nie może się to zmienić, czego doskonałym dowodem jest aktualny stan boisk treningowych zespołu z Łodzi. Niezmienny właściwie od reaktywacji klubu, czyli dobrej dekady. Wtedy, na czwartą ligę, to wystarczyło nawet z nawiązką. Teraz? Teraz wygląda licho i drużyna ma warunki do treningu gorsze niż choćby pierwszoligowy sąsiad. Ale i oczywiście sporo drużyn Ekstraklasy.
Treningu tu, trening tam. Baza jeszcze gdzieś indziej
Zacznijmy od tego, że łodzianie prawie nie trenują na stadionie. Taki stan rzeczy komentował nie przebierając w słowach były trener Widzewa, Zeljko Sopić. Poruszał temat przy okazji wywiadu udzielonego Weszło: – Dla mnie niewyobrażalna jest jeszcze jedna rzecz, niezależnie od tego, czy byłbym mistrzem, czy gdyby mieli jutro wyrzucić mnie z pracy: to fakt, że trenujemy tylko dwa razy w miesiącu na stadionie. To niedopuszczalne, że taki klub jak Widzew może robić to wyłącznie dwa dni przed meczem domowym – burzył się Chorwat w lipcu ubiegłego roku. – Dla mnie cała ta sytuacja w Łodzi jest niewiarygodna. Rozmawiałem z ludźmi, którzy odpowiadają za stadion. Ciągle słyszę, że coś jest niemożliwe. Jak to niemożliwe? Trenować przy dobrej pogodzie dwa razy w tygodniu?! Nie wiem, mamy na Widzewie złotą trawę? – ironizował.
Sopić: Ludzie kochają być okłamywani. A ja nie opowiadam bajek [WYWIAD]
Przepowiadał też wówczas, że prawdziwe problemy zaczną się dopiero wtedy, gdy przyjdą mrozy. Bo boisko, na którym zwykle trenuje Widzew, to dostępne dla drużyny przy dodatnich temperaturach, nie jest szczytem marzeń. To właśnie magia Łodzianki – miejskiego obiektu sportowego położonego w parku, jakieś półtora kilometra od stadionu. Do treningów ekstraklasowego zespołu nadaje się tam może jedna płyta z czterech. Bo jedna to po prostu orlik, druga to większy orlik, trzecia to hybryda, na którą też w przeszłości już narzekano, a czwarta… czwarta stoi teraz odłogiem, bo faktycznie strach na niej trenować w tych warunkach.

Przy odrobinie szczęścia można na tej trasie wpaść na piłkarzy Widzewa rowerami podjeżdżających na trening. Ale nie zimą, bo zimą Łodzianka nie nadaje się specjalnie do użytku
Dalekie to od obrazu ociekającego złotem Widzewa, sami przyznacie. A gdyby nawet odrzucić element rowerowy, to i do jazdy samochodami spod stadionu – gdzie odbywają się odprawy i gdzie piłkarze mają szatnię – trzeba mieć sporo cierpliwości. Bo o ile na trening można się dostać w parę chwil, o tyle wrócenie z niego może zająć i ze dwadzieścia minut przez zakorkowaną na całej długości od Małachowskiego do Piłsudskiego ulicę Niciarnianą.
Komfort to to nie jest. Aury wielkiej piłki też tu się raczej nie da dostrzec.
W autokar i pod balon. Płyta ładna, ale sztuczna
Alternatywą którą w ostatnim czasie wykorzystuje Widzew jest zatem boisko w położonej pod Łodzią Wiśniowej Górze. Około dwudziestu minut drogi od stadionu, tę trasę zespół pokonuje autokarem. W ubiegłym tygodniu było to prawdziwe centrum treningowe czerwono-biało-czerwonych, choć uzbrojone jest ono w… sztuczną nawierzchnię. Zadbaną, naprawdę niezłej jakości, równiutką. Ale jednak sztuczną, a to zawsze większe ryzyko kontuzji i mimo wszystko zauważalna różnica względem naturalnych płyt, na których potem rozgrywane są mecze ligowe.

Do Wiśniowej Góry nie jest daleko, na pewno bliżej niż do… Uniejowa
Plusem przy mroźnej pogodzie jest oczywiście balon, ale w idealnym układzie byłby on rozciągnięty nad jakimś naturalnym boiskiem. A tak nie dość że murawa inna niż potem w meczu, to jeszcze warunki inne niż potem w meczu. Nie mamy zamiaru jakkolwiek usprawiedliwiać wyników Widzewa z ostatnich dwóch kolejek taką a nie inną dostępnością boisk treningowych, co to, to nie.
Widać jednak, jak dużo jeszcze trzeba włożyć pracy, by klub z Łodzi doszlusował do polskiej czołówki pod względem infrastrukturalnym. Czasem mającym niemałe znaczenie.
To już nie są żarty. Spadek zagląda w oczy Legii, Widzewa i Pogoni
Uniejowski luksus. Szkoda tylko, że to tak daleko
Zapytacie więc, czy Widzew w ogóle ma jakieś boisko, o którym powiemy, że jest w sam raz na jego potrzeby? Takie, na które można liczyć? No ma. W Uniejowie, kawał drogi od Łodzi, pół rzutu beretem od granicy województwa.
– Jedyne w kraju boisko podgrzewane wodą geotermalną, z którego można korzystać przez cały rok. Treningi odbywają tutaj reprezentacje Polski w piłce nożnej i kluby piłkarskie z całego kraju – chwali się na swojej stronie uniejowski urząd. No i fajnie, ale to prawie 90 (!!!) kilometrów od stadionu Widzewa. W planach treningowych sztab szkoleniowy łódzkiej drużyny na dojazd do tego obiektu wyznacza półtorej godziny okienka. Oznacza to, że tylko po to, żeby potrenować w sensownych warunkach cały zespół spędza trzy godziny w autokarze na dojazdach.
Przykładowy dzień z Uniejowem w rozkładzie może więc wyglądać mniej więcej tak:
- 10:00 – wyjazd ze stadionu,
- 11:30 – przyjazd na miejsce,
- 12:00 – analiza i przygotowanie,
- 13:00 – trening,
- 14:30 – obiad,
- 15:00 – zabiegi fizjoterapeutyczne,
- 16:00/16:30 – wyjazd z Uniejowa,
- 17:30/18:00 – przyjazd na stadion.
I oczywiście, wszystko zamyka się w ośmiu godzinach, nie jest jakieś kosmicznie obciążające. Ale widać już na pierwszy rzut oka, że taki dzień można zamknąć w godzinach sześciu. O ile oczywiście boisko masz pod nosem.

Przed meczem z Wisłą Płock Widzew też jeden raz ma trenować w Uniejowie. W piątek
Melodia przyszłości, choć już całkiem niedalekiej
Czeka więc Widzew na treningową bazę z prawdziwego zdarzenia i ma się doczekać już w przyszłym sezonie. W Bukowcu, czyli góra pół godziny od stadionu, powstaje kompleks, który ma zabezpieczyć wszystkie potrzeby łodzian.
– Budynek Widzew Training Center ma być dwukondygnacyjnym obiektem o zwartej formie, z reprezentacyjną elewacją frontową, wejściem głównym i holem. Ma pełnić funkcję zaplecza sportowo-edukacyjno-socjalnego dla boiska stadionowego. Trybuna ma być stała oraz połączona funkcjonalnie z budynkiem. Została ona zaprojektowana na 900 miejsc siedzących z montażem krzeseł dla minimum 600 miejsc. Według harmonogramu budowy na rok 2026 zaplanowano powstanie boiska naturalnego dla pierwszej drużyny wraz z budynkiem i ministadionem oraz powstanie boiska naturalnego dla drużyn akademii wraz z zapleczem technicznym – czytamy na stronie klubu.
Na ten moment… trochę już z tych planów widać. Stoi część budynku, jest zarys trybuny. A wstępną funkcjonalność cały obiekt ma uzyskać jeszcze w tym roku.
Do tego czasu trzeba się jednak jeszcze przemęczyć z takim rzucaniem zespołu od Wiśniowej Góry, przez Łodziankę, aż do odległego Uniejowa. I uporać się z bardziej palącymi problemami, które sprawiają, że boiskowe niedogodności schodzą dziś na dalszy plan. Nawet jeśli ich waga nie jest mała i mogą mieć znaczenie także dla sportowej postawy Widzewa w kolejnych meczach Ekstraklasy.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Oryginalny pomysł Jakubasa. Chciałby przekazać udziały w klubie sztabowi
- Pablo Rodriguez jest niedoceniany. To kluczowa postać Lecha Poznań
- Kowal apeluje do kibiców Legii: Dajcie spokój piłkarzom!
Fot. Newspix