Różne style bycia. Lewandowski w Szwecji jak Ibrahimović w Polsce?

Marcin Długosz

30 marca 2026, 08:13 • 9 min czytania 5

Reklama
Różne style bycia. Lewandowski w Szwecji jak Ibrahimović w Polsce?

Obaj swoimi karierami przewyższyli ogólny poziom reprezentacji narodowych, w których przyszło im występować. Obaj zasłynęli na całym świecie, a kiedy ktokolwiek w kontekście piłkarskim usłyszy „Polska” albo „Szwecja”, ma przed oczami właśnie ich. Robert Lewandowski i Zlatan Ibrahimović – jak wypada porównanie przygód w kadrze obu wielkich napastników?

Wielkie turnieje i statystyki

Najpierw rzućmy okiem na statystyki obu panów, zaczynając od starszego z nich. Ibra zadebiutował w pierwszej reprezentacji Szwecji na początku 2001 roku, ale na poważnie – bez łączenia z zespołem U21 – zaczął w niej występować dwanaście miesięcy później.

W swojej karierze pojechał z kadrą na sześć wielkich turniejów – dwa mundiale (2002, 2006) oraz cztery mistrzostwa Europy (2004, 2008, 2012, 2016). Najlepszy wynik w XXI wieku, czyli ćwierćfinał mistrzostw świata 2018, Szwedzi osiągnęli jednak bez swojej największej gwiazdy w składzie.

Jak na to odpowiada Lewandowski? Jego dorobek jest aktualnie identyczny, bowiem Polak także pojechał na dwa mundiale (2018, 2022) i cztery Euro (2012, 2016, 2021, 2024). By rozstrzygnąć ten pojedynek, spójrzmy, jak wspaniali napastnicy wypadali na tych turniejach indywidualnie i dokąd byli w stanie poprowadzić swoje reprezentacje.

Reklama

Mistrzostwa świata na korzyść Roberta. Piłkarz Barcelony w Rosji nie strzelił ani jednego gola, a Polska zakończyła przygodę na fazie grupowej, ale powetował sobie to w Katarze, gdzie trafił dwukrotnie i jednocześnie zaszedł z kadrą do 1/8 finału. Zlatan zarówno w Korei i Japonii, jak i potem w Niemczech odpadał ze Szwecją na etapie czołowej szesnastki. Najpierw był jednak postacią drugoplanową wchodząc z ławki rezerwowych, a potem – mimo gry w wyjściowym składzie – drogi do siatki na MŚ nigdy nie odnalazł.

Bardziej wyrównany jest bilans obu zawodników na Euro. Obaj zaliczyli po trzynaście występów, w których zdobyli po sześć bramek, dodatkowo Ibra dorzucił jeszcze jedną asystę.

Szwedowi trzeba oddać, że swoim golem zwłaszcza w 2004 roku z Włochami poprowadził drużynę do ćwierćfinału mistrzostw w trudniejszym, szesnastozespołowym formacie. W 2008 i 2012 roku również był skuteczny, ale jego zespół nie potrafił przebrnąć fazy grupowej. Dziesięć lat temu we Francji porażka była natomiast całkowita – zero trafień Ibry, odpadnięcie Szwecji już po trzech spotkaniach.

A „Lewy”? Podobnie jak Ibrahimović, ma na swoim koncie trzy finisze w grupie i jeden ćwierćfinał. W przeciwieństwie do byłego napastnika między innymi Milanu, polski zawodnik trafiał jednak na każdym turnieju. Jego największy sukces, ćwierćfinał z Euro 2016, miał miejsce podczas pierwszej edycji z rozszerzonym formatem imprezy.

Reklama

Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że choć różnice w wielu miejscach nie są aż tak wielkie, to przy występach na wielkich turniejach można postawić lekki plus po stronie Lewandowskiego. No i przecież w dalszym ciągu Polak ma możliwość pojechania na trzeci mundial w swojej karierze, dzięki czemu zaliczyłby siódmą imprezę rangi mistrzowskiej i przeskoczył w tej klasyfikacji Zlatana.

Również na tle historycznym wewnątrz dziejów swoich reprezentacji, liczby Lewandowskiego wypadają lepiej niż te Ibrahimovicia. Obaj są co prawda najlepszymi strzelcami w historii swoich drużyn narodowych (89 trafień „Lewego” i 62 gole Zlatana), ale już jeżeli chodzi o najwięcej występów, tutaj nie ma porównania. Gracz Barcelony jest wyraźnym liderem w historii Polski (164 mecze, drugi Jakub Błaszczykowski – 109), natomiast Zlatan zagrał dla Szwecji 122 razy, co daje mu szóste miejsce w dziejach (lider Anders Svensson – 147).

Dla porządku dodajmy, że Lewandowski notuje w reprezentacji Polski współczynnik 0,54 gola na mecz, natomiast Zlatan zamknął swój licznik w Szwecji na 0,51 gola na mecz. Z której strony by nie spojrzeć, pod kątem „wewnątrzkadrowym” również nieco lepiej wypada Polak.

Reklama

Skandale

Ale przecież nic się nie dzieje bez powodu. Być może Ibrahimović miałby i meczów, i goli zdecydowanie więcej, a także pojechał z kadrą na mundial do Rosji, gdzie Szwecja dostała się do najlepszej ósemki, gdyby nie jego charakter. A ten, jak wiadomo, do łatwych nigdy nie należał.

Gwieździe największych europejskich klubów – zwłaszcza w drugiej połowie swojej przygody ze szwedzką kadrą – trudno było zaakceptować fakt, że przyjeżdżając na kadrę nagle nie otaczają go opłacani wieloma milionami najlepsi piłkarze Europy, tylko rodacy w dużej mierze aspirujący co najwyżej do miana solidnych średniaków, ale na pewno nie drużyny czołowej.

Czarę goryczy dla Zlatana przelało Euro 2016 we Francji. Szwecja spisała się fatalnie i znalazła się w gronie raptem ośmiu drużyn, które pożegnały się z turniejem już po fazie grupowej. Ibra rozegrał po 90 minut w każdym spotkaniu, ale nawet raz nie wpisał się na listę strzelców. Jednocześnie na płaszczyźnie klubowej opuścił Paris Saint-Germain podpisując kontrakt z Manchesterem United, a jednocześnie dał sobie spokój z kadrą.

Uczynił to mając niespełna 35 lat (Lewandowski w tym wieku był pomiędzy mundialem w Katarze a Euro w Niemczech) i w atmosferze sporego rozczarowania. Opuszczając narodowe barwy, Zlatan nadal był czołowym napastnikiem Europy. Jednocześnie jego decyzja zbiegła się z przejęciem drużyny narodowej przez Janne Anderssona, który pozostał na stanowisku przez ponad siedem kolejnych lat.

Reklama

Ibra, najpierw występujący w United, a potem grający za oceanem w Los Angeles Galaxy, z tylnego fotela czasami nie szczędził trenerowi niepochlebnych komentarzy. Potrafił nazwać jego drużynę nawet „rodzajem sekty” zarzucając mu, że ma uprzedzenia przy powoływaniu piłkarzy o imigranckich korzeniach.

Fakty były jednak dla Ibry brutalne – po wielu latach z rzędu, podczas których Szwecja albo odpadała po fazie grupowej (2008, 2012, 2016), albo w ogóle nie jechała na wielki turniej (2010, 2014), raptem na pierwszej imprezie bez Zlatana w składzie odniosła najlepszy wynik w XXI wieku. Na mundialu w Rosji wyszła z grupy z Meksykiem, Niemcami i Koreą Południową, w 1/8 finału rozprawiła się ze Szwajcarią i dopiero w ćwierćfinale uległa Anglii.

Nie może zatem dziwić, że w kraju od razu podniosły się głosy, że awanturnik z wozu, koniom lżej. Szwecja może i straciła gwiazdę światowego formatu, ale jednocześnie zyskała dużo bardziej zwartą drużynę, w której nikt się nie wywyższał.

Gdy wydawało się, że relacji Zlatana z kadrą nic już nie wskrzesi, sam zawodnik zyskał drugie życie. Na początku 2020 roku wrócił do Europy podpisując kontrakt z Milanem, zaczął strzelać gole i mimo 39 lat na karku występował w Serie A na najwyższym poziomie. Jednocześnie zaprezentował też zmianę mentalności – przebył drogę od znakomitego, ale trudnego w zarządzaniu piłkarza, po wspierającego lidera uskrzydlającego swoich dużo młodszych kolegów w klubie. Nie minęło to uwadze Anderssona, który już w 2020 roku zaczął wypuszczać w przestrzeń medialną informacje, że „jeśli Zlatan tylko chciałby wrócić do kadry, to zawsze będzie mile widziany”.

Reklama

Obaj panowie spotkali się na żywo, wyjaśnili pewne rzeczy i zakopali wojenny topór. W marcu 2021 napastnik wrócił do reprezentacji, ale z powodu kontuzji nie pojechał na Euro. Otrzymał jednak powołania i na listopadowe mecze eliminacji mundialu z Gruzją i Hiszpanią (oba przegrane), i na marcowe baraże.

Choć stan zdrowia Ibry nie pozwalał zbytnio na grę, to Andersson liczył, że doświadczony napastnik będzie w stanie mentalnie natchnąć swoich kolegów. Wygrany 1:0 po dogrywce półfinał z Czechami 40-latek obejrzał z trybun, a w Chorzowie z Polską pojawił się na boisku na niespełna kwadrans. Za późno, by cokolwiek zmienić – Szwecja na mundial nie pojechała, a Zlatan de facto zakończył swoją karierę reprezentacyjną po raz drugi.

De facto, bowiem co do zasady w marcu 2023 wszedł jeszcze epizodycznie na 17 minut w przegranym 0:3 meczu kwalifikacji do Euro z Belgią, ale wkrótce potem całkowicie zakończył swoją karierę piłkarską. Latem 2024 roku oficjalnie pożegnał się ze szwedzkimi kibicami, którzy podziękowali mu za trwającą 22 lata przygodę, na której jednak ciąży pół dekady przerwy okraszonej wielkim sukcesem drużynowym kadry pozbawionej Ibry.

Reklama

Te przygody Zlatana nijak mają się do mniejszych i większych kwasów Lewandowskiego w reprezentacji Polski. Bo nawet ta największa awantura, która wybuchła w czerwcu ubiegłego roku z Michałem Probierzem, zakończyła się jeszcze przed kolejnym zgrupowaniem, wobec czego w praktyce żadnego zawieszenia kariery reprezentacyjnej przez „Lewego” nie było. Sekundy ciszy odebrane jako wystrzał w Jerzego Brzęczka, czy narzekanie na styl Czesława Michniewicza też obywały się bez żadnych szkód dla polskiej gwiazdy numer jeden – to selekcjonerów zwalniano, a napastnik kontynuował karierę w kadrze.

Ważne jak kończysz

Kto zatem bardziej odcisnął piętno na reprezentacji odpowiednio Polski oraz Szwecji? Nie ulega żadnym wątpliwościom, że kariery klubowe obu napastników znacznie przewyższyły aspiracje ich drużyn narodowych, ale to jednak Lewandowski jest główną postacią kadry nieprzerwanie od ponad półtorej dekady. Stanowi także jeden z największych symboli najbardziej udanego dla Biało-czerwonych turnieju w tym stuleciu (Euro 2016), czego nie można powiedzieć o Ibrahimoviciu, który taki wyczyn drużyny narodowej (ćwierćfinał MŚ 2018) oglądał z domu.

Sam finisz także ma znaczenie. Lewandowski jest już poza absolutnym szczytem swojej formy, który przypadł na lata 2019-2021 w Bayernie Monachium, ale wraz z kadrą w dalszym ciągu potrafi kwalifikować się na kolejne turnieje. Owszem, w ostatnim czasie idzie to już jak po grudzie – z wymęczonym awansem na Euro po karnych w Walii na czele – ale jednak. Patrząc na Biało-czerwonych nie ma grama pewności, że w erze po „Lewym” Polska dalej będzie jeździła na wielkie imprezy tak regularnie.

Nawet kiedy już trzeba było bić się w barażach, Lewandowski zawsze stawał w pierwszym szeregu – w 2022 roku strzelił gola Szwecji, dwa lata później wykorzystał karnego w Walii, a przed kilkoma dniami uratował sytuację doprowadzając do remisu z Albanią. Końcówka Zlatana? Brak awansu na MŚ 2014, klapa na Euro 2016, pięcioletnia pauza, porażka w barażach o MŚ 2022 i ostatni występ w eliminacjach ME 2024. Do tego turnieju Szwedzi nawet się nie zakwalifikowali.

Reklama

Na korzyść „Lewego” gra jeszcze jeden argument – obecnie wszystko wskazuje na to, że jeśli napastnik Barcelony zakończy reprezentacyjną karierę, to Polacy po prostu będą za nim wzdychać w sposób nieprawdopodobny, bo realnych następców brak. Za Szwecją pod względem drużynowym fatalny czas, ale jeśli ta drużyna zostanie odpowiednio poukładana i powróci na swój poziom, to w ataku może liczyć na ściągniętego przez Liverpool za 145 mln euro Alexandra Ishaka (choć aktualnie jest kontuzjowany), czy kupionego przez Arsenal za 67 mln euro Viktora Gyokeresa. Umówmy się – jest to inny rodzaj tęsknoty za swoim czołowym piłkarzem, niż gdy masz za niego do wyboru Krzysztofa Piątka, Adama Buksę lub Karola Świderskiego.

Kończąc rozważania dotyczące Lewandowskiego i Ibrahimovicia nie sposób nie wspomnieć, że także Zlatan jest w obozie twierdzącym, iż w kwestii Złotej Piłki „Lewy” został poszkodowany. Gdy w 2021 roku dostał pytanie od Il Corriere della Sera o to, kto powinien ją zdobyć (ostatecznie sięgnął po nią Lionel Messi), bez wahania odpowiedział: – Na Złotą Piłkę zasłużył Lewandowski.

Lewandowski w Szwecji jak Ibrahimović w Polsce?

Cztery lata temu po wygranym przez Polskę barażu o awans na mistrzostwa świata, to Ibra schodził z murawy stadionu rywala jako przegrany i wiedział, że jeszcze jeden, ostatni mundial w jego karierze nie będzie mu dany. Teraz historia może zatoczyć koło – nikt się na tym nie skupia, bo toczy się walka o ogromny cel, ale w przypadku wtorkowej porażki Biało-czerwonych to Lewandowski mógłby swoje ostatnie reprezentacyjne tchnienie wydać w Szwecji.

Bez względu na to, którego napastnika dany kibic poważa bardziej, a którego mniej, z jednym wypada zgodzić się wszystkim – myślisz w kontekście piłkarskim „Polska”, mówisz „Lewandowski”, myślisz „Szwecja”, mówisz „Ibrahimović”. I to pozostanie największym dziedzictwem obu maszyn do strzelania goli.

Reklama

Fot. Newspix

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

5 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026