Jaka piękna katastrofa…

Szymon Janczyk

31 marca 2026, 23:29 • 5 min czytania 58

Reklama
Jaka piękna katastrofa…

To bardzo dziwne uczucie, gdy przegrasz, stracisz trzy bramki i wciąż masz ochotę napisać, że wszystko Polsce wyszło. Bo w Solnie długimi momentami graliśmy tak, jakby nasi kadrowicze nie znali sufitu. Z polotem, energią, pomysłem, zaangażowaniem. Tyle że na mundial jadą Szwedzi, czyli jednak sporo nam nie wyszło.

Niedosyt będzie olbrzymi. Inaczej być nie może, bo w jakich okolicznościach straciliśmy mundial? Dwa strzały, dwa gole do przerwy. Pierwszy moment zagrożenia, tuż przed końcem meczu i znowu bramka. Mniej bolałoby, gdyby Szwedzi nas przewieźli, wdeptali w ziemię. Gdyby sprawdziły się wszystkie złowieszcze proroctwa, zapowiedzi piekła, pokazu talentu następców Ljungberga i Ibrahomivicia.

Nic takiego się nie wydarzyło, Szwedzi grali tak, jak nie chciał nawet skłonny do bezczelnej murarki – wedle zasady cel uświęca środki -Graham Potter, który przecież mówił, że nie przystoi być zepchniętym do głębokiej obrony przez cały mecz.

SZWECJA – POLSKA 3:2. Kapitalny mecz, ale Mistrzostwa Świata 2026 obejrzymy z kanapy

Szwecja w niej jednak tkwiła. Od samego początku z piłką przy nodze lepiej radzili sobie Polacy, choć nie można odebrać gospodarzom jednego. Ich pierwsza bramka to była perełka, pokaz jakości: zejście do środka, Yasin Ayari odgrywa piętą na szesnasty metr, Anthony Elanga ładuje pod ladę. Kamil Grabara mógłby zajmować pół bramki, lecz i tak nie miałby szans tego wybronić.

Reklama

Chyba że nazywałby się Kristoffer Nordfeldt, bo ten dysponował nadprzyrodzonymi mocami. Sześć minut powinna trwać radość Szwedów z prowadzenia, lecz, nie wiadomo jakim cudem, staruszek z AIK wyciągnął się i odbił uderzenie Karola Świderskiego. On też nie mógł tego zrobić lepiej – po dograniu od Matty’ego Casha huknął po krótkim słupku, ale wyrównania nie było.

Dziesięć minut później, gdy Jakub Kamiński kropnął z pola karnego, też nie było. Szwedzi nie wytrzymali jednak kwadransa i wszystko w końcu zaczęło się od nowa.

Reklama

Zalewski raz jak bohater, raz jak ostatni partacz

Nicola Zalewski to jakość, choć Nicola Zalewski to też bohater tragiczny pierwszej części meczu. Że potrafi dryblować pokazał już wcześniej, gdy znakomicie nawinął przeciwnika, ale to, co zrobił w akcji zakończonej golem, też musiało się podobać. Daniel Svensson wsiadł na karuzelę, zakręcił się tak, że nie wiedział już, czy gra w BVB czy BBT i rozsiadł się w pierwszym rzędzie, żeby zobaczyć, jak piłka wpada do siatki.

Tyle że piętnaście minut później trzeba było plusiki przykryć ogromnym minusem. Zalewski odpuścił pójście za piłką do końca, mając za plecami jednego z najszybszych piłkarzy świata, Anthony’ego Elanga. Elanga nie odpuścił, wyrwał mu się, wywalczył rzut wolny. Po stałym fragmencie gry padł gol do szatni.

Reklama

Znakomita akcja bramkowa reprezentacji Polski i duża pomyłka sędziego

Nic więc nie dało to, że przez kwadrans po golu Zalewskiego siedzieliśmy na rywalu. Lewandowski podawał zewniakiem, Przemysław Wiśniewski kasował Viktora Gyokeresa tak, że Robert Dobrzycki mógł pomyśleć jak Florentino Perez – szkoda, że cię kupiłem, bo jesteś taki dobry, że kupiłbym cię drugi raz. Strzał Lewandowskiego po wysokim odbiorze Zielińskiego, udany pressing Lewandowskiego i strzał Kamińskiego – wszystko nic, trzeba było gonić.

I dogoniliśmy. Po akcji, której nie powstydziliby się Argentyńczycy, Hiszpanie czy dowolni inni kozacy. Dwa perfekcyjne przerzuty, które zmieniły ciężar gry. Świetne dośrodkowanie Matty’ego Casha, znakomite zgranie Jakuba Kamińskiego. Jakub Kiwior czujny na dalszym słupku i Karol Świderski, równie czujny, równie sprytny, bo zachował się tak, że wystarczyło dostawić szuflę do pustaka.

Reklama

Problem w tym, że w tym momencie na tablicy wyników dawno powinien być remis. No, jeśli wykorzystalibyśmy rzut karny, który należał nam się po faulu Jakuba Kamińskiego, ale wiadomo, jak wielka to szansa. Slavko Vincić popełnił błąd, choć… czy na końcu możemy go winić za to, co stało się długo potem?

Gyokeres zabrał Polsce mundial. Błąd Kamila Grabary

Bo nasza gra zaczęła siadać, bo dopuściliśmy Szwedów do tego, żeby sprawili nam problemy. Jakub Kamiński miał świetną szansę, trafił w obrońcę. Kamil Grabara wyciągnął mocny, pewny strzał po rzucie rożnym, ale potem źle zagrał piłkę. To był zalążek kłopotów. Niedługo potem gospodarze ponownie dostarczyli piłkę w pole karne – Lucas Bergvall łatwo ograł Jakuba Kiwiora. Pierwszą próbę wziął na siebie Kamiński, drugą fenomenalnie odbił Grabara. Trzecia to strzał w słupek, ale, niestety, była też czwarta.

Reklama

Gyokeres, ten, który przez cały mecz był demolowany przez naszych stoperów i nieznośnie cierpiał, doskonale wpadł przed Wiśniewskiego i władował piłkę do bramki.

Minuty zaczęły płynąć szybciej. Po części dlatego, że czas kradli Szwedzi, po części dlatego, że każdy znał stawkę tej gry. I w końcu, mimo protestów naszego sztabu, który domagał się przedłużenia gry o kolejne kilkadziesiąt sekund, nie było już nic. Tylko grupa facetów w czerwonych strojach na murawie. Koniec mistrzostw, zanim się zaczęły. Piękna to była katastrofa, ale jednak katastrofa…

Reklama

Szwecja — Polska 3:2 (2:1)

  • 1:0 – Anthony Elanga 18′
  • 1:1 – Nicola Zalewski 31′
  • 2:1 – Gabriel Lagerbielke 44′
  • 2:2 – Karol Świderski 56′
  • 3:2 – Viktor Gyokeres 89′

CZYTAJ WIĘCEJ O MECZU SZWECJA – POLSKA NA WESZŁO:

fot. FotoPyK

58 komentarzy
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026