Nie będzie piłki bez danych. Jak polskie kluby analizują liczby? [REPORTAŻ]

Szymon Janczyk

02 stycznia 2026, 13:55 • 23 min czytania 5

Wisła Kraków, Motor Lublin, Polonia Bytom – oni wiedzą, co się liczy i jak się liczy. Przedstawiciele trzech klubów, które chcą w polskim futbolu chcą odznaczać się analizą danych przy podejmowaniu kluczowych decyzji, pojawili się na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim, żeby pokazać, jak pracują. Każdy robi co innego, w innych warunkach. Pojechaliśmy tam, żeby pokazać, czym jest praca na liczbach w polskim futbolu i jak mocno różni się ona od tego, co to hasło oznacza w ligach zagranicznych.

Nie będzie piłki bez danych. Jak polskie kluby analizują liczby? [REPORTAŻ]
Reklama

Nie będzie piłki bez danych, na poziomie globalnym to oczywiste – zakomunikował na wstępie Mariusz Kondak. Możecie go pamiętać ze sztabu Marka Papszuna i Dawida Szwargi w Rakowie Częstochowa. W Wiśle Kraków pełni jednak rolę kompletnie wyrwaną z trenerskiego światka. Jako head of analytics odpowiada za korzystanie z pracy działu analizy danych w codziennym funkcjonowaniu pierwszego zespołu. 

Stanowisko zmienił nieprzypadkowo.

Reklama

Zrozumiałem limity w procesie przygotowania do meczu. Zrobiliśmy ciekawe, ważne rzeczy na poziomie analizy, treningu, ale pewnego poziomu rywala nie jesteś w stanie przeskoczyć. Zdałem sobie sprawę, jak ważna jest siła klubu. Im mocniejszy będzie, tym bardziej wzmocnimy sztab w przygotowaniach do codziennej pracy – stwierdził, argumentując wybór nowej ścieżki kariery.

We Wrocławiu on, ale też ludzie z Motoru Lublin i – wciąż jeszcze – Polonii Bytom pokazywali, jak liczby pomagają ten cel osiągnąć.

Analiza danych

Liczby przejmują polski futbol. Wisła Kraków, Motor Lublin i Polonia Bytom na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

Jak pracować z liczbami w klubie piłkarskim? „Nie zasypią dołów kompetencyjnych”

Mariusz Kondak niejako zapowiedział ponad trzystu zgromadzonym na sali kinowej trenerom z całej Polski, czego mogą się spodziewać przez następne siedem godzin. Nakreślił blaski i cienie analizy danych, trudności, które można napotkać, próbując się za to zabrać.

Wyzwaniem jest zrozumienie, czy w waszej piłce dane mają sens. Bardzo dużo klubów udaje bycie data-driven z obawy przed posądzeniem o oldschoolowość, ale decyzje podejmuje w tradycyjny sposób. Jeżeli jesteśmy w środowisku, w którym temat danych nie jest na sztandarach, prędzej czy później natrafimy na ścianę – stwierdził.

Jeśli zamierzasz spróbować, idź na całość. W przeciwnym razie nawet nie zaczynaj. Wiedział o tym Charles Bukowski, wiedzą o tym ludzie z AZ Alkmaar, wzorowego przykładu wykorzystania danych w piłce. Klub, który przetrwał finansowy kryzys po latach rozrzutności i zniwelował stratę holenderskich potentatów, wychodzi z założenia, że jeśli praca z danymi ma mieć sens, musi wspierać każdy obszar.

Steve Jobs futbolu. AZ Alkmaar to „najlepiej zarządzany klub świata”

W Polsce działy naukowe z prawdziwego zdarzenia, które realnie wpływają na proces decyzyjny w klubach są… dwa. Lech Poznań i Wisła Kraków zbudowały sobie zaplecze w postaci ludzi od liczb, którzy i tak zmagają się z klasycznym problemem: oceną ich użyteczności przez pryzmat krótkoterminowych wyników. 

Praca na liczbach ma sens tylko wtedy, jeśli ufasz im w dłuższej perspektywie. Jeśli nie rozumie tego środowisko zewnętrzne, pół biedy. Gorzej, gdy tak samo patrzy się na nich wewnętrz klubu. Kondak uważa jednak, że można sobie pomóc w bardzo prosty sposób.

Świadome skupienie się na właściwych tematach pozwoli popchnąć je do przodu. Trzeba odrzucić rzeczy możliwe do wdrożenia, ale bezwartościowe. Praca z danymi musi odnosić się do rozwiązywania aktualnych problemów – stwierdził.

Mariusz Kondak na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

Mariusz Kondak na KWOSP we Wrocławiu

Andrzej Gomołysek, analityk młodzieżowej reprezentacji Polski, podczas panelu dyskusyjnego też zauważył, że nie chodzi o to, żeby pracować nad tym, co jest ciekawe, lecz szukać tego, co pożyteczne. Tak, żeby czas poświęcony na pracę z danymi nie przerastał korzyści z ich uzyskania. Na pożytek składa się jednak także to, jak wykonaną pracą zarządza sam klub.

Kluczowe dla rozwoju analityki jest zbudowanie procesów. Jeżeli proces nie sprawia, że decyzje są podejmowane na bazie danych, to pracujemy do szuflady, co każe wątpić w sens całej pracy. Nie myślmy, że dane zasypią doły kompetencyjne w twojej organizacji. Jeżeli na stanowisku nie ma kompetencji, to informacje nie sprawią, że proces stanie się lepszy – skwitował temat head of analytics Wisły Kraków.

Wisła Kraków i analiza danych. „Szukaliśmy metryk, które mają największy wpływ na zwycięstwa”

Klubu, w którym pracuje Mariusz Kondak, taki problem nie dotyczy z wiadomych względów. Jarosławowi Królewskiemu praca na liczbach pozwoliła zbić fortunę, która w ogóle otworzyła mu możliwość kupna klubu piłkarskiego. Wisła Kraków praktykuje analizę danych w procesie decyzyjnym stosunkowo od niedawna. Nowoczesne metody zaczął wdrażać w niej Piotr Wawrzynów, który wcześniej pracował w renomowanym Analytics FC.

We Wrocławiu Wawrzynów przedstawił nie tylko to, co Wisła liczy i czym się kieruje, ale też to, jak zmieniało się jego podejście do analizy danych na potrzeby klubu.

Trafialiśmy na problemy, którymi trzeba zarządzić zanim zacznie się klikać w komputer. Na początku kariery uważałem, że trzeba wszystko pokazać z każdej możliwej perspektywy, ale z czasem zacząłem zauważać, że prowadzi to do zwiększenia kosztu poznawczego, zmęczenia – mówił ze sceny, wskazując, że implementacja analityki jest możliwa wtedy, gdy odbiorca zrozumie, co autor miał na myśli.

Piotr Wawrzynów na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

Piotr Wawrzynów na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

Wisła stara się być klubem data-driven w realiach pierwszoligowych, co samo w sobie niesie ograniczenia. W idealnym świecie kluby korzystające z liczb potrafią:

  • wyłowić talent z nieoczywistej ligi – Toulouse FC awans do Ligue 1 zrobił, gdy wśród najczęściej występujących piłkarzy byli ci, którzy przyszli z Japonii, Słowacji, Bułgarii, drugiej ligi holenderskiej czy trzeciej ligi angielskiej;
  • wesprzeć proces szkolenia w taki sposób, że większość składu można obsadzić wychowankami gwarantującymi wysoką jakość tańszym kosztem – AZ Alkmaar.

Tyle że Tuluza nawet na wyszperanych w odmętach futbolu zawodników wydała wtedy pięć milionów euro. AZ takich wychowanków doczekał się po wielu latach. Wisła natomiast musi jak najszybciej wydostać się z rozgrywek, które pogłębiają przepaść finansową między nią i rosnącą w siłę Ekstraklasą. Wawrzynów twierdzi, że dane pomogły usprawnić proces transferowy, ale też pomagają poprawiać performance w lidze.

Słyszałem, że 1. liga jest inna niż wszystkie ligi. Sprawdziłem to w liczbach: niekoniecznie. Szukaliśmy metryk, które globalnie mają największy wpływ na zwycięstwa. Wybraliśmy takie, które korelują z wygraną w minimum 60%. Wpływ siły zespołu, przewidywanych bramek, jest wyraźnie widoczny – tłumaczył analityk.

Na zapleczu Ekstraklasy drużyny z wyższym xG/90 minut wygrywają 74,4% spotkań. To o trzy punkty procentowe gorszy wynik niż na świecie, ale… wciąż oznacza, że większa liczba i jakość generowanych szans w trzech na cztery przypadki wystarczą do wygranej. Wisła pracowała więc np. nad tym, jak generować wyższe xG.

Na ekranie pojawił się wykres demonstrujący wynik badania dotyczącego „assist zone”. To strefa pola karnego, która obejmuje przestrzenie od boku „piątek” do końca pola karnego. Strzał oddany z takiego miejsca większość komentatorów i kibiców określiłaby po prostu „uderzeniem z ostrego kąta”.

Sprawdziliśmy, czy lepiej oddawać z takiego miejsca strzał, czy też poszukać dodatkowego podania? Ekstra pass sam w sobie zwiększał szanse na gola, nawet jeśli nie prowadził do strzału. Jeśli natomiast nastąpił po nim strzał, szansa na bramkę wzrastała czterokrotnie – wyjaśniał Wawrzynów.

Analityk cierpliwie tłumaczył, w jakie pułapki liczb wpadała Wisła Kraków i jak z nich wybrnęła. Przykładowo: uzgodniony model gry zakładał intensywność pressingu, lecz popularna statystyka PPDA (passes per defensive actions – liczba podań rywala, po której następuje działanie defensywne zespołu) nie oddawała tego, co zespół chciał osiągnąć. Lepszym miernikiem okazały się wskaźniki goli oczekiwanych w wyniku wysokiego pressingu, które obrazowały efektywność skoków pressingowych.

Kiedyś strasznie nacięliśmy się na rzadkich sytuacjach. Skupiliśmy się na zdarzeniach, których zawodnik może nie robić z powodów niezależnych od niego. Jeśli metryka nie zachowuje globalnie spójnego trendu i silnie zależy od pojedynczych zdarzeń, nie powinna być wykorzystywana do analizy. Ograniczamy to korzystając z sekwencji, nie z pojedynczych akcji. Myślenie sekwencjami doprowadza do większej elastyczności systemu. Dzięki temu system nie faworyzuje konkretnego sposobu rozgrywania akcji. Nie trzeba też zmieniać narzędzi gdy zmienia się skillset zawodników – mówił Piotr Wawrzynów.

Brzmi to zagmatwanie, ale wbrew pozorom Wisła działa w bardzo prosty sposób. Ma ustalone kilka kluczowych metryk, na które składa się zbiór określonych danych. Wspiera „wiedzę ekspercką” liczbami, które wynikają z analizy. Filtruje wyniki analiz w zależności od momentu meczu, żeby znaleźć odpowiedź na to, jak zmienia się jego obraz gdy zespół prowadzi, remisuje lub przegrywa. 

Dane pomagają wskazać konkretne elementy do poprawy dla trenera. Pracowano np. nad tym, żeby poprawić jakość i liczbę generowanych szans z konkretnego sektora boiska, z którego dotychczas efektów nie było. Co najważniejsze: głębsza analiza pomaga też odsiać to, czego dane przetworzone w prosty sposób nie rozróżniają.

Czy na pewno chcemy tak samo wartościować podanie wertykalne i podanie do skrzydła, które w teorii są takimi samymi podaniami w tercję ataku? Aktualizujemy metryki o ustawienie rywala. Line-breaking passes i podania za linię obrony są dla nas istotniejsze. Bierzemy też pod uwagę dynamikę progresji, skuteczność ataków w fazach przejściowych z określoną dynamiką – kontynuował prelegent z Wisły.

W klubie z Krakowa każdy, dla kogo dane mają być użyteczne – trener, skaut, analityk – ma mieć do nich łatwy dostęp w ciągu minuty. Bez przekopywania się przez tonę raportów. Piotr Wawrzynów zaprezentował też ciekawy sposób przedstawiania liczb: zamiast złożonych wskaźników konstruowano wykres/tabelę oznaczającą, które miejsce na tle ligi zajmuje zespół w danej rubryce.

Celem Wisły Kraków jest awans, dlatego jako problem identyfikujemy to, gdy w istotnej metryce wypadamy ze strefy 1-2 – stwierdził Piotr Wawrzynów.

Polonia Bytom i analiza danych. Co Łukasz Tomczyk i Łukasz Ocimek przeniosą do Rakowa Częstochowa?

Pracę Wisły Kraków z danymi łatwo zbagatelizować, bo w gronie pierwszoligowców jest to klub największy i najbogatszy. Czyli taki, który wygrać powinien nawet bez sztuczek z liczbami. Pierwszy raz po spadku Wisła ma jednak wynik sportowy zgodny z performancem drużyny, co udało się połączyć z niższym kosztem utrzymania pierwszego zespołu. Coś takiego trzeba uznać za efekt pracy z liczbami.

Znacznie łatwiej jednak zauważyć i docenić niekonwencjonalne metody pracy mniejszych klubów, które dały podobny efekt. Tuż za Wisłą Kraków drepcze przecież beniaminek z Bytomia. Polonia wygrała dziesięć spotkań, miała trzecią najlepszą defensywę i wypromowała trenera Łukasza Tomczyka do Rakowa Częstochowa.

Polonia Bytom analizą danych zajmuje się zupełnie inaczej niż Wisła Kraków. Liczby zbiera i przetwarza sztab szkoleniowy, służą one bardziej codziennej pracy trenerów niż budowie organizacji. Andrzej Gomołysek podczas panelu dyskusyjnego słusznie zwrócił uwagę na to, że z perspektywy klubu jest to rozwiązanie mocno ryzykowne.

Analityka powinna być wyniesiona poza sztab. To dziwne, gdy odpowiadają za nią osoby ze sztabu, bo gdy one odejdą, trzeba wszystko budować od nowa, podczas gdy w klubie najważniejsza powinna być ciągłość. Co jeśli w Polonii wszystkie metryki trzeba będzie definiować od nowa? – pytał były asystent trenerów Śląska Wrocław i Odry Opole.

Skromny beniaminek podążył popularnym w Polsce szlakiem: rozwój powierzył ambitnym trenerom-pasjonatom, którzy swoim zaangażowaniem łatali pewne braki i wykonywali dodatkową pracę. Łukasz Ocimek, asystent Łukasza Tomczyka, zademonstrował, co dokładnie działo się za drzwiami pokoju trenerów w Bytomiu.

Dane ma każdy, kluczowa jest wiedza. Ideę przelewamy na Excel, potem na boisko. Wiele rzeczy liczymy wewnętrznie, bo wtedy uzyskujemy liczby prawdziwe, spójne z tym, co chcemy realizować. Przykładowo: w sytuacji, w której Ołeksandr Azackij po pojedynku od razu wybija piłkę pod pole karne rywala, WyScout zalicza niecelne zagranie. Dla nas to jednak modelowe zachowanie: oczekujemy, że piłka wróci tam jak najszybciej, nawet jeśli zagranie będzie niecelne – tłumaczył asystent Łukasza Tomczyka.

Ocimek puścił kilka klipów, które pokazały, dlaczego warto przeliczyć, przejrzeć to, co oferują platformy analityczne, które zdarzenia czytają bez kontekstu modelu gry zespołu. W Polonii wypracowali własną metodę oceniania piłkarzy opartą o konkretne wyliczenia, wśród których w zależności od pozycji znajdziemy:

  • zdobywanie konkretnych tercji/sektorów boiska (albo same ich próby),
  • packing, czyli liczbę zawodników miniętych podaniem,
  • liczbę strat lub wysokie odbiory,
  • wypełnienie/obronę pole karnego,
  • szanse widmo, czyli dobre zachowania, które nie doprowadziły do strzału,
  • wpływ na intensywność pojedynków po wejściu na boisko.

Liczby i metryki nie są przypadkowe: przed sezonem w oparciu o dane dokonano selekcji tych działań, które mają największy wpływ na wynik. W trakcie rozgrywek dane są korygowane i aktualizowane. Polonii Bytom zależy nie tylko na suchym wyniku, nagradzane są dośrodkowania z właściwych miejsc i sytuacji w obszar, który wedle analiz generuje największe zagrożenie. Albo: nie tylko odbiory w określonym czasie, lecz to, co potem zespół zrobił z piłką.

Piłkarze bardzo mocno patrzą na to, jak są oceniani wewnętrznie. Trzeba im pokazać, co bierze pod uwagę sztab. Po pół roku piłkarz wie, jakie ma cele, co może zrobić na boisku, czy zagrał dobry mecz. W zasadzie może ocenić siebie sam. Mamy jasne cele: piętnaście wysokich odbiorów jest ok, z półprzestrzeni najlepiej dograć na dłuższy słupek. Trzymając się takich targetów mieliśmy większe szanse na wygraną – uśmiechał się Łukasz Ocimek.

Dane w pracy sztabu Polonii Bytom mają zwiększyć efektywność i pozwolić skupić się na konkretach. Realnie wpływają nawet na model gry zespołu. Awans Polonii był efektem m.in. skutecznego, wysokiego pressingu. Na zapleczu Ekstraklasy zidentyfikowano jednak problemy w tym elemencie gry.

Gdy odbieraliśmy piłkę wysoko, ale z boku, nie generowaliśmy z tego szans. Druga sprawa: traciliśmy zbyt dużo piłek i bramek po nieudanym wysokim pressingu w konkretnych minutach w drugiej połowie. Sprawdziliśmy więc liczby i zredukowaliśmy liczbę skoków pressingowych w tych momentach – tłumaczył Ocimek.

Analiza danych jako wsparcie trenerów. Jak liczby wpływają na treningi zespołu?

Trener Polonii wymienił masę aspektów, które liczy sztab. Nawet wpływ ósemek na odbiory obrońców czy zdobywanie przestrzeni bez piłki. Analiza meczu Polonii zajmuje dziesięć godzin. Tu dochodzimy do uwagi, którą wygłosił Andrzej Gomołysek, absolwent szkoły analitycznej w Kolonii.

W Polsce liczymy dużo rzeczy, którymi w Niemczech nikt się nie zajmuje, bo liczby są zbierane automatycznie. Pracujemy bardzo dużo, bardzo ciężko. Pytanie, czy tego czasu nie byłoby lepiej zainwestować w coś innego? Wciąż jesteśmy na takim etapie, że czasami lepiej byłoby pracować tak, jakby danych w ogóle nie było, bo ich zbieranie bywa zbyt czasochłonne – argumentował.

Smerf maruda, niszczyciel dobrej zabawy? Niekoniecznie. Gomołysek słusznie wskazał na patologię systemu: kluby szukają ambitnych trenerów, którzy zrobią różnicę nieszablonowym podejściem, lecz co robią, żeby ułatwić im pracę? Polonia Bytom nie używa packingu dlatego, że wykupiono pakiet Impect, który takie dane dostarcza, lecz dlatego, że Łukasz Ocimek skorzystał ze swoich kontaktów i załatwił sobie niedostępne dla większości dane.

Choć trener słusznie zauważył, że platformy dostarczające gotowy produkt mają tę wadę, że nie korygują danych o model gry, to jednak wiele rzeczy, które liczy sztab Polonii, dałoby się mu dostarczyć w formie surowych danych, ograniczając czas ich pozyskania. Kluby wciąż jednak inwestują głównie w kadrę i sztab, nawet jeśli oznacza to wykonanie przez trenerów pracy, którą ktoś już zrobił. To trochę tak, jakby kupić w kiosku gazetę i przepisać ręcznie artykuł, żeby przeczytać go na komputerze, bo w wersji online był schowany za paywallem.

Pal licho jednak, gdy chodzi o to, że kogoś nie stać na gotowy pakiet danych. Gorzej, gdy nie ma świadomości, że wykonuje robotę głupiego. To przypadek Mariusza Misiury, który w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą pochwalił się tym, co liczy Wisła Płock. Tyle że dane trackingowe, które analityk w sztabie pozyskiwał przez „oglądanie każdej sekundy meczu przez pryzmat zawodników” w Ekstraklasie można dostać… za darmo. Nawet w lepszej postaci.

Nie chodzi o to, żeby w ten sposób obśmiać sens pracy na liczbach w piłce, lecz o to, żeby nie przepalać energii, bo doby rozciągnąć się nie da. Liczby trzeba przecież przełożyć jeszcze na trening, co też wymaga pracy. Łukasz Ocimek opowiadał, jak Polonia wdraża swoje pomysły.

Gole po strzałach z dystansu padają rzadko, ale po strzałach z siedemnastu – dwudziestu metrów częściej, tak mówią dane. Jeśli mamy zawodnika, który ma dobrą technikę strzału i stworzymy mu otwartą pozycję to z takiego miejsca też odda groźny strzał. Dlatego w treningu wydłużyliśmy pole karne. To lepiej działa na mindset zawodników, także broniących, bo zależy nam na tym, żeby nie dopuszczać do wejść rywala w pole karne. Wypchnięcie obrońców wyżej nauczy ich, żeby robić to samo w meczu.

Sztab Polonii zaczerpnął z xG pomysł na to, żeby mieć obrońców także nad piłką. To znaczy – za rywalem, nie między nim a bramką. Nawet wtedy w pośredni sposób uda się wpłynąć na zmniejszenie jakości danej szansy. Zidentyfikowano też, że w trakcie meczu zdarzają się dwie, trzy „dynamiczne obrony pola karnego”, dlaczego w mikrocyklu taka obrona powtarzana jest do piętnastu razy, żeby reakcje weszły w nawyk.

Zauważyliśmy, że im krótsze podanie w tercję ataku, tym lepsze efekty przynosi. Dlatego zmieniliśmy priorytet z dostarczania piłki tam bezpośrednio z obrony na przenoszenie jej wyżej dopiero z tercji środkowej. Szanse widmo wskazują natomiast, że da się zrobić więcej, bo zachowania piłkarzy są dobre. Sprawdzamy też, kto daje drużynie najwięcej, gdy jest ze sobą na boisku, które dziewiątki z dziesiątkami tworzą najwięcej szans – wymienia Łukasz Ocimek.

Kierunek pracy sztabu Polonii Bytom wskazywały aktualne trendy. Na przykład badanie, które dowiodło, że najlepszy zawodnik w zespole potrafi samodzielnie odpowiadać za 15% posiadania piłki, co dowodzi, że inwestycja w jego rozwój opłaci się całej drużynie. Albo generowanie zagrożenia przez skrzydłowych.

Zwróciliśmy uwagę na to, że dużą korelację ze zwycięstwami ma wskaźnik potencjalnego zagrożenia generowany przez skrzydłowych. Oni często przyjmują i podają do przodu. W Polsce coraz lepiej bronimy, trudno się przebić przez linię obrony w 5-4-1. W Polonii najwięcej podań za linię obrony mieli jednak skrzydłowi. To nietypowe i niełatwe, ale gdy stworzymy im otwartą pozycję, mogą tworzyć większe zagrożenie.

Liczby pomogły też wyciągnąć konkretnego zawodnika – za przykład posłużył Jakub Apolinarski, który „początkowo źle interpretował moment dośrodkowania, nie widział graczy”, tymczasem wskazanie mu, co powinien robić, żeby lepiej wykonywać ten element, przełożyło się na dwie asysty i masę kluczowych podań.

Najważniejsze to mieć plan, wnioski i wizję na pracę. Liczba mogą nam powiedzieć wiele. Lubię obserwować trendy, bo trzeba podążać za tymi, które przekładają się na zwycięstwa. Widzimy na przykład, że najbardziej płynne są pierwsza i druga liga duńska, że świat skręcił w stronę szukania młodych sprinterów. Tym trzeba się inspirować – stwierdził Łukasz Ocimek.

Motor Lublin i analiza danych. „Im bliżej parametrów dających zwycięstwo w lidze, tym lepszy wynik”

Warunki w Motorze Lublin są nieporównywalnie lepsze w zestawieniu z rzeczywistością Polonii Bytom. Prywatny inwestor, Ekstraklasa, gotówki nie brakuje. W tym klubie analiza danych też jednak obraca się wokół trenerów. Przemysław Jasiński tłumaczył, jak pomogło im to wrócić na właściwe tory po jesiennym kryzysie i jak liczby pomagają im odróżnić dwa w teorii takie same wyniki – remisy z Wisłą Płock i Legią Warszawa.

Pomyślmy o tym tak, że liczby pomagają nam wskazać konkretne parametry, które mają wpływ na wygraną. Przyjmijmy, że jedna taka rzecz to jeden los na loterii. Jeśli masz jeden los, ciężko będzie wygrać. Jeśli masz ich czterdzieści pięć, szanse rosną. Zauważyliśmy np., że największą skuteczność daje minięcie linii obrony i to, ilu przeciwników minęliśmy. Czyli tzw. packing. Im większa różnica względem rywala, tym większe prawdopodobieństwo, że wygramy – mówił asystent Mateusza Stolarskiego.

Przemysław Jasiński na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

Przemysław Jasiński na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

To oczywiście tylko część równania, które praktykuje sztab Motoru Lublin. Jasiński pokazał dwa slajdy: pierwszy to analiza Lecha Poznań, z której wynikało, że rywale są w stanie wygenerować sporo szans po stracie Lecha na ich połowie. Następnym był film: akcja bramkowa, która wynikała właśnie z takiego zachowania. Trenerzy liczą, co się opłaca, co mniej, układają pod to mikrocykl treningowy i obserwują, czy przynosi to rezultaty.

W trakcie meczu co piętnaście minut zbieramy informacje. Każdy trener ma swój segment, któremu się przygląda. Dajemy sobie kwadrans, żeby nie bazować na pojedynczych zdarzeniach. Jeśli sytuacja się powtarza, mamy na dowód liczby i reagujemy. Przykładowo: mecz z Jagiellonią. Sergi Samper stracił piłkę, padł gol. Moglibyśmy go zdjąć, ale liczby podpowiedziały nam, że wszystkie inne parametry miał na dobrym poziomie. Na przykład wysoką skuteczność podań w trzecią tercję. Kierując się odruchem i pojedynczym zdarzeniem zdjęlibyśmy go z boiska i zabrali sobie wszystkie dobre rzeczy, które nam dawał – wyjaśniał Przemysław Jasiński.

Bardzo ciekawym przykładem korzystania z analizy danych w praktyce był temat wrzutów z autów. Sztab Motoru Lublin kompletnie zmienił do nich podejście tylko na podstawie tego, co wyszło w liczbach.

Skuteczny aut to utrzymanie po nim piłki przez dziesięć sekund. Naszym celem jest sprowokowanie rywala do rzucania autów do przodu lub w poprzek. 85% sytuacji po wyrzucie do tyłu to utrzymanie się przy piłce. Do przodu – nieco ponad 20%. Zaraz po tej zmianie… straciliśmy bramkę, pozwalając rywalowi wrzucić piłkę do przodu. Można powiedzieć: po co było zmieniać? W dłuższej perspektywie osiągnęliśmy jednak swój cel. W 2. lidze rzut do tyłu pozwalał nam ruszyć z pressingiem, bramkarze szybko wybijali piłkę. Im wyżej, tym trudniej było to stosować. Wymuszenie wrzutów do przodu pozwala wejść w posiadanie bez pressingu.

Motor rozwiązania dotyczące autów stosuje także w ofensywie. Gdy to możliwe, stara się wznowić grę w cztery sekundy, bo naukowo udowodniono, że w ten sposób można zwiększyć szanse na utrzymanie się przy piłce. Klub stosuje jeszcze kilka konkretnych parametrów, co do których ustala wewnętrznie oczekiwane targety, które wskazują kierunek rozwoju i wypełniania założeń. Każdy z nich został wcześniej „przebadany” na liczbach. 

Przykładem była metryka xG/strzał, czyli wartość xG dla pojedynczej sytuacji, którą można wprost powiązać z jakością kreowanych sytuacji. Tak jak Wisła Kraków Motor poszedł w szukanie „ekstra passów” zamiast strzałów z trudnych pozycji. Tak jak Polonia Bytom zwraca uwagę na obronę pola karnego przed szesnastką. Bocznym obrońcom polecono agresywne ataki na skrzydłowych, byle tylko nie wpuścić ich w szesnastkę.

Nasz target to 0,15 xG/strzał w meczu, ulepszamy miejsce oddania strzału, pokazujemy im, która pozycja jest lepsza. Obrona pola karnego wpływa na osiem kluczowych parametrów. Przerwanie gry faulem to element gry: przed polem karnym szansa na gola to 3-7%, rzut karny – 76%. W polu karnym obrońca ma mniejszą mobilność, musi uważać. Naszym celem jest ograniczenie liczby wejść rywala w pole karne do dziesięciu, co przełoży się na szanse bramkowe – wyjaśniał Jasiński.

Cele mają to do siebie, że nie zawsze uda się je spełnić. Motor może się pochwalić, że średnia odległość, z której jego rywale oddają strzał jest w czołówce ligi, ale wejść w pole karne jest zbyt wiele. Targety są jednak wyznaczane ambitnie, na poziomie… mistrzostwa kraju.

Ktoś powie, że to bez sensu, bo nie walczymy o mistrzostwo. Tak, ale im bliżej parametrów dających zwycięstwo w lidze będziemy, tym lepszy wynik osiągniemy. To sposób, w jaki oceniamy naszą grę – mówił trener klubu z Lublina.

Sztab Motoru cechuje także klarowny podział obowiązków podczas meczów. Przemysław Jasiński zaprezentował rozpiskę tego, kto czym się zajmuje. Hasło „network” oznacza tu przygotowanie na koniec pigułki konkretów dla trenera Mateusza Stolarskiego, skondensowanie danych i wniosków w formie, którą można szybko przekazać zespołowi.

Rok temu powiedziałbym, że chcę mieć odpowiedź na każde pytanie piłkarza. Teraz wiem, że to bez sensu. Zanim podejmie decyzję, będzie po akcji. Żeby ograniczyć ciągotki do kontroli wszystkiego, stosujemy zasadę Pareto. 20% uwagi na coś, co ma 80% wpływu na rezultat. Poszliśmy w upraszczanie, bo szybkość zabija. Czasami lepiej po prostu wpłynąć na decyzję rywala, żeby to on popełnił błąd – tłumaczył Przemysław Jasiński.

Analiza danych pomaga trenerom, klubom i piłkarzom. „Wartość zawodnika rośnie, gdy ma realny wpływ na wynik”

Asystent trenera Motoru wykładał, że nie należy obawiać się tego, że idąc w jakimś kierunku, szwankuje inny element gry. Jeśli chcesz wyróżniać się w pressingu, ofensywnych fazach przejściowych, musisz przygotować się na więcej straconych bramek. Jeśli bronisz nisko, to z automatu będzie miał mniej szans bramkowych. 

Podobnie jest z zawodnikami. Karol Czubak w Motorze dostał ksywkę „Kinder Niespodzianka” bo przyjmuje piłkę tak, że często niespodzianką jest to, gdzie poleci. Jeśli jednak wziąłeś zawodnika, który ma bardzo dobre pole karne, nie możesz narzekać na to, że nie pressuje. Liczby mówiły przecież, co potrafi i czego nie potrafi robić. Nie nauczysz słonia pływać. Liczby zawsze rozwieją wątpliwości i wskażą twardy fakt.

Jest wiele mitów na temat tego, co zwiększa posiadanie piłki. Naprawdę wpływają na to trzy rzeczy. Na przykład – reakcja na stratę po stracie w ciągu pięciu sekund. W tym okresie masz największe szanse na odzyskanie piłki. Tak samo jak największą szansę na przedostanie się w pole karne rywala masz w ciągu ośmiu sekund po przekroczeniu linii środkowej – mówił Jasiński.

W Lublinie liczby wpływają na proces treningowy. Motor zaczął np. ćwiczyć grę w niskiej obronie zaczynając akcję od sytuacji dynamicznej, bo analiza trendów wskazała, że takie sytuacje stają się coraz częstsze. Dochodzi nawet do tego, że środki treningowe, które nie przyniosły oczekiwanych efektów po „podliczeniu” treningów, są po prostu odstawiane, sztab szuka czegoś nowego. Analiza pomaga trenerom także w kontaktach z zawodnikami.

Pokazaliśmy jednemu z piłkarzy, że nie gra, bo we wszystkich parametrach jest gorszy od swoich rywali z zespołu. Spytaliśmy, czy chce to skomentować i przyznał, że nie ma sensu, bo liczby wszystko pokazują i ciężko z tym polemizować – opowiadał Jasiński.

Podobny punkt widzenia przedstawił Filip Raczkowski, trener Legii II Warszawa, który stwierdził, że nawet prosta analiza danych pomaga mu „podejmować bardziej obiektywne decyzje personalne”. Zauważył też, jak istotne w rozwoju młodych zawodników jest sprawdzanie tego, co faktycznie ma sens na boisku.

Wartość zawodnika będzie rosła jeśli będzie miał realny wpływ na wynik. Będzie go miał, jeśli będzie wiedział, jak zachować się w kluczowych sytuacjach – stwierdził w trakcie panelu dyskusyjnego.

Filip Raczkowski

Filip Raczkowski

Łukaszowi Becelli z pierwszoligowego Chrobrego Głogów pomagają motywować zespół, ale aspektem, na który zwrócił uwagę jest też nauczenie ich swoich współpracowników oraz podopiecznych.

Ważne, żeby asystent też rozumiał model gry i dane, które wpływają na jego ocenę. Jeśli natomiast nauczysz tego zawodnika, doprowadzisz do sytuacji, w której on będzie miał świadomość, co oznaczają liczby, o których mówimy i będzie potrafił zinterpretować sytuację poprzez wideo, to będzie to największy sukces sztabu.

Przemysław Jasiński za moment przełomowy wskazuje natomiast chwilę, w której trener zda sobie sprawę, że nie trzeba bać się chaosu, bo to momentu chaosu mają kluczowe znaczenie w dzisiejszym futbolu. 

Zorganizowany chaos – do tego dążą trenerzy na zachodzie. Kontrola decyzji poprzez liczby – do tego z kolei dążą dobrze zarządzane kluby. Wreszcie są piłkarze, którzy coraz częściej patrzą na liczby jak na trampolinę do rozwoju, szansę na to, żeby lepiej rozumieć futbol i to, co da im przewagę na boisku.

Zupełnie nie dziwi, że ponad trzystu trenerów ruszyło do Wrocławia po taką wiedzę. Młodsi, starsi, początkujący i ci, którzy powoli się przebijają. Niedawno Dawid Płaczkiewicz mówił, że EkstraTrener to kopalnia talentów, przegląd najbardziej obiecujących szkoleniowców na rynku. Wielu z nich zaczynało jako prelegenci na takim kongresie. W czasach, gdy wciąż nie możemy liczyć na system, projekty takie jak ten czy Deductor skupiają ludzi, których trenerskie aspiracje zdają się być niepohamowane.

Przemysław Mamczak, Mariusz Kondak, Piotr Wawrzynów, Przemysław Jasiński, Łukasz Ocimek i Paweł Szymański na KWOSP

Przemysław Mamczak, Mariusz Kondak, Piotr Wawrzynów, Przemysław Jasiński, Łukasz Ocimek i Paweł Szymański na KWOSP

Łukasz Ocimek, z którym rozmawiałem przy okazji wizyty we Wrocławiu, żartował, że kiedyś kupował każde szkolenie Deductora, które tylko pokazało się na rynku. Za moment sam poprowadzi Raków Częstochowa, spróbuje zaszczepić w nim swoją wizję. Wielu innych skorzysta pewnie z inspiracji, które omawiał podczas kongresu. Trzeba wierzyć, że w ten sposób rusza machina, która pozwoli na szczebelek po szczebelku gonić piłkarski lepszy świat.

Tu jednak trzeba wrócić do wstępu Mariusza Kondaka. Żeby tak było, przesłanie muszą podłapać nie tylko ambitni trenerzy, ale i ludzie, którzy ich zatrudniają.

WIĘCEJ REPORTAŻY O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

SZYMON JANCZYK

fot. EkstraTrener, własne

5 komentarzy

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Betclic 1 liga

Reklama
Reklama