Kiedyś Borussia, dziś Porto. Zagraniczne tercety w polskiej kadrze

AbsurDB

Autor:AbsurDB

29 marca 2026, 17:52 • 7 min czytania 2

Reklama
Kiedyś Borussia, dziś Porto. Zagraniczne tercety w polskiej kadrze

Bednarek, Kiwior, Pietuszewski. Tercet z Porto jest na ustach wszystkich Polaków. Oskar, bo jest nadzieją naszej kadry. Janek, bo o mały włos zawaliłby nam całe eliminacje. No OK, o Jakubie na ich tle niewiele się mówi. Dziś przypomnimy sobie inne polskie tercety z zagranicznych klubów. Pamiętamy ten najbardziej magiczny zestaw z Borussii. Ale trzech graczy w jednym meczu dostarczyły naszej reprezentacji jeszcze dwa kluby zagraniczne, których nazwy zdecydowanie nie są pierwszymi, jakie przyjdą wam do głowy.

Tercety graczy klubów zagranicznych, które wystąpiły w jednym meczu reprezentacji Polski

21 sierpnia 2002 roku Polska rozegrała pierwszy mecz po mundialu w Korei i Japonii. Zmierzyliśmy się w Szczecinie towarzysko z Belgią. Z kadrą rozstał się Jerzy Engel, a wielkie nadzieje budził nowy selekcjoner, którym został Zbigniew Boniek.

W pierwszym składzie wystawił między innymi Macieja Murawskiego, który zagrał na mistrzostwach oraz Artura Wichniarka, który uznania u Jerzego Engela nie znalazł. Obaj byli wtedy graczami Arminii Bielefeld. Napastnik został później nawet ochrzczony „królem Bielefeldu”. Dziś Arminia to beniaminek 2. Bundesligi, ale ćwierć wieku temu była świeżo po awansie na najwyższy szczebel rozgrywek. Dwóch graczy z jednego klubu zagranicznego nie było w naszej kadrze nowością. Ale trzech do wtedy się nie zdarzyło.

Po 66 minutach gry Murawskiego zmienił Daniel Bogusz, który był jego klubowym kolegą z Bielefeld. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1 po dużym błędzie ulubieńca miejscowej publiczności, czyli Radosława Majdana.

Reklama

Trio z Bielefeld na kadrę przylatywało razem

Było to pierwsze spotkanie reprezentacji Polski, w którym wystąpiło trzech zawodników jednego klubu zagranicznego, choć dodajmy, że jeszcze nie znajdowali się oni jednocześnie na boisku. Ale co się odwlecze…

Potrzebne było do tego słynne polskie trio z Borussii!

Reklama

Trio z Borussii – od Ukrainy do Ukrainy

W 22 meczach reprezentacji Błaszczykowski, Piszczek i Lewandowski zagrali razem jako gracze BVB, z czego w 18 w podstawowym składzie. Pierwszym było towarzyskie spotkanie Polska – Ukraina 4 września 2010 roku, a ostatnim mecz z… tym samym rywalem 22 marca 2013 roku w eliminacjach mistrzostw świata.

A ponieważ mowa o głównie okresie przygotowań do mistrzostw Europy, niewiele z tych potyczek było meczami o punkty. To raptem trzy spotkania grupowe na Euro 2012 oraz mecze eliminacji mundialu z Czarnogórą, Mołdawią i Ukrainą. Pozostałe to sparingi.

Co jeszcze bardziej szokujące, to fakt, że tylko jeden z tych meczów o punkty wygraliśmy -we Wrocławiu 11 września 2012 roku z Mołdawią wynikiem 2:0.

Wychodzi więc na to, ze mecz z Albanią był dopiero drugim przypadkiem w historii reprezentacji Polski, gdy wygraliśmy oficjalne spotkanie o punkty, mając na boisku trzech graczy jednego klubu zagranicznego. Bez głębszego zastanowienia, przeciętny kibic mógłby sądzić, że trio z Dortmundu przyniosło nam przynajmniej kilka zwycięstw w meczach o stawkę. W mojej ankiecie na portalu X na aż kilkanaście takich zwycięstw wskazał co trzeci głosujący, a na co najmniej dwa – trzy czwarte z nich. Tymczasem takowe zdarzyło się tylko jedno.

Reklama

Wszyscy oczywiście jeszcze długo grali w reprezentacji, ale trzeba pamiętać, że Lewandowski w 2014 roku został już piłkarzem Bayernu Monachium, zatem trio się rozsypało.

Najmocniejsza Borussia w historii

Czasy polskiego tercetu z Borussii opisywał na naszych łamach Piotr Stolarczyk:

„To właśnie wtedy całemu światu przedstawił się Robert Lewandowski. Pierwszy rok pobytu u naszych sąsiadów nie był dla niego szczególnie udany. Osiem trafień w lidze, gra za plecami Lucasa Barriosa, duża krytyka ze strony mediów – początki na niemieckiej ziemi były dla niego trudne. Natomiast w drugim roku występów dla BVB forma Polaka niespodziewanie eksplodowała. Strzelił 22 bramki i tym samym wieloletni rekord Jana Furtoka (liczba goli polskiego gracza w jednym sezonie Bundesligi) został pobity.

Reklama

„Lewy” wykorzystał to, że jego paragwajski konkurent do gry na pozycji numer „dziewięć”, wrócił kontuzjowany z Copa America. Jednak gdy Polak wskoczył do składu, znakomicie wykorzystał dar od losu. Oczywiście nie można zapomnieć o pozostałej dwójce naszych reprezentantów. Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski wówczas rządzili na prawej flance BVB. Polscy kibice do dziś pamiętają akcje w stylu: Piszczek do Błaszczykowskiego, Kuba odgrywa do obiegającego go naszego prawego defensora, a „Piszczu” idealnie centruje w pole karne, w którym to Lewandowski skutecznie finalizuje atak. No, klasyka. Sztandarowy atak ówczesnej BVB”.

Zagrali w Lidze Mistrzów, choć odpadli w eliminacjach

W apogeum dominacji Borussii w kadrze polski dołączył do niej inny niespodziewany klub. 10 sierpnia 2011 roku w towarzyskim meczu z Gruzją w Lubinie w wyjściowym składzie zagrali zawodnicy TrabzonsporuAdrian Mierzejewski i Arkadiusz Głowacki. Tego pierwszego po godzinie gry zmienił jego klubowy kolega Paweł Brożek. W następnym meczu z Meksykiem cała trójka wyszła już w pierwszej jedenastce.

Potem występowali wspólnie przeciwko Niemcom i Węgrom. W meczu z Włochami (ten, gdzie gola walnął nam Balotelli) od 65. minuty przebywali na boisku jednocześnie trzej gracze Borussii i trzej Trabzonsporu! A poza nimi kończyli spotkanie zawodnicy: Arsenalu, Anderlechtu, Legii, Auxerre i Koln. Totalna dominacja dwóch klubów.

Reklama

W Trabzonsporze grał także brat bliźniak Pawła – Piotr, ale nie był już wówczas kadrowiczem

Złoty okres Bordowo-Niebieskich znad Morza Czarnego w naszej kadrze skończył się jednak już w listopadzie 2011 roku. Franciszek Smuda przestał wtedy stawiać na Arkadiusza Głowackiego i Pawła Brożka. Trabzonspor zajął w tamtym sezonie trzecie miejsce w lidze. Co ciekawe, występował także w fazie grupowej Ligi Mistrzów, choć… odpadł w jej eliminacjach. Stało się tak dlatego, że mistrzowskie Fenerbahce zostało zdyskwalifikowane za ustawianie meczów, a turecka federacja zdecydowała się zgłosić w ich miejsce właśnie klub z Trabzonu.

Niewiele zabrakło: Sampdoria, Austria Wiedeń, Osasuna

Poza tymi przypadkami nigdy tercet graczy z jednego klubu nie wystąpił w tym samym meczu naszej kadry, choć wiele razy niewiele do tego brakowało. Gdyby kibice reprezentacji Polski mieli wskazać drugie najpopularniejsze trio z jednego zespoły, to zapewne padłoby na Sampdorię.

W 2018 roku było blisko tego, żeby w jednym meczu kadry pojawili się na boisku Bartosz Bereszyński, Karol Linetty i Dawid Kownacki.

Reklama

Linetty zagrał z Nigerią, Chile, dwa razy z Włochami i z Irlandią. Kownacki z Nigerią, Litwą, Senegalem i Kolumbią. Bereszyński grał bardzo dużo, ale akurat w spotkaniu z Nigerią, w którym zagrali obaj pozostali, nie wystąpił.

Trening reprezentacji Polski w 2018 roku, na kilka dni przed meczem mundialu z Senegalem. Na zdjęciu trio z Sampdorii. 

Radosław Gilewicz w Austrii Wiedeń grał razem z Krzysztofem Ratajczykiem, a dołączali do nich raz Adam Ledwoń, raz Sebastian Mila, raz Tomasz Iwan. Gilewicz nie grał już jednak wtedy w kadrze.

Reklama

Waldemar Kryger jako piłkarz Wolfsburga zagrał tylko raz w lutym 1998 roku, gdy akurat minął się w reprezentacji z kolegami z klubu: Andrzejem Juskowiakiem i nieodżałowanym Krzysztofem Nowakiem.

Ryszard Staniek zagrał wraz z Jackiem Zioberem w meczu z Turcją w 1993 roku, gdy obal byli zawodnikami Osasuny, a ich kolegą klubowym był Jan Urban. Obecny selekcjoner nie grał jednak w reprezentacji od remisu z Anglią w 1991 roku.

Paweł Olkowski i Sławomir Peszko występowali z orzełkiem na piersi jako gracze Koln w latach 2014-15, gdy grał tam też Adam Matuszczyk, ale ten zakończył już wtedy reprezentacyjną karierę.

W latach 2000-2004 Jacek Krzynówek ściągnął do Norymbergi aż czterech swoich kolegów. Najpierw występował tam wspólnie z Tomaszem Kosem, potem Mariuszem Kukiełką, a w 2004 do Nurnberg dołączyli Tomasz Hajto i Bartosz Bosacki. Nigdy jednak trójka z nich nie wystąpiła jednocześnie w polskiej kadrze.

Reklama

Dziewięciu z Legii, siedmiu z Górnika

Uprzedzając ewentualne pytania: rekordem liczby zawodników z polskiego klubu w jednym meczu reprezentacji jest dziewięciu Legionistów w 1956 roku oraz tyle samo piłkarzy Pogoni Lwów jeszcze przed wojną. Biorąc pod uwagę mecze o punkty, wszystkich przebił Górnik Zabrze z siedmioma graczami w meczu eliminacji do igrzysk w 1972 roku z Bułgarią! Byli to: Kostka, Wraży, Gorgoń, Anczok, Szołtysik, Lubański i Banaś. Sprawdził to Robert, prowadzący profil Piłkarskie Statystyki na portalu X:

Wyobraźcie sobie, jakie to musiało być zgranie! Wtedy to zaczęła się era potęgi polskiej kadry.

Reklama

Smoki, zaprowadźcie nas do Ameryki!

Tercet z Portugalii z barażowego meczu był zatem dopiero czwartym w historii polskiej reprezentacji złożonym z zawodników klubu zagranicznego. FC Porto to także zdecydowanie najmocniejszy z tych zespołów, poza oczywiście klubem z Dormundu. Warto jednak pamiętać, że gdy Lewy, Piszczu i Kuba zaczynali przyjeżdżać razem na kadrę, notowania BVB stały nawet niżej niż dzisiejszego Porto. Ich wspólne występy zrobiły jednak wkrótce z BVB jedną z najlepszych drużyn w Europie.

Co jeszcze bardziej zaskakujące, Bednarek, Kiwior i Pietuszewski odpowiadają za… 50% zwycięstw w meczach o punkty takich trójek w całej naszej historii.

Mierzejewski – Brożek – Głowacki oraz Murawski – Bogusz – Wichniarek występowali bowiem jedynie w meczach towarzyskich, a Lewandowski – Piszczek – Błaszczykowski okazali się lepsi jedynie od Mołdawii!

Wierzymy w poprawę tego wyniku. Może z udziałem całej portugalskiej trójki od pierwszej minuty?

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

2 komentarze
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna