Koniec chaosu w Cracovii? Lampka ostrzegawcza nadal się świeci

Aleksander Rachwał

01 marca 2026, 08:22 • 12 min czytania 7

Koniec chaosu w Cracovii? Lampka ostrzegawcza nadal się świeci

Cracovia pochwaliła się w piątek w mediach społecznościowych, że właściciel klubu spotkał się z jego kierownictwem i drużyną w klubowym ośrodku. W normalnych okolicznościach nie byłoby to coś, co trzeba specjalnie ogłaszać światu, ale Cracovia znalazła się w takim miejscu, że wizyta właściciela jest tam wielkim wydarzeniem.

Reklama

Zanim przejdziemy do rzeczy, zaznaczmy: nie mamy zamiaru czepiać się tego, że Robert Platek od momentu przejęcia Cracovii praktycznie nie pojawiał się Polsce. Biznesmen tłumaczył w rozmowie z goal.pl, że to przez prywatne sprawy (choroba bliskiej osoby), więc trzeba to uszanować.

Chodzi o to, że w poważnych organizacjach, zwłaszcza takich, które wcześniej przez lata sprawnie funkcjonowały, właściciel nie musi wszystkiego osobiście doglądać, by każdy wiedział, co ma robić. Tymczasem w Cracovii, która za poważną organizację chciałaby uchodzić, zapanował chaos.

Reklama

Jak bowiem inaczej określić sytuację, w której:

  • w ciągu ostatnich dwóch miesięcy doszło do dwóch zmian na stanowisku prezesa (i obecnie nie ma żadnego),
  • zarząd przepycha się z byłą prezes (i zarazem mniejszościowym udziałowcem) w oświadczeniach,
  • atmosfera wokół klubu od pewnego czasu jest taka, że główne osoby odpowiadające za stronę sportową zaczynają wątpić w ten projekt?

Luka Elsner, Mateusz Dróżdż

Od prawej: były prezes Cracovii Mateusz Dróżdż i trener Luka Elsner

Nowe porządki Roberta Platka w Cracovii 

Amerykanin przejął Cracovię w sierpniu ubiegłego roku, ale przez sytuację życiową nie mógł się mocniej zaangażować. Bywa, rozumiemy. Niemniej klub do funkcjonowania potrzebuje kogoś decyzyjnego, a z Cracovii dochodziły głosy, że były trudności, by z Platkiem w ogóle nawiązać kontakt.

W tych okolicznościach zmianę zarządu można było uznać za logiczny ruch. Skoro właściciela w Polsce nie ma i nie odbiera telefonów, to niech za sterami staną osoby z jego nadania. Pożegnano więc Mateusza Dróżdża i Łukasza Orłowskiego, a ich miejsce zajęło trio Elżbieta Filipiak, David Amdurer i Murat Colak.

Elżbieta Filipiak, wdowa po poprzednim właścicielu Cracovii, Januszu Filipiaku, miała zdaje się być gwarantem pewnej stabilizacji i wnosić znajomość realiów klubu. Amdurer to zaufany człowiek Roberta Platka. Colak, turecki profesor AGH, chwalący się doświadczeniem w biznesie piłkarskim, był w tym gronie największą zagadką, choć, jak pisała Interia, pomysł, by zainstalować go w klubie pojawił się już wcześniej i to z inicjatywy Elżbiety Filipiak.

Całościowo ten ruch był zrozumiały. Część kibiców, delikatnie rzecz ujmując, nie była zadowolona z odejścia Dróżdża, który cieszył dobrą opinią, ale też nie było nic dziwnego w tym, że nowy właściciel zaczyna układać wszystko po swojemu. Ruch ten jednak nakładał też na Platka odpowiedzialność. Od tego momentu sukcesy i porażki Cracovii stały się już konsekwencją jego decyzji.

Miało to ręce i nogi, wyglądało sensownie, natomiast po tych kilku tygodniach Filipiak, Amdurer i Colak bardziej niż poważny zarząd (Filipiak już w nim nie ma) wyglądają jak trójka dzieci, które pokłóciły się, gdy tylko ojciec zostawił im dom pod opieką.

Elżbieta Filipiak i David Amdurer

Elżbieta Filipiak i David Amdurer

Rodzinna sprzeczka o działkę

Z tymi dziećmi to zresztą nieprzypadkowe porównanie, bo sam Platek, zapytany w rozmowie z Canal+ o ostatnie wydarzenia w klubie mówił tak:

To bardzo trudne do wytłumaczenia, ale spróbuję. W każdej rodzinie zdarzają się różnice zdań, sprzeczki. W klubie jest tak samo.

Streśćmy tę „rodzinną sprzeczkę”, a przynajmniej te jej fragmenty, którymi strony podzieliły się z opinią publiczną.

Elżbieta Filipiak, 18 lutego:

Z poczuciem wewnętrznej konieczności przekazuję dziś decyzję o rezygnacji z funkcji prezesa zarządu klubu. (…) Nie chcę firmować decyzji, które nie dają gwarancji długofalowego dobra Cracovii, ani standardów pracy, do których przez lata byliśmy przyzwyczajeni.

Znów Elżbieta Filipiak, 23 lutego, Przegląd Sportowy:

Dziś, z perspektywy bezpowrotnie straconego czasu, widzę, że większościowemu akcjonariuszowi nie udało się wypracować stabilnego modelu, który zapewniłby klubowi bezpieczeństwo finansowe na kolejne sezony. Czas, gdy latami klub funkcjonował w unii personalnej z moim mężem, dobiegł końca, a ani nowy większościowy akcjonariusz, ani jego nominaci w zarządzie do tej pory nie przedstawili kompleksowego planu, który zapewniłby Cracovii stabilne finansowanie.

Murat Colak

Murat Colak – fot. screen, Youtube – CracoviaTV

Murat Colak, 23 lutego:

Być może jestem pierwszą osobą w całym życiu pani Filipiak, która jej odmówiła. Ale ja jestem człowiekiem, który staje w prawdzie. (…) Moje serce jest tutaj i pracuję dla Cracovii. To wiąże się czasem z mówieniem „nie”. Pani Filipiak nie potrafiła tego zaakceptować. Nie wiem tego, ale być może nigdy wcześniej przez całe swoje życie nie spotkała się z odmową.

I dalej:

Opowiem o decyzji, która została podjęta tuż przed przejęciem klubu przez pana Platka. Mówię o Sienna Investment, firmie pani Filipiak. Mamy – powiem po polsku – naszą działkę, działkę Cracovii. (…) Zostało ogłoszone, że będzie to sprzedane na poczet Cracovia Training Center. Dopóki nie zostałem wiceprezesem klubu, nie mogłem dotrzeć do wartości tej działki. Wynosiła ona 30 milionów złotych, potem 33 miliony. Piękna działka w samym centrum Krakowa. I nagle okazuje się, że tej działki – wartej 30 milionów złotych – już w klubie nie ma. Cracovia otrzymała za nią 10,5 miliona złotych netto. Dla klubu. To nie koniec. Ta płatność została wykorzystana na bieżącą działalność klubu zamiast tego pierwotnego celu. (…) Jeżeli pani Filipiak mówi, że kocha Cracovię, że oddała jej życie. Mamy dla niej konkretną propozycję: oddamy ci wszystko to, co dałaś nam. A ty oddaj nam nasze tereny. To jest nasza działka. Bardzo panią proszę, żeby nam pani oddała naszą działkę.

Elżbieta Filipiak, 23 lutego:

– Informacje przedstawione podczas dzisiejszej konferencji prasowej KS Cracovia SA przez wiceprezesów Murata Colaka i Davida Amdurera są nieprawdziwe i wprowadzają opinię publiczną w błąd. (…) Jeżeli zarząd Cracovii jest rzeczywiście zainteresowany wykorzystaniem tej nieruchomości na cele klubu, zamiast publikowania oszczerczych komunikatów, oczekuję formalnej oferty, która pokryje koszty przez mnie poniesione i zagwarantuje jej wykorzystywanie na cele sportowe i rekreacyjne do roku 2050. Publiczne formułowanie niepełnych i wybiórczych informacji nie służy dobru Cracovii ani budowaniu jej prestiżu. Wypowiedzi naruszające moje dobre imię stanowią podstawę do wniesienia pozwu o zniesławienie.

Taka tam różnica zdań, jak to w rodzinie.

Robert Platek

Robert Platek

Kryzys zażegnany? „Gramy do jednej bramki”

Sprzeczka okazała się na tyle poważna, że właściciel pofatygował się, by osobiście ugasić pożar. I teraz pojawia się pytanie: jak bardzo Robert Platek musiał nie interesować się sprawami Cracovii, że ten pożar w ogóle wybuchł? Temat chyba był do szybkiego rozwiązania, bo dalej w rozmowie z Canal+ właściciel Pasów mówi tak:

Wolę patrzeć na pozytywy niż rozdrapywać stare rany. W ostatnich dniach usiedliśmy do stołu z panią Filipiak, zarządem i radą nadzorczą. Porozmawialiśmy o wszystkich tematach, wyczyściliśmy atmosferę. Dziś wszyscy gramy do jednej bramki. Z panią Filipiak jesteśmy na tym samym kursie, podobnie zarząd i rada nadzorcza. Wierzę, że sprawy są wyprostowane.

Przypomnijmy, pogłoski o tym, że współpraca na górnych szczeblach Cracovii nie układa się najlepiej, krążyły od dłuższego czasu. Zaraz po rezygnacji Elżbiety Filipiak Przemysław Langier z Interii pisał, że prezeska nie dogaduje się z wiceprezesami, że są kłótnie, że Colak chce wyższych kompetencji i pomija Filipiak w rozmowach z właścicielem.

Kontakt z Platkiem w klubie był utrudniony, ale też powiedzmy jasno: nie było tak, że nie było go wcale. Właściciel miał być zaangażowany m.in. w transfery, więc siłą rzeczy jakieś rozmowy z osobami z klubu musiał prowadzić, nawet jeśli nie były one częste i szczegółowe. Trudno uwierzyć, że sprawa konfliktu w zarządzie do niego nie dotarła lub że dotarła, ale ani trochę go nie obeszła. W zasadzie ciężko wskazać która z tych wersji gorzej świadczyłaby o jego umiejętnościach zarządzania podwładnymi.

Elżbieta Filipiak

Robert Platek, Elżbieta Filipiak i Luka Elsner

W każdym razie Platkowi chyba niezbyt dała do myślenia rezygnacja Filipiak, co trochę dziwi, bo jednak warto utrzymywać poprawne relacje z mniejszościowym udziałowcem klubu, który przez lata się w niego angażował. Ale też, jak twierdzi, nie miał pojęcia, że Colak zamierza ruszyć z kontrą w kierunku byłej prezes, o czym świadczy jego odpowiedź na pytanie o sprawę działki.

– Jedna rzecz musi wybrzmieć jasno: to nie ja wyniosłem tę sprawę do mediów. Po drugie, ta cała rozmowa w ogóle nie powinna ujrzeć światła dziennego. Takie rzeczy załatwia się w gabinetach.

Platek ma słuszność, że z perspektywy Cracovii sprawę lepiej byłoby załatwić w zaciszu gabinetów, natomiast brzmi trochę, jakby próbował tłumaczyć sytuację, w której ktoś nieopatrznie chlapnął coś w wywiadzie albo któryś z pracowników ukradkiem wyniósł informacje do dziennikarzy. On tymczasem komentuje konferencję prasową swoich wiceprezesów, czyli oficjalne stanowisko klubu i mówi: to nie ja. Czyli przyznaje: to był błąd, ale ja nawet nie wiem, co się dzieje w mojej firmie.

Samo jego podejście do sprawy działki jest z kolei zastanawiające.

– Ta transakcja dotycząca terenu miała miejsce zanim jeszcze kupiłem klub. Wierzę, że pani Filipiak, rada nadzorcza, zarząd i Comarch zrobili wszystko zgodnie z zasadami – stwierdził Platek w tej samej rozmowie.

Ta transakcja miała miejsce niemal przed samym zakupem klubu, więc z pewnością całkiem istotnie wpłynęła na cenę. Jeśli on i jego ludzie na poważnie analizowali całe przedsięwzięcie, to chyba nie umknęłoby im zbycie nieruchomości o tak dużej wartości. Platek przejął klub w sierpniu 2025, a decyzję o kupnie – jak zdradził w rozmowie z goal.pl – podjął sześć miesięcy wcześniej (czyli w okolicach lutego). Działka została sprzedana w czerwcu.

I nagle wszyscy są zaskoczeni?

Robert Platek i Luka Elsner

Luka Elsner i Robert Platek – fot. screen, x.com/KSCracoviaSA

Robert Platek z audiencją w Krakowie

To wszystko nie dziwi jednak szczególnie, gdy spojrzymy na krótki filmik Cracovii podsumowujący wizytę właściciela w klubowym ośrodku. Jest on dość absurdalny, choć dla tych, którzy polską piłkę śledzą jak serial komediowy (ale taki, który w założeniu wcale komediowy miał nie być) to absolutne kino.

Robert Platek rozmawia na nim z kierownictwem Cracovii (nie słyszymy co mówi), w tle leci podniosła muzyka, Murat Colak kwituje słowa swojego szefa kiwając uznaniem głową. Następnie Amerykanin gestykuluje przy stole, najpewniej kreśli wizję rozwoju klubu (nadal nie słyszymy, co mówi), wszyscy znów kiwają głowami. Następuje wyraźne zbliżenie na wyświetloną na telewizorze planszę „KS Cracovia. Strategic plan”. Potem Platek przechadza się i dyskutuje z trenerem Luką Elsnerem, po czym przemawia do drużyny. Minutowy filmik kończy się przebitką na piłkarzy, jak gdyby chciano podkreślić, że właściciel nie mówił do pustej sali. Zabrakło tylko spojrzenia przez kogoś w kamerę połączonego ze zbliżeniem na twarz rodem z The Office.

Podkreślmy, ta produkcja działu medialnego Cracovii sama w sobie nie byłaby ani trochę zabawna, gdyby nie jej kontekst. Bo wobec ostatnich wydarzeń wokół klubu wydźwięk filmu jest taki: zobaczcie, to nasz właściciel, on jest, istnieje, patrzcie jak interesuje się klubem, jak załatwia sprawy. Mamy też strategię, nie jest tak, że nikt nie wie, co robić. Gdyby okoliczności w Cracovii były inne to taki filmik po prostu by nie powstał, bo po co byłoby pokazywać, że właściciel porozmawiał z zarządem czy trenerem (zwłaszcza, gdy nie przekazuje się ani słowa na temat tego, o czym rozmawiano), skoro zwykle w klubach to jest standard codziennego funkcjonowania?

I znów – dobrze, że Platek pojawił się w Krakowie. Skoro wcześniej nie pozwalały mu na to sprawy prywatne, to nic dziwnego, że kiedy nadarzyła się okazja, chciał się ze wszystkimi spotkać, a przy okazji trochę oderwać łatkę właściciela-widmo. Tylko że klimat tej wizyty jest z jednej strony taki, jakby Amerykanin przybywał z audiencją, a z drugiej taki, jakby witał się z klubem. Przedstawiał się, a nie mówił „ciągle te telefony i kamery, dobrze się wreszcie spotkać na żywo”. Zwyczajnie uwiarygadnia to wszystko wersję Elżbiety Filipiak, która odchodząc twierdziła, że nowe władze działają bez konkretnego planu, uwiarygadnia też wszystkie głosy z klubu, że właściciel jest trudno osiągalny.

Robert Platek - Spezia

Robert Platek (drugi od prawej) na meczu Spezii, maj 2021 roku

Plany są ambitne. W innych klubach też były

Robert Platek zapowiedział, że jego wizyta w Krakowie potrwa cztery i pół dnia (bez złośliwości, rozbawiły mnie te cztery i pół dnia, trochę skojarzyło mi się z dzieckiem, które próbując dodać powagi swojemu wiekowi mówi, że ma pięć i pół roku, zamiast pięć lat). Być może w tym czasie poukłada wszystko tak, że wkrótce będziemy już tylko zachwycać się wielkimi imprezami organizowanymi we współpracy z Roc Nation, z zapartym tchem oglądać serial o Pasach produkcji Warner Bros. Discovery, czy podziwiać globalną markę Cracovii, którą Amdurer i Colak mają zbudować dzięki strategicznej współpracy z klubem z Ligi Mistrzów. Ale gdyby zapytać w Spezii, poprzednim klubie Platka, pewnie byliby sceptyczni.

Niedawno portal spezia1906.com zauważył, że polski klub najwyraźniej mierzy się z tymi samymi problemami z komunikacją, z którymi Platek był kojarzony we Włoszech.

To sytuacja, którą wielu kibiców Spezii dobrze pamięta, zważywszy na to, że były właściciel klubu rzadko wypowiadał się oficjalnie w trakcie swojej kadencji w Ligurii – w momencie przejęcia, a potem tylko w komunikatach prasowych. Rzadko też widywano go fizycznie w Ligurii (częściej delegował obowiązki bratu Philipowi), zanim opuścił klub w całkowitej ciszy.

Amerykanin nie uczynił ze Spezii potęgi – zastał ją świeżo po awansie do Serie A, a po kilku latach zostawił w Serie B (w elicie spędziła trzy sezony). Wpompował w klub sporo pieniędzy (m.in. zainwestował w stadion), a ostatecznie odsprzedał go za symboliczne 1 euro, by już tylko więcej nie dokładać. W sprawozdaniu finansowym za sezon, w którym sprzedał Spezię, klub miał rekordową stratę wynoszącą około 26 milionów euro.

Jak kometa przemknął też przez duńskie Sønderjyske Fodbold, które za czasów jego rządów spadło z ligi po raz pierwszy od 14 lat. Jego ambitne plany, by wznieść organizację na międzynarodowy poziom zakończyły się szybką odsprzedażą klubu lokalnym inwestorom.

Takiego scenariusza oczywiście Pasom nie życzymy. Wciąż minęło zbyt mało czasu, by ocenić rządy Platka w Cracovii, to wciąż może być udany projekt. Sportowo wciąż dużo się zgadza, Cracovia nieźle radzi sobie w lidze, ale pytanie jak długo, skoro Luka Elsner czy dyrektor skautingu Jarosław Gambal dają do zrozumienia, że nie wiedzą do końca w którą stronę to wszystko zmierza.

Czy chaos w klubie już się skończył? Moim zdaniem tak – stwierdził Platek przed meczem z Piastem, ale jakoś trudno mu uwierzyć. Lampka ostrzegawcza nadal świeci się na czerwono.

WIĘCEJ O CRACOVII NA WESZŁO:

Fot. Newspix

7 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Bruk-Bet Termalica – Radomiak: o której i gdzie oglądać mecz Ekstraklasy? Transmisja TV i Online

Mateusz Rosłanowski
1
Bruk-Bet Termalica – Radomiak: o której i gdzie oglądać mecz Ekstraklasy? Transmisja TV i Online
Ekstraklasa

Były król strzelców Ekstraklasy zajął miejsce wśród nieśmiertelnych

Mikołaj Duda
3
Były król strzelców Ekstraklasy zajął miejsce wśród nieśmiertelnych
Reklama
Reklama