Roma traci gwiazdę na miesiąc

Marcin Ziółkowski

26 stycznia 2026, 20:27 • 2 min czytania 0

Roma traci gwiazdę na miesiąc

Do tej pory Roma mogła liczyć na Manu Kone w każdym meczu ligowym. Kibice Giallorossich będą musieli się jednak oswoić z nową rzeczywistością. Uznany na Półwyspie Apenińskim piłkarz drugiej linii doznał kontuzji w meczu z Milanem. Oznacza to miesięczną przerwę od gry. To bolesna strata dla Gian Piero Gasperiniego, który walczy o najwyższe cele na dwóch frontach.

Reklama

Roma w lutym bez wartościowego piłkarza z pomocy

Rzymianie dominowali w niedzielnym hicie u siebie z Milanem, ale przewagi boiskowej nie mogli przekuć w bramkową. Przed upływem 60. minuty spotkania, Manu Kone zdecydował się ruszyć w pogoń za Adrienem Rabiotem. Niestety – Francuz grający dla Romy musiał przerwać bieg. Wszystko z powodu kontuzji uda.

Reklama

Były zawodnik Borussii Monchengladbach nie był w stanie kontynuować gry i wkrótce zmienił go Niccolo Pisilii, bohater potyczki ze Stuttgartem w Lidze Europy. We włoskich mediach panuje zgodność. Kone nie zagra przez miesiąc – diagnoza to naciągnięcie mięśnia drugiego stopnia. Mówi się, że poza grą będzie przez około 40 dni.

Duże osłabienie Romy

Francuz, którego latem chciał ściągnąć do siebie Inter Mediolan, jest kluczowym zawodnikiem Giallorossich. Podopieczni Gian Piero Gasperiniego wciąż są w walce o najwyższe cele. W ostatniej kolejce fazy ligowej Ligi Europy powalczy z Panathinaikosem o zapewnienie sobie TOP 8, a w Serie A – Rzymianie są trzecią drużyną tabeli. Strata do Interu wynosi dziewięć punktów. Celem nadrzędnym jest powrót po siedmiu latach do Ligi Mistrzów.

Jeżeli rehabilitacja pójdzie zgodnie z planem, można spodziewać się jego powrotu na boisko w meczu z Juventusem, który odbędzie się 1 marca. Kone w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach zanotował 29 występów i strzelił dwie bramki. Jego dorobek to także dwie asysty.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Serie A

Reklama
Reklama