Marek Papszun był i zadowolony, i niezadowolony z wyniku meczu w Radomiu. Trener Legii Warszawa docenia punkt, ale martwi się „infantylnymi błędami”. Przekazał też niepokojące wieści o kontuzji jednego z piłkarzy.
– Nastawialiśmy się na to, żeby wygrać, przełamać granicę trzydziestu punktów. Dążyliśmy do tego, mecz ułożył się dla nas źle, ale szybko odpowiedzieliśmy. Kreowaliśmy sytuacje, Majchrowicz stanął nam na drodze. Druga połowa jałowa z obu stron z naszą szansą Nsame. Kolejny decydujący moment, który mógł doprowadzić do tego, żeby cel osiągnąć, ale się nie udało. Za mało jakości, skuteczności… – powiedział trener.
Marek Papszun: Zawsze ktoś się zdrzemnie. Legii zdarzają się infantylne błędy
Papszun odniósł się również do kwestii nadmiernej liczby remisów w ostatnim czasie. Mówił też o golach traconych przy stałych fragmentach gry. – Trudno znaleźć przyczynę. W stałych fragmentach gry jesteśmy czarno-biali. Troszeczkę za dużo tracimy, ale sporo strzelamy. Zdarzył się duży błąd, takie infantylne błędy się zdarzają. Mimo że dużo nad tym pracujemy, to zawsze ktoś się zdrzemnie, zabraknie koncentracji. Trzeba podkreślić, że drużyny dzisiaj posiadają zawodników, którzy potrafią idealnie dograć piłkę. Maurides też się dobrze zachował, trzeba to oddać przeciwnikowi.
– Martwiące, że tak nieodpowiedzialnie zachowaliśmy się w pierwszych minutach, mimo że byliśmy nastawieni na co innego. Ważne jednak, że to nie wytrąciło nas z rytmu. Legia miała problemy, gdy dostawała bramkę, teraz tego nie widać – to bardzo ważne. Kruchym lodem jest gra tylko, gdy się układa. Jak się nie ma planu B, to są kłopoty. Teraz plan B mamy, bardzo dobrze to rozegraliśmy.
Trener Legii był zadowolony z powrotu do gry kontuzjowanych dotychczas Pawła Wszołka i Jeana-Pierre’a Nsame. Mniej w nastroju był, gdy mówił jednak o kłopotach Bartosza Kapustki. – W końcówce sezonu tacy zawodnicy, doświadczeni, ważni, będą istotni. Bartosz Kapustka doznał urazu na treningu przedmeczowym, to może być niestety dłuższa przerwa. Trudno powiedzieć, jak długa, nie chcę powiedzieć bez pełnej diagnozy lekarskiej.
Nie mogło również zabraknąć komentarza na temat stanu murawy w Radomiu. – Boisko było takie, jak każdy wie. Nie ma co tego tematu podbijać, trzeba było ten mecz rozegrać. Dla Radomiaka to też jest problematyczne, bo to drużyna techniczna, nie taka, która chce kopać. Jedna i druga drużyna nie chciała ponosić ryzyka na takim boisku, bo najważniejsze są punkty – Radomiak też nie jest w komfortowej sytuacji w tabeli. Bronimy dobrze, pozwalamy przeciwnikowi na mało, ale musimy zrobić więcej z przodu, żeby to się zgadzało.
– Radomiak też grał dość bezpośrednio, dlatego trudno było złapać nam rytm. Zaczęliśmy przegrywać sporo tzw. drugich piłek, nie mogliśmy się odnaleźć w chaosie. W pierwszej połowie nisko odbieraliśmy piłkę i wychodziliśmy z kontrą, zmienialiśmy centrum. Druga odsłona była słabsza, stać nas na więcej. Musimy wcześniej strzelić gola – wtedy, kiedy mieliśmy swoje momenty – podsumował Papszun.
Legia po tym spotkaniu zajmuje 14. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Za tydzień zmierzy się z Rakowem Częstochowa w niedzielę 22 marca o godzinie 20:15.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Snajper Legii uderzył w stan murawy. „Liga powinna coś z tym zrobić”
- Człap, człap do utrzymania. Radomiak – Legia na remis
- Długa przerwa dobiegła końca. Nsame ponownie zagrał dla Legii
fot. FotoPyK