Lazio w półfinale, Sarri uśmiechnięty, a Bologna nie obroni trofeum

Marcin Ziółkowski

11 lutego 2026, 23:45 • 3 min czytania 0

Lazio w półfinale, Sarri uśmiechnięty, a Bologna nie obroni trofeum

Adrian Przyborek jeszcze nie doczekał się minut od Maurizio Sarriego, ale zwiększyły się szanse na jego pierwsze seniorskie trofeum. Lazio z Polakiem na ławce pokonało po rzutach karnych Bolognę z Łukaszem Skorupskim w składzie. Po 90 minutach było 1:1. Zespół z regionu Emilia Romania nie obroni wywalczonego rok temu trofeum.

Reklama

Znów w przegrywającym zespole zawiodły gwiazdy – tym razem Lewis Ferguson i Riccardo Orsolini. Czy to nieuchronny koniec Vincenzo Italiano? Na to się zanosi.

Okoliczności meczu

W ostatnim ćwierćfinale Pucharu Włoch spotkały się dwie drużyny będące w kryzysie. Bologna wygrała jedynie raz w ostatnich dwunastu meczach Serie A. Do tego – ekipa z regionu Emilia Romania zachowała tylko jedno czyste konto na ostatnich 19 spotkań. Mogły się przypomnieć mroczne czasy pod tym względem, gdy funkcję trenera pełnił nieżyjący już Sinisa Mihajlović. Wtedy czekano na czyste konto ponad 40 meczów.

Reklama

Lazio po letnim embargo transferowym i szybkiej sprzedaży zimą dwóch ważnych piłkarzy (Castellanos, Guendouzi) – nie zachwycało pod kątem nowych nabytków. Przybył m.in. Adrian Przyborek czy Petar Ratkov. Kibice sprzeciwiają się tego typu wzmocnieniom, bowiem chcą realnych wzmocnień na teraz, a nie prospektów, na których „trzeba poczekać”. Przed pucharowym starciem w Bolonii – wygrali tylko dwukrotnie w dziewięciu spotkaniach.

Przełamanie Castro, nieskuteczność gospodarzy

Długo w pierwszej połowie na boisku dominowała Bologna. Gospodarze byli bardzo nakręceni, aby zerwać z demonami, które ciągle prześladowały ich formę. Nicolo Cambiaghi najpierw trafił w Ivana Provedela, a następnie w poprzeczkę. Brakowało skuteczności, ale do czasu.

W 30. minucie doszło do zmiany wyniku. Po dośrodkowaniu w pole karne sprytem wykazał się Santiago Castro, który był ustawiony przy bliższym słupku. Uprzedził on Mario Gilę i uderzył piłkę głową z bardzo bliskiej odległości. Ta trafiła Hiszpana w nogę i wpadła do siatki. Był to trzeci gol Argentyńczyka w 2026 roku, a pierwszy od blisko miesiąca.

 

Kilka minut później doskonałą okazję miał Daniel Maldini. Syn legendy Milanu otrzymał świetnie podanie z rzutu wolnego od Pedro Rodrigueza, które przeleciało nad murem. Fantastyczną interwencją popisał się za to Łukasz Skorupski.

Na krótko przed przerwą, utytułowany Hiszpan musiał opuścić boisko z urazem. Prawdopodobnie podkręcił on sobie kostkę. Opuszczał murawę wspierany przez dwóch klubowych lekarzy. Stadio Renato Dall’Ara pożegnał cenionego zawodnika brawami.

Lazio prawdopodobnie oglądało mecz Napoli – Como, bowiem tak jak i piłkarze z południa – trafili krótko po przerwie. Adam Marusić świetnie rozrzucił piłkę do Fisayu Dele-Bashiru, a ten z kolei sprezentował okazję Tijjaniemu Noslinowi. Holenderski zmiennik Pedro wyrównał.

Bologna znów była nieskuteczna, choć miała wiele okazji. Za wiele do gry nie wniósł Federico Bernardeschi. Rzymianie byli cierpliwi i dotrwali do karnych.

Los ich nagrodził. Ivan Provedel, którego babcia mieszkała w Związku Radzieckim przy tej samej ulicy co wielki Lew Jaszyn, obronił rzut karny Lewisa Fergusona. Riccardo Orsolini z kolei nie trafił w bramkę, niczym dzień wcześniej Romelu Lukaku.

Oznacza to, że przy bezbłędnym występie Rzymian w konkursie jedenastek – Bologna odpadła z rozgrywek i nie powtórzy wielkiego sukcesu sprzed roku. Posada Vincenzo Italiano jest już poważnie zagrożona.

Lazio, które swoim rezultatem wywołało nawet uśmiech na twarzy Maurizio Sarriego – w półfinale podejmie Atalantę Nicoli Zalewskiego. Zwycięzca tego dwumeczu w finale w Rzymie podejmie Inter lub Como.

Bologna – Lazio 1:1, karne 1:4

  • 1:0 – Santiago Castro – 30. minuta
  • 1:1 – Tijjani Noslin – 48. minuta

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama