Walkower na niekorzyść Wisły. Nie mogło być inaczej

Jakub Białek

13 marca 2026, 14:11 • 4 min czytania 43

Reklama
Walkower na niekorzyść Wisły. Nie mogło być inaczej

PZPN wypadł w aferze wokół meczu Śląska z Wisłą jak zupełnie nieudolny i chaotyczny organ, który zamiata niewygodne tematy pod dywan, a później dziwi się, że one eksplodują. Ale nawet ten nieudolny i chaotyczny PZPN nie mógł zdecydować inaczej niż przyznać walkower na niekorzyść klubu z Krakowa. I właśnie to zrobił.

W zeszłym tygodniu doszło do kuriozalnej sytuacji. Lider Betclic 1. Ligi zdecydował się na gest rozpaczy, widząc jak PZPN znowu przygląda się gdy kolejne kluby zamykają sektor gości przed kibicami z Krakowa. Bo niestawienie się na meczu – nawet mimo względnie komfortowej sytuacji w tabeli – jest właśnie gestem rozpaczy. A jedynym winnym tego, że temat tak mocno eskalował, jest PZPN.

Oficjalnie: Jest werdykt PZPN w sprawie meczu Śląsk – Wisła

Walkower na niekorzyść Wisły – dlaczego to słuszna decyzja?

Nie musiało dojść do tej afery. Związek mógł zmusić klub z Wrocławia do wpuszczenia kibiców gości. Ma przecież narzędzia, żeby działać przed, a nie tylko po fakcie. Kiedy bał się organizacyjnej kompromitacji przy Superpucharze z udziałem Wisły i Jagiellonii, potrafił walnąć pięścią w stół. Do zmiany decyzji zmusił też GKS Tychy. Ma też narzędzia, żeby zażegnać problem wyjazdów wiślaków działając po fakcie. Może przyznawać klubom odmawiającym przyjazdu realne kary. Taryfikator dopuszcza grzywnę do 5 mln zł, a PZPN stosuje napomnienia po 20 i 30 tys. zł, co dla profesjonalnego klubu jest niewielkim wydatkiem (to koszt miesięcznej pensji jednego zawodnika).

Reklama

Ale nawet ten PZPN, nieudolny, chaotyczny, zamiatający sprawy pod dywan, nie mógł ułaskawić Wisły. Powód jest bardzo prosty – gdyby nie dowiózł jakiegoś tematu w przyszłości (a umówmy się – nie jest to wizja z kosmosu, że federacja czegoś nie dowozi), inny klub też mógłby oprotestować mecz i później wnosić o odstąpienie od walkowera, powołując się na przypadek Wisły. Nieprzyjechanie na mecz w ramach protestu nie byłoby już gestem rozpaczy, a wkalkulowanym działaniem, które może się opłacić. Mogłoby to w dłużej perspektywie doprowadzić do jeszcze większego chaosu i dezorganizacji rozgrywek. PZPN przyznałby wtedy przed całą Polską, że nawet sam siebie nie uważa za poważny organ.

Ile miejskie spółki przelewały na Śląsk Wrocław? Szokujące kwoty

Wisła w ostatnich dniach walczyła o uniknięcie walkowera. Jej całą narrację w tym temacie można zamknąć do hasła: nie pojechaliśmy na mecz, bo organizator nie mógł zapewnić nam bezpieczeństwa.

To założenie zawiera jednak pewną logiczną naiwność, bo przecież to w kibicach Wisły, których nie było, Śląsk Wrocław identyfikował zagrożenie dla bezpieczeństwa. Oczywiście identyfikował to w sposób pokraczny, złośliwy, nieudokumentowany, opierając swoją decyzję na widzimisię i „sugestiach” oraz „podpowiedziach” ze strony fanatycznych grup kibicowskich. I powinien ponieść za to duże konsekwencje. Ale jednocześnie to wcale nie tak, że delegacji Wisły stałaby się jakaś krzywda, gdyby przyjechała na mecz.

Reklama

Wisła postąpiła słusznie i odważnie zawalczyła o swoje prawa. Ta walka miała jednak swoje koszty w postaci walkowera. Klub z Krakowa i tak osiągnął wiele – wzniósł dyskusję o swoim problemie na ogólnopolski poziom i, przynajmniej w teorii, zmusił związek do działania. Piszemy „w teorii”, bo kara dla Śląska Wrocław nie została jeszcze zasądzona (kolejne spotkanie Komisji Dyscyplinarnej odbędzie się w poniedziałek).

Teraz PZPN musi uderzyć się w pierś i wreszcie zadziałać tak, żeby historia z soboty już nigdy się nie powtórzyła. A będzie to możliwe w sytuacji, gdy kluby zaczną obawiać się drakońskich kar. Żeby tak się stało, pierwszą drakońską karę powinien otrzymać Śląsk Wrocław. Choć i to rozwiązanie będzie świadczyło o słabości PZPN, bo przecież inni byli traktowani pobłażliwie tylko dlatego, że Jarosław Królewski nie rozpętał ogólnopolskiej afery.

WIĘCEJ O SPRAWIE ŚLĄSKA I WISŁY:

Fot. newspix.pl

Reklama
43 komentarzy
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Betclic 1. Liga