Dopiero co Tymoteusz Puchacz udzielił wywiadu portalowi Weszło i już zdążył zanotować dublet. Polak strzelił dwa gole w ćwierćfinale Pucharu Azerbejdżanu, w którym jego Sabah pokonało po rzutach karnych Gabalę. Awans do półfinału zajął drużynie Puchacza niespodziewanie długo – podopieczni Valdasa Dambrauskasa dwukrotnie dali wydrzeć sobie prowadzenie, mimo gry w przewadze spowodowanej… czerwoną kartką innego byłego zawodnika Lecha.
Tymoteusz Puchacz przeniósł się do Azerbejdżanu latem. Zrezygnował wówczas z transferu do GKS-u Katowice na rzecz właśnie Sabah Baku. Jego drużyna jest niespodziewanym liderem tamtejszej ligi. Po 22 rozegranych kolejkach ma na koncie 53 punkty i przewagę siedmiu oczek na Karabachem, który ma jeden zaległy mecz.
Puchacz: Obecny Lech jest najsilniejszy za mojego życia
Drużyna Tymoteusza Puchacza w półfinale Pucharu Azerbejdżanu
W ćwierćfinale Pucharu Azerbejdżanu los zestawił Sabah z walczącą o utrzymanie w lidze Gabalą, w której składzie znalazł się Adriel Ba Loua. Pierwsza połowa należała do drużyny Tymoteusza Puchacza, który w 31. minucie sam wziął sprawy w swoje ręce i huknął pod poprzeczkę, otwierając wynik spotkania.
Krótko po zmianie stron swój udział w meczu odnotował także Ba Loua, który w stykowej sytuacji w środku pola wszedł agresywnie w staw skokowy rywala. Po analizie VAR sędzia pokazał mu czerwoną kartkę i wyrzucił go z boiska. Minął nieco ponad kwadrans drugiej połowy i drugi raz na listę strzelców wpisał się Puchacz. Tym razem przejął piłkę w środku, wbiegł w pole karne i uderzył idealnie przy słupku.
Wydawało się, że grające w przewadze Sabah ma awans w kieszeni, ale Gabala zadała dwa szybkie ciosy w końcówce spotkania, strzelając gole w 88. i 90. minucie. W dogrywce sprawy znów zaczęły układać się po myśli ekipy Puchacza, która wyszła na prowadzenie w 105. minucie. Tylko co z tego, skoro znów dała sobie je wydrzeć na kilka minut przed końcem.
Do wyłonienia półfinalisty potrzebne były rzuty karne. W drugiej serii swoją próbę zmarnował zawodnik Gabali, nie pomylił się natomiast Puchacz. Po chwili jedenastkę zmarnował kolejny piłkarz gospodarzy i Sabah wygrało 4:2.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Świetne wieści z Portugalii. Jan Bednarek jak skała – nie do rozbicia!
- Flamengo ma nowego trenera. To stary znajomy Kamila Glika
- To był fake. Irański gwiazdor nie pójdzie na wojnę