Gdyby ułożyć to wszystko w krótkie kalendarium, dotychczasowa przygoda Osmana Bukariego z Widzewem byłaby zdecydowanie trudna do zrozumienia. Transferowy rekord Ekstraklasy, spore oczekiwania na sam początek pobytu w Polsce, najwyżej średnie pierwsze wrażenie, każdy kolejny mecz bez jakichkolwiek konkretów, wreszcie zmiana trenera i odstawienie na boczny tor. Rozdawanie kwiatów pod stadionem, oglądanie meczu z trybun, z ławki rezerwowych…
Aktualnie jesteśmy chyba na kursie do efektownego, lecz smutnego finału tej historii, choć oczywiście nadal można wierzyć, że skrzydłowy jednak odpali. Najpierw jednak musi się pojawić na boisku.
Szczerze mówiąc, niewiele wskazuje na to, że będzie miał taką szansę, a już na pewno, że dostanie ją w jakimś większym wymiarze czasowym. Bo jeśli trener Vuković zaczął swoją kadencję w Widzewie od wysłania gracza z Ghany pod stadion, gdzie ten obdarowywał panie z okazji Dnia Kobiet, to trudno wróżyć Bukariemu świetlaną przyszłość w Łodzi. Odbieram ten ruch trojako, wszystkie poniższe wersje dopuszczam jako tak samo prawdopodobne:
- Osman Bukari jest na dziś zwyczajnie słabym piłkarzem i zostało mu to właśnie zakomunikowane,
- Aleksandar Vuković chciał na wejściu pokazać szatni siłę i padło akurat na najdroższego, ale zarazem pewnie najmniej w szatni zakorzenionego piłkarza,
- ustawienie, które wybrał Serb, nie znosi żadnych odstępstw i teraz Bukari po prostu nie mieści się w planach nowego szkoleniowca przez swoją boiskową charakterystykę.
Trzecie trochę może naciągane, ale skoro trener Vuković tak często mówi o pragmatyzmie i minimalizowaniu ryzyka, to jestem gotów uwierzyć, że niektóre elementy będą u niego nienaruszalne. Wahadłowi zamiast skrzydłowych. Dwie dziesiątki, bez miejsca na Bukariego. No a sam Bukari na ławce, bo gdzież indziej?
Jest oczywiście jeszcze całkiem abstrakcyjna opcja czwarta – piłkarz faktycznie źle zniósł tę naszą zimę po przenosinach z Teksasu i trzeba czekać, aż odtaje. Jeśli tak jednak ma, to tym bardziej powinno się go szybko zapakować w jakiś powrotny samolot do cieplejszych krajów, więc nawet nie ma sensu takiej bzdury rozważać. Gdyby profesjonalnemu sportowcowi tak szkodziła pogoda, byłby to wielowarstwowy absurd.
Czy Osman Bukari jest słaby?
Zacznijmy od pierwszej opcji i szybko ją omówmy, bo szkoda czasu. Osman Bukari nie jest najlepszym piłkarzem, jaki trafił do Ekstraklasy, choć tak mogłaby sugerować zapłacona za niego kwota odstępnego. Te miliony euro ciążą jednak skrzydłowemu Widzewa niemiłosiernie i dziś już mamy pewność, że Łodzianie po prostu przepłacili.
– Mam wrażenie, że jego atuty są mocno ograniczone. Lubi wchodzić w pojedynki, notuje dośrodkowania czy strzały. Na tle graczy „designated player” niczym specjalnym się jednak nie wyróżnił – mówiła nam w grudniu ubiegłego roku Katarzyna Przepiórka z Amerykańskiej Piłki. – Powiedziałabym, że lepiej wyglądał choćby Kristoffer Velde znany z gry w Lechu, a ostatnio ważna postać Portland Timbers. Bardziej technicznym zawodnikiem był także AZ Jackson, a widzimy, że na razie odbija się od Jagiellonii.
Kim jest nowa nadzieja Widzewa? „Jego atuty są ograniczone”
Miesiąc później Jackson wrócił za ocean na wypożyczenie do Vancouver Whitecaps, co nie jest żadnym skandalem, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nie był w stanie przebić się do jedenastki Jagi. Bukariego może wkrótce czekać podobny los, także dlatego, że trafił do ligi, w której piłka nożna wygląda jednak trochę inaczej niż w Stanach.
Abstrahując już całkowicie od morza słów, które wylewał z siebie Igor Jovićević, chciałbym zwrócić uwagę na jeden wątek, który podsunął mi właśnie Chorwat, kiedy jeszcze zajmował stanowisko trenera Widzewa. Rozmawialiśmy sobie o specyfice Ekstraklasy, o tym, że piłka nożna jest u nas bardzo wymagająca fizycznie, że zawodnicy muszą być silni właściwie na każdej pozycji. I wtedy popularny „Pan Czapeczka” posłużył się przykładem Bukariego. Ani wysokiego, ani silnego. Szybkiego, jasne. Ale nic mu po tym na naszych boiskach, jeśli nie jest przy okazji chociaż solidnie zbudowany. I tu upatrywałbym słabości reprezentanta Ghany na tle naszej Ekstraklasy. Może być tak, że on zwyczajnie kompletnie do niej nie pasuje.
– Po prostu musi się bardzo mocno przestawić na to, że tu jednak będzie miał te kostki zadrapane. że gdzieś go to będzie bolało po meczu – mówił ostatnio Przemysław Wiśniewski w rozmowie z TVP Sport.
Bukari nie pasuje do grającego paździerz Widzewa. Nie pasuje do wymagającej ciężkiej harówki ligi. Wreszcie nie pasuje na lidera ofensywy, którego można w nim było widzieć, licząc pieniądze, jakie wydał na niego Robert Dobrzycki. Łatwo dojść do wniosku, że został tu ściągnięty całkowicie niepotrzebnie – jest przykładem totalnie przestrzelonego skautingu. Albo i faktycznie zwyczajnie słabym piłkarzem, ale to o ludziach zatwierdzających jego transfer świadczy chyba jeszcze gorzej.

Ghańczyk nie zdążył się odnaleźć w Ekstraklasie. Po pięciu meczach wylądował najpierw na trybunach, a potem na ławce rezerwowych
Czy Osman Bukari padł ofiarą nowej miotły?
Pod względem czasu wszystko się tu zgadza. Za Jovićevicia Bukari grał prawie wszystko, odpoczął sobie tylko w ostatnim spotkaniu pod wodzą Chorwata, tym pucharowym z GieKSą. Tydzień w tydzień, mecz w mecz – dziewięćdziesiąt minut na boisku i regularne narzekania na to, jak niewiele daje zespołowi. Doszukiwanie się (sam to robiłem) jakiegoś cienia jakości, choćby w kilku dobrych akcjach w defensywie czy jakichś szczątkowych dryblingach. Można albo nawet trzeba go było posadzić na ławce. Ale żeby od razu wrzucać do zamrażarki?
Tu trener Vuković naprawdę mnie zszokował. I pewnie wielu innych podobnie zszokowanych znajdziemy. Myślę, że i Bukari nie czuł się z tym wszystkim najbardziej komfortowo, kiedy jego koledzy szykowali się do meczu z Lechem Poznań, a on z przyklejonym do twarzy uśmiechem pomagał ekipie od komunikacji wywoływać podobny uśmiech na twarzach pań, które tego dnia wybrały się na stadion Widzewa. Obraz wręcz absurdalny, bo wyszczerzonego chłopaka do rozdawania kwiatów można mieć za symboliczne trzy dyszki, a nie za ponad pięć baniek i to jeszcze w euro!
Wtedy można było pomyśleć, że Osman Bukari został faktycznie wymieciony z boiska siłą nowej miotły trenera Vukovicia i zwyczajnie jakaś głowa musiała spaść, by zaprowadzić w Łodzi nowe porządki. Szybko, sprawnie i z przytupem. Ten przytup to rezygnacja właśnie z najdroższego piłkarza w historii Ekstraklasy. Sami przyznacie, że byłaby to dosyć efektowna deklaracja nowego szkoleniowca.
Przekaz jasny – ja tu rządzę i nie ma u nas od teraz miejsca na piłkarzy, którzy nic nie dają, a najważniejszą ich cechą jest kwota, jaką za nich zapłacono. Wizerunkowo Widzew traci sporo, sadzając Bukariego na trybunach czy ławce. Gdyby jednak Ghańczyk grał, mógłby Widzew tracić jeszcze więcej, kto wie…

Osman Bukari rwie się do gry, ale na razie nie ma go w planach trenera Vukovicia
Czy Osman Bukari nie pasuje do planów trenera?
W ten sposób przechodzimy do trzeciej hipotezy, która tłumaczyłaby też, dlaczego trener Vuković wzbraniał się w ostatnim meczu przed wpuszczeniem na boisko Mariusza Fornalczyka. Nie zrozumcie tego źle – nadal uważam, że przy całej jego ambicji i waleczności, były piłkarz Korony nie daje i tak wystarczająco mocnych argumentów, by na niego stawiać. Z Arką zagrał dziewięć minut, z Górnikiem ani jednej. Mimo żałosnej postawy ofensywy Widzewa w obu tych meczach nie mam zamiaru płakać nad 23-letnim skrzydłowym.
On jednak jakoś by się jeszcze zmieścił w tym typowym 3-4-3, Bukariego upchnąć tam trochę trudniej. A tak po prawdzie, to trudno upchnąć obu, szczególnie jeśli nie chcesz poświęcić z tego powodu Alvareza czy Kornviga. Nawet jeśli obaj nie zachwycają.
Mnóstwo tu trudnych wyborów i pod tym względem trener Vuković nie odbiega za bardzo od tego, co mówił wcześniej trener Jovićević. Obaj widzieli ten zespół tak samo, a przynajmniej tak go opisywali.
– Widzę wielu zawodników, którzy mogliby dostać swoją szansę, są nawet tacy, którzy powinni ją dostać, ale nie wiem, czy mamy na to czas. Moim zdaniem go wręcz nie ma, na większe kombinacje w składzie jest moment między sezonami. Postawiłem na grupę ludzi, która pokazała w tych meczach wiele dobrego – mówił serbski trener przed meczem z Górnikiem.
Jego poprzednik mówił natomiast tak: – Mam ból głowy przy wyborze składu. Dany piłkarz pokazuje mi przecież, że jest naprawdę dobry, że zasługuje na grę, a ja muszę wystawić innego.
Mamy pod tym względem pewną zgodę co do tego, że Widzew ma właściwie samych zawodników do pierwszego składu. Nie że dobrych, bo sezon pokazuje, że wcale nie grają za dobrze. Większość z nich to jednak piłkarze, którzy spokojnie mogliby występować w wyjściowej jedenastce i dałoby się to rozsądnie uzasadnić. Teraz więc trener Vuković, nie mając takiej stabilizacji w kadrze, wymusza ją niejako sztucznie.
– Nie odkrywałbym składu, ale nie jest tajemnicą, że zespół potrzebuje stabilizacji – mówił podczas jednej z konferencji.
Składu nie odkrył, ale było wiadomo, że nie będzie w nim zaskoczeń. We wszystkich trzech spotkaniach Serb wystawił właściwie tę samą jedenastkę – odbiega od tego jedynie mecz z Lechem, w którym z konieczności Drągowskiego zastąpił Ilić. W polu zmian jednak nie było nawet najmniejszych.
Nie zdziwię się więc wcale, jeśli Widzew do końca sezonu dociągnie właściwie żelazną jedenastką, bo to możliwie najbardziej „stabilizacjowa” stabilizacja, jaką mogę sobie wyobrazić. Sami widzicie, że trener Vuković narzuca zespołowi bardzo sztywne ramy – możliwe, że na razie przejawia się to głównie ofensywną kastracją drużyny z Łodzi, ale nikomu z grona kibiców Widzewa nie będzie raczej takie podejście przeszkadzało, jeśli drużyna ostatecznie wywalczy utrzymanie.
Przerwa reprezentacyjna ostatniej nadziei. Kto spadnie z Ekstraklasy?
A jak nie wywalczy? Wówczas taki wyczyn może być już w uniwersum Ekstraklasy nie do przebicia i w klubie pewnie również zaczynają sobie zdawać sprawę, że byłaby to jedna z bardziej niedorzecznych historii w polskiej piłce. I to nawet wiele bardziej niedorzeczna niż odstawienie na bocznicę piłkarza za ponad pięć baniek, bo tych jakościowych (na papierze), sprowadzonych by ciągnąć ten wózek, jest tu przecież zdecydowanie więcej i oni wszyscy – nie sam Bukari – złożyliby się na spadek.
CZYTAJ WIĘCEJ O WIDZEWIE NA WESZŁO:
- Widzew będzie miał nową murawę. Prace od wtorku
- Dobrzycki kupi sobie awanse. Handel licencjami kwitnie w najlepsze
- Wydaj ponad 20 mln euro i graj taką padakę… Widzewie, litości!
Fot. Newspix