Mowa jest srebrem, a milczenie złotem – prawdopodobnie te, nomen omen słowa, wziął sobie do serca Łukasz Piszczek. Konferencja prasowa trenera GKS-u Tychy po meczu o życie ze Stalą Mielec (0:4) trwała bowiem mniej więcej tyle, ile wynosi średnia długość walk Marcina Najmana.
Nie oznacza to jednak, że w trakcie 30-sekundowej konferencji niczego się nie dowiedzieliśmy, wprost przeciwnie. Piszczek precyzyjnie odpowiedział na dwa pytania, używając w sumie 18 starannie dobranych słów.
Na początek, poproszony o podsumowanie meczu, nie gryzł się w język. Trener GKS-u z jednej strony docenił rywala, a z drugiej ujawnił nastroje w szatni tyszan po porażce.
– Gratulacje dla Stali. Dla nas to duży wstyd i rozczarowanie – przyznał wprost.
W drugiej wypowiedzi Piszczek był równie wylewny. Zapytany przez dziennikarza o pogłoski na temat jego rezygnacji, nie chciał uchylić rąbka tajemnicy, argumentując, że jest zbyt wcześnie, by o tym mówić.
– Na razie nie chcę się odnosić na gorąco – odpowiedział natychmiast.
Pomeczowa konferencja Łukasza Piszczka potrwała… 30 sekund.
Wideo: @FksStalMielec pic.twitter.com/0XUdDEChfs
— Dominik Pasternak (@Do_Pasternak) March 6, 2026
GKS Tychy. Fatalna seria Łukasza Piszczka
No i to by było na tyle. Trudno zresztą się dziwić, że Piszczek nie chciał zabierać głosu, bo pora była już późna, a poza tym wyniki GKS-u mówią same za siebie. Tyszanie pod jego wodzą nie wygrali żadnego z ośmiu meczów w Betclic 1. Lidze, notując aż sześć porażek i tylko dwa remisy. Bilans bramkowy? 6:20. Średnia punktu na mecz? 0,25. Obraz nędzy i rozpaczy dopełnia tabela, w której klub z Tychów zajmuje ostatnie miejsce ze stratą sześciu punktów do pierwszego bezpiecznego miejsca.
Piszczek miał ratować GKS przed spadkiem, jednak rola strażaka mu nie wychodzi. Zamiast ugasić pożar, jeszcze bardziej go rozpalił. Gdy były asystent Nuriego Sahina obejmował stanowisko 12 listopada ub., tyszanie też przebywali w strefie spadkowej, ale o dwie lokaty wyżej, a dystans dzielący ich do piętnastej Stali Mielec wynosił jedynie punkt.
Nie ulega żadnej wątpliwości, że GKS idzie prosto na dno w kierunku 2. Ligi. Paradoksalnie, według samego Piszczka, to wcale nie musi znaczyć źle o jego pracy. Tak mówił w styczniu w wywiadzie dla TVP Sport:
– Czy na koniec osiągniemy wynik, który będzie satysfakcjonujący… Różne rzeczy też mają wpływ na wynik. To jak pracujesz, jak rozmawiasz z zawodnikami i jaki masz sztab trenerski – to i tak idzie gdzieś dalej w świat i będzie merytorycznie, lub też nie, oceniane. Jeśli ja będę wykonywał tu dobrą pracę, a wyniki się nie złożą, to ja i tak nie będę miał sobie nic do zarzucenia – przekonywał wówczas.
Po owocach, przynajmniej Piszczka w roli trenera, zatem raczej nie poznamy.
CZYTAJ WIĘCEJ O 1. LIDZE NA WESZŁO:
- Totalna tragedia! Zespół Piszczka rozjechany walcem
- Jak PZPN i Śląsk Wrocław wspólnie skompromitowali polską piłkę nożną
- Śląsk czeka na Wisłę. Ale się nie doczeka
Fot. Newspix