Dwóch kolejek potrzebował Osman Bukari, żeby znaleźć się w naszych badziewiakach, a i po pierwszym meczu aspirował, natomiast wówczas byli jeszcze gorsi. Za tę kasę oczekiwania są duże, to taki Fornalczyk do kwadratu, ba, patrząc na cenę – do sześcianu, więc Ghańczyk musi się w sobie bardzo szybko zebrać.
Na razie bowiem nie ma absolutnie żadnej różnicy między nim a Akere. Jeśli już, to na korzyść Akere, bo on przynajmniej prezentował jakiś dynamit i choć najczęściej wybuchał mu w rękach, to mimo wszystko go posiadał. A Bukari póki co… Cóż. Snuje się na tym skrzydle i niewiele z tego wynika, mimo tego z boiska nie schodzi, ale też jakby mógł zejść, skoro był taki drogi.
Statystyki są jednak brutalne. W meczu z GKS-em:
- nie wykonał żadnego dryblingu!
- w sumie wygrał tylko dwa z ośmiu pojedynków
- dośrodkowywał trzy razy przy celności 0%
- zarobił dla swojej drużyny jeden faul i raz sam faulował
Nie są to statystyki błyskotliwego skrzydłowego. Nie są to statystyki gościa za pięć milionów euro. To raczej liczby kogoś, kogo ściągasz z wolnego transferu, bo kiedyś był dobry, ale już nie jest, natomiast z biedy liczysz, że sobie o tym wszystkim przypomni.
Zresztą spotkanie z Jagiellonią nie było w jego wykonaniu dużo lepsze:
- pięć dryblingów, trzy udane (tu plus)
- 11 pojedynków, cztery wygrane (tu minus)
- zero celnych dośrodkowań (wiadomo)
- nie naciągnął rywali na żaden faul, a sam raz faulował (kiepsko)
Oczywiście, trudno gościa skreślać po dwóch meczach, jeszcze spokojnie może się ogarnąć. Niemniej na razie dzieje się to, co przewidywał kanapowy skauting internautów, zdziwionych, że Widzew wydaje tyle kasy akurat na Bukariego. Jeśli ludzie z kanapy będą mądrzejsi niż dyrektorzy…
Głupia sprawa.

W kozakach… Piłkarz Legii! To rzadko spotykana sytuacja, więc trzeba ją odnotować, natomiast trudno było nie dać Colaka, który uratował swojemu zespołowi dupę. Te cztery minuty i dwa gole pozwoliły Colakowi przebić swój strzelecki wynik z zeszłego sezonu i prawie wyrównać ten z jeszcze poprzedniego. Mówimy więc o snajperze incydentalnym, ale może, może, tych incydentów będzie jednak trochę więcej, czego Legia potrzebuje jak tlenu.
Skoro bowiem zamiast napastnika ściągnęła rezerwowego bramkarza, to Papszun musi sobie radzić z tym, co ma. A ma zablokowanego Rajovicia, wracającego do zdrowia Nsame i – dla kontrastu – odblokowanego Colaka? Tak jak trudno skreślać Bukariego, tak trudno pompować Colaka po dwóch meczach, ale gdzieś trzeba szukać optymizmu dla Legii.
W takim momencie swojego istnienia jest ten klub – czy to wyszarpany remis w Gdyni, czy to gole przeciętnego strzelca, coś musi cieszyć…

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Haditaghi zapowiadał TOP3 w sezonie 26/27. Ale w której lidze?
- Kowal apeluje do kibiców Legii: Dajcie spokój piłkarzom!
- Krótka przerwa lidera? Wiemy, kiedy czołowy strzelec wróci do gry