Jak Wisła analizuje piłkę? „Praca na liczbach wymaga konsekwencji”

Szymon Janczyk

22 lutego 2026, 09:39 • 19 min czytania 2

Jak Wisła analizuje piłkę? „Praca na liczbach wymaga konsekwencji”

Wisła Kraków otwarcie i chętnie opowiada o tym, że chce być klubem opartym na liczbach. Ideę, którą firmuje sam właściciel – Jarosław Królewski – na co dzień wdrażają w życie Mariusz Kondak, Piotr Wawrzynów i ludzie z działu naukowego pierwszoligowca. Jak w praktyce wygląda ich praca, jaką rolę odgrywają dane w piłce, w jaki sposób pomagają Wiśle? Kondak i Wawrzynów opowiedzieli Weszło o kulisach swojej pracy.

Reklama

W cyklu „Sekrety Futbolu” zajrzę za kulisy polskich i europejskich klubów. W wybrane niedziele będą na was czekać dłuższe teksty, analizy i wywiady, w których pokażę wam pracę ludzi pracujących na sukces na boisku lub w ciszy i cieniu.

***

Reklama

Ciekawe innowacje w Wiśle Kraków. Kibicu: Przynosisz szczęście czy pecha?

Mariusz Kondak i Piotr Wawrzynów opowiadają, jak Wisła Kraków analizuje dane i liczby w piłce

Zaczniemy od cytatów wielkich ludzi?

Mariusz Kondak: Dostosujemy się.

W Wiśle Kraków po cichu rodzi się najpotężniejszy dział sportowy w Polsce. To Jarosław Królewski.

MK: Chciałbym, żeby tak było!

Chyba nie tak po cichu, skoro prezes otwarcie o tym mówi. Nie obawiacie się tak odważnych zapowiedzi?

MK: Jeśli mielibyśmy się bać tego typu rzeczy, to byłby problem z rozwojem czegokolwiek. Trzeba mierzyć wysoko. Komunikacja jest dość istotna. Na koniec dnia i tak sprowadza się to do codziennego pchania tematów do przodu.

Piotr Wawrzynów: Potrzeba wizjonerów, żeby pchać wielkie idee!

MK: To nie tak, że spotykamy się o siódmej, mówimy o ideach przez pięć godzin, potem pół godziny pracujemy i tak to mija. Proporcje są raczej odwrotne. Idee są nam bliskie, ale bardziej skupiamy się na ich realizowaniu.

Ale dlaczego właściwie ten dział miałby być „najpotężniejszy”? Jakim argumentem obronić taką tezę?

MK: Głównie dlatego, że długofalowo kluczową postacią w rozwoju tego typu projektów jest szeroko pojęta góra. Jeżeli idee są oddolne, to prędzej czy później trafią na ścianę, sufit. Jeśli są odgórne, wdrażane systemowo, to można tego uniknąć.

Piotr, ty w Wiśle pracujesz dłużej. Przekonywaliście Mariusza tym, że wizja, o której mówimy, faktycznie jest realizowana? Że to nie są puste slogany?

PW: Mieliśmy jakieś procesy, zalążki narzędzi – to na pewno pomogło. Tak jak powiedział Mariusz, rola prezesa była ważna już wtedy, gdy ja przychodziłem do klubu. Mnie dawała pewność, że po jednym słabszym sezonie nie trzeba będzie zaczynać gdzie indziej, od zera.

Moment, ale było tak, że dane zeszły na drugi plan. Trenerem został Kazimierz Moskal, dla którego liczby nie były tak istotne, jak dla poprzednika.

PW: To się ciągle toczyło za kulisami. Ogólne pytanie filozoficzne jest takie, czy osoba trenera w ogóle definiuje to, czy klub jest data-driven, czy nie. Bardziej chodzi jednak o to, co dzieje się za kulisami i o wsparcie trenera konkretnymi narzędziami.

Co, jeśli trener nie chce z tego wsparcia korzystać?

PW: Kwestią kluczową jest stworzenie systemu i procesu dookoła trenera. Wtedy niezależnie od tego, czy będzie w to wierzył mocno, czy tylko trochę – z korzyścią dla niego będzie z tego korzystać.

Mariusz Kondak nie chciał być pierwszym trenerem. „Nie wyobrażałem sobie prezentować niższy poziom niż Marek Papszun”

Mariusz, mówiłeś kiedyś, że w Polsce temat powstania i wspierania działów analizy danych to długa droga, bo mamy inne potrzeby do rozwiązania. W Wiśle jednak taki dział powstał, takie wsparcie jest.

MK: Po moich doświadczeniach z ostatnich lat, po dotknięciu europejskiej piłki jako analityk, było dla mnie klarowne, że będę chciał zejść ze ścieżki pracy w sztabie. Tej, która prowadzi większość trenerów do roli pierwszego szkoleniowca. To autorefleksja odnośnie moich kompetencji i tego, jak chciałbym, żeby wyglądało moje życie. Doświadczenie rozwoju poza procesem treningowym, procesem przygotowania do meczu, to było coś, co mi przyświecało.

Kondak: Raków wie, czego szuka, dlatego widzi rzeczy, których inni nie dostrzegają

Jakiego rozwoju?

MK: W kierunku podjęcia roli, w której tworzenie długofalowych, systemowych rozwiązań dla organizacji ma większe znaczenie. Nie zadowalała mnie perspektywa funkcjonowania jako pierwszy trener, który niekoniecznie będzie robił różnicę. Zredefiniowałem swój potencjał i kompetencje, żeby znaleźć dla siebie bardziej dopasowaną funkcję.

Brzmi jak dość brutalna samoocena.

MK: Widząc pracę takiego trenera jak Marek Papszun, nie wyobrażam sobie, żeby prezentować niższy poziom. Skoro poprzeczkę ustawiamy na tej wysokości, to faktycznie – refleksja musiała być brutalna. Z drugiej strony: szukałem przestrzeni, w której mogę być tak samo wartościowy, jak tego typu człowiek. I wiem, że w działaniach systemowych mogę być jak Marek Papszun w trenerce.

Mariusz Kondak

Mariusz Kondak

W roli analityka nie mogłeś być kimś takim?

MK: Analityka trenerska jest relatywnie ograniczona pod kątem wpływu na rozwój klubu, osiągane wyniki. W Rakowie graliśmy ze Sportingiem, Atalantą i robiliśmy naprawdę dobrą robotę, jeśli chodzi o proces przygotowania do meczu. Wyciskaliśmy maksa. Natomiast finalnie to były tak mocne organizacje – kluby, nie same zespoły – że nie byliśmy w stanie w kilka dni nadrobić przewagi, którą zbudowali przez lata. Chciałem mieć wpływ na budowanie klubu, żeby jego siła bazowa, startowa, była większa, żeby trenerzy mieli prostszą pracę do wykonania w procesie przygotowania do meczu.

Początek pracy w innej roli przypadł jednak jeszcze na Raków. Zostałeś dyrektorem technicznym klubu. Dlaczego tylko na rok?

MK: Geneza historii to koniec sezonu 2023/2024 kiedy to podjąłem decyzję, że kolejnych wyzwań zawodowych będę szukał poza pracą w sztabach szkoleniowych. Moje przemyślenia zbiegły się z powrotem trenera Marka Papszuna. Trener dobrze znał moją perspektywę, ponieważ rozmawialiśmy o niej regularnie. Po kilku spotkaniach padła propozycja czasowego projektu – stworzenia działu analiz zintegrowanego ze sztabem. Takiego, który wzmocni proces przygotowania do meczu. Zrekrutowaliśmy trzy osoby, w tym analityka danych dla sztabu. Miałem przekazać know-how, stworzyć procedury, napędzić ten dział, żeby po pół roku funkcjonował niezależnie ode mnie. To się wydarzyło i w grudniu 2025 tę misję zakończyłem.

Drugi projekt, do którego zostałem zaproszony był koordynowany przez właściciela – miałem zrekonstruować proces rekrutacyjny tak, żeby zwiększyć skuteczność transferową w kolejnych okienkach i przygotować podstawy dla potencjalnego dyrektora sportowego. Czyli jeden rok i dwa mocno zadaniowe projekty, które zamknąłem.

Po zakończeniu sezonu 2024/2025 wizja klubu na moją rolę, choć była dla mnie docenieniem ze strony właściciela, nie do końca była kompatybilna z moimi celami rozwojowymi, które sobie założyłem –  dlatego też zdecydowałem doświadczyć pracy w nowym środowisku. W Rakowie spędziłem trzy i pół roku, zawsze będę wdzięczny za ten okres, bo środowisko, które spotkałem w sztabie, miało bardzo duży wpływ na mój rozwój zawodowy oraz na to jak postrzegam piłkę nożną.

Odpływ kompetencji. Jak wielu fachowców stracił Raków Częstochowa?

W Rakowie można było w ogóle wprowadzać jakieś procesy niezależne od trenera Marka Papszuna? To był klub bardzo trenerocentryczny.

MK: Pytanie, jak wyjaśnić to hasło? Trener Papszun rozpoczął swoją historię w Rakowie w drugiej lidze. Można sobie wyobrazić, w jaki sposób klub był wtedy zorganizowany. Sezon po sezonie, rok po roku, trener nie tyle chciał, ile nawet wskazywał, żeby więcej procesów działało niezależnie od niego, żeby on mógł skupić energię na zespole. Na zewnątrz wizerunek wskazuje, że jest to człowiek, który musiał wszystko kontrolować, z mojej perspektywy intencją była pomoc w organizacji klubu oraz ciągła inspiracja do jego rozwoju.

Wisła Kraków buduje „kombajn analityczny”. Jak działa analiza danych w klubie?

Skoro wiemy już, dlaczego Mariusz nie widział potrzeby dalszego bycia w Rakowie, to dlaczego ktoś taki był potrzebny Wiśle?

PW: Żeby zająć się wdrożeniem narzędzi analityczno-liczbowo-komputerowych w pracę codzienną na przestrzeni całego klubu. To spoczywało do tej pory w większym stopniu na moich barkach, a w aktualnym układzie mogę skupić się bardziej na klikaniu w komputer.

Nie musisz rozmawiać z ludźmi.

PW: Nie chciałem tego mówić! (śmiech)

Co takiego konkretnie udało wam się wypracować?

PW: Ogólnie zajmujemy się budowaniem systemu, który nazwałbym kombajnem do analizy danych – zawiera narzędzia do oceny zawodników pod kątem rekrutacji lub rozwoju indywidualnego, jak również do oceny zespołów, śledzenia postępów drużyny w czasie lub analizy rywali. Ciągle go doskonalimy, ale żeby on istniał po coś, potrzeba wdrożenia go w każdym aspekcie działania klubu.

Bez Mariusza był z tym problem?

PW: Nie wszędzie były zaimplementowane działania systemowe. Można działać takimi zrywami, ale liczy się proces, struktura, kultura pracy. Wtedy rzeczy „dzieją się same”. Praca na liczbach wymaga konsekwencji. Nie można zmieniać kursu po słabszym sezonie, gorszym wyniku.

MK: Dział analityki jest najbardziej powiązany z rekrutacją, ale chciałbym, żeby to się rozszerzało na cały dział sportu – na wsparcie decyzji dyrektora sportowego, ewaluację własnych zawodników, ale też na codzienną pracę sztabu szkoleniowego, którą docelowo będziemy w stanie bardziej wesprzeć. Moją rolą jest wsparcie danymi pracy ludzi na różnych stanowiskach.

Piotr Wawrzynów

Piotr Wawrzynów

Podoba mi się to określenie: kombajn analityczny. Tylko co to właściwie jest? Jak to zobrazować zwykłemu kibicowi, żeby wiedział, gdzie i kiedy ma to wpływ na klub?

PW: Powiedziałem już trochę o tym, co ten system w ogóle może. Stoimy na wysokim poziomie wdrażania tego w rekrutacji, skautingu.

Rzućmy przykładami. Jakie decyzje – przykładowo transferowe – w ostatnim roku poparto danymi?

PW: Rzecz w tym, że… wszystkie. Nasz proces jest odwrotny względem większości klubów. Dane wykorzystujemy na pierwszym etapie. Niezależnie od tego, z jakiego źródła pochodzi zawodnik, bez przejścia tego filtra nie dojdzie do etapu dalszej analizy, ani jakichkolwiek rozmów o transferze.

W klubie data-driven wszystkie decyzje powinny mieć początek w liczbach? To znaczy: nawet nie sprawdzacie tych podesłanych piłkarzy, bo macie swoją listę, z której wybieracie?

PW: Mało klubów na świecie może sobie pozwolić na ignorowanie propozycji agentów. Choćby dlatego, że potrafią się wtedy trafić zawodnicy, których dostępności nie zakładałeś. Więc nie, nie uważam, że powinno tak być.

MK: Źródeł, z których czerpiesz piłkarzy, powinno być wiele. Kluczem jest to, żeby wszyscy zostali potraktowani w ten sam sposób, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której do klubu trafia np. znajomy zawodnik, który nie przeszedł procesu analizy albo nie pasuje do określonych danych.

Kulisy hitu Wisła – Wrexham! „Nikt w Polsce tego nie doświadczył”

Wspomnieliście o tym, że trzeba się zastanowić, czy kwestia trenera jest w ogóle skorelowana z danymi. Natomiast to, że trenerem jest Mariusz Jop, to chyba nie przypadek.

PW: Mamy „wyprodukowane” jakieś przekonania co do tego, jak chcemy grać, co chcemy osiągać. Optymalizujemy to w odniesieniu do podejmowanych decyzji. To są zdefiniowane ogólne założenia, konkretne fazy gry. Nie chciałbym zdradzić zbyt wielu szczegółów…

W podkaście „Jak uczyć futbolu” wspomniałeś o wzroście znaczenia szybkości w ataku.

PW: Wszystko rozbija się o zdolność do destabilizacji obrony rywala. Skoro jest szybkość, to z definicji rywal nie może być na to przygotowany. Natomiast szybkość też trzeba zdefiniować. Bo to nie jest po prostu kontratak. Z analitycznego punktu widzenia chodzi o drogę, którą zespół przechodzi przed dostaniem się do określonej strefy. O szybkość tej drogi. Można długo podawać piłkę z lewej do prawej w ataku pozycyjnym, ale gdy uda się złamać linię, przejść do przodu, to trzeba to zrobić na szybkości, doprowadzić atak do końca właśnie w taki sposób.

To był problem Wisły w ostatnich sezonach. Miała trudności z forsowaniem niskiej obrony.

PW: Złożony temat. Może trochę wynikało to z podejścia, ale też z konstrukcji składu, która była inna. Podejście rywali też było inne. Liga się zmienia, jest zupełnie inna od tej, do której spadliśmy. Według naszych danych wzrósł np. ogólny poziom ataków pozycyjnych. Zespoły częściej są w stanie zakończyć je sukcesem, oddają strzały z lepiej przygotowanych pozycji. Chętniej też utrzymują piłkę, budują dłuższe ataki w ostatniej tercji.

Jarosław Królewski, Wisła Kraków i analiza danych. Kto czym się zajmuje w procesie?

W analizie danych różnicę robi dziś to, jakie dane zbieracie czy to, jak one są interpretowane i wykorzystywane?

MK: Większą różnicę na końcu robi proces. Jeśli na starcie masz dostęp do lepszych danych, to ten start będzie lepszy, ale dane łatwo zniweczyć, jeżeli nie masz poukładanych procedur ich wykorzystania, które prowadzą do realnego użycia ich w procesach decyzyjnych. Długofalowo proces zawsze będzie ważniejszy niż dane, ale jakość danych na pewno ułatwi pracę. Natomiast lepsze dane ze słabszym procesem będą znaczyć mniej.

PW: Same dane są najmniej ważnym aspektem przy wdrażaniu procesu analitycznego w klubie. Paradoksalnie to ostatnia rzecz, na którą powinieneś przepalać czas. Trzeba zacząć od ludzi, procesu, podejmowania decyzji – szczególnie pod presją. Jak to wszystko jest na miejscu, to możesz się zastanawiać, czy chcesz mieć StatsBomba, czy WyScouta, jakie metryki mierzyć. Inaczej będzie to jak puenta bez żartu.

Jarosław Królewski ma na to wszystko jakiś wpływ? Na którym etapie „wtrąca się” do podejmowanych decyzji?

PW: Jak każda osoba uczestnicząca w procesie – ma możliwość wyrażenia opinii, zadawania pytań, wpływania na decyzje w ten sposób. Natomiast ostatecznie podejmują je pracownicy na określonym poziomie. To ja decyduję o tym, jaka metryka najlepiej policzy dany aspekt piłki nożnej.

MK: Ja patrzę na wypracowane metryki, które uważamy za kluczowe i wokół nich tworzymy profile zawodników, zespołu, co potem spływa na skautów i na sztab, toruje im drogę do procesów decyzyjnych. Odpowiedzialność jest tu dość płynna. Właściciel? Jeśli chce wejść i powiedzieć: robimy tak, to ma do tego prawo, ale bierze wtedy większą odpowiedzialność. Wolimy pracować od A do Z w określony sposób także dlatego, że łatwiej wtedy ewaluować pracę ludzi. Jeśli ktoś wciskałby się między B a C, potem G a H, to jak ocenić osoby, które uczestniczyły w procesie?

Czyli właściciel w Wiśle Kraków bardziej się przygląda i przegląda pomysły.

PW: Zdarza się, że przyjdzie i powie: próbowałeś tak? Tylko to wszystko w sposób otwarty na dyskusję, nie nakazu, jak powinno się coś zrobić.

Jarosław Królewski o AI w futbolu: Marzę, żeby być przy stoliku, który zmienia świat

Co próbowaliście rozwiązać, wprowadzić, ale się nie udało, bo dane was zawiodły?

PW: Dane zawodzą nas… dość często. Trzeba znajdować sposoby na ogranie małych rzeczy. Na przykład – nie do końca udało nam się policzyć przy pomocy naszego typu danych siłę fizyczną zawodnika.

MK: Z mojej perspektywy tego typu przeszkody powodują autorefleksję. Są dwie drogi: albo upraszczamy, stawiamy na coś, co już wypracowaliśmy i uparcie bronimy tego, że to jest ok, albo cały czas drążymy, szukając czegoś, co będzie miało większą wartość. Tak naprawdę rozmawiamy o drodze, która nie ma końca. Gdyby miała, to przecież dzisiaj dyskutowalibyśmy o tym, że Świętym Graalem futbolu jest posiadanie piłki. Ten poziom dyskusji zakończył się już lata temu, teraz to dosyć oczywiste, że jest to metryka kontekstowa. Ciągle trzeba coś ważyć, oceniać, sprawdzać, czy to, co wypracowaliśmy, jest wartościowe, czy potrzebujemy czegoś więcej.

Ciężko przez to ocenić waszą pracę. Bo jak określić, co tak naprawdę miało wpływ – i jaki – na poprawę jakichś aspektów życia klubu?

MK: Zależy od tego, jaki masz wewnętrzny system oceny pracowników. Bo z zewnątrz… Pracowałem w zespołach walczących o utrzymanie oraz sięgających po mistrzostwo. I na zewnątrz wrzuca się ludzi do worka. Mistrzostwo zdobywają wyłącznie ludzie świetni, spadają z ligi wyłącznie słabi. Bardzo rzadko ktoś analizuje, kto w mistrzowskim zespole był beneficjentem, kto twórcą sukcesu. Albo kto trzyma poziom, gdy nie idzie, a kto jest gangreną.

To moment, w którym możesz powiedzieć szczerze: kto był twórcą, kto beneficjentem i oczywiście – kto był gangreną.

MK: Opowiem o tym w mojej książce. Premiera w 2073 roku! Wracając – trochę generalizuję, ale rzadko analizuje się kto co w sztabie „dorzucił do gara” a kto z niego wyjada. Nawet wewnętrznie system ocen może zawodzić: kluby spadające z ligi potrafią przecież zwolnić cały sztab. Niemniej: ocena wewnętrzna zawsze będzie istotniejsza, na tym trzeba się skupić, to trzeba wypracować.

Jasne, ale my – na zewnątrz – też chcemy oceniać sprawiedliwie. I musimy wiedzieć, na co w takim razie zwracać uwagę.

MK: Nie wiem, czy to w ogóle możliwe. To kręci się wokół narracji, którą chcesz przypiąć. Wisła Kraków otwarcie komunikuje nasze nastawienie do danych, więc wiadomo, że gdy osiągniemy sukces – wskażą nas jako przykład. I na odwrót: jeśli się nie uda, to nas wytkną. Tymczasem między nami i wynikiem sportowym jest bardzo dużo osób. Niesprawiedliwe oceny środowiska będą. Zawsze.

Mariusz Kondak

Jak nie podacie mi wreszcie konkretu, na podstawie którego możemy was ocenić, to będą!

PW: Spróbuj ocenić pracowników fabryki z zewnątrz. Nie wiesz, co tam się dzieje, jakie są sekrety firmowe, rzeczy, których nie może zdradzić.

MK: Ale może splajtować. Powiemy wtedy: źle pracowali. Tymczasem firma miała piętnaście milionów długu, nigdy nie była rentowna i to ci ludzie utrzymywali ją przy życiu. We wszystkich dziedzinach życia widzimy takie procesy. Musimy po prostu być na tyle świadomi, żeby akceptować złożoność i nie szukać na siłę uproszczeń.

Czy analiza danych i liczby mają wpływ na rozwój Wisły Kraków? „Robimy to po to, żeby osiągnąć lepszy wynik”

Ugryźmy to z innej strony. Czy skuteczność pracy jest mierzona decyzją, wynikiem czy dokładnością modelu?

MK: Procesem, bo na efekt końcowy nigdy nie mamy pełnego wpływu, ale na respektowanie wyznaczonego procesu – mamy. Nigdy nie możemy też winić danych za nasze niepowodzenia. Ludzie projektują procesy, systemy, więc to w ludziach trzeba upatrywać problemu. I najlepiej kontrolować to poprzez sprawdzanie wszystkich etapów, przez które przechodzimy. Jeżeli patrzymy na efektywność i finalnie źle oceniamy proces, to trzeba zdefiniować, na którym etapie pojawił się problem i go zmodyfikować.

A jak zmierzyć zwrot inwestycji? Stwierdzić, czy inwestycja w wasz dział miała sens?

MK: Ważny jest mimo wszystko wynik. To znaczy: wynik sportowy kontra budżet – w skrócie. To pierwszy czynnik, który jest w stanie – ale długoterminowo! – ocenić wartość tego, co dzieje się w klubie.

Wisła Kraków ma w tym przypadku ten problem, że na tle pierwszoligowców wasz budżet jest imponujący.

MK: Czyli awans powinien się wydarzyć nawet bez nas.

PW: Ryzykowne!

MK: Podejdę do tematu z innej strony. Gdy w bliższej lub dalszej perspektywie zaliczymy sezon, który skończy się awansem i rozpoczniemy rywalizację na poziomie Ekstraklasy, to nie możemy podjąć jednowymiarowej walki tylko na bazie budżetu. Na wyższym poziomie, jeśli kluby ustawią się w kolejce do drzwi, to nie powinniśmy się tam przepychać tylko zbudować drabinę i wejść oknem z drugiej strony budynku.

Peter Moore widzi Wisłę Kraków w Europie. Jak tego dokonać? [REPORTAŻ]

Ekstraklasę ocenimy w Ekstraklasie. Jak ocenić zwrot inwestycji teraz, gdy budżetem jednak dominujecie nad resztą i nie przekłada się to na sukces sportowy?

PW: Chodzi o to, że przy takim sposobie budowania procesów, podejmowania decyzji, zawsze będzie lag, opóźnienie, względem wyniku sportowego. Spory lag. Zanim wyniki będą konsekwentnie „oddawać”, to musi trochę czasu minąć. Natomiast rozumiem, że to jednak sprowadza się do wyniku sportowego, bo po coś przecież to wszystko robimy – żeby osiągnąć lepszy wynik.

Mam wrażenie, że to właśnie się dzieje. To znaczy – uważam, że gdyby Wisła Kraków nie pracowała na danych, to nie byłaby teraz na pole position w wyścigu o Ekstraklasę.

PW: Nie da się tego ocenić. Analityka jest na starcie, potem dzieje się tysiąc innych rzeczy i jest wynik.

Możecie się w końcu docenić, zachęcam!

PW: Na pewno pojedyncze elementy tego, co się dzieje w klubie, mogą taką tezę potwierdzić. Przykładowo – skuteczność okienka transferowego. Ciężko byłoby taką osiągnąć parę lat temu. Natomiast wpływ na to ma wielu pracowników.

Piotr Wawrzynów na Kongresie Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim

Jak Wisła Kraków inwestuje w liczby? Jakie rozwiązania wdraża?

Gdybyście nagle otrzymali większy budżet, zainwestowalibyście w rozwój modelu, nowe źródła czy może w większą liczbę osób?

MK: Nic z tego. W ludzi tak, ale nie w liczebność działu, tylko w jakość, bardzo konkretną jakość. Jesteśmy od rozwiązywania problemów i pewnych problemów nie rozwiążemy, dopóki nie ściągniemy specjalisty od nich. Albo – dopóki nie zbudujemy formuły, która pozwoli nam go zastąpić.

PW: W dane wejściowe jednak też. Bo to ten moment, w którym mamy wszystko zaopiekowane i można wybierać, skąd czerpać informacje.

MK: Pamiętajmy, że odpowiadamy na konkretne potrzeby. Nie kluczymy wokół tego, co nas interesuje, tylko rozwiązujemy istotne dla klubu sprawy w danym momencie. Nie możemy chodzić z głową w chmurach i zajmować się rzeczami, które dla nas są analitycznie sexy, ale nie pomagają Wiśle Kraków. Nie idziemy ślepo za globalnymi trendami.

Natomiast budujecie też własny model, własne narzędzia. Dlaczego to takie istotne?

PW: Żeby mieć coś, czego nikt inny nie ma.

Ale wszyscy korzystają z tego samego źródła.

PW: To właśnie kwestia przetwarzania danych. Działamy na surowych danych, danych eventowych. Wyobraź sobie wielką tabelę, w której każde miejsce jest zajęte przez konkretną akcję. Strzał, podanie, drybling. Można z tego wyciągnąć milion mniej lub bardziej użytecznych rzeczy. Bazując na naszym researchu, wynajdujemy aspekty, które np. przekładają się na liczbę zwycięstw.

Liczby mają sens. Tak polskie kluby chcą gonić Europę

Jak to potem sprzedać sztabowi, skautom, ogólnie ludziom, w czytelny i przystępny sposób?

PW: Naszym celem jest produkcja decyzji, więc cała nasza praca kręci się wokół tego, żeby przekaz był zrozumiały. Nie ma czasu na analizę piętnastu stron raportu i zastanawianie się, co jest ważne. Docelowy użytkownik otrzymuje efekt końcowy, który w prosty sposób wskazuje kierunek.

MK: Przed moim dołączeniem do Wisły dział analityczny skondensował idee i wiedzę analityczną w sprawdzone, konkretne metryki, których jest niewiele, ale mają bardzo dużą wartość. Przekaz jest na tyle prosty, że można go zamknąć na jednej stronie dokumentu.

PW: To naprawdę nie są rzeczy odkrywcze. Patrzymy na wiele rzeczy krótko, zwięźle i osobno. Na poziomie zawodników: wartość dodana z podań, wartość dodana z dryblingu, akcji defensywnej itd. Na poziomie zespołu podobnie: skuteczność w fazach przejściowych, ataku pozycyjnym, różne typy obrony. Podejmujemy pewne decyzje odnośnie minimalizacji zakresu informacji.

MK: Nadając temu kontekst – to jest o tyle różne, że oddajemy to w ograniczonej liczbie metryk, bardzo przyswajalnej.

PW: Gdy skaut, trener, ktokolwiek, chce się czegoś dowiedzieć, to odpala aplikację, w minutę sprawdza, czego potrzebuje i wraca do swojej pracy.

Serio da się to zamknąć w minutę?

PW: Końcowy proces – tak. Wiadomo, że na starcie masz bardzo dużą liczbę zawodników do zweryfikowania. Albo wniosków, które musisz wziąć pod uwagę w procesie przygotowania do meczu. Zadań, które trzeba wykonać w trakcie mikrocyklu treningowego. Właśnie dlatego, że tego jest tak dużo, nie można tracić czasu na zastanawianie się, wybieranie metryk, przeklikiwanie się przez system.

Czyli przykładowo: dyrektor sportowy dostaje jakiegoś zawodnika, wchodzi w aplikację i ma wszystkie dane, które wskazują, czy iść w to, czy nie iść.

PW: Dokładnie.

W jakim kierunku pójdzie dział naukowy Wisły Kraków w najbliższych latach?

MK: W poszerzenie produktów analizy danych, które mamy oraz lepszym przeniesieniu ich na sztab, pion sportowy, zawodników, zespół medyczno-motoryczny. Natomiast priorytety definiujemy w sześciomiesięcznych blokach. Musimy być uważni na dynamikę zmian, bo adaptacja to kluczowa umiejętność. Priorytety robocze Wisły Kraków mogą się dynamicznie zmieniać, nawet jeśli kurs klubu jest stabilny. Natomiast długofalowo celem jest by po prostu cała organizacja była zaopiekowana danymi.

Patrzycie w ogóle na jakieś inne kluby, inspiracje? W Polsce można dyskutować, kto robi lepszą robotę z liczbami: Wisła czy Lech?

PW: Wszystko, co robimy, to inspiracja. Nie chcemy być zamknięci na inne filozofie futbolu, inne pomysły i ograniczać się do wiedzy, która jest w klubie, albo którą mamy sami. Staramy się analizować wszystkie możliwe drogi i powybierać to, co jest istotne. To, co leży w zasięgu naszych możliwości, zawsze będzie inspiracją. Czytamy, analizujemy. Nie porównujemy się, ale sprawdzamy, co robią inni, żeby więcej rozumieć. Czytałem na przykład artykuły naukowe, które wychodziły z działu naukowego Lechu Poznań i można stamtąd wyciągnąć ciekawe informacje. Nauka, analiza, opiera się na researchu. Niezależnie od tego, czy coś wyjdzie z działu Lecha, czy od analityka, który po godzinach klepie bloga, staramy się to agregować i wyciągnąć to, co może nas zainteresować.

MK: Z szacunkiem trzeba odnosić się do pracy Bartłomieja Grzelaka i jego zespołu natomiast kluczowym punktem odniesienia do naszej pracy nie są i nie będą inne organizacje. Mamy świadomość, co oferuje analityka na najwyższym światowym poziomie, natomiast odnosimy się do samych siebie. Za pół roku ocenimy progres w głównej mierze wobec naszej dynamiki rozwoju równocześnie wyznaczając cele w oparciu o potrzeby klubu jak i trendy oraz wiedzę płynącą z zewnątrz.

WIĘCEJ REPORTAŻY O POLSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

fot. Newspix, EkstraTrener

2 komentarze
Szymon Janczyk

Liczby, transfery i reportaże. Dobrych historii szukam na całym świecie - od koła podbiegunowego po Rijad. Na Weszło od lat staram się przekazać, że polska piłka też jest ciekawa.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Bundesliga

Niedawno wrócił po poważnej kontuzji. Czeka go kolejna przerwa

Braian Wilma
0
Niedawno wrócił po poważnej kontuzji. Czeka go kolejna przerwa
Reklama

Betclic 1 liga

Betclic 1 liga

Innowacje w Wiśle Kraków. Przynosisz pecha czy szczęście?

AbsurDB
28
Innowacje w Wiśle Kraków. Przynosisz pecha czy szczęście?
Reklama
Reklama