Co wydarzyło się między Ronaldo a Jesusem? Oświadczenie zawodnika

Braian Wilma

Autor:Braian Wilma

06 października 2026, 22:04 • 9 min czytania 6

Reklama
Co wydarzyło się między Ronaldo a Jesusem? Oświadczenie zawodnika

Cała Portugalia żyje wydarzeniami, które miały miejsce podczas zakończonego zgrupowania reprezentacji Portugalii. W jego trakcie obrażony Cristiano Ronaldo opuścił bez zgody drużynę i przedwcześnie wrócił do klubu. Legendarny zawodnik zapowiadał, że wkrótce odniesie się do tych zdarzeń i właśnie się to stało. Portugalczyk opublikował długie oświadczenie, w którym opisał całą sytuację i jej kulisy.

Reklama

Po mundialu, który reprezentacja Portugalii zakończyła na etapie 1/8 finału, Roberto Martineza na stanowisku selekcjonera zastąpił Jorge Jesus. Drużyna notuje pod jego wodzą świetne wyniki – w czterech meczach, które rozegrała na zakończonym już zgrupowaniu, odniosła cztery zwycięstwa. Tylko w jednym z tych meczów wystąpił Cristiano Ronaldo – 41-latek zagrał 67 minut w pierwszym spotkaniu z Walią.

W kolejnym meczu, w którym Portugalczycy mierzyli się z Norwegią, usiadł na ławce rezerwowych. Jorge Jesus wysłał go do rozgrzewki praktycznie na początku drugiej połowy. Czas leciał, Ronaldo się rozgrzewał, jednak selekcjoner ostatecznie nie wpuścił go na boisko. Później obrażony zawodnik wyjechał ze zgrupowania kadry. Zapowiadał wówczas, że wkrótce odniesie się do całej sprawy i właśnie nadszedł ten moment. Poniżej treść długiego oświadczenia Cristiano Ronaldo cytowanego przez portal B24.

Oświadczenie Cristiano Ronaldo

Zgodnie z obietnicą postanowiłem osobiście i bezpośrednio opisać okoliczności towarzyszące ostatniemu zgrupowaniu reprezentacji narodowej.

Po Mistrzostwach Świata w 2026 roku napisałem list do Portugalczyków – który wciąż posiadam – zawierający słowa, jakie zamierzam do nich skierować, gdy ostatecznie zakończę grę w naszej drużynie.

Reklama

Po zakończeniu turnieju, w drodze powrotnej ze Stanów Zjednoczonych, prezes federacji poprosił mnie i nalegał, bym przemyślał decyzję o odejściu, gdyż FPF chciała, bym pozostał w drużynie.

Niedługo potem zapytał mnie o zdanie na temat obecnego selekcjonera – kandydata, którego rozważał obok innych, nieujawnionych mi osób.

Powiedziałem prezesowi federacji, że moim zdaniem byłby to słuszny wybór.

Dlatego też w dniu ogłoszenia nazwiska nowego trenera szczerze cieszyłem się z tego wyboru. Była to właściwa decyzja, co potwierdzają osiągane wyniki.

Reklama

Kilka dni później skontaktował się ze mną nowy selekcjoner reprezentacji, wyrażając chęć osobistego spotkania. Zgodziłem się i umówiliśmy się na termin przypadający na koniec mojego urlopu.

Spotkaliśmy się w Cidade do Futebol, gdzie mój klub odbywał zgrupowanie przedsezonowe.

Tego dnia trener powiedział mi, że na mnie liczy i że moja obecność jest kluczowa dla jego projektu. Od razu przedstawił plan mojego udziału w meczach. Poinformował mnie, że wystąpię w pierwszym i ostatnim meczu zgrupowania, a w trosce o odpowiednie zarządzanie obciążeniem fizycznym będzie dokonywał trzech lub czterech zmian w każdym spotkaniu.

Wówczas zasugerował, bym nie podróżował z reprezentacją do Norwegii i Danii. Zaproponował, bym zagrał w pierwszym meczu i pozostał w Portugalii, a następnie dołączył do kadry przed czwartym spotkaniem na Estadio do Dragao.

Reklama

Natychmiast odrzuciłem tę propozycję. Uważałem za oczywiste, że nie mogę się na to zgodzić. Taki przywilej pozostania w Portugalii nie stanowiłby dobrego przykładu. Ostatecznie trener przyznał mi rację.

Dzień przed rozpoczęciem zgrupowania selekcjoner reprezentacji przyjechał do mojego domu w Lizbonie, by – z własnej inicjatywy – ponownie ze mną porozmawiać. Była to spokojna rozmowa, podczas której podtrzymano wszystkie ustalenia poczynione w sierpniu.

Zagrałem w meczu na stadionie Alvalade i choć zostałem zmieniony, nie robiłem z tego powodu żadnych problemów. Osobiście przekazałem opaskę kapitańską Bruno Fernandesowi, nie przypuszczając nawet, że mogą to być moje ostatnie chwile w roli zawodnika i kapitana reprezentacji. Tego dnia najważniejsze było dla mnie nasze zwycięstwo. Wygrana zawsze cieszy, ale zwycięstwo odniesione w Portugalii, dla mojego kraju, smakuje jeszcze lepiej.

W dniu meczu w Norwegii, w porze lunchu, asystent selekcjonera podszedł do stolika, przy którym siedzieliśmy, i przekazał mi, że trener chce ze mną porozmawiać. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, trener zapytał, czy jestem w stanie rozegrać 30 minut. Skupiałem się wyłącznie na powrocie do pełni sił i – jak zawsze – integrowałem się z drużyną, będąc przekonanym, że tego dnia nie zagram, co zresztą mi odpowiadało.

Reklama

Ta prośba wykraczała poza mój plan rehabilitacji i treningu – miałem bowiem zagrać dopiero 4 października na Estadio do Dragao – ale oczywiście zgodziłem się. Usłyszałem więc, bym był gotowy, bo czeka mnie 30 minut gry.

Resztę wszyscy znają. Rozgrzewałem się od przerwy, obserwując upływające minuty, ale ostatecznie nie zostałem wpuszczony na boisko.

Trener nie dotrzymał słowa.

Po meczu chciałem tylko, by wszystko zakończyło się zwycięstwem i by dano mi święty spokój. Nie podszedłem do kibiców, by ich pozdrowić. Był to błąd, za który ponoszę wyłączną odpowiedzialność – sytuacja, do której nie powinno było dojść. Przepraszam Portugalczyków, którzy tak gorąco nas tam wspierali, kibiców oraz te osoby – niebędące Portugalczykami – które być może przyjechały, by mnie zobaczyć, a które mogłem rozczarować.

Reklama

Czterdzieści osiem godzin później odbyłem rozmowę z trenerem oraz Simão Coutinho, który śledził nasze ustalenia jeszcze od sierpnia.

To był ważny moment – ​​bardzo szczery i bezpośredni, bez upiększania rzeczywistości.

Ustaliliśmy, że jest tylko jeden sposób, by zakończyć tę „sprawę”: trener musiał powtórzyć to, co właśnie powiedział mi w cztery oczy – w obecności Simão Coutinho – ale tym razem na konferencji prasowej.

Plan był prosty: trener miał rozpocząć konferencję od poruszenia tego tematu, dążąc do zamknięcia sprawy poprzez wyjawienie prawdy. Miał powiedzieć, że nigdy nie domagałem się czasu gry – to selekcjoner, a nikt inny, przedstawił mi plan na to zgrupowanie; że błędem było zmuszanie mnie do rozgrzewki bez faktycznego wpuszczenia na boisko; oraz że gdyby sytuacja miała się powtórzyć, nie zrobiłby tego ponownie.

Reklama

Spotkanie zakończyliśmy tym, że selekcjoner poprosił o uścisk, obiecał, że na konferencji prasowej powie dokładnie to, co przed chwilą mi przekazał, i zapewnił, że sprawa jest rozwiązana. Nie miałem zagrać przeciwko Danii, ale miałem wystąpić w czwartym meczu, na Estadio do Dragao. Wszystko to odbywało się w ciągłej obecności Simão Coutinho.

Na prośbę trenera odbyła się następnie wideokonferencja z jego udziałem oraz Simão Coutinho i Tiago Craveiro, podsumowująca nasze ustalenia.

Sporządzono krótki dokument; osobiście go zatwierdziłem i – o ile mi wiadomo – został on przekazany selekcjonerowi, zgodnie z jego życzeniem.

Konferencja prasowa przebiegła tak, jak wszyscy wiedzą: jego zachowanie w niczym nie przypominało tego z naszego spotkania; usłyszałem słowa i poziom agresji, na które – moim zdaniem – nie zasłużyłem – postawę w stylu „robię, co chcę, bo tu rządzę”, której nigdy wcześniej, nawet w najmniejszym stopniu, nie okazywał mi w prywatnej rozmowie dzień wcześniej.

Reklama

Zatwierdzone przeze mnie notatki brzmiały następująco:

„Uważam, że warto – choćby dlatego, że taka jest prawda – wyjaśnić kilka kwestii, zanim przejdziemy do tematu Danii:

1. Osobiście przedstawiłem Cristiano plan dotyczący jego roli w reprezentacji na ten sezon – rozmawialiśmy tylko we dwóch, bez udziału osób trzecich. To była długa i bardzo udana rozmowa.

2. Wiem, jak bardzo żyje on reprezentacją i jak ją kocha, a także zdaję sobie sprawę z jego znaczenia w skali światowej – a zwłaszcza z tego, jak wielki i pozytywny wpływ wywierał na drużynę narodową przez 24 lata z rzędu.

Reklama

3. Plan, który zaproponowałem Cristiano, został przez niego zaakceptowany.

4. Nigdy nie kwestionował moich decyzji. Zachowywał się wzorowo, był lojalny i profesjonalny.

5. Plan, który dla niego przygotowałem, nie zakładał jego udziału w meczu z Norwegią. Uznałem jednak, że zdołał się zregenerować fizycznie po pierwszym spotkaniu, więc uprzedziłem go, że mogę chcieć z niego skorzystać. Cristiano się zgodził.

6. Popełniłem błąd, każąc rozgrzewać się zawodnikowi formatu Pelego czy Maradony, by ostatecznie nie wpuścić go na boisko. Gdybym miał to robić dzisiaj, postąpiłbym inaczej.

Reklama

7. Podsumowując ten wątek: chcę, żeby Cristiano był w reprezentacji. Co więcej – nie chcę tego tylko trochę, zależy mi na tym ogromnie. Na szczęście on też mi ufa. Zaufał mi w Al-Nassr i ufa mi również tutaj.

8. Jeśli chodzi o brak powitania z kibicami: już o tym rozmawialiśmy. Ktoś, kto rozegrał ponad 230 meczów w reprezentacji, nie potrzebuje ode mnie lekcji na temat miłości do Portugalii. To był moment frustracji, który niczego nie przekreśla. To zawodnik, który rozdaje najwięcej autografów, robi sobie najwięcej zdjęć z fanami i okazuje im najwięcej sympatii. Nie szukajmy problemów tam, gdzie ich nie ma. Kiedy nie jesteśmy zadowoleni, reagujemy. To wszystko”.

W rzeczywistości trener nie powiedział niczego takiego.

To był już drugi raz, kiedy nie dotrzymano danego mi słowa.

Reklama

Postanowiłem zrezygnować ze zgrupowania, nie czekając na kolejne złamanie słowa. Dla mnie prawda nadal jest najważniejsza w relacjach międzyludzkich. Nawet jeśli to boli, niech mówią mi prawdę.

W rzeczywistości podczas rozmowy z prezesem FPF i selekcjonerem reprezentacji, która odbyła się rankiem w dniu tamtej konferencji prasowej – co z pewnością mogą oni potwierdzić – ponownie podkreśliłem: jeśli nie chcą mojej obecności, powinni mi to po prostu powiedzieć. Wystarczyło być ze mną szczerym. Przyjąłbym to do wiadomości i nikt nie czułby urazy.

Pamiętam to tak, jakby to było wczoraj. Odpowiedzieli chórem: nie. Stwierdzili, że moje miejsce jest w reprezentacji.

Nigdy w trakcie mojej blisko 25-letniej kariery nie ingerowałem w decyzje techniczne czy taktyczne żadnego trenera. Akceptuję każdą rolę, jaka zostanie mi powierzona, niezależnie od tego, czy uważam ją za lepszą, czy gorszą. Szanuję takie decyzje, ale gdy moje zaufanie zostaje zawiedzione, czuję, że nie ma już dla mnie miejsca w danej drużynie.

Reklama

Winien jestem również przeprosiny moim kolegom z reprezentacji za opuszczenie zgrupowania. Mimo całkowitego złamania danego słowa przez selekcjonera – co mogą potwierdzić wszyscy świadkowie tamtych rozmów – nie powinienem był tak postąpić. Całkowitą odpowiedzialność biorę na siebie.

Raz jeszcze przepraszam naród portugalski, ale złamana obietnica miała dla mnie kluczowe znaczenie. Czułem, że od tamtej chwili moje pozostanie na zgrupowaniu jedynie zaszkodziłoby drużynie, więc zrobiłem to, co zawsze zapowiadałem w sytuacji, gdybym nie czuł się potrzebny: spakowałem się i wyjechałem.

Konsekwencje moich działań powinny zostać ocenione przez federację. Uważam, że przy wymierzaniu kary nie powinno się brać pod uwagę żadnych okoliczności łagodzących. Nie jestem zwykłym zawodnikiem; jestem kapitanem drużyny, a to stanowi okoliczność obciążającą. Przeprosiłem już, ale wiem, że czyny muszą nieść za sobą konsekwencje. Każdy, kto jest związany z piłką nożną, wie, że niezależnie od statusu, zasady obowiązują wszystkich jednakowo.

W tym kontekście wiele mówiło się o meczach pożegnalnych – o tym, że zasługuję na godne pożegnanie i że federacja chce mi taką możliwość zapewnić.

Reklama

Życie nauczyło mnie – często w chwilach głodu i braku środków do życia – że nikt nie daje niczego za darmo. Mogę obiecać wszystkim moim fanom – a w szczególności oczywiście Portugalczykom – że rozegramy jeden lub więcej meczów pożegnalnych; przyjdzie na to czas.

Jednak myśląc o reprezentacji, myślę przede wszystkim o rywalizacji. Tak właśnie myślałem w dniu, w którym otrzymałem wiadomość o śmierci ojca. Przebywałem wtedy na zgrupowaniu kadry i postanowiłem zostać z drużyną aż do zakończenia meczu zaplanowanego na następny dzień. Zrobiłem to dla kraju – czego nigdy nie uczyniłbym dla żadnego klubu. Jeśli więc będę w dobrej formie fizycznej i będę grał w klubie – i, mam nadzieję, strzelał bramki – to po odbyciu nałożonej na mnie kary zawieszenia będę gotowy, tak jak zawsze, by rywalizować i wygrywać w barwach naszej reprezentacji – czytamy.

Wbrew informacjom podawanym przez wiele zagranicznych mediów, Cristiano Ronaldo nie kończy więc reprezentacyjnej kariery. Teraz czeka go jednak wspomniana kara. Zgodnie z regulaminem dyscyplinarnym FPF 41-latek może zostać zawieszony na jeden do sześciu miesięcy.

Reklama

Fot. Newspix

6 komentarzy
Braian Wilma

Miłośnik piłki w każdej postaci. Dziennikarskie szlify zbierał w portalu Futbol News. Od dziecka śledził rozgrywki Premier League, jednak z wiekiem dorósł do prawdziwego futbolu rodem z Ekstraklasy. Jako, że lepiej mu w niebieskim, to szczególnie obserwuje poczynania Lecha i Chelsea.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Euro U-21

Brzęczek o awansie na Euro: Piłkarski Bóg wyciągnął wnioski

Jan Broda
0
Brzęczek o awansie na Euro: Piłkarski Bóg wyciągnął wnioski

Inne reprezentacje

Reklama