Mistrzowie świata dali lekcję Chorwatom. Najniższy wymiar kary

Marcin Długosz

29 września 2026, 22:42 • 3 min czytania 2

Reklama
Mistrzowie świata dali lekcję Chorwatom. Najniższy wymiar kary

Wtorkowy wieczór z Ligą Narodów przyniósł mecz Hiszpanii z Chorwacją w Sewilli. Ekipa Luisa de la Fuente raz jeszcze potwierdzili, że są po prostu najlepsi na świecie. Tym razem dali lekcję futbolu gościom z Bałkanów, pokonując ich 4:1 (2:1).

Reklama

W pierwszej kolejce obie drużyny święciły triumfy. Hiszpanie ograli 3:2 Anglików na Wembley, a Chorwaci wygrali 2:1 w Czechach. Triumf ekipy Slavena Bilicia nie byłby możliwy, gdyby nie między innymi piękny gol Luki Modricia. Wielki lider chorwackiej drużyny przy okazji swego powrotu na hiszpańską ziemię zasiadł jednak na ławce rezerwowych.

Zespoły wyszły na boisko i nie minęło 80 sekund, a gospodarze już cieszyli się z prowadzenia. Marc Cucurella podał z lewego skrzydła bliżej środka boiska do Alexa Baeny, ten z kolei rozciągnął do wbiegającego w pole karne Lamine Yamala, a gwiazda Barcelony strzałem lewą nogą nie dała szans swojemu klubowemu koledze, Dominikowi Livakoviciowi.

Reklama

Dosłownie chwilę później Hiszpanie mogli prowadzić już dwiema bramkami, ale tym razem Livaković sparował strzał Baeny. Goście byli w sporych opałach. Właściwie nie byli w stanie opuścić własnej połowy, a ekipa De la Fuente raz po raz kręciła się w pobliżu ich pola karnego. I gdy wydawało się, że kolejny gol dla mistrzów świata jest tylko kwestią czasu, ni stąd, ni zowąd zaatakowali Chorwaci.

Tuż przed upływem pół godziny gry nieśmiertelny Ivan Perisić dośrodkował z lewej flanki, a słabiutkie krycie Deana Huijsena wykorzystał Dion Beljo, który głową pokonał Unaia Simona. Raptem kilka chwil później podrażniona Hiszpania znów jednak odpowiedziała. Tym razem Yamal wystąpił w roli asystenta i ułożył do tego swojej drugiej nogi, prawej, a jego centrę główką wykończył Marc Pubill.

Reklama

Do przerwy Hiszpanie prowadzili 2:1, choć do siatki trafił jeszcze Mikel Oyarzabal, ale dobijając strzał po obronie Livakovicia znajdował się na spalonym.

W drugiej połowie początkowo Chorwaci próbowali jeszcze rozgrywać piłkę i poszukać jakiejś szansy, ale nie prowadziło to do żadnego celnego strzału. A w 63. minucie wszystkie wątpliwości rozwiali gospodarze. Yamal – niekwestionowany numer jeden tego spotkania – wpadł w pole karne z prawej strony i lewą nogą po krótkim słupku zaskoczył słabo ustawionego Livakovicia.

Prowadzenie mistrzów świata 3:1 sprawiło, że końcowe fragmenty spotkania były już dużo spokojniejsze. Najlepsza drużyna ostatniego mundiala nie szarpała już zbytnio o kolejne gole, a goście z Bałkanów nie mieli zbytniej wiary w odwrócenie scenariusza. Na dziesięć minut przed końcem w Sewilli zrobiło się jeszcze na chwilę bardzo przyjemnie – na boisko wszedł Modrić, a wielkiego mistrza cały stadion nagrodził owacją na stojąco.

Tuż przed końcem meczu natomiast, kropkę nad „i” w kwestii hiszpańskiego triumfu postawił Nico Williams. Wpadając w pole karne skutecznie wykorzystał pojedynek oko w oko z Livakoviciem. Hiszpanie odnieśli całkowicie zasłużony triumf nad Chorwatami. I choć okazały, to przy odrobinie szczęścia i tak mógł być wyższy.

Reklama

Cóż – najlepsza drużyna świata w tym momencie jest po prostu poza zasięgiem innych.

Hiszpania – Chorwacja 4:1 (2:1)

1:0 – Yamal 2′

1:1 – Beljo 28′

2:1 – Pubill 31′

3:1 – Yamal 63′

4:1 – Williams 89′

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne reprezentacje

Reklama