A jednak Jan Urban nie poszedł po linii najmniejszego oporu ze składem na Albanię i chyba ku zaskoczeniu wszystkich wystawił od początku Filipa Rózgę. Jak widać, on też chciał wykonać ruch z gatunku „widzę więcej”. Mecz ułożył się jednak tak, że aż się prosiło o szybkie wejście Oskara Pietuszewskiego i faktycznie doszło do niego od razu po przerwie. Wzięliśmy pod lupę tę dwójkę.
Od rana pojawiały się medialne przecieki, że Urban może zaskoczyć z Rózgą. Chłopak miał świetnie prezentować się na treningach, ale można zakładać, że sam ten fakt nie byłby wystarczający i sztab kadry najwyraźniej już wcześniej rozważał postawienie na skrzydłowego Sturmu Graz. Jesienią zaliczył on dwa epizodziki, teraz nastąpiło wrzucenie na znacznie głębszą wodę.
Polska – Albania. Lupa na Filipa Rózgę i Oskara Pietuszewskiego
Gdyby jeszcze były zawodnik Cracovii wymiatał na austriackich boiskach, można byłoby coś przeczuwać, ale na dziś trudno nawet o nim powiedzieć, że jest pewniakiem w Sturmie. Raz zagra godzinę, potem wejdzie na 25 minut i tak to ostatnimi czasy wygląda. Wcześniej trochę wyhamowała go kontuzja, przez którą stracił dobrych kilka tygodni. Łącznie 30 meczów w nowym klubie, trzy gole i dwie asysty to zdecydowanie nie był dorobek automatycznie skłaniający zwykłego obserwatora do przeczuwania, że coś wyjątkowego w biało-czerwonym kontekście mogłoby się z nim wydarzyć.
Jan Urban jednak zaryzykował i wystawił go jako prawą „dziesiątkę”. Jak wyszło?
Tutaj wiele zależy od tego, czego oczekiwaliśmy. Jeśli ktoś pamiętał Rózgę z Ekstraklasy, wiedział, że jest on niezwykle dynamiczny, zadziorny i waleczny, nikogo na boisku nie przeprasza, ale czysto piłkarsko jakoś wyjątkowo nie imponuje. Spodziewałem się więc przede wszystkim tego, że będzie się wyróżniał poprzez cechy wolicjonalne i ani razu nie odpuści.

Waleczny i zadziorny Filip Rózga, gorzej z przodu
Tak też się stało. Rózga bardzo szybko wdał się w kilka agresywnych starć z lewym obrońcą Albanii Mario Mitajem. Za pierwszym razem niemal go wytarmosił w przepychance (Polak zaczął, sędzia go oszczędził). Za drugim zaliczył bardzo cenny odbiór, gdy Mitaj zebrał piłkę wybitą przez naszą defensywę po rzucie rożnym gości i miał szansę na ponowne dośrodkowanie. A w 34. minucie wygrałby z tym zawodnikiem pojedynek szybkościowy, ale został sfaulowany, za co arbiter pokazał winowajcy żółtą kartkę.
Rózga zaimponował także sprinterskim powrotem do defensywy w 12. minucie i odzyskaniem piłki. Dla takich zagrań dostał pierwszy skład, bez dwóch zdań.
Filip Rózga to duży talent. Oto sekrety, która mają zapewnić mu sukces
Gorzej to wyglądało z przodu, czego niestety można było się spodziewać. Rózga próbował, w pewnym momencie poszedł nawet w drybling na trzech rywali, ale zatrzymał się już na drugim. Na początku spotkania chciał w narożniku nabić Mitaja, ale nie udało mu się i nie mieliśmy nawet rzutu rożnego. Z kolei już w 2. minucie płasko dograł w pole karne, lecz piłka nie miała adresata. Raz niepotrzebnie wszedł w paradę Cashowi, który przyjęciem już minął obrońcę. Zabrał mu futbolówkę, podjął nieudaną próbę dryblingu i na koniec faulował.
19-latek skończył mecz z jednym strzałem. Poszukał szczęścia z dalszej odległości, ale jego płaskie uderzenie było i niedokładne, i za słabe jako takie. W ostatniej akcji dośrodkował z lewej nogi prosto do rąk Strakoshy.

Słaby początek Oskara Pietuszewskiego
Całościowo uważam, że Filip Rózga minimum swojej przyzwoitości zaprezentował, jednak nie dał choćby odrobinę czegoś ponad punkt wyjścia. Na ziemi wygrał dwa z sześciu pojedynków, celność podań 7/8, dwa przechwyty, trzy odbiory, dwa nieudane dośrodkowania i jeden koślawy strzał. Tak to wyglądało statystycznie.
Gdy schodziliśmy na przerwę z wynikiem 0:1, stało się oczywiste, że zawodnik o takiej charakterystyce będzie mało przydatny, skoro w blokach startowych czeka już Oskar Pietuszewski. Urban posłał go na pozycję lewej „dziesiątki”, a na drugą stronę przeszedł Jakub Kamiński.
Debiutant z FC Porto bez wątpienia nie spalił się mentalnie. Nie było widać, że oglądamy 17-latka, który dopiero rok temu zaczynał dorosłe granie, choć sam początek miał kiepski.
Pierwszy kontakt – strata i odpuszczony pressing za rywalem.
Drugi kontakt – złe odegranie głową i znów strata.
Pierwsza poważniejsza akcja – próba wymuszenia rzutu karnego, kładł się w naprawdę mało przekonujący sposób. Zaraz potem miękko dośrodkował w pole karne, ale do nikogo.

Pietuszewski z czasem pokazał więcej
Ktoś mniej odporny mentalnie mógłby się zrazić. Pietuszewski do takich osób nie należy, więc parł dalej i zaczął się rozkręcać. W 56. minucie znakomicie podaniem bez przyjęcia napędził wejście w szesnastkę Kamińskiego (niecelnie uderzał z dość ostrego kąta). Po chwili wpadł w pole karne, dobrze pokiwał, ale podaniem nikogo nie znalazł, było naprawdę trudno o jakiegoś konkretnego adresata.
Po godzinie zmieniliśmy ustawienie. Pietuszewski zaczął już grać jako typowy lewoskrzydłowy w 4-4-2, mając za sobą Michała Skórasia. Nie zawsze należycie pomagał mu w defensywie. Kilka razy początkowo podbiegał dość sprawnie do Albańczyków, by potem zwalniać i liczyć na to, że wykażą się koledzy. Największy błąd to końcówka meczu, gdy kompletnie nie dogadał się ze Skórasiem, kto ma podbiec do Hysaja, przez co obrońca Lazio miał mnóstwo miejsca i czasu na dośrodkowanie. Na szczęście nasza defensywa zdołała wybić piłkę z pola karnego, nic się nie wydarzyło.
Pietuszewski w nowym systemie początkowo trochę stracił na widoczności. Potrzebował kilkunastu minut, by ponownie być bardziej widoczny. Wziął udział w akcji na 2:1. W 75. minucie przejął piłkę w kontrze, ładnie się z nią zabrał i szkoda, że na koniec został zablokowany.
Później Hysaj i Asslani zarobili na nim żółte kartki, choć naszym zdaniem Asslani spokojnie mógł wylecieć, bo wchodził groźnie wślizgiem w rozpędzonego przeciwnika. Gdyby go centralnie trafił, mogłoby się skończyć poważną kontuzją.
W ostatnim akcie Pietuszewski oddał strzał na… aut. Do zapomnienia, ale całościowo debiut całkiem pozytywny.

Do przerwy nie wygraliśmy ani jednego dryblingu, on miał w tym elemencie 2/2. W pojedynkach – 5/6. Skrzydłowy Porto miał ożywić nasze ataki i wprowadzić element nieprzewidywalności, co zrobił. Nie sprawiał wrażenia przytłoczonego stawką i oczekiwaniami. Szału nie było, to jeszcze nie czas, żeby piać z zachwytu, ale jest na czym budować.
Można stwierdzić, że Urban jedną i drugą decyzją się obronił, choć oczywiście przy gorszym wyniku pewnie byłoby więcej dyskusji, czy Pietuszewski nie powinien zagrać od razu. Piłkarz Smoków dał sygnał, że chce więcej. Filip Rózga nie wyglądał na kogoś, kto wniesie nową jakość, ale potwierdził, że może być cennym zadaniowcem, gdy trzeba porozbijać rywali.
CZYTAJ WIĘCEJ PO MECZU POLSKA – ALBANIA:
- Klątwa przełamana! Podnieśliśmy się pierwszy raz od 2007 roku
- FENOMENALNY Szymański. Najlepszy mecz w kadrze! [OCENY POLAKÓW]
- Zieliński: Gol Albanii tylko nas podrażnił. Wygraliśmy dla Polski
Fot. FotoPyK/400mm.pl/Newspix