Czesław Michniewicz udzielił bardzo długiego wywiadu Grzegorzowi Krychowiakowi. Były selekcjoner szeroko odniósł się do afery premiowej, która bez wątpienia przyczyniła się do tego, że pożegnał się z posadą.
Michniewicz zrealizował cel sportowy. Najpierw awansował na mundial w Katarze, przejmując reprezentację tuż przed barażem, by później wyjść z grupy, wyprzedzając Meksyk i Arabię Saudyjską. Mimo dobrych wyników, spadło na niego wiele krytyki – za styl, poszczególne wypowiedzi i aferę premiową. Przypomnijmy – reprezentanci Polski mieli otrzymać od rzadu kilkadziesiąt milionów złotych za wyjście z grupy.
Michniewicz wrócił raz jeszcze do tamtych wydarzeń.
Michniewicz o aferze premiowej
– Uważa trener, że przez premię stracił pracę? – spytał Krychowiak.
– Myślę, że w dużej mierze tak, bo wyniki na to nie wskazywały Zrobiliśmy wszystko, co należało zrobić. O stylu zawsze można rozmawiać, ale o stylu rozmawiają zawsze przegrani. My nie byliśmy przegrani. Graliśmy z silnymi zespołami, a mimo wszystko cele osiągnęliśmy. To nie ja ani nie ty wymyśliliśmy tę premię – mówi Michniewicz.
– My nie wyciągnęliśmy ręki o tę premię, nie prosiliśmy o nią. Zrobiono z tego najważniejszy element mistrzostw w Katarze. Byliśmy tam prawie trzy tygodnie, zagraliśmy cztery mecze, była fajna atmosfera, a wszystko zostało sprowadzone o premii, bo nikt nie chciał rozmawiać o merytoryce – dodaje były selekcjoner.
Michniewicz zdradził również, że po tym jak PZPN zdecydował się nie przedłużać jego kontraktu, Mateusz Morawiecki zadzwonił do niego z przeprosinami.
– Zadzwonił premier, chcąc podziękować i przeprosić za to zamieszanie, że ta premia wpłynęła negatywnie na tę całą sytuację i przez to straciłem pracę, choć uważa, że nie powinienem. To było miłe. Miał poczucie, że on to wymyślił. My dołożyliśmy do tego cegiełkę, bo trzeba było od razu powiedzieć, że są ludzie bardziej potrzebujący – reflektuje się Michniewicz.
O tym, z jaką lekkością chciano wydać publiczne pieniądze, świadczy historia przytoczona przez szkoleniowca.
– Premier chodził dookoła po stolikach i kwota nagle urosła. Bo trafił do Skorupa i tak dalej. Nam premier powiedział nam tylko pierwszą kwotę, a inna nigdy nie padła. I była taka umowa, że premier przyjedzie po awansie i będzie rozmawiał.
WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:
- Lewandowska: Gdy Robert skończy karierę, zajmie się dziećmi
- Jan Urban o powołaniu dla Pietuszewskiego: Temat do dyskusji
- Rosja, Holandia, Turcja… Szymański długo czekał na szansę w lidze TOP5
Fot. newspix.pl