Co za końcówka na Anfield! Manchester City wreszcie zdołał odrobić straty

Maciej Bartkowiak

08 lutego 2026, 19:58 • 5 min czytania 1

Co za końcówka na Anfield! Manchester City wreszcie zdołał odrobić straty

Po trafieniu z rzutu wolnego Dominika Szoboszlaia już wydawało się, że Manchester City znów nie zdoła odrobić strat w Premier League. Zespół Pepa Guardioli zdobył jednak pierwsze w tym sezonie ligowe punkty z pozycji przegrywającego. Obywatele pokonali Liverpool 2:1, a zwycięskiego gola strzelił Erling Haaland. Przełamał tym samym jego klątwę Anfield.

Reklama

Arne Slot tuż przed meczem na antenie Sky Sports mówił, że do dyspozycji ma tylko 14-15 zawodników, więc nie dziwi brak roszad względem wygranego tydzień wcześniej 4:1 starcia z Newcastle. Lepiej wygląda sytuacja kadrowa Manchesteru City, choć wyjściowy skład był niemal ten sam, co w meczu z Tottenhamem. Pep Guardiola dokonał jednej zmiany i mogła ona zaskakiwać, bo na ławce posadził autora bramki na 1:0 ze Spurs – Rayana Cherkiego. Zastąpił go Omar Marmoush, który w tygodniu zaliczył dublet przeciwko Newcastle w półfinale Pucharu Ligi.

1. połowa nie dowiozła, szczególnie Liverpool

Szukający pierwszego gola na Anfield w barwach City Haaland już w 85. sekundzie miał świetną okazję na przełamanie. Przegrał pojedynek z Alissonem, ale chociaż oddał pierwszy celny strzał w lidze od miesiąca. W międzyczasie przez 200 minut uderzył raptem cztery razy i łącznie wygenerował tylko 0,41 xG. Brawa za dopuszczenie Haalanda do strzału należą się Bernardo Silvie, który zresztą chwilę później uratował tyłek Khusanowowi. Nie poradził on sobie z pressingiem Hugo Ekitike, ale na jego szczęście Silva skasował podanie Francuza do Mo Salaha.

Reklama

I był to jedyny mocny akcent ze strony Liverpoolu w ciągu kolejnych 20 minut, choć przeważające w tym czasie City też nie stworzyło żadnych konkretów. Dopiero w 26. minucie przeszywające dwie linie podanie do Salaha posłał Florian Wirtz, choć nic z tego nie wyszło, bowiem w polu karnym skasował go Marc Guehi. Swoją drogą kibice The Reds nie oszczędzali reprezentanta Anglii. Jako jedyny przez cały mecz był wygwizdywany, co było, oczywiście, reakcją na jego niedoszły transfer na Anfield, który upadł w ostatnich godzinach letniego okienka.

Aż dziwne, że buczenie nie pojawiło się, gdy Craig Pawson oznajmił przerwę, bo gospodarze porządnie rozczarowali swoich fanów. W ciągu pierwszych 45 minut Manchester City oddał trzy celne strzały, czyli tyle samo, ile Liverpool w ogóle. I piłka po żadnym z nich nie poleciała w światło bramki. Cyfra „1” w statystyce celnych strzałów Liverpoolu prawie pojawiła się w 53. minucie, ale Ekitike niewiele zabrakło, by wkręcić piłkę przy dalszym słupku. Jeszcze bliżej gola Francuz był trzy minuty później, ale po dograniu Mo Salaha nieczysto trafił w piłkę głowa.

No wolne Szobo są dobre, to tam trzeba uważać

Szczęście, że był na spalonym miał Cody Gakpo, bowiem po chwili zaliczył równie koszmarne pudło. Przy okazji próbujący zablokować strzał Holendra Khusanov okupił swoją interwencję urazem. Mimo to Uzbek chciał zostać na boisku, ale po gorącej dyskusji Guardioli ze sztabem zapadła decyzja o zmianie. Zastąpił go Ruben Dias, który z powodu kontuzji pauzował od 4 stycznia, i już chwilę po wejściu mógł przyjąć na klatę cios. Utracie bramki zapobiegł jednak partnerujący mu Guehi. Zablokował groźny strzał Wirtza, oddany po ładnym zgraniu Ekitike.

Guehi szybko mógł przerodzić się z bohatera w antybohatera, bo chwilę później tuż przed polem karnym skasował bliskiego wyjścia sam na sam Salaha. Według zespołu sędziowskiego nie było to jednak pozbawienie rywala realnej szansy na strzelenie gola i skończyło się tylko na żółtej kartce. Ale ci kibice Liverpoolu, którzy poczuli się oszukani przez sędziów szybko mogli łagodnie się uśmiechnąć. Dominik Szoboszlai odpalił bowiem trzyfuntową armatę na twierdzy Kłodzko. Węgier strzelił czwartego gola w 2026 roku i czwartego po uderzeniu z dystansu.

Szalona końcówka na Anfield. Remontada City

100-procentową skuteczność ma także City, choć w tym przypadku nie ma się czym chwalić. W 2026 roku Obywatele stracili siedem bramek w Premier League i wszystkie po przerwie. Mało tego, w tym czasie ani razu nie zdołali trafić do siatki. Ligową posuchę w drugiej połowie po 316 minutach zakończył Bernardo Silva. Strzałem na wślizgu, po zgraniu piłki głową przez Haalanda, z linii piątego metra pokonał Alissona.

Pojedynek z Brazylijczykiem w doliczonym czasie wygrał także Haaland. Wykorzystał jedenastkę, którą bramkarz Liverpoolu sprokurował. Spadający z jego serca kamień było słychać aż w Manchesterze, bo wreszcie udało mu się przełamać klątwę Anfield. Wyłączając, co oczywiste, Etihad Stadium, Anfield to szesnasty stadion, na którym Norweg rozegrał więcej niż jeden mecz Premier League, ale dopiero teraz strzelił tu pierwszego gola w barwach City. Mógł nawet zaliczyć dublet, ale w 100. minucie nie dopuścił go do tego Dominik Szoboszlai.

Węgier szarpał Haalanda, który próbował dobić lecącą do pustej bramki po strzale Rayana Cherkiego piłkę. Futbolówka wtoczyła się do siatki, ale gol rezerwowego City został skasowany. Zamiast tego sędzia wyrzucił z boiska Szoboszlaia za pozbawienie przeciwnika realnej szansy na strzelenie gola i podyktował rzut wolny. Stały fragment gry wykonał pozbawiony gola Cherki, ale był to tylko strzał na wiwat. Jemu zależało na czasie, więc wywalił piłkę w trybuny, ale wcześniej piłkarze Liverpoolu nie ustawili nawet muru, jakby byli już pogodzeni z porażką.

Piąty raz w tym sezonie Premier League Manchester City stracił bramkę jako pierwszy, ale wreszcie mimo pozycji przegrywającego zdobył punkty. Obywatele zaliczyli także pierwszy od 89 lat ligowy dublet z Liverpoolem. Teraz są już pełnoprawnym wiceliderem, gdyż odskoczyli od trzeciej tabeli Aston Villi na trzy punkty. Fotel lidera wciąż jednak wydaje się daleki, bowiem strata do Arsenalu wynosi sześć punktów. Niemałą stratę ma też Liverpool do piątego miejsca, które może być biorące, jeśli chodzi o udział w LM – wzrosła do czterech punktów.

Liverpool – Manchester 1:2 (0:0)

  • 1:0 – Dominik Szoboszlai ’74 (rzut wolny)
  • 1:1 – Bernardo Silva ’84 (asysta Erling Haaland)
  • 1:2 – Erling Haaland ’90+3 (rzut karny)

WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

fot. screen Twitter

1 komentarz

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama