Platini w superlatywach o Bońku. „To się nazywa inteligencja boiskowa”

Marcin Ziółkowski

03 marca 2026, 21:23 • 4 min czytania 1

Reklama
Platini w superlatywach o Bońku. „To się nazywa inteligencja boiskowa”

Z okazji 80-lecia L’Equipe, powstało wiele publikacji, w których bohaterami rozmów są legendy sportu francuskiego. Jedną z tych legend jest dość dawno niewidziany Michel Platini. Jedna z ikon francuskiego futbolu miała przyjemność grać w Juventusie wspólnie z m.in. Zbigniewem Bońkiem. W rozmowie z francuskim dziennikiem słynny playmaker kilkukrotnie wspomniał o polskiej legendzie futbolu, głównie w kontekście czasów wspólnej gry i finału na Heysel.

Platini docenia inteligencję boiskową Bońka

W rozmowie z Platinim, wątek Bońka pojawia się kilkukrotnie. Polak był częścią odpowiedzi, w której to Francuz wspomniał o swoim najlepszym podaniu w karierze. Miało to miejsce podczas słynnego finału na Heysel.

– Moje najlepsze podanie? Do Bońka w finale Pucharu Europy w 1985 roku. Podanie na 45-50 metrów.

Reklama

„Zibi” wywalczył rzut karny, choć trzeba przyznać, że faul miał miejsce przed polem karnym. Jedenastkę udanie wykorzystał Platini – był to jedyny gol finału w Brukseli.

Reklama

Jedno z pytań sugeruje też wymienienie piłkarzy, z którymi Platini miał najlepsze zrozumienie na boisku. Tutaj także pada nazwisko Zbigniewa Bońka.

– Olivier Rouyer z Nancy był bardzo szybki, Boniek też. Gdybym grał z Mbappe, bawiłbym się świetnie. Nie jestem pewien czy Boniek pobiegłby za piłką, gdyby podał mu ją Claudio Gentile. To się nazywa inteligencja gry, rozumienie, jak gra twój kolega z drużyny (…) Jeśli podajesz do Wembanyamy, możesz rzucić na trzy metry (śmiech), jeśli chodzi o Alaina Giresse’a to podajesz po ziemi (…) Musisz rozumieć ruchy swoich kolegów z drużyny i przeciwników. (…) Bońkowi musiałeś podać prostopadle, ponieważ był szybszy od wszystkich innych.

Na pytanie czy musiał omawiać pewne kwestie boiskowe, aby w pełni rozumieć się z „Zibim”, odpowiedział:

Reklama

Nie, to było wrodzone. Boniek wiedział, że potrafię wykonać to czy tamto podanie. I byłem w stanie mu je dać, bo wiedziałem, że doskonale rozumie, kiedy musi poprosić o podanie prostopadłe lub podanie na bok. Myślę, że to się nazywa inteligencja boiskowa, nieprawdaż? Nie każdy ma takie samo IQ. Nie sądzę.

Boniek na temat Heysel

Okryty niechlubną sławą mecz na stadionie w Belgii był jednym z najważniejszych wydarzeń w piłkarskiej historii nie tylko dla Juventusu, Michela Platiniego, ale także dla Zbigniewa Bońka. Klub z Turynu wygrał po raz pierwszy Puchar Europy, ale odbyło się to w tragicznych okolicznościach.

Boniek poruszył ten temat miesiąc temu w jednym z felietonów Zibi Top, w którym legendarny reprezentant Polski (obchodzący w dniu publikacji niniejszego artykułu 70. urodziny – wszystkiego najlepszego!) cyklicznie odpowiada na pytania zadawane przez kibiców.

Reklama

Cały felieton Zibi Top, w którym Boniek nawiązuje do Heysel

– Dla mnie ten mecz był czymś nieprawdopodobnym… My nie chcieliśmy tego meczu grać, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy ze wszystkiego, co się działo. Nie dało się tak łatwo uzyskiwać informacji. Było za to szalone zamieszanie, wiedzieliśmy tylko, że stało się coś tragicznego.

– My jako Juventus, w ogóle nie chcieliśmy grać. Wyszliśmy na boisko tylko dlatego, że zostaliśmy zmuszeni. Powiedziano nam, że tylko grając możemy zapewnić, że wojska NATO zjadą się wokół stadionu po to, by zabezpieczyć wyjście angielskich i włoskich kibiców, bo bano się o dodatkowe ekscesy. Nie zdawaliśmy sobie dokładnie sprawy z tego, co się stało.

Reklama

– Dla mnie ten mecz skończył się w 90. minucie, potem byłem skoncentrowany na tym, żeby dolecieć do Tirany, gdzie dzień później reprezentacja Polski grała mecz eliminacji mistrzostw świata, a ja podróżowałem na niego całą noc. (…) Muszę też powiedzieć jedną rzecz: nigdy nie chciałem wziąć premii z meczu na Heysel. Jako jedyny piłkarz Juventusu przekazałem sto tysięcy niemieckich marek, które otrzymaliśmy na głowę, na fundusz pomocy rodzinom tych, którzy zginęli.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Jan Broda
2
Remontady nie było. Barcelona nie dogoniła Atletico 

Inne reprezentacje