Darren Fletcher, który w najbliższym czasie zastąpi Rubena Amorima na ławce Manchesteru United, w swoim życiu już nieraz wygrywał mecze trudniejsze niż te rozgrywane na boisku. Walczył z chorobą, która niemal zakończyła jego piłkarską karierę, wracał z miejsc, z których wielu nie wraca wcale, a dziś prowadzi klub, z którym zdobywał wszystko. Jakby tego było mało, w szatni pierwszego zespołu ma dwóch synów–bliźniaków, stojących, być może, u progu poważnej kariery. Choć na Old Trafford znów rządzi tymczasowość, to przynajmniej tymczasowość z sentymentem.
Nazwisko Darrena Fletchera pewnie nie przychodzi na myśl jako pierwsze, gdy myślimy o Manchesterze United ery sir Alexa Fergusona. Nie bił wolnych jak Beckham, nie strzelał goli jak Rooney, nie mijał rywali rajdami jak Giggs. Nie rzucał takich krosów jak Scholes. Gdyby dziś kazać wymienić komuś pełną kadrę meczową z finału Ligi Mistrzów z Chelsea, pewnie o Fletcherze niektórzy mogliby nawet zapomnieć.
Historia Darrena Fletchera. Od walki z chorobą do ławki United
Charakterystyką najbardziej przypominał Michaela Carricka. Był facetem od brudnej roboty, pracowitym, niezmordowanym, uprzykrzającym życie rywalom. I, podobnie jak Carrick, nie było tak, że gdy miał piłkę przy nodze, to nie wiedział co z nią zrobić. Był bardzo inteligentny taktycznie, z oczami dookoła głowy. Ale po co miał brać się za fajerwerki, skoro wystarczyło podać do Scholesa, Giggsa czy Cristiano Ronaldo? Fletcher był tym, który nosił fortepian, by inni mogli na nim grać. Gościem, którego piłkarski charakter kształtował sam Roy Keane.
– Uwielbiam Roya. Mój tata, sir Alex Ferguson i Roy Keane – to trzy największe inspiracje mojej kariery. To oni mi pomogli – mówił swego czasu dla oficjalnej strony Czerwonych Diabłów Fletcher.
– Był ostry, surowy. Każdy trening traktował jak finał mistrzostw świata. Ale nie krytykowałby mnie, gdyby wiedział, że nie potrafię znieść krytyki – wspominał nowy, choć tylko tymczasowy, boss Manchesteru United.
Keane testował Fletchera, budując jego charakter i widząc w nim w jakiś sposób swojego następcę w ekipie z Old Trafford. Kiedy po jednym z ostatnich meczów uznał, że Darren jest już gotowy, schodząc do szatni podszedł do młodego piłkarza i powiedział mu do ucha: „Byłeś fantastyczny. Synu, mógłbym grać z tobą w pomocy jeszcze przez dziesięć lat”.
– Nikt tego nie usłyszał, a ja poczułem się jak milion dolarów. Pewność siebie, jaką dały mi te słowa Roya, przeważyła nad wszystkimi momentami, kiedy mnie atakował. Robił słusznie, bo mój poziom i standardy nie były wówczas jeszcze na poziomie Manchesteru United.
Niedoszły debiut 15-latka
Kiedy, rok po odejściu Keana, United ściągało do środka pomocy Michaela Carricka (który zresztą lata później, tak jak Fletcher, także zostanie tymczasowym trenerem na Old Trafford), wydawało się, że Darren Fletcher, choć przecież młodszy od Anglika o trzy lata, jest w klubie od zawsze. I gra w nim od zawsze.
Poniekąd faktycznie tak było. Młody Szkot na Old Trafford trafił już jako 12-latek, zachwycając skautów na tyle, że ci natychmiast przedstawili go sir Alexowi. Jak głosi legenda, Ferguson chciał błyskawicznie sprawdzić rodaka, czyniąc z niego absolutnie najmłodszego debiutanta w historii Czerwonych Diabłów. Gdy Fletcher miał 15 lat, zabrał go na mecz z Aston Villą, ale na przeszkodzie wczesnemu debiutowi stanęły względy proceduralne i przepisy FA. Darren był po prostu za młody.
Młodo rozpoczął także przygodę reprezentacyjną. Choć mającego irlandzkie korzenie Fletchera Keane namawiał na grę dla kraju zielonej koniczyny, ten jako 19-latek zadebiutował w dorosłej reprezentacji Szkocji. A już pół roku po debiucie, na mecz z Estonią, wychodził z reprezentacyjną opaską kapitana na ramieniu.

Sukcesów ze Szkocją nie osiągnął, ani razu nie kwalifikując się na wielką imprezę. Za to w Manchesterze United – o, to zupełnie inna bajka. Pięć mistrzostw Anglii, Puchar Anglii, trzy Puchary Ligi Angielskiej, cztery Superpuchary Anglii, Klubowe Mistrzostwo Świata i wreszcie – trofeum Ligi Mistrzów.
– Tacy zawodnicy jak ja, Ronaldo czy Tevez zawsze trafiali na pierwsze strony gazet. Ale Park czy Darren byli równie ważni, jeśli nie ważniejsi. Ze względu na to, co robili dla drużyny – pisał w swoim felietonie dla The Sunday Times Wayne Rooney.
– Ponieważ tak bardzo poświęcali się dla zespołu, ich prawdziwa indywidualna jakość często była pomijana – dodawał.
Choć w słynnym finale na Łużnikach w 2008 roku, gdy o triumfie Czerwonych Diabłów zdecydował poślizg Johna Terry’ego, Fletcher akurat nie zagrał, z ławki obserwując poczynania Carricka i Scholesa. Rok później Darren był już kluczowym zawodnikiem środka pola – grał od pierwszej minuty w obu półfinałach z Arsenalem, ale w rewanżu otrzymał czerwoną kartkę, która wykluczyła go z przegranego finału z Barceloną.
Ale nie była to pewnie najboleśniejsza absencja w karierze Fletchera.
Kariera przerwana poważną chorobą
– Bałem się. Kilka razy byłem tak osłabiony, że trafiałem do szpitala na kroplówkę – mówił o chorobie, która wykluczyła go z gry w najlepszym okresie jego kariery.
Już w sezonach zakończonych finałami Ligi Mistrzów, Fletcherowi zdarzały się zagadkowe absencje w niektórych meczach i na treningach. Jednego dnia Darren grał 90 minut w Premier League, by za tydzień, bez słowa wyjaśnienia, znaleźć się poza kadrą meczową. A w kolejny weekend, jak gdyby nigdy nic, Fletcher wracał na boisko.
27-latek chorował, ale nie chciał się do tego przyznać. Wychowany w twardym duchu przez Keane’a, zaciskał zęby i trenował dalej. Gdy nie dawał rady, ściemniał.
– Bardzo trudno było mi wymyślać historie. Wymyślałem kolejne powody, dla których nie byłem na treningu, dlaczego wyglądałem na chorego, dlaczego spieszyłem się do toalety – mówił podczas konferencji prasowej w 2014 roku, gdy pierwszy raz, już po powrocie do gry, opowiedział publicznie o swoim dramacie.
– Po prostu wymyślałem historie i kłamałem ludziom w twarz – przyznawał, opisując, że sam nie dopuszczał do siebie myśli o chorobie, traktując ją jako słabość. – Czułem się „nietykalny”. Byłem przecież zawodowym piłkarzem, grałem w Manchesterze United. Czułem się na szczycie świata!
Problemy znikały dopiero, gdy Fletcher pojawiał się na boisku. Magicznym sposobem przymus biegania do toalety ustępował, a Darren za sezon 2009/10 został nawet nagrodzony miejscem w najlepszej jedenastce Premier League.
Ale choroby nie dało się dłużej ukrywać. Fletcher, choć zawsze należał raczej do chuderlaków, stracił aż 20 kilogramów. Usłyszał też diagnozę: wrzodziejące zapalenie jelita grubego.
– Nie mogłem wychodzić z domu. Zawsze musiałem być w pobliżu toalety. Chodziłem tam 30-40 razy dziennie. Nie mogłem pójść na kolację z żoną. Nie mogłem zabrać dzieci do parku. Do tego dochodziło zmęczenie. Wierzyłem, że któryś z leków w końcu zadziała. Ale tak się nie działo – opisywał piłkarz.
Wreszcie, w 2011 roku, ujawnił publicznie, że walczy z chorobą. 19 listopada zagrał ostatnie spotkanie Premier League przeciwko Swansea, by później skupić się na poprawie zdrowia.
Kolejny raz na boisku pojawił się 24 listopada. Ale już 2012 roku. Ferguson rzucił go na głęboką wodę, po rocznej przerwie wystawiając od pierwszej minuty na mecz z Queens Park Rangers. A Fletcher strzelił gola, dając United prowadzenie 2:1. Gdy Wayne Rooney dośrodkował z rzutu rożnego, Szkot nabiegł na piłkę, uderzył ją głową, a za chwilę sam biegł do narożnika boiska z wyciągniętymi rękami, dziękując Rooneyowi za podanie, a kibicom za wsparcie. Potem utonął w ramionach kolegów. Rio Ferdinand klepał go z radości tak mocno, że można było mieć obawy, czy za chwilę nie wyślę Fletchera z powrotem do szpitala.

Ale radość Fletchera z powrotu nie trwała długo. Pomocnik zagrał zaledwie w trzech spotkaniach, po czym musiał przyznać: dotychczasowe leczenie nie przynosi rezultatów. Zdecydował się więc na operację, choć żaden z lekarzy nie dawał mu gwarancji powodzenia. Ta jednak się powiodła, Fletcher wrócił do zdrowia, a w grudniu 2013 roku także na boisko.
Ale nie zdołał wrócić do formy, którą przekonałby do siebie nowego menedżera Davida Moyesa. Rok później został sprzedany do West Bromwich Albion, gdzie z miejsca został kapitanem zespołu, grając od pierwszej do ostatniej minuty każdy z… 36 pierwszych meczów Premier League w nowym zespole. Łącznie dla WBA przez półtora roku zagrał blisko sto razy (niewiele zabrakło, a spotkałbym się tam z… Grzegorzem Krychowiakiem. Polak do West Bromu trafił dwa miesiące po odejściu Fletchera), a piłkarską karierę kończył w Stoke City.
Bliźniacy pod wodzą ojca
Po zakończeniu kariery piłkarskiej Fletcher wrócił do United. Najpierw jako asystent trenera w drużynach młodzieżowych, potem asystent Ole Gunnara Solskjaera, dyrektor techniczny, a ostatnio trener zespołu U18.
Tę rolę objął, gdy do starszej kategorii zostali przeniesieni jego synowie bliźniacy, Jack i Tyler. Dziś obaj są już o krok od pierwszej drużyny – obaj byli choćby na ławce rezerwowych w meczu z Leeds United, po którym zwolniony został Ruben Amorim. Obaj, tak jak ojciec, grają na środku pomocy.
18-letni Jack ma już zresztą za sobą debiut w pierwszym zespole – Amorim dał mu zagrać w trzech grudniowych spotkaniach: z Aston Villą, Newcastle i Wolverhampton (w dwóch ostatnich wchodził na boisko już w przerwie), Tyler wciąż czeka na debiut. Być może doczeka się go pod wodzą ojca.

Jack Fletcher, syn Darrena, zadebiutował już w pierwszym zespole Manchesteru United. Teraz może zagrać pod wodzą ojca
Ale historia związana z bliźniakami też jest skomplikowana. Obaj są bowiem wychowankami… Manchesteru City, a do lokalnego rywala przenieśli się dopiero w 2023 roku. Co więcej, Jack gra obecnie dla młodzieżowych reprezentacji Anglii, a Tyler reprezentuje Szkocję. Choć nie zawsze tak było – Jack ma na koncie choćby trzy występy dla szkockiej kadry U16, a Tyler w analogicznym okresie zaliczył cztery mecze dla angielskiej drużyny.
Żeby było śmieszniej – Tyler w reprezentacji Szkocji U16 zadebiutował w październiku 2022 roku, by miesiąc później zadebiutować w… angielskiej kadrze U16. W lutym kolejnego roku znów grał dla Szkocji (w tym w meczu przeciwko… Anglii), a w kwietniu – ponownie reprezentował Anglię. Ostatecznie, w kategorii U17 wrócił do reprezentowania kraju swojego ojca.
Jak widać – w rodzinie Fletcherów nie może być za spokojnie. I za spokojnie na pewno nie będzie teraz, gdy Darren objął stery po Rubenie Amorimie. I choć w United jest tylko tymczasowym zastępcą tymczasowego szkoleniowca (klub szuka kandydata, który poprowadziłby zespół do końca sezonu), to czeka go wymagający okres.
W roli pierwszego trenera zadebiutuje już jutro przeciwko Burnley. Czy poprowadzi zespół także w niedzielnym meczu Pucharu Anglii przeciwko Brighton? Tego nie wie pewnie sam.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Co się dzieje z Manchesterem United? Amorim nie dał rady i został zwolniony!
- Amorim out, ale dlaczego? 3-4-3, szczerość i chęć bycia szefem
- Jak można było uznać gola Floriana Wirtza ze spalonego?
Fot. Newspix.pl