Kamiński zawiódł się na Rutkowskim. „Można było to rozegrać inaczej”

Marcin Ziółkowski

13 lutego 2026, 09:47 • 3 min czytania 14

Reklama
Kamiński zawiódł się na Rutkowskim. „Można było to rozegrać inaczej”

Po blisko dekadzie gry w Niemczech Marcin Kamiński zdecydował się na powrót do Polski. Choć wstępnie liczył na większe zainteresowanie na rodzimym rynku transferowym – trudno znaleźć mu powód do narzekania. Jest bardzo ważnym elementem w Wiśle Płock Mariusza Misiury. Były reprezentant Polski nie ukrywa jednak, że liczył na trochę inne zachowanie ze strony Piotra Rutkowskiego.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej o promocjach w Betclic podwyższających wygrane

Betclic "zyskaj więcej" - baner

Panowie często rozmawiali o powrocie do Lecha Poznań, a do transferu nigdy nie doszło.

Reklama

Doświadczenie przestało być w cenie? Interesujący wniosek defensora

Marcin Kamiński wrócił do ojczyzny, kończąc czteroletni etap gry dla Schalke 04 Gelsenkirchen. Wcześniej za zachodnią granicą reprezentował barwy VfB Stuttgart oraz Fortuny Duesseldorf. Nawet, gdy było pewne, że odchodzi, to i tak w Schalke pełnił ważną rolę i regularnie grał. Minionego lata poczuł on, że powrót do Polski będzie właściwą decyzją.

Nie było mu bowiem łatwo znaleźć pracodawcy na dobrze sobie znanym niemieckim rynku. I to mimo olbrzymiego doświadczenia na tamtejszych boiskach.

– Po prostu myślałem, że po tylu latach gry za granicą będę zawodnikiem, jakiego kluby będą widzieć u siebie. Piłkarza z doświadczeniem. Ja w Niemczech nie tylko byłem, ale też sporo grałem. Liczyłem, że popatrzą i sprawdzą, czy mnie potrzebują – powiedział Kamiński na kanale Foot Truck.

– Na początku była Pogoń z trenerem Kolendowiczem. Widział mnie u siebie. Latem się pozmieniało trochę na rynku, a szuka się głównie młodych i tych z perspektywą sprzedaży. W Polsce widzę, że już też. W Niemczech nie było mi łatwo nic znaleźć – przyznał obrońca.

Reklama

Kamiński nie ukrywa, że po cichu liczył na sentymentalny powrót do Poznania. Rozmowy z Piotrem Rutkowskim trwały od dłuższego czasu, ale szansa spełzła na niczym. Piłkarz Wisły Płock uważa, że dało się to rozegrać trochę inaczej.

W Poznaniu rozmowy z prezesem Rutkowskim były od zawsze na zasadzie: „to co, wracamy już? Jeszcze nie, jeszcze chcę pograć za granicą”. I teraz była ta okazja. Początkowo wyglądało to fajnie, że będziemy rozmawiać, ale chyba jednak działy się rozmowy ze „Skrzypą” [Mateusz Skrzypczak – przyp. red.].

Reklama

– Chcieli zainwestować w kogoś młodszego, po debiucie w reprezentacji Polski. Ja to rozumiem, po prostu można było to powiedzieć otwarcie. Nie chciałem czekać. Rozmawiałem z żoną, do końca czerwca chciałem podjąć decyzję, wejść w sezon. Wisła jak się pojawiła – to wszystko się działo od razu. Spojrzeli na mnie jak na kogoś, kto tej drużynie może coś dać – dodał w kontekście angażu w Płocku.

Powrót pierwsza klasa

Kamiński w trwającym sezonie jest jednym z najważniejszych piłkarzy Wisły Płock, wicelidera rozgrywek, który jednocześnie gra swój pierwszy sezon po powrocie do elity. Zagrał we wszystkich 20 spotkaniach ligowych Nafciarzy i strzelił dwa gole.

Stanowi on o sile zdecydowanie najlepszej defensywy. Płocczanie stracili jedynie 14 bramek, a kolejna w zestawieniu ekipa to Piast – były mistrz Polski wpuścił aż o siedem goli więcej. Drużyna Mariusza Misiury była liderem Ekstraklasy po rundzie jesiennej.

Statystyki zawodnika (sezon) dostarczone przez Superscore

Reklama

 

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

14 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Gol w końcówce uratował Real! Koniec czarnej serii Królewskich

Braian Wilma
5
Gol w końcówce uratował Real! Koniec czarnej serii Królewskich

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Po losowaniu Pucharu Polski. Cenne może być piąte miejsce w Ekstraklasie

AbsurDB
7
Po losowaniu Pucharu Polski. Cenne może być piąte miejsce w Ekstraklasie