To idealny następca Mrozka. „Może grać na najwyższym poziomie”

Mikołaj Duda

07 stycznia 2026, 11:09 • 15 min czytania 35

Potwierdziły się wcześniejsze doniesienia Weszło: Lech Poznań ogłosił pierwszy transfer w zimowym okienku. Na zasadzie półrocznego wypożyczenia z opcją wykupu szeregi mistrza Polski zasilił Plamen Andreev. Bułgar ma podnieść rywalizację o miejsce między słupkami i zmusić Bartosza Mrozka do jeszcze cięższej pracy, ale plany wobec 21-latka są bardziej ambitne. W przyszłości to on ma być jedynką Kolejorza.

To idealny następca Mrozka. „Może grać na najwyższym poziomie”
Reklama

Andreev to „mieszanka” młodości i doświadczenia. Pewności siebie i problemów mentalnych. Trudnego charakteru i wzoru profesjonalisty. Kontrowersyjnych wypowiedzi i godnych pochwały społecznych zachowań. To skrajności, które skrywają pod sobą uzdolnionego bramkarza, ściągniętego idealnie pod styl gry mistrza Polski. 21-latek ma możliwości, by zapewnić Lechowi spokój między słupkami na kilka następnych lat.

Reklama

Plamen Andreev w Lechu Poznań. Kim jest nowy bramkarz mistrza Polski?

Plamen Andreev to bramkarz, który pod względem swojego profilu jest wręcz idealnie dopasowany do stylu gry preferowanego przez Lecha Poznań. I to już kolejny dowód, że praca działu skautingu przy Bułgarskiej stoi na niezwykle wysokim poziomie.

– Najbardziej odpowiada mu gra w takiej drużynie, jak Racing Santander (spędził tam ostatnie pół roku – przyp.red). Zespół, grający od tyłu i utrzymujący dość wysoko ustawioną linię obrony, pozwoliłby mu najlepiej pokazać swoje atuty. To nowoczesny bramkarz, który czuje się komfortowo w roli ostatniego obrońcy i potrafi wykorzystać grę nogami – mówi w rozmowie z Weszło Pablo Puente, który – jak o sobie mówi – jest hiszpańskim dziennikarzem, najlepiej znającym Bułgara.

Dokładnie kogoś takiego potrzebuje między swoimi słupkami Lech. Zespół Nielsa Frederiksena gra w wyżej opisany sposób – budując akcje od tyłu, a po stracie piłki wysokim pressingiem z wysoko ustawioną linią obrony. Zatem ten transfer to nie przypadek. To efekt ciężkiej i efektywnej pracy, by znaleźć takiego zawodnika, który będzie pasował do stylu gry zespołu.

Jak wynika z informacji Weszło, w Lechu mają przekonanie, że w obu wymienionych aspektach Andreev przewyższa umiejętnościami Mrozka. Przy transferze znaczenie miały także bardzo dobre warunki fizyczne Bułgara (192 cm). Za inne atuty golkipera uznano refleks oraz zachowanie w sytuacjach sam na sam z napastnikiem.

– Plamen Andreev jest odważny. To bramkarz, który lubi grać piłką nogami, jest pewny siebie i bardzo dobrze wyszkolony technicznie. To także golkiper, który potrafi wyjść z bramki, przejąć piłkę i grać wysoko, jako ostatni obrońca. Przy dośrodkowaniach i rzutach rożnych również wychodzi z bramki i jest mocny w grze w powietrzu – dodaje dziennikarz lokalnego radia ARCO FM, działającego na terenie miasta Santander.

Andreev, jak na 21-letniego bramkarza, ma już zebrane spore doświadczenie. Swój debiut w seniorskiej piłce zaliczył w wieku 16 lat, a do momentu transferu zaliczył blisko 90 występów w barwach Levskiego Sofia – część z nich w roli kapitana. Na koncie ma pozytywne doświadczenia, jak zwycięstwo w pucharze Bułgarii, ale też bardziej bolesne lekcje, jak nieudana roczna przygoda w Feyenoordzie Rotterdam. Jest też chwalony za bardzo profesjonalne podejście, ciężką prace na treningach, zwłaszcza na siłowni oraz dobre relacje z kolegami.

21-latek dysponuje potencjałem, którego z kilku względów nie był w stanie uwolnić po wyjeździe z kraju. W innym przypadku do Polski raczej by nie trafił. Wciąż ma jednak pole do rozwoju i przy dobrym obrocie spraw w przyszłości naturalnie – bardzo możliwe, że już w lecie – zastąpi Bartosza Mrozka.

Plamen Andreev

– Bardzo się cieszę, że Plamen otrzyma świetną szansę, by rozwijać swoje umiejętności. Ma ogromny potencjał. Może grać na najwyższym poziomie w światowym futbolu – mówił tuż po transferze swojego golkipera do Feyenoordu Stanisław Genczew, ówczesny trener Levskiego.

Mam wrażenie, że ma sporo dobrych cech i jeśli się poprawi w kilku aspektach to będzie dawał zespołowi poczucie bezpieczeństwa i będzie się dalej rozwijał – twierdzi Puente i dodaje, w jakich aspektach Andreev mógłby być lepszy: – Uważam, że czasami powinien zachować więcej spokoju i lepiej oceniać sytuacje, zamiast od razu wybijać piłkę daleko. Nie był wybitnym bramkarzem w graniu na linii. Przede wszystkim oczekiwałbym od niego częstszego pewnego łapania piłki w ręce i ograniczenia tworzenia rywalom sytuacji do dobitki. 

W Lechu uważają, że problemy Andreeva z nie do końca pewnym chwytem piłki nie były wyraźnymi błędami, a grę na linii oceniono jako solidną. Za aspekty wymagające poprawy uznano skoczność oraz zwinność.

– Na pewno to bramkarz z potencjałem na grę na wysokim poziomie, jednak łatwiej byłoby to ocenić, gdybyśmy w Holandii widzieli go częściej w grze – przekonuje Damian Maszycki, prowadzący stronę Feyenoord24.

Wygrany puchar w Bułgarii, najłatwiejszy mecz w karierze, opaska kapitańska i ośrodek dla trudnej młodzieży

Plamen Andreev swojej szansy w Levskim doczekał się niezwykle szybko. Już jako 16-latek był zmiennikiem w lidze dwa razy starszego Nikolaja Mihajlowa, a w krajowym pucharze stał się dla trenera pierwszym wyborem. Wtedy ujawnił się wyrazisty charakter Bułgara, który dawał mu dużą pewność siebie w poczynaniach. Dostrzegł to Stanimir Stoiłow, który wyznaczył bramkarza kapitanem na mecze pucharowe. Okazało się to strzałem w dziesiątke. Andreev doprowadził swój zespół do triumfu w całych rozgrywkach. W finale zachował nawet czyste konto, a było to spotkanie derbowe – z CSKA Sofia – obarczone wielką presją.

To był mój najłatwiejszy mecz w karierze – mówił 17-letni Andreev po wygranym finale pucharu Bułgarii. Kontrowersyjnych wypowiedzi, wypełnionych pewnością siebie w następnych latach, będzie miał jeszcze co najmniej kilka.

Świetna postawa w pucharze i odrobina szczęścia pozwoliła mu dostać szansę także w lidze. Dwukrotnie zmieniał między słupkami kontuzjowanego Mihajlowa. Sezon kończył już jako kapitan w starciu z Łudogorcem, który po raz kolejny z rzędu wywalczył krajowe mistrzostwo.

– Zdobycie pucharu mnie nie zadowala, a wręcz motywuje jeszcze bardziej. Moim celem jest, aby drużyna zakwalifikowała się do fazy grupowej Ligi Konferencji i pokazała, że Levski potrafi rywalizować i dominować nad zespołami w Europie – twierdził Bułgar przed startem kolejnego sezonu.

Kampanie 2022/23 zaczął znów jako rezerwowy, przez co tylko z ławki rezerwowych obserwował jak jego zespół sensacyjnie eliminuje PAOK Saloniki, tylko po to, by w następnej rundzie równie niespodziewanie odpaść z Hamrun Spartans. Klęska z maltańskim zespołem to dla Andreeva był przełom. Już na stałe wskoczył do bramki i – z wyjątkiem jednego meczu – miejsca do końca sezonu już nie oddał. W 35 meczach – i to z opaską kapitańską na ramieniu – na wszystkich frontach zaliczył aż 22 czyste konta! Po zakończeniu sezonu został uznany za najlepszego młodego piłkarza w Bułgarii.

Andreev w wolnym czasie potrafił też zrobić coś godnego pochwały. Przerwę świąteczną w 2022 roku wykorzystał na odwiedzenie ośrodka dla trudnej młodzieży, mieszczącego się w Rakitowie. Piłkarz spotkał się z 53 wychowankami, którym sprawił sporą radość, choćby wręczając drobne prezenty. W trakcie swojej wizyty starał się zmotywować ich do zmiany życia na lepsze, poprzez uprawianie sportu. Na koniec stoczył też kilka pojedynków w tenisa stołowego.

Fot. Levski SofiaFot. Levski Sofia

Andreev w Levskim, był niezwykle pewny swego. Dla Bułgara nie straszna była rywalizacja ze znacznie bardziej doświadczonym konkurentem. Bez większych ogródek mówił o niej podczas przygotowań do startu rundy wiosennej, wiedząc że na tamtem moment jego akcje stoją znacznie wyżej niż doświadczonego Michajlowa.

– Niki też powiedział, że konkurencja między nami jest korzystna. Ostatecznie trener zdecyduje, kto będzie grał. Lubię brać odpowiedzialność na siebie, to nie problem. Niki jest w niesamowitej formie fizycznej – mówił pewny siebie nowy bramkarz Lecha o rywalizacji z 16 lat starszym Nikolajem Mihajlowem.

Pierwsza fala krytyki i chwilowe odsunięcie od składu. „Budują cię ci, którzy cię niszczą”

Nowy sezon dla 18-letniego golkipera przyniósł dwie zmiany – nowym trenerem został Nikolaj Kostow, który podjął decyzję o odebraniu opaski młodemu kapitanowi. Z perspektywy czasu to mógł być jeden z głównych czynników, tego co miało wydarzyć się w następnych miesiącach. Andreev z zachwianą pewnością siebie to nie ten sam zawodnik, co gdy jest ciągle boostowany i dowartościowywany.
Boiskowa forma Bułgara była niższa niż od prezentowanej jeszcze w poprzednich rozgrywkach. Zaczęły pojawiać się pierwsze głosy krytyki, a apogeum nastąpiło dopiero w październiku, w trakcie przerwy reprezentacyjnej. Zaliczył bardzo nieudany mecz w kadrze młodzieżowej przeciwko rówieśnikom z Niemiec. Youssoufa Moukoko popisał się hat-trickiem na wagę zwycięstwa, a wina za porażkę spadła właśnie na Andreeva, który po spotkaniu ewidentnie nie mógł poradzić sobie z własnymi emocjami, czego dał upust w mediach społecznościowych.
Budują cię ci, którzy cię niszczą – napisał na swoim instagramowym koncie.
Spadek formy okazał się dla Andreeva znaczący także w drugi sposób. Trener zdecydował odsunąć go od składu na dwa kolejne mecze. Wraz z początkiem listopada co prawda między słupki wrócił, ale w dalszym ciągu nie prezentował się tak, jak do tego przyzwyczaił sezon wcześniej.
W kwietniu sytuacja się powtórzyła. Nikolaj Kostow postanowił przetestować rok starszego Iwana Andonowa. Po dwóch porażkach z rzędu trener wycofał się z tego eksperymentu i do końca sezonu miejsce w bramce zajmował już Andreev, jednak jego pozycja nie była zbyt pewna, o czym przekonał się już na starcie następnej kampanii.

Szczęście w nieszczęściu i transfer. Kontuzje sprzymierzeńcem Andreeva

W Levskim doszło do kolejnych zmian. Do klubu trafił nowy trener, Stanisław Genczew, a wraz z nim bramkarz Matej Marković. W trakcie przygotowań Chorwat wygrał rywalizację i w pierwszej ligowej kolejce to on zajął miejsce między słupkami. Właśnie wtedy do Plamena Andreeva uśmiechnęło się szczęście. Jego konkurent tuż po swoim debiucie nabawił się urazu.
Bułgar nie zawahał się skorzystać z szansy, jaką dostał od losu. W pięciu meczach zachował cztery czyste konta, stracił zaledwie jedną bramkę, w końcu zaczął przypominać starego-dobrego siebie i na koniec lata już był piłkarzem Feyenoordu Rotterdam, który na opcję do zwiększenia rywalizacji wśród bramkarzy wydał 1,2 miliona euro.
Jak myślicie, jak Andreev zareagował na transfer do – bądź co bądź – europejskiego giganta? Oczywiście, że tak – wystrzałem pewności siebie: Konkurencja jest tam dość poważna, ale myślę, że mnie znacie – nie poddam się bez walki  – mówił po transferze, czym zasugerował że nie boi się rywalizacji i szybko dorówna poziomowi nowym konkurentom.
19-letni golkiper, zanim na dobre poznał nowych kolegów, to jeszcze na chwilę wrócił do kraju. Było to spowodowane zgrupowaniem młodzieżowej reprezentacji przed meczem z Polską. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Biało-Czerwonych 3:1, a Andreev przyglądał się temu z perspektywy ławki rezerwowych.
Rzeczywistość dla nowego zawodnika Lecha okazała się dość brutalna. Feyenoord poszukiwał tylko zabezpieczenia niewielkim kosztem w razie kontuzji Justina Bijlowa. Transfer na zasadzie: młody Bułgar za dość małe pieniądze, z niezłym potencjałem na rozwój, a nuż się uda i trafimy w dziesiątkę.

Justin Biljow obok Plamena Andreeva (w tle Jakub Moder)
– Przyczyną jego transferu były ciągłe problemy zdrowotne Bijlowa. Feyenoord musiał wcześniej niż później szukać bramkarza, bo nawet jak Bijlow grał, to każdy wiedział, że zaraz może mu się coś przytrafić. I tak się faktycznie regularnie działo. Niemniej, na nieszczęście dla Andreeva, drugi bramkarz Timon Wellenreuther ma bardzo dobre zdrowie i gdy do bramki już wchodził, to miejsca nie oddawał. Zdrowy Bijlow prezentował się znakomicie. Gdy doznał kontuzji, wskakiwał Niemiec, który prezentował się jeszcze lepiej. I tak na zmianę. Andreev to była inwestycja w potencjał młodego zawodnika ze sporym doświadczeniem na profesjonalnym poziomie – mówi Damian Maszycki, prowadzący stronę Feyenoord24.
Jak widać, los raz ci daje, a raz zabiera. Problemy zdrowotne Mateja Markovicia oraz Justina Bijlowa doprowadziły Andreeva do Feyenoordu, jednak gdy przyszło decydujące starcie z Timonem Wellenreutherem, to Niemiec wykazał się nienagannym zdrowiem i wysoką formą. Andreev mecze Ligi Mistrzów oglądał z trybun, bądź sprzed telewizora, bowiem nie zdążono go zgłosić, a w lidze stał się etatowym rezerwowym.

Wiele miesięcy oczekiwania i katastrofalny debiut. Andreev zmarnował jedyną szansę na grę w Feyenoordzie

Dla Andreeva dobrym prognostykiem na przyszłość była końcówka pierwszego półrocza spędzonego w Holandii. W końcu doczekał się debiutu. Co prawda były to trzy mecze w zespole juniorskim, ale wciąż lepsze to, niż nic. Pomoc nadeszła także z ojczyzny. 20-latek odebrał nagrodę dla Piłkarza Roku Bułgarii w kategorii największego progresu poczynionego, w przeciągu 12 miesięcy.
Skutek? Kolejna wypowiedź emanująca sporą pewnością siebie: – Jestem bardzo szczęśliwy, zdecydowanie. Bramkarzowi niezwykle trudno jest zdobyć taką nagrodę, ponieważ wiem, że nasza pozycja jest trochę niedoceniana. Ale w przeciwieństwie do innych, my jesteśmy trochę szaleni i musimy zrobić coś ekstra, żeby nas zauważono – mówił po odebraniu nagrody.
Wiosna jednak wielkiej zmiany nie przyniosła, z tą różnicą, że przyspawany do ławki był także w Lidze Mistrzów, do której zimą został zgłoszony. Aż w końcu nadeszła 34., ostatnia kolejka holenderskiej Eredivisie. Wtedy Feyenoord już o nic nie walczył. Była to doskonała okazja, by Andreeva przetestować. I co? Wersje mamy dwie, ale najpierw fakty.
Heerenveen wygrało to spotkanie, a jednego z goli strzelił rodak nowego bramkarza Lecha, Kristian Petrow. Wynik mógł być jednak znacznie wyższy. Błędy w ustawieniu Bułgara w dwóch sytuacjach uszły mu na sucho – raz dzięki interwencji obrońcy na linii bramkowej, a przy kolejnej sytuacji piłka już do siatki wpadła, ale sędzia odgwizdał spalonego. W samej końcówce golkiper próbował interweniować tuż przy kole środkowym boiska. Zrobił to nieskutecznie. Na jego szczęście koledzy wrócili na tyle szybko, że zablokowali dostęp do bramki.

Cała sytuacja nie wyglądała najlepiej z perspektywy zachowania bramkarza:

I teraz mamy sporą rozbiezność. Andreev o swoim debiucie mówił tak: – To było niesamowite uczucie, bo w końcu to mój pierwszy mecz. A ten zawsze jest dla mnie wyjątkowy. Tak jak wszyscy mówili mi po meczu, że muszę to wewnętrznie przeżyć, myślę, że mi się udało. Przez dwa, trzy dni czułem w sobie dużo emocji, ale już przeszło i wszystko jest w porządku. Czułem się pewnie w bramce jednego z największych zespołów w Europie, byłem spokojny, pewny siebie, a moi koledzy bardzo mi w tym pomogli, razem ze sztabem trenerskim, za co chcę im podziękować.
Nieco inaczej to spotkanie wspomina Maszycki: – Debiutu się w końcu doczekał i zagrał w ostatnim meczu poprzedniego sezonu z Heerenveen i, niestety, spisał się fatalnie. I wtedy wyszły słabe punkty, przede wszystkim w postaci gry nogami. Był kompletnie bez rytmu meczowego. W poprzednich dwunastu miesiącach Andreev rozegrał zaledwie kilka spotkań – dla drużyny U21 jedno w kwietniu, dwa w listopadzie, jedno grudniu oraz parę na początku sezonu jeszcze przed transferem. Dodatkowo wystąpił w zespole, który ewidentnie nie był już mentalnie obecny na boisku – wielu graczy wyglądało na pogodzonych z wynikiem.
Problem z grą nogami? Przecież pisaliśmy, że to jeden z jego głównych atutów. I rzeczywiście jest. Tu dochodzimy do sedna. Andreev swojego występu nie dźwignął mentalnie, a w jego przypadku wtedy wszystko sypie się jak domek kart. Nie wychodzi mu nic. Nawet to, co jest uważane za jego atut. Tworzy się pewnego rodzaju kula śnieżna, która po każdym błędzie robi się coraz większa. A skąd takie zadowolenie w jego słowach? W wypowiedziach zawsze maskuje problemy mentalne, pokazując cały czas tą niezachwianą pewność siebie 17-latka, który właśnie wygrał puchar Bułgarii.

Plamen Andreev

– Mój pierwszy sezon był niezwykle owocny. Były też trudne miesiące, zwłaszcza pierwsze dwa, trzy, ale z czasem wszystko się unormowało. Tak, zdecydowanie przeszedłem przez okres adaptacji. Wszyscy ostrzegali mnie przed tym zanim wyjechałem. Myślałem, że nie będzie aż tak trudno, ale faktycznie było, zwłaszcza gdy po raz pierwszy jesteś za granicą i to odczuwasz – podsumował swój sezon Andreev i tym razem po raz pierwszy dało się wyczuć pewną nutkę pokory.

Pierwsze wypożyczenie. Czy udane? Kwestia sporna

W Rotterdamie Andreev długo miejsca nie zagrzał. Do roli trzeciego bramkarza sprowadzony został bardziej doświadczony Liam Bossin, a Bułgar swojej szansy musiał szukać na wypożyczeniu. Padło na drugoligowy hiszpański Racing Santander, w którym poprzedni sezon spędził Pablo Rodriguez. Jak dowiedziało się Weszło, Hiszpan był zaangażowany w pomoc przy transferze, poprzez zdobycie od kolegów z poprzedniego zespołu informacji o najnowszym nabytku Lecha.

– Bardzo się cieszę, że tu jestem. To bardzo dobry krok, krok do przodu dla mnie, bo całe życie marzyłem, by poczuć emocje futbolu w Hiszpanii. Potrzebuję czasu gry i jestem bardzo pewny swojego przejścia tutaj – mówił Bułgar po podpisaniu kontraktu.

Na zapleczu La Liga również utorowanej drogi do miejsca między słupkami nie miał. Pierwszym wyborem był Jokin Ezkieta, więc 21-latek musiał cierpliwie czekać na swoją szansę. Nadeszła w październiku – w wysoko wygranym meczu Pucharu Króla z zespołem z czwartego poziomu rozgrywkowego, w którym nawet nie miał okazji na interwencje.

Prawdziwym testem dla Andreeva okazał się dopiero grudzień, gdy podstawowy bramkarz doznał kontuzji. Wystąpił w czterech spotkaniach i z każdym kolejnym prezentował się coraz lepiej. Po początkowych głosach krytyki podniósł się w najlepszym możliwym stylu. Jego zespół sensacyjnie wyeliminował Villarreal z krajowego pucharu, a Bułgar został bohaterem, notując pięć udanych interwencji, trzy skuteczne piąstkowania i wyłapane dośrodkowanie.

– Myślę, że wielu ludzi w Santanderze będzie miało poczucie niedosytu, bo tak naprawdę nie zdążyliśmy poznać pełni potencjału Plamena – regularnie zaczął grać dopiero tuż przed odejściem. Rozegrał bardzo dobry mecz przeciwko Villarrealowi w Pucharze Króla – Racing wygrał, a Plamen był jednym z najlepszych zawodników na boisku. Odczucie było takie, że z czasem w Racingu się poprawiał. Początkowo pojawiały się wobec niego krytyczne głosy, w tym po jednym meczu, gdzie obwiniano go za porażkę, ale wraz z kolejnymi minutami prezentował się coraz lepiej. I właśnie wtedy, gdy krytyka zaczynała cichnąć, odszedł – mówi Weszło Pablo Puente, hiszpański dziennikarz radiowy.

W Hiszpanii twierdzą, że wypożyczenie zostało skrócone ze względu na zbyt małą liczbę minut, z czego niezadowolony był Feyenoord oraz sam piłkarz. Tym bardziej, że po wyleczeniu kontuzji Jokin Ezkieta i tak ponownie zająłby miejsce między słupkami.

Andreev w przeciągu tych kilku miesięcy zyskał sympatię wśród kolegów z drużyny i to pomimo tego, że nie mówił po hiszpańsku. Dorobił się przyjacielskiej ksywy Paco. W nieoficjalnych rozmowach piłkarze Racingu Santander przyznają, że Bułgar prezentował wyższe umiejętności od Jokina Ezkiety – również chwalonego, jednak mającego za sobą nieco słabszą jesień – tylko obawiano się wywracania hierarchii i sadzania kapitana na ławkę rezerwowych.

Lider na lata lub drugi Artur Rudko. Trudny charakter, który trzeba dobrze poprowadzić

Przed Lechem stoi nie lada wyzwanie. Bartosz Mrozek otwarcie zapowiada, że prędzej lub później chciałby spróbować swoich sił w zagranicznej lidze, poznać nową kulturę. Potrzebny będzie dla niego następca i Plamen Andreev ma wszystko, by idealnie w takiej roli się odnaleźć. Ma potencjał, umiejętności i styl gry pasujący do filozofii swojego zespołu. Przy Bułgarskiej muszą jednak dołożyć wszelkich starań, by zbudować u Bułgara boiskową pewność siebie, którą pokazywał przed wyjazdem z kraju.

21-latka trzeba odpowiednio przygotować na debiut. Jeden błąd, krytyka i Andreev może znów się spalić, tak jak to było w Feyenoordzie. Półroczne wypożyczenie ma to do siebie, że drugiej szansy może już nie być. A nawet jeśli nadejdzie to nieodpowiednio przygotowany bramkarz może nakręcić spiralę błędów, niczym swego czasu Artur Rudko.

Bułgar to nie jest bramkarz na tu i teraz. To nie jest Filip Bednarek, że gdy trzeba to wskoczy między słupki i zapewni stabilność na co najmniej przeciętnym poziomie. Andreev to casus Yannicka Agnero. Ten ruch mistrza Polski będzie miał sens tylko, jeśli okaże się kilkuletnim projektem, obdarzonym dawką cierpliwości i wyrozumiałości na błędy, których w pierwszych meczach nowego nabytku można się spodziewać.

Czytaj więcej na Weszło:

Fot. Newspix

35 komentarzy

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Nasi muszą skakać jeszcze gorzej, by czwarty pojechał na igrzyska

AbsurDB
1
Nasi muszą skakać jeszcze gorzej, by czwarty pojechał na igrzyska
Ekstraklasa

Podoliński: Czy ktoś pojechał z cymbałami, którzy pisali głupoty o Rakowie?

Paweł Paczul
8
Podoliński: Czy ktoś pojechał z cymbałami, którzy pisali głupoty o Rakowie?
Ekstraklasa

Podoliński vs. Paczul. Czy były trener jest wciąż dobrym ekspertem? [KONTRA]

Jakub Białek
9
Podoliński vs. Paczul. Czy były trener jest wciąż dobrym ekspertem? [KONTRA]
Reklama

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Podoliński: Czy ktoś pojechał z cymbałami, którzy pisali głupoty o Rakowie?

Paweł Paczul
8
Podoliński: Czy ktoś pojechał z cymbałami, którzy pisali głupoty o Rakowie?
Ekstraklasa

Podoliński vs. Paczul. Czy były trener jest wciąż dobrym ekspertem? [KONTRA]

Jakub Białek
9
Podoliński vs. Paczul. Czy były trener jest wciąż dobrym ekspertem? [KONTRA]
Ekstraklasa

Lechia Gdańsk finalizuje transfer. Ściąga młodego skrzydłowego [NEWS]

1
Lechia Gdańsk finalizuje transfer. Ściąga młodego skrzydłowego [NEWS]
Reklama
Reklama