Lepiej w finale baraży nie grać ze Szwecją. To może być pułapka

Jakub Radomski

26 marca 2026, 08:00 • 9 min czytania 8

Reklama
Lepiej w finale baraży nie grać ze Szwecją. To może być pułapka

Gdy Jacek Magiera mówił, że wolałby grać mecz o mundial z Ukrainą, niektórzy byli zaskoczeni. Przecież Szwedzi jeszcze niedawno remisowali i przegrywali z Kosowem. Tyle że tamte fatalne wyniki brały się przede wszystkim z faktu, że w nie do końca przemyślany sposób wybrali selekcjonera, a ten nie chciał odpuścić kolejnych radykalnych pomysłów. Widocznie każdy miał, ma lub będzie miał swojego Fernando Santosa. Dziś Szwecja rośnie jako zespół i może przejść Ukrainę. – Jeżeli dojdzie do finału z Polską w Sztokholmie, szanse oceniam na 55 do 45 – mówi w rozmowie z Weszło szwedzki dziennikarz, zajmujący się kadrą. I tłumaczy, dlaczego.

Gdyby półfinał baraży Ukrainy ze Szwecją odbywał się, dajmy na to, w połowie października ubiegłego roku, faworyt byłby dość wyraźny i byliby nim nasi wschodzi sąsiedzi. Ukraińcy pokonywali wtedy w grupie eliminacyjnej do mundialu 5:3 na trudnym terenie Islandię, a Szwedzi po porażce 0:2 u siebie ze Szwajcarią, którą jeszcze można było zrozumieć, okazali się na własnym terenie gorsi również od Kosowa (0:1). Drużyna Serhija Rebrowa finiszowała na drugim miejscu, ustępując tylko Francji, a Szwedzi w swojej grupie zajęli ostatnią pozycję. Mało tego – nie wygrali żadnego meczu, mając za przeciwników Szwajcarię, Słowenię i Kosowo.

Piłkarska katastrofa.

Grudzień ubiegłego roku, Jacek Magiera jest gościem Bartosza Ignacika w „Turbokozaku”. Asystent Jana Urbana w reprezentacji Polski zostaje zapytany o to, z kim wolałby zagrać w finale baraży. Trenerzy w takich sytuacjach często odpowiadają dyplomatycznie, ale Magiera wypowiedział się tak: – Szwecja to pułapka. Wiadomo, że zdobyli tak mało punktów w eliminacjach, ale to jest indywidualnie świetny team, mający piłkarzy w lidze angielskiej. Ich wartość rynkowa jest ogromna. Losowanie okazuje się dobre, kiedy je przejdziesz, dlatego nie ma to dla mnie jakiegoś olbrzymiego znaczenia, ale myślę, że wolałbym Ukrainę niż Szwecję.

Reklama

Niektórzy byli zaskoczeni. Magiera nie chce grać z drużyną, którą ograło na wyjeździe Kosowo? Ale w piłce w kilka miesięcy wiele potrafi się zmienić. Na dziś wydaje się, że dla reprezentacji Jana Urbana, jeśli ta przejdzie Albanię, lepszym rywalem byliby Ukraińcy. Przyczyn jest kilka. Szwedzi wreszcie mają trenera, pasującego do tego zespołu. Choć obie drużyny przystąpią do półfinału mocno osłabione, wydaje się, że większe braki w składzie mają Ukraińcy. Poza tym – to akurat proste i logiczne – z Ukrainą zagralibyśmy na neutralnym terenie, a ze Szwecją do meczu doszłoby w Sztokholmie.

Wiecie, kiedy Polska ostatni raz wygrała na wyjeździe ze Szwecją? 28 września 1930 roku. Ernest Wilimowski miał wtedy 14 lat.

Szwedzi popełnili błąd, wybierając trenera. „Eliminacje okazały się tragedią”

My zatrudniliśmy Fernando Santosa, który miał w zasadzie wywalone na mieszkanie w Polsce i uważną obserwację wszystkich zawodników. Nie dbał też za bardzo o higienę osobistą. W przypadku Szwedów wielkim nieporozumieniem okazało się powierzenie sterów reprezentacji Jonowi Dahlowi Tomassonowi. Duńczyk, w przeszłości przecież bardzo dobry piłkarz, mógł się wydawać niezłym trenerem. W latach 2020-2021 pracował już w Szwecji: z Malmo wywalczył dwa mistrzostwa kraju oraz awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Później zatrudniło go Blackburn Rovers.

Jon Dahl Tomasson po porażce u siebie z Kosowem

Reklama

Jon Dahl Tomasson po porażce u siebie z Kosowem

Bilans Tomassona w Malmo: 91 spotkań i 1,87 punktu na mecz. Naprawdę przyzwoicie. Kiedy Duńczyk w 2024 roku objął reprezentację, na początku nie było tak źle: w dywizji C Ligi Narodów wygrał pięć spotkań i jedno zremisował. Ale, no właśnie, to była tylko dywizja C Ligi Narodów, a rywalami: Słowacja, Estonia i Azerbejdżan, prowadzony przez… Fernando Santosa, nieroba z Portugalii.

Sygnałem ostrzegawczym była porażka z Luksemburgiem w meczu towarzyskim, a później nastąpiły wspominane już eliminacje wstydu i żenujący bilans: najpierw remis ze Słowenią, a potem trzy przegrane, w tym dwie z Kosowem. Szwedzi byli na dnie, trzeba było reagować i działacze pożegnali Tomassona. Kibice go znienawidzili, a przed którymś ze spotkań pewien YouTuber zrobił tzw. „prank” i zamówił… złoty pomnik Tomassona, który ustawiono przy stadionie. To był śmiech przez łzy.

Ten człowiek objął naszą kadrę z ambicją, żeby zmienić to, jak gramy w piłkę. Przez lata charakteryzowało nas granie czwórką obrońców, najlepiej w ustawieniu 4-4-2, a tu przychodzi Tomasson, ustawia zespół w formacji 3-5-2, czasami 3-4-3 i oczekuje wysokiego, intensywnego pressingu. To się zupełnie nie udało, eliminacje okazały się tragedią. Piłkarze, w których Tomasson zaszczepiał nowe nawyki, atakowali w sposób, którego nie znali, i dostawaliśmy kontry od Kosowa i Słowenii, kończące się golami. A przecież to są zespoły, które Szwecja powinna łatwo pokonywać. Byliśmy totalnie zagubieni. Działacze wybrali Tomassona, bo osiągał bardzo dobre wyniki z Malmo, ale w piłce warto czasami patrzeć szerzej. On wtedy prowadził najlepszy zespół w Szwecji i jeden z najlepszych w Skandynawii, więc te rezultaty nie były aż takimi wielkimi osiągnięciami – analizuje w rozmowie z Weszło Michael Wagner, dziennikarz „Aftonbladet”.

Reklama

A Noa Bachner, piszący dla „Expressen” dziennikarz i autor książki o historii szwedzkiej piłki, dodaje: – Tomasson był człowiekiem, który skrajnie nie pasował do naszej drużyny narodowej. To było eksperymentowanie na żywym organizmie, zupełnie niezrozumiałe i niepotrzebne. Ta taktyka, sposób gry, to było coś szalonego, a do selekcjonera nie docierały argumenty, że trzeba wrócić do źródeł. On sprawił, ze zespół kompletnie zatracił pewność siebie.

W październiku ubiegłego roku Tomasson stracił pracę, a jego następcą został Graham Potter. Klucz w pewnym sensie był nieco podobny, bo zdecydowano się na człowieka, który w przeszłości, choć nie jest Szwedem, pracował z powodzeniem z tamtejszym klubem. Potter – Anglik, znany w swoim kraju głównie z prowadzenia i naprawdę imponującego ulepszenia Brighton (2019-2022), w latach 2011-2018 był trenerem FK Ostersunds.

Potrafił sięgnąć z tym zespołem po puchar kraju, a w sezonie 2017/2018 drużyna, która jeszcze ponad dwa lata wcześniej była na drugim szczeblu rozgrywek, świetnie radziła sobie w Lidze Europy. Najpierw doszła do fazy grupowej, eliminując m.in. Galatasaray. Tam dwa razy pokonała Zorię Ługańsk, wygrała i zremisowała z Herthą, potrafiła zremisować z Athletikiem Bilbao. Lepszy w 1/16 finału okazał się Arsenal, ale tamte wyniki sprawiły, że Potterem zainteresowały się kluby z silniejszych lig.

W 2018 roku objął Swansea, wielką robotę wykonał w Brighton, a potem odbił się od Chelsea, w której nie ogarniał totalnego transferowego chaosu i zarządzania szatnią. A teraz jest selekcjonerem Szwedów, który liczy najpierw na pokonanie Ukrainy, a w finale najprawdopodobniej Polski.

Reklama

Graham Potter przed meczem z Ukrainą

Graham Potter przed meczem z Ukrainą

Potter długo pracował w Ostersunds. Można powiedzieć, że zna szwedzką piłkę od podstaw. Nie ma radykalnego podejścia, jak Tomasson, do tego potrafi budować zespół. Z tego, co słyszę od piłkarzy, jest świetnym psychologiem, nawet trochę takim liderem mentalnym. Mówimy o nim, że jest bardziej szwedzki niż wielu z nas. Dobrze, że to on wkroczył do akcji po pożegnaniu z Tomassonem – opisuje Wagner.

Dziennikarz ocenia szanse w ewentualnym finale. „55 do 45 dla Polski”

Potter poprowadził Szwedów w dwóch spotkaniach. Żeby jednak nie było – na start dostał srogie lanie od Szwajcarów (było 4:1 dla Helwetów) i zremisował ze Słowenią. Zatem jeszcze nawet nie wygrał meczu. Forma Szwedów przed meczem z Ukrainą jest pewną niewiadomą, ale z tamtejszego obozu dochodzą informacje, że drużyna wygląda coraz lepiej. Spotkanie, do którego dojdzie w Walencji, będzie też meczem dwóch bardzo osłabionych zespołów. Ale na pytanie, u kogo braki wydają się być bardziej dotkliwie, większość ekspertów uważa, że w reprezentacji Ukrainy.

Reklama

Ostatni mecz Szwecja – Ukraina to 1/8 finału Euro 2020 i gol jeszcze nie tak znanego wtedy Artema Dowbyka w ostatnich sekundach dogrywki na wagę awansu do ćwierćfinału. Teraz napastnik nie zagra, bo jest kontuzjowany. Zabraknie też drugiego strzelca gola z tamtego spotkania – Ołeksandra Zinczenki, kontuzjowany jest również Mykoła Matwijenko. Do tego za kartki pauzują Rusłan Malinowski i Juchym Konopla. To potężne braki.

Szwecja? Tu brakuje przede wszystkim Alexandra Isaka i Dejana Kulusevskiego, dwóch z trzech najlepszych zawodników kadry. Obaj leczą urazy. Kontuzjowany jest Viktor Johansson, karierę w kadrze zakończył Robin Olsen, więc w bramce trzeba będzie postawić na gościa, który niedawno był „trójką” albo „czwórką”. Ale jednocześnie w pierwszym składzie zagrają Viktor Gyokeres z Arsenalu czy Anthony Elanga z Newcastle, który niedawno strzelił dwa gole Barcelonie w Lidze Mistrzów na Camp Nou. W środku pola pewne miejsce ma natomiast znany z Lecha Poznań Jesper Karlstrom, występujący w Udinese.

To obecnie nasza najlepsza „szóstka”. Po transferze z Lecha do Włoch stał się jeszcze lepszym zawodnikiem. Jest bardzo dojrzały w grze i świetnie zabezpiecza tyły – chwali go Bachner.

Viktor Gyokeres, gwiazda reprezentacji Szwecji

Reklama

Viktor Gyokeres, gwiazda reprezentacji Szwecji

Wagner w rozmowie z Weszło dodaje: – Lucas Bergvall z Tottenhamu jest w kadrze, ale długo nie grał. Hugo Larsson? Z jego zdrowiem też jest różnie. Ale wydaje mi się, że rywale mają jeszcze większe problemy. W obecnych okolicznościach szanse w spotkaniu z Ukrainą są równe. Ale jedno wiem na pewno: jeżeli nasz zespół przejdzie półfinał, dostanie wielki zastrzyk mentalny. Ta grupa, jeszcze pod wodzą kogoś takiego jak Potter, niesamowicie się podbuduje i może przełożyć to na finał w Sztokholmie, w którym, tak zakładam, przyjdzie zagrać z Polską.

Gdyby spojrzeć na całą historię spotkań, Szwedzi w ostatnich latach nie leżeli Polakom. Zaraz ktoś powie: „Ale przecież za Czesława Michniewicza wygraliśmy 2:0 mecz z nimi, który dał nam przepustkę do Kataru”. Zgadza się, ale obejrzyjcie sobie jeszcze raz tamto spotkanie. Michniewicz w swoim stylu świetnie ustawił Polaków pod mocniejszego rywala, ale do gola na 2:0 Piotra Zielińskiego to Szwedzi byli na boisku zespołem trochę lepszym. Polska zagrała dobrze, lecz miała też sporo szczęścia. Poprzednich sześć meczów Polaków ze Szwedami, od 1999 roku? Za każdym razem przegrywaliśmy.

Pytam moich rozmówców, jak oceniliby szansę, gdyby do kolejnego starcia obu drużyn doszło we wtorek w Sztokholmie i stawką znów byłby awans na mundial.

Reklama

Bachner: – Szanse będą równe. Może Polska jest trochę silniejsza na papierze, ale rok 2022 pokazał, jak duże znaczenie ma w takich momentach atut własnego boiska i fanatyczni kibice.

Wagner: – Polska ma trochę lepszą drużynę. Może nawet nie tyle lepszą, co będącą o krok albo i dwa z przodu, jeśli chodzi o rozwój. Analizowałem, jak wielu waszych piłkarzy gra w pierwszych składach swoich drużyn. Macie Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. Ale jeśli Szwecja wyeliminuje Ukrainę, ci zawodnicy uwierzą, że mogą napisać piękną historię. Przejść z piekła do piłkarskiego nieba. No i zagrają w Sztokholmie, dopingowani przez fanów, którzy znów uwierzą w reprezentację. Myślę, że dałbym takie 55 do 45 dla Polski.

Pozostaje mieć nadzieję, że Graham Potter nie okaże się czarodziejem, który niesamowicie odmieni Szwedów. Dla nich te baraże mogą być czymś założycielskim. Tak jak dla Adama Nawałki był to słynny mecz z Niemcami.

JAKUB RADOMSKI

Reklama

Fot. Newspix.pl 

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:

8 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026