Były trener Radomiaka blisko pucharowej sensacji!

Marcin Ziółkowski

06 lutego 2026, 11:58 • 3 min czytania 1

Były trener Radomiaka blisko pucharowej sensacji!

Joao Henriques nie pozostał długo bez pracy po zwolnieniu z Radomiaka. W drugiej połowie grudnia objął outsidera portugalskiej ekstraklasy, zespół AVS. Ligowa czerwona latarnia w sześciu spotkaniach o punkty od tamtej pory dopisała do swojego dorobku jedynie dwa oczka. Henriques chciał więc sprawić niespodziankę w ćwierćfinale Pucharu Portugalii przeciwko Sportingowi.

Reklama

Dużo nie brakowało. Najpierw jego zespół odrobił dwubramkową stratę, a do doprowadzenia do rzutów karnych zabrakło trzech minut. Największym problemem jest jednak bardzo poważna kontuzja debiutującego dla AVS Antoine’a Baroana.

Henriques wplątał się w mission impossible

Portugalczyk poprowadził Radomiaka w 30 spotkaniach i zwolniono go pod koniec października. Klub z Vila das Aves po dwóch miesiącach wybrał go na (już) trzeciego trenera drużyny w tym sezonie i liczył na poprawę sytuacji. Henriques w końcu miał w CV 127 spotkań na poziomie portugalskiej ekstraklasy, gdy rozpoczynał pracę na północy Portugalii. Gdy przejmował AVS, drużyna miała trzy punkty w 14 spotkaniach.

Reklama

W kolejnych sześciu uciułała zaledwie… dwa. Klub z Vila das Aves jest na kursie do spadku z ligi. Mimo to, dotarł do ćwierćfinału Taca de Portugal. Krajowy puchar był ostatnią deską ratunku, aby ratować sezon. W Lizbonie szykowała się bardzo trudna przeprawa.

Po godzinie gry wydawało się, że do żadnej niespodzianki nie dojdzie. Wynik brzmiał 2:0 dla gospodarzy. Nieprzewidywalność futbolu po raz kolejny pokazała jednak swoje. W 64. minucie z rzutu karnego kontaktowego gola strzelił Pedro Lima, a w doliczonym czasie gry – także z jedenastu metrów, wyrównał Nene. Dobrą wiadomością dla sportinguistas był jednak powrót Nuno Santosa. Piłkarz ten pauzował od października 2024 roku. Zagrał on dobre zawody po wejściu z ławki.

Długo wydawało się, że czeka nas konkurs jedenastek, ale wtedy z odsieczą trenerowi Rui Borgesowi przybył jego joker – Geny Catamo. Mozambijczyk po rajdzie prawą stroną uderzył z dystansu w 117. minucie i nie pozostawił złudzeń podopiecznym Henriquesa.

Był to dla AVS koniec udanych rozgrywek pucharowych, z których na wczesnym etapie odpadła choćby Braga. Klub dawnego ekstraklasowicza, Rodrigo Zalazara, odpadł po wpadce z trzecioligowym Fafe.

Poważna kontuzja w debiucie nowego napastnika

Porażka w meczu pucharowym po dobrym występie to obecnie najmniejszy problem, jaki ma Henriques. W doliczonym czasie gry w drugiej połowie, poważnej kontuzji doznał napastnik AVS, Antoine Baroan. Stało się to w pojedynku z Luisem Suarezem, gdy obaj „poszli do końca”. Polscy kibice z pewnością kojarzą poważny uraz Rafała Mikulca z Wisły Kraków – Baroan to podobny przypadek.

Francuz złamał nogę, według informacji „Recordu”. To o tyle zła wiadomość, że kontuzja ma go wyeliminować do końca sezonu. Starcie na Estadio Jose Alvalade było jego debiutem w nowych barwach i zagrał on nieco ponad pół godziny. Życzenia szybkiego powrotu do zdrowia od razu po spotkaniu opublikował Sporting CP.

Henriques po spotkaniu zabrał głos w tej sprawie:

– To pierwszy i ostatni mecz w sezonie [Baroana – przyp. red.]. Niestety. Sytuacja jest bardzo poważna i to najważniejsze wydarzenie tego meczu. To bardzo negatywna sprawa, smutna sytuacja dla nas, ale przede wszystkim dla niego. Jesteśmy oszołomieni po tym, co się stało w przypadkowy sposób. To się zdarza… – powiedział dla SportTV.

AVS do końca sezonu ma 14 kolejek. Do bezpiecznego miejsca strata wynosi aż 13 oczek (Casa Pia – ostatni pogromca Porto w lidze). Istne mission impossible przed Henriquesem.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Reklama