Radomiak bił głową w kielecki mur. Korona zdobyła Radom

Szymon Janczyk

13 lutego 2026, 20:39 • 3 min czytania 16

Radomiak bił głową w kielecki mur. Korona zdobyła Radom

Ekstraklasowy bilans meczów Radomiaka z Koroną nie wygląda najlepiej i chyba nie ma w tym przypadku. Za każdym razem radomianom coś nie wychodzi, coś nie pasuje i w ten czy inny sposób zbierają w łeb. Tym razem w sposób typowo derbowy – przepchnąć, wybronić, ale jednak: wygrać.

Reklama

Bo wiadomo: derbów się nie gra, derby się wygrywa. Skoro Korona na starcie dostała prezent – Filip Majchrowicz tak długo zwlekał z wybiciem piłki, że ostatecznie trafił w rywala, czego nie zdołał uratować i naprawić Christos Donis. W efekcie Wiktor Długosz trafił do pustaka.

Reklama

Lepszego otwarcia takiego spotkania wymarzyć sobie nie można.

Ekstraklasa. Radomiak przegrał z Koroną. Dwa gole i skuteczna defensywa

Powolne, niezgrabne akcje Radomiaka, który próbował się za to odgryźć, przerywał tylko dynamiczny Capita. Kręcił rywalami, atakował przestrzeń, strzelał, jednak nic z tego nie było. I wtedy Korona oddała drugi – i ostatni w tym meczu – strzał. To znaczy: nie licząc kopnięć z dystansu, które były bardziej po to, żeby być. Niemniej precyzja i skuteczność gości była chirurgiczna. Konrad Matuszewski wrzucił piłkę z autu, Kostas Sotiriou zdominował w powietrzu Mauridesa, Marcel Pięczek kopnął mocno, celnie i podwyższył wynik.

Przez następną godzinę wynik się nie zmienił, ale to nie znaczy, że Daniel Stefański odesłał wszystkich na siestę i leżanki. Xavier Dziekoński zasłużył na tytuł bohatera za to, że odbijał wszystko, co leciało w jego kierunku. W szczególności wtedy, gdy z bliska, po rzucie rożnym, próbowali go pokonać Jan Grzesik i Christos Donis.

Radomiak zaliczył też poprzeczkę. Raz po indywidualnej akcji obrońcom uciekł Capita, który ni to dogrywał, ni uderzał i zrobił to tak, że zakręcił piłkę i obił poprzeczkę od góry. Potem, gdy futbolówkę dograł w szesnastkę Zie Ouattara, Maurides wygrał pojedynek w powietrzu i uderzył tuż obok słupka.

Korona tak sobie w obronie cierpiała, Radomiak tak sobie w kierunku bramki kopał, ale z minuty za minutę widać było, że gospodarzom ciężko będzie dopiąć swego. Raz, że bronił Dziekoński, dwa, że ofiarne interwencje obrońców – szczególnie Sotiriou i Pięczka – sugerowały, że muru przebić się nie uda.

I się nie udało. Na sam koniec celne próby zaliczyli jeszcze Capita oraz Steve Kingue, ale na tablicy wyników pozostało zero, null. Ale nawet jeśli uznamy, że Radomiak na jakiegoś gola zasłużył, to rezultat był uczciwy. Korona zostawiła na boisku tyle serca, zdrowia, że nie dziwi, że na koniec zawodnicy runęli na murawę, zadowoleni z wykonanej roboty.

Podsumowuje to wspomniany Sotiriou, który mecz kończył z krwawiącym okiem, problemami ze wzrokiem. Mimo to do ostatniej chwili bronił skutecznie. To się nazywa charakter.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

fot. Newspix

16 komentarzy
Szymon Janczyk

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama