Zbychpol na rynku mongolskim, czyli niezwykły obraz tamtejszej piłki

Antoni Figlewicz

17 marca 2026, 19:27 • 7 min czytania 0

Reklama
Zbychpol na rynku mongolskim, czyli niezwykły obraz tamtejszej piłki

Polski wątek w odległej i zdecydowanie egzotycznej piłkarsko Mongolii? Czemu nie! Sieć obiegła niedawno informacja o tajemniczym sponsorze, który postanowił wesprzeć tamtejszy Chowd Chuleguud. W skali sponsoringu raczej symboliczną kwotą około dwustu złotych, ale za to z jakim efektem zaskoczenia, gdy nasz kraj obiegła informacja, że na tyle spodenek treningowych mongolskiego klubu pojawi się logo firmy Zbychpol. Nazwa najbardziej polska z polskich, to musicie przyznać. Postanowiłem zajrzeć za kulisy całej tej, bez wątpienia wyjątkowej, historii.

Odpowiedzialny za całe zamieszanie Zbigniew Rokita, pisarz i dziennikarz ze Śląska, mówi mi, że nie widzi w tym specjalnie wielkiego wydarzenia. Przyznał wręcz, że za bardzo nie ma tu o czym gadać – wygląda na to, że miał dwie stówki i postanowił wydać je w wyjątkowy sposób, ot cała historia. Faktem jest jednak, że taką akcją wywołał uśmiech na twarzach co najmniej kilku piłkarskich kibiców w Polsce. I – być może – ucieszył księgową mongolskiego Chowd Chuleguud.

Gdy niedawno prezes Chowd Chuleguud poinformował o możliwości zakupu powierzchni reklamowej na strojach drużyny, nie wahałem się ani chwili. Wybrałem miejsce szczególne: tylną część spodenek, pomiędzy mięśniami pośladkowym, a dwugłowym. Nie tylko dlatego, że była najtańsza: to tam wszak przeciwnik atakuje najczęściej i teraz, gdy tuż przed faulem zobaczy logotyp firmy Zbychpol w czcionce Comic Sans – być może poniecha i odpuści – żartuje na swoim facebookowym profilu pan Zbigniew. Jego inwestycja już zresztą wpłynęła na mongolską piłkę w sposób znaczący – ceny kolejnych miejsc na strojach treningowych dla sponsorów „Dzikich Koni” poszły drastycznie w górę i teraz to nie są tanie rzeczy…

Reklama

Cała historia przybliża nieco egzotyczny wymiar mongolskiej piłki, która od naszej leży w poziomie profesjonalizacji bardzo daleko. Sam pomysł na zupełnie otwarte zaproszenie dla całkowicie przypadkowych sponsorów z całego świata jest już mocno abstrakcyjny. Tak samo zresztą jak potrzeba skorzystania z szansy na to, by alokować swoje dwie stówki w odległej Mongolii, ale tę kwestię możemy już zostawić za sobą. Ona jest w lidze mongolskiej chyba i tak najmniej niezwykła.

Polski sponsor w Mongolii. „Egzotyka w egzotyce”

Jak pewnie się domyślacie, nie mam absolutnie żadnej wiedzy na temat tamtejszego futbolu. Bo i skąd miałbym ją mieć, skoro wielu z nas dowiedziało się, że ktokolwiek gra tam w ogóle w piłkę tylko dzięki panu Zbigniewowi i jego Zbychpolowi. Każda potwora ma jednak swojego amatora i nie inaczej jest w przypadku mongolskiej piłki. Sprawę pojawienia się polskiego kapitału w Chowd Chuleguud nagłośnił u nas w kraju profil „Mongolski Futbol„. Stoi za nim Nikodem Węgier, który faktycznie ma taką swoją egzotyczną, jak to się ładnie mówi, zajawkę.

A Mongolia to w ogóle egzotyka w egzotyce. Nam się egzotyczne kraje kojarzą z równikiem, gorącym klimatem, a tam przez spory czas roku jest po prostu mróz. Uroki klimatu kontynentalnego – któregoś razu widziałem, jak w czerwcu któryś klub wrzucał meczowy post i od razu zastanawiałem się, czy to nie są czasem jakieś wspominki, bo ewidentnie padał tam śnieg. Ale nie – mieli tam po prostu trzy stopnie ciepła – słyszę w słuchawce telefonu.

Reklama

To w sumie ciekawy wątek, więc nie miałem problemu, by jeszcze o to dopytać. Bo czy charakterystyczny klimat nie jest hamulcem dla rozwoju piłki nożnej w Mongolii? – Jest. I federacja piłkarska też podjęła jedną bardzo ważną decyzję, choć z perspektywy klimatu nieco głupią. Zdecydowali się mianowicie – od sezonu 2022/23 – przejść na system rozgrywek jesień-wiosna. I to głupie o tyle, że w listopadzie granie w piłkę jest tam raczej niemożliwe. Rzecz jednak w tym, że piłka nożna nie jest raczej w Mongolii sportem numer jeden, nawet w kategorii sportów zespołowych bardziej popularna jest koszykówka, szczególnie w swojej odmianie ulicznej, tej trzy na trzy. Piłką nożną interesują się tam raczej tylko dlatego, że interesuje się nią świat – przekonuje Węgier.

Skoro już jednak jest liga, są piłkarze, są kluby, szukające wsparcia sponsorów, to nie można piłkarskiej siły Mongolii lekceważyć. Coś sprawia, że ludzie starają się tworzyć w tym kraju futbol i jakoś to wszystko idzie do przodu. Albo chociaż spokojnie trzyma się swojego najwyżej kiepskiego poziomu, pomimo najróżniejszych absurdów.

Zajawka na piłkę nożną to może się tylko pojawić u kogoś w Ułan Bator, gdzie najszybciej docierają światowe trendy. Największe miasto wyróżniające się na tle małych miejscowości rozrzuconych po stepie gości całą tamtejszą ligę – mówi mi mój rozmówca. – Bo klub, na którego spodenkach reklamuje się pan Zbyszek jest z Chowdu, miasta na zachodzie kraju. Gra jednak w Ułan Bator, jego piłkarze mieszkają w Ułan Bator, trenują w Ułan Bator – wylicza Węgier.

Zwraca też uwagę na to, że centralizacja ligi pomaga chociaż zmniejszyć koszty. To casus znany mi choćby z Kazachstanu, gdzie na mecze ligowe trzeba przebyć spory dystans i często zajmuje to zbyt dużo czasu. Na taki problem w Mongolii mają atomową receptę – wszystkie mecze grają w stolicy.

Reklama

Ile to 200 złotych? A ile 500 dolarów? „Kluby są półprofesjonalne”

Obraz ligi nie jest więc w moich oczach specjalnie efektowny, ale skrywa ona kilka ciekawostek. – Tamtejsze kluby są w najlepszym razie półprofesjonalne. Profesjonalnymi piłkarzami w Mongolii są przede wszystkim obcokrajowcy, ale ich wyszukuje się w dość dziwny sposób. Na przykład prze platformę Futbol Jobs – tłumaczy mi mój przewodnik po mongolskiej piłce i jeszcze na dodatek podrzuca ofertę pracy.

Pięćset dolarów miesięcznie i dach nad głową w zamian za grę na dosłownie dowolnej pozycji poza bramką. Trzeba mieć tylko doświadczenie w lidze na podobnym poziomie i wysłać składankę. Aż się człowiek zastanawia, czy nie podłożyć słynnego Danza Kuduro pod jakieś swoje orlikowe popisy…

Jeśli więc przeszła wam przez głowę myśl, by powtórzyć wyczyn pana Zbigniewa i zrzucić się z kumplami na miejsce na spodenkach czy koszulce Chowd Chuleguud, to może warto rozważyć pójście krok dalej. Do końca listopada mieszkanie za friko i pięćset dolców miesięcznie za kopanie piłki. Żadne kokosy, ale za to jaka przygoda!

Reklama

Biorąc pod uwagę koszty życia, jedna pensja w Polsce będzie odpowiadać prawie trzem mongolskim, niedawno to sprawdzałem. Spora część piłkarzy nie zarabia jednak tych pięciuset dolarów – to często studenci czy uczniowie – tłumaczy mi Węgier.

Kluby to tylko kluby. Zmieniają barwy, herby

Piłkarzy nie traktuje się w Mongolii z jakimś wielkim namaszczeniem, ale nawet kluby nie są tam żadną świętością. – Są w stanie po roku zmieniać herb czy barwy. Wystarczy pewnie, że ktoś zapłaci trochę więcej, by zmienił swoją wizualną identyfikację, to w Mongolii są w stanie na to pójść. Wiele z tych zespołów to, że tak brzydko powiem, wynalazki XXI wieku – stwierdza mój rozmówca.

Klub, którym zainteresował się ostatnio pan Zbigniew Rokita ma akurat barwy zbliżone do Barcelony, ale może to z uwagi na osobę jego prezesa. Ulzii Altai jest zafascynowany ekipą z Katalonii i osobą rządzącego w niej Joana Laporty. Dość powiedzieć, że sam zakłada wprowadzenie podobnych zasad wybierania kierunku zarządzania dla swojego klubu. W jego wizji Chowd Chuleguud ma również wybierać sobie prezesa w wyborach podobnych do tych znanych właśnie z Barcelony.

Reklama

Cóż, jeśli pan Altai dalej będzie osiągał międzynarodowe sukcesy i po Zbychpolu przyciągnie kolejnych zagranicznych sponsorów, może się okazać, że nie będzie miał żadnej konkurencji przez najbliższych kilka lat. A miejsce na strojach Chowd Chuleguud wykupiły już sobie dwie firmy z Japonii, możliwe, że jesteśmy u progu jakiegoś światowego trendu…

Trendu na mongolską piłkę.

Żeby jednak było jasne – ta przesłana z Polski kwota około dwustu złotych to tylko maleńka kropelka, prezes Altai prowadzi też jak najbardziej poważne biznesy. Panu Zbigniewowi podesłał zresztą ładną grafikę z opcjami dla najbardziej hojnych sponsorów, tę dotyczącą strojów meczowych. Śmiało można założyć, że tysiąc tamtejszych tugrików to w przybliżeniu jedna nasza złotówka.

Jeśli więc macie w kieszeni plik niezbyt wam potrzebnych banknotów, dajmy na to 150 tysięcy złotych, to możecie zostać i głównym sponsorem Chowd Chuleguud. Bo czemu nie?

Reklama

Inna sprawa, że podobnej wielkości jest nagroda za zajęcie trzeciego miejsca w mongolskiej lidze. Widać, że prezes Altai ma zadatki na sprawnego zarządcę…

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne ligi zagraniczne

Ekstraklasa

W pustyni i w puszczy. Warszawa najgorszym piłkarsko miastem świata

AbsurDB
81
W pustyni i w puszczy. Warszawa najgorszym piłkarsko miastem świata