Szaleniec, euforia i… Ciona. O czym mówi się w Szwecji przed barażem?

Jakub Białek

31 marca 2026, 15:01 • 4 min czytania 3

Reklama
Szaleniec, euforia i… Ciona. O czym mówi się w Szwecji przed barażem?

Szwedzi wpadli w lekką euforię po przekonującym zwycięstwie nad Ukrainą. – Kibice całkiem odlecieli, myślami są już w Ameryce, niektóre media też – mówi nam Kamil Bocheński, polsko-szwedzki dziennikarz pracujący dla publicznej telewizji STV. O czym mówi się w Szwecji przed finałem baraży?

Na okładce Aftonbladet, najbardziej znanego szwedzkiego tabloidu, nie ma żadnej wzmianki o wieczornym meczu.

Tematem dnia jest ryzyko, że w obliczu wojny Stanów z Iranem zacznie brakować niektórych leków. Dziennikarze znaleźli też na głównej stronie miejsce na… snus. A konkretnie na informację o tym, że kilka krajów Europy rozważa zaostrzenie przepisów dotyczących białego snusu.

Reklama

W środku redaktorzy piszą o rekordowym zainteresowaniu meczem z Polską. Jest ono tak duże, że nawet piłkarze mieli problem z uzyskaniem biletów dla rodzin czy przyjaciół.

– Jeśli ktoś ma dodatkową wejściówkę, chętnie przejmę – mówi rezerwowy kadrowicz, Taha Ali. W tekście pojawiają się też wypowiedzi innych piłkarzy, którzy stają na głowie, żeby skołować bilety, które w mig się wyprzedały po starciu z Ukrainą.

Reklama

Jeśli chodzi o zawodników, największą uwagę Aftonbladet skupia Jesper Karlstrom, doskonale znany z gry z Lecha Poznań. Szwedów przykuwa jednak inny wątek związany z Polską – były lechita zawalił bowiem mecz barażowy cztery lata temu, prokurując rzut karny na Stadionie Śląskim.

To jak przeznaczenie – zauważa piłkarz. – Nie myślę o tym jak o mojej osobistej zemście, ale bardziej o sprawie całej drużyny. Chcemy przeżyć ten mundial jako zespół i cały kraj. Wygrana z Ukrainą była potwierdzeniem tego, co zbudowaliśmy z trenerem i sztabem w krótkim czasie. Ale jesteśmy dopiero w połowie drogi – mówi Karlstrom.

Były lechita jest podekscytowany, będzie miał szansę na zmazanie plamy.

Reklama

„Odzyskali miłość kibiców w 90 minut”, brzmi tytuł kolejnego artykułu. Reprezentanci byli w ostatnich latach mocno krytykowani, ale nastroje wokół kadry zmieniły się po zaledwie jednym meczu.

To niesamowite uczucie. Było wiele emocji wokół reprezentacji i wiele krytyki, ale wszytko szybko się odwróciło – zauważa Carl Starfelt, obrońca Celty Vigo.

O Polsce jako takiej w tabloidzie nie znajdujemy żadnego tekstu.

Reklama

Dziennik Expressen znalazł już na okładce miejsce na baraż. „Zawodnicy chwalą robotę Pottera. Dał dodatkowego kopa”, czytamy w krótkiej zajawce tekstu.

Na pierwszej stronie dodatku sportowego dziennikarze rozważają, jak powstrzymać Roberta Lewandowskiego. – To trudne zadanie – mówi Carl Starfelt. Kiedy ostatnio mierzył się z naszym kapitanem na hiszpańskich boiskach, ten wpakował hat-tricka. Obrońca ma zagrać w miejsce kontuzjowanego Isaka Hiena.

Jest napastnikiem światowej klasy. Nie można dawać mu zbyt wielu okazji, bo je wykorzysta. Jednocześnie fajnie jest mierzyć się z jednym z najlepszych piłkarzy na świecie – chwali Starfelt.

Reklama

Na kolejnej stronie redaktor Noa Bachner nawołuje, by puścić przed meczem powtórki wyczynów Gyokeresa z meczu z Ukrainą. „Wyglądał jak kompletny szaleniec”, grzmi dziennikarz w tytule.

– To napastnik z nutą szaleństwa. Może być najlepszy na świecie, jeśli utrzyma ten stan. Za zachowaniami Gyokeresa kryje się jedno: ogromna pewność siebie. Jego kariera opiera się właśnie na tym – na wierze we własne umiejętności. Nic nie było w stanie go zatrzymać przez ostatnie lata.

Na stronie internetowej Sportbladet można przeczytać artykuł o „pęknięciu w Polsce”, czyli różnicy zdań pomiędzy Janem Urbanem i Zbigniewem Bońkiem. Pierwszy uważa, że faworytem barażu są Szwedzi. Były prezes PZPN kontruje: – W Szwecji nie ma piłkarzy z innej planety. 

Reklama

Dużym echem obił się w ostatnim czasie też reportaż wysłannika tej gazety ze Stadionu Narodowego. Reporter oglądający mecz Polski z Albanią był zaskoczony, jak słaba atmosfera panuje na warszawskim obiekcie.

Jeśli chodzi o media internetowe, najciekawszy – przynajmniej z polskiej perspektywy – był artykuł Fotbollskanalen o Łukaszu Cionie, który objechał we wpisie na X organizację konferencji prasowej.

Reklama

W artykule czytamy:

Kiedy Fotbollskanalen rozmawia z Cioną kilka godzin po konferencji prasowej – a Polska zorganizowała konferencję prasową w dokładnie taki sam sposób – łagodzi swoją krytykę.

– Byliśmy po prostu rozczarowani, ponieważ w Polsce standardem jest tłumaczenie symultaniczne – mówi Ciona.

– Nie było większego problemu z trenerem, bo mówił po angielsku, ale zawodnik i inni dziennikarze mówili po szwedzku. Nie zrozumieliśmy kontekstu, a chcemy natychmiast opublikować materiał.

Reklama

Do słów Ciony odniosła się też rzeczniczka prasowa szwedzkiej kadry.

– To naprawdę przykre, że dziennikarze tak mówią. Wcześniej uzgodniliśmy to z polską federacją – mówi Petra Thorén.

Reklama

WIĘCEJ RAPORTÓW ZE SZWECJI:

Fot. własne

3 komentarze
Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna