Tomczyk dobrej myśli przed rewanżem. „Jesteśmy dalej w grze”

Jan Broda

Autor:Jan Broda

13 marca 2026, 01:01 • 3 min czytania 1

Reklama
Tomczyk dobrej myśli przed rewanżem. „Jesteśmy dalej w grze”

Łukasz Tomczyk zabrał głos po porażce 1:2 z Fiorentiną w 1/8 finału Ligi Konferencji. Trener Rakowa Częstochowa przed kamerami Polsatu Sport podsumował spotkanie. Dużo mówił o dobrych momentach w wykonaniu swoich podopiecznych. Skrytykował też pracę sędziego. 

Raków minimalnie przegrał z Fiorentiną po golu w doliczonym czasie gry z rzutu karnego. Zdaniem Tomczyka, utracony rzutem na taśmę remis bynajmniej nie przekreśla szans Medalików na awans do ćwierćfinału.

Jesteśmy dalej w grze. Ten mecz pokazał, że mieliśmy swoje momenty. To jest oczywiście trudny teren – doping, jakość zawodników, ale my też się przeciwstawiliśmy. Przeciwnik miał optycznie przewagę, ale wszystko jest jeszcze w naszych nogach – przyznał.

Viola w przeszłości dwukrotnie zlekceważyła polskie kluby przed własną publicznością, które napsuły jej wtedy sporo krwi. Na Stadio Artemio Franchi Lech triumfował 3:2, a w poprzedniej rundzie Jagiellonia 4:2. Według trenera częstochowian, w grze florentczyków było widać, że tym razem potraktowali rywalizację z przedstawicielem Ekstraklasy na serio.

Reklama

Uważam, że przeciwnik podszedł bardzo poważnie do meczu. Czuć to było zza linii bocznej w wielu momentach, pojedynkach, po zmianach. Ciężko było o tak dużo momentów, ale uważam że mecz był pewnymi momentami wyrównany – ocenił.

Fiorentina – Raków. Tomczyk skrytykował sędziego. „Nie pomógł nam”

Tomczyk nie szczędził komplementów pod adresem Jonatana Brauta Brunesa, strzelca gola dla Rakowa. W nie mniej pochlebnych słowach wypowiedział się też na temat Micheala Ameyawa, choć to właśnie po jego błędzie indywidualnym i zagraniu ręką w polu karnym sędzia podyktował jedenastkę, która przesądziła o porażce wicemistrzów Polski.

Świetnie, że Jonatan to skończył, bo to jest taki moment, na który czekasz i trzeba być w takich momentach wyrafinowanym, żeby go wykorzystać. Dużo zawodników pracowało dzisiaj bardzo mocno. Ameyaw zagrał kapitalny mecz, jeśli chodzi o napędzanie pressingu, jakość motoryczną, zabieranie się z piłką. Jonatan w pressingu również. Po zmianach też wyglądaliśmy dobrze. Racovitan dobrze wyglądał w pojedynkach, choć miał trudnego przeciwnika. Zoran Aresenić wrócił po kontuzji i dał świetny moment, napędził zespół energię, Fran na wahadle w drugiej połowie… Dużo było takich pozytywnych momentów – skomplementował.

O pracy bułgarskiego sędziego Georgiego Kobakowa Tomczyk nie miał już jednak równie dobrej opinii. Trener Rakowa wskazał na sytuację tuż przed wyrównującym trafieniem Ndoura, kiedy to poza murawą znajdował się Oskar Repka, odpowiedzialny za krycie strefy boiska, z której strzał oddał pomocnik Fiorentiny.

Reklama

Sędzia trzymał takie minimalne momenty i po prostu nam nie pomógł. To są zawsze takie auty z boku, gdzie masz piłkę na połowie przeciwnika czy właśnie taki moment ze zmianą i wpuszczeniem zawodnika, gdy gry już nie ma. Czemu musiał schodzić? Było kilka takich małych momentów – stwierdził.

Na koniec Tomczyk zapewnił, że on i jego sztab wyciągną wnioski przed rewanżem. – Na pewno już po analizie mamy pewne rzeczy od razu z boiska, pokazaliśmy je w przerwie i zaczęliśmy dobrze drugą połowę, poprawiając te elementy. Będziemy chcieli je przepracować i wprowadzić na następne spotkanie. Klata do przodu i walczymy u siebie – podsumował.

CZYTAJ WIĘCEJ O RAKOWIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Liga Konferencji