Nazwijcie mnie klakierem Infantino albo zakochanym w obrzydliwej, współczesnej piłce idiotą. Okej, może być. Ale mam swój powód, dla którego dałbym się pokroić za ideę rozszerzonego do 48 drużyn mundialu. Nie jestem zaślepiony, widzę wady, ale są one przysłaniane jedną, wielką zaletą. Nazwę ją roboczo „światowością”. Może to kwestia mojej słabości do egzotycznych tematów i ochoty do chłonięcia wiedzy niepotrzebnej o drużynach i postaciach z końca świata, ale raz na cztery lata chętnie zobaczę zespoły, […]