Niels Frederiksen przyzwyczaił dziennikarzy i kibiców, że pytany na konferencjach prasowych o rywali lubi odpowiadać „przede wszystkim skupiamy się na sobie”. W przypadku starcia z KuPS Duńczykowi w zasadzie… nic innego nie pozostaje. Zespół z Finlandii przeszedł bowiem w ostatnim czasie tak poważne zmiany, że jego gra jest jedną wielką niewiadomą.
To niby tylko kilka tygodni, ale Kuopion Palloseura z końcówki 2025 roku a ten z początku 2026 roku to dwie różne drużyny. Pierwsza to mistrz kraju, który wywalczył awans do fazy play-off Ligi Konferencji i potrafił urwać na wyjeździe punkty Crystal Palace. Na co stać tę drugą? Na razie ciężko to ocenić. Raz, że sezon ligowy w Finlandii jeszcze nie ruszył (KuPS rozegrał co prawda trzy mecze w pucharze ligi, ale o tym później), dwa, że zespół zimą przeszedł gigantyczną przebudowę.
KuPS przeszedł olbrzymie zmiany zimą
Gdy miesiąc temu po losowaniu par 1/16 Ligi Konferencji pytaliśmy eksperta od fińskiej piłki, Mateusza Dubiczeńkę, o aktualną sytuację w KuPS, ten nie miał wątpliwości, że niewiele przemawia na korzyść ekipy z Kuopio w rywalizacji z mistrzem Polski.
– Patrząc na to, w jakiej sytuacji znalazł się mistrz Finlandii, Lech jest zdecydowanym faworytem. Myślę, że Jagiellonia miała znacznie więcej problemów, niż Lech będzie miał w lutym. KuPS jest przetrzebiony odejściami kluczowych zawodników i dodatkowo zmianą trenera. Postawienie na szkoleniowca, który niekoniecznie był wyborem numerem jeden jest dużym zaskoczeniem dla ekspertów w Finlandii – mówił Dubiczeńko w rozmowie z Wojciechem Pielą w WeszłoTV.
No właśnie – gdy w listopadzie KuPS mierzył się w Białymstoku z Jagiellonią w fazie ligowej, na boisku duet stoperów tworzyli Samuli Miettinen i Ibrahim Cisse, za środek pola odpowiadali Doni Arifi i Jaakko Oksanen, a w ataku biegali Piotr Parzyszek i Mohamed Toure. Tej szóstki już w klubie nie ma, podobnie jak kilku innych ważnych zawodników.

Piotr Parzyszek w barwach KuPS
Taki już los drużyny z ligi, która gra systemem wiosna-jesień, że wielu zawodnikom z końcem roku wygasły kontrakty, a kilku po dobrym sezonie zostało wypatrzonych przez inne kluby. Faza pucharowa w Europie to wówczas właściwie kompletnie nowe rozgrywki. Klub rzecz jasna nie pozostał w tej sytuacji bierny, zareagował na odejścia wzmocnieniami (ściągnął między innymi Gustava Engvalla z Miedzi Legnica), wykorzystał zresztą do zera limit nowych zawodników, których może zgłosić do Ligi Konferencji. Tak już w piłce bywa, Jagiellonia też doświadczyła latem małej rewolucji kadrowej, ale Adrian Siemieniec był w stanie poukładać drużynę z nowymi zawodnikami tak, że wielkiej różnicy nie dało się odczuć.
Tylko że KuPS pożegnało też szkoleniowca. Jarkko Wiss w ciągu roku od objęcia zespołu zdobył mistrzostwo kraju i wywalczył historyczny awans do Ligi Konferencji, ale i tak ogłosił, że odchodzi z klubu… już przed starciem z Jagiellonią. Właścicielowi KuPS, Ari Lahtiemu w momencie zatrudniania Wissa nie przeszkadzała afera z udziałem szkoleniowca (miał molestować pracownicę swojego poprzedniego klubu na imprezie z okazji zakończenia sezonu), ale pod koniec roku miał już po dziurki w nosie jego trudnego charakteru.
Miejsce Wissa zajął Miika Nuutinen – szkoleniowec, owszem, z doświadczeniem z pracy w klubie z fińskiej czołówki i w europejskich pucharach (eliminacjach), ale niezwykle świeżym – zawiera się ono w trwającej od maja do grudnia 2025 roku przygodzie w HJK Helsinki. Nie była to przygoda imponująca – w lidze skończyło się na piątym miejscu (sezon zakończył serią dziewięciu meczów bez zwycięstwa), wcześniej w eliminacjach do Ligi Konferencji zespół zatrzymał się już na drugiej rundzie po porażce z zawsze groźną Ardą Kyrdżali. Ale trofeum Nuutinen zdobył – wygrał z HJK Puchar Finlandii. W finale pokonał… KuPS.
Najgroźniejsza broń Finów? Sztuczna murawa
Po lekturze powyższych akapitów może się wydawać, że dla Lecha zwycięstwo w czwartkowym meczu powinno być w zasadzie formalnością. Niekoniecznie. Abstrahując od tego, że nowi zawodnicy zwyczajnie mogą się okazać strzałami w dziesiątkę, a nowy trener szybko stworzy z nich zgrany zespół, w pierwszym meczu ekipa z Kuopio będzie miała po swojej stronie jeden istotny argument.
– KuPS na pewno jest w dużo lepszej dyspozycji, kiedy gra mecze w Finlandii. To dla nich duża przewaga. Byłaby jeszcze większa, gdyby grali u siebie, ale w pucharach grają w Tampere. Nie tylko KuPS, ale też Ilves, które gra na tym stadionie pokazywało w eliminacjach europejskich pucharów – nawet z mocnymi rywalami jak AZ Alkmaar – że ta sztuczna murawa, te fińskie warunki są ciężkie dla drużyn zza granicy. To będzie jakiś atut i wyzwanie dla Lecha – mówił w WeszłoTV Dubiczeńko.
We wspomnianym przez niego meczu AZ uległo Ilves 4:5, co rzeczywiście może stanowić przykład lepszej postawy fińskich drużyn na własnym terenie. W rewanżu w Holandii AZ sprało bowiem rywala 5:0. KuPS – licząc eliminacje – w tym sezonie w pucharach przegrało tylko jeden domowy mecz – z FC Midtjylland, rewelacją Ligi Europy. Na wyjazdach przegrywał częściej, bo trzykrotnie – z Kajratem Ałmaty, Midtjylland i Jagiellonią.

Niels Frederiksen, trener Lecha Poznań
Zresztą, z atutu sztucznej murawy korzystają nie tylko w Finlandii i krajach skandynawskich. Na tego typu podłożu Lech zaliczył największą wpadkę ubiegłego roku w starciu z Lincoln Red Imps z Gibraltaru. To oczywiście nie była jedyna przyczyna klęski Kolejorza w tamtym spotkaniu (choć zaznaczmy, że u siebie Lincoln nie przegrał ani jednego spotkania w fazie ligowej), natomiast to żadna tajemnica, że lechici gry na sztucznej murawie zwyczajnie nie lubią.
Jeszcze przed losowaniem trener Niels Frederiksen nie krył, że właśnie z tego powodu wolałby nie trafić na KuPS.
– Wiemy, że jeśli zmierzymy się z drużyną fińską, zagramy tam na sztucznej murawie. Tego niekoniecznie bym chciał, więc może wolałbym tę drugą drużynę – mówił w styczniu trener Lecha.
Całkowicie szczery w tej kwestii był też obrońca mistrza Polski, Mateusz Skrzypczak, który przyznał wprost: „ma to ogromne znaczenie”.
Forma KuPS to zagadka. Ale Lech też dał się zaskoczyć na starcie
Drużyna z Kuopio zagrała w ciągu ostatnich tygodni trzy spotkania w ramach rozgrywek o puchar ligi (zanotowała zwycięstwo i dwie porażki). To niby mecze o stawkę, a nie sparingi, ale nie wygląda, by rywal Lecha podszedł do nich na takim stopniu zaangażowania, jaki zaprezentuje w czwartek. W drugim z wymienionych spotkań, z SJK, zespół wystąpił w składzie złożonym z młodzieżowców z akademii. Pierwszy zespół trenował wtedy na obozie w Hiszpanii.
Lech z kolei, mimo że w teorii powinien być mocniejszy niż jesienią – do gry po długiej przerwie wrócił Patryk Walemark – zaliczył na starcie rundy bolesny falstart w postaci porażek z Lechią i Piastem. Kolejorz nie musiał wyjeżdżać do Finlandii, by ostra zima dała mu się we znaki – Niels Frederiksen przyznał, że boiska w Polsce są w takim stanie, że preferowana przez Lecha gra oparta na rozgrywaniu piłki od tyłu niekoniecznie jest w tych warunkach dobrym rozwiązaniem. Po trudnym początku mistrz Polski jednak wziął się w garść i dwa kolejne spotkania wygrał. Również dzięki temu, że w trudnych momentach upraszczał swoją grę.
Paradoksalnie mroźna polska zima może więc w pewien sposób pomóc polskiemu zespołowi – minusowe temperatury w Finlandii nie będą dla niego żadną nowością. Pozostaje liczyć, że po blamażu na Gibraltarze wie już też jak sobie poradzić z tą nieszczęsną sztuczną murawą.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Rywal Lecha Poznań w Lidze Konferencji sprzedał napastnika
- Rywal Lecha w Lidze Konferencji ściągnął piłkarza Miedzi
- Jagiellonia ma to, co chciała. Lech musi awansować [KOMENTARZ]
Fot. Newspix