Gyokeres jak Lewandowski. „Daje Szwecji przewagę nad Polską”

Jakub Radomski

30 marca 2026, 09:53 • 13 min czytania 7

Reklama
Gyokeres jak Lewandowski. „Daje Szwecji przewagę nad Polską”

Uczył się piłki na żwirowym boisku i grał w długich spodniach, żeby nie zniszczyć sobie kolan. Jego pierwszym trenerem został ojciec. Wydawało się, że przepadł po transferze do Anglii, a później nieoczekiwanie Viktor Gyokeres stał się jednym z najlepszych napastników świata. Szwedzki dziennikarz w rozmowie z Weszło porównuje go do Roberta Lewandowskiego, a my opisujemy, jak wyglądała droga Gyokeresa do piłkarskiej wielkości.

Najpierw idealnie wbiegł w pole karne, dostał podanie z lewej strony i z kilku metrów wpakował piłkę do siatki. Na początku drugiej połowy, chwilę po niezłej szansie Ukraińców na 1:1, zabawił się w polu karnym z dwoma ich obrońcami i uderzył lekko, ale bardzo precyzyjnie. Gol. 2:0. W 71. minucie to on samotnie szarżował na bramkę rywali, został sfaulowany przez bramkarza i chwilę później wykorzystał rzut karny.

Viktor Gyokeres w półfinale baraży przeciwko Ukrainie (3:1) pokazał swoją najlepszą wersję. Był nie do zatrzymania, ustrzelił hat-tricka i przed wtorkowym finałem z Polską to na niego najbardziej liczy cała piłkarska Szwecja.

Reklama

On był fantastyczny i zrobił na boisku różnicę. Pokazał, dlaczego występuje w Arsenalu i udowodnił , że jest jednym z najlepszych napastników w Europie – stwierdził po meczu trener Ukraińców, Serhij Rebrow.

To gość, który niezwykle ciężko pracuje i jest fantastycznym piłkarzem. Uwielbiam występować u jego boku – mówił skrzydłowy reprezentacji Szwecji, Anthony Elanga, na co dzień gracz Newcastle.

A trener Szwedów, Graham Potter, dodawał: – Ten hat-trick to jedna sprawa. Ale występ Viktora był niesamowity również dlatego, że kapitalnie utrzymywał się przy piłce i wiele dawał drużynie w grze defensywnej.

Reklama

Co ciekawe, ten sam Potter był w 2021 trenerem Brighton, gdy 23-letni wówczas Gyokeres nie potrafił się przebić w tym klubie i został sprzedany do występującego w Championship Coventry City.

Ale o tym później.

Viktor Gyokeres rozwijał się w klubie, który świetnie szkoli talenty. „To było trudne”

Tim Spiers i Jay Harris to dziennikarze „The Athletic”, którzy w 2024 roku napisali tekst „Jak Viktor Gyokeres został najgorętszym napastnikiem Europy”. Próbowali zrozumieć pokręconą drogę napastnika, która doprowadziła go do Sportingu, w którym wykręcił niewiarygodne liczby. Już sezon 2023/2024 był dla niego bardzo udany, ale ten kolejny to jakiś kosmos.

Reklama
  • Gyokeres w samej lidze portugalskiej – 33 spotkania, 39 bramek i osiem asyst.
  • Gyokeres we wszystkich rozgrywkach dla Sportingu – 52 mecze, 54 gole i 13 ostatnich podań.

Kosmos. I nie, nie kupuję tutaj prób umniejszenia temu poprzez stwierdzanie, że w Portugalii są tylko trzy bardzo mocne zespoły, a reszta jest dużo niżej.

Jeszcze latem 2021 roku nic nie zapowiadało, że z Gyokeresa może być taki kozak.

IF Brommapojkarna to bardzo ciekawy klub. W zasadzie należałoby powiedzieć, że to wylęgarnia talentów. Mało jest w Europie drużyn, które tak szkolą młodych zawodników. To klub, który wypuścił nie tylko Gyokeresa, ale również m.in. dwóch innych czołowych reprezentantów Szwecji: Dejana Kulusevskiego (obecnie kontuzjowany) i Lucasa Bergvalla, gracza Tottenhamu.

Spiers i Harris w swoim tekście stawiają tezę, że nie ma zapewne zbyt wielu innych drużyn na świecie, w których jest więcej zawodników niż kibiców na meczach. Brommapojkarna to ok. 4000 młodych graczy, szkolonych na wysokim poziomie, a na mecze dorosłej drużyny, która obecnie występuje w elicie, przychodzi ok. 2000 osób.

Reklama

Gyokeres trafił do tego zespołu jako 15-latek. Przygodę z piłką zaczynał w lokalnym sztokholmskim klubie Aspudden-Tellus. Miał wtedy pięć lat. – To nie była moja decyzja, tylko rodziców. Oni doszli do wniosku, że powinienem trenować piłkę w jakimś klubie. Ja początkowo tego nie chciałem i za tym nie przepadałem – wspominał po latach. Równocześnie do klubu dołączył jego ojciec, pan Stefan (w latach 80. i 90. piłkarz m.in. Ostersunds), który był jednym z pierwszych trenerów dzisiejszej gwiazdy reprezentacji Szwecji.

Często ćwiczyliśmy na żużlu. Pamiętam, że Viktor musiał zakładać dłuższe spodnie, żeby nie zniszczył sobie kolan – opisywał w rozmowie z „Aftonbladet” Bjorn Thuresson, prezydent Aspudden-Tellus.

Brommapojkarna na pewno była krokiem naprzód. Gyokeres trafił do tego klubu jako wyróżniający się w okolicy chłopak, ale występował wtedy na skrzydle. David Eklund, skaut sztokholmskiego klubu, mówił po latach w rozmowie z ESPN: – Zauważyliśmy, że jest bardzo silny jak na swój wiek i może być zmorą dla obrońców. Stwierdziliśmy, że zrobimy z niego środkowego napastnika, ale to wymagało od Viktora wiele wytrwałości.

Gyokeres w barwach Sportingu

Reklama

Gyokeres w barwach Sportingu

Sam piłkarz początki w zespole Brommapojkarna opisywał tak: – Wszyscy mieli normalne zajęcia, a ja trenowałem sam, po drugiej stronie boiska. Uczyłem się totalnych podstaw, jeśli chodzi o zachowania napastnika. To było niesamowicie ciężkie, również mentalnie, ale pozwoliło mi wejść na wyższy poziom.

Miał 16 lat, kiedy zadebiutował w dorosłym zespole.

Gyokeres do byłego trenera: „Jestem tutaj samotny, ale to uczyni mnie silniejszym”

W Brommapojkarnie występował na drugim i trzecim poziomie rozgrywek. W 2017 roku już wszyscy zdawali chyba sobie sprawę, że stał się za dobry na ten zespół. Jego ekipa prezentowała się świetnie na drugim poziomie i miała już pewny awans do elity, co było sporym wyczynem. Gyokeres był znakomity, w całych rozgrywkach zdobył 13 bramek i dołożył do nich osiem asyst. W ostatniej kolejce jego zespół mierzył się z Gefle, stawką było wygranie rozgrywek. Viktor był niesamowity: podobnie jak niedawno przeciwko Ukrainie, strzelił wtedy trzy gole. Kiedy w 83. minucie opuszczał boisko, wiwatujący kibice byli tak głośni, jakby było ich z pięć tysięcy, a nie 869 osób.

Reklama

On wyszedł na tamten mecz z motywacją, żeby na koniec swojego pobytu nie tylko awansować, ale i wygrać drugą ligę. Poza tym miał w głowie, że pragnie zostać najlepszym strzelcem drużyny, wyprzedzić Kevina Kabrana – wspomina Eklund.

Jako nastolatek Gyokeres był bardzo odważny, ale nie snuł jeszcze wielkich marzeń. W szkole zdarzało mu się rozrabiać, o czym szwedzkim mediom opowiadał kiedyś Andreas Engelmark, który współpracował z nim w Brommapojkarnie. – Pewnego dnia, kiedy nabroił, ale nie jakoś strasznie, tłumaczyłem mu, że nie może tak się zachowywać, jeżeli chce być w przyszłości profesjonalnym piłkarzem. A Viktor do mnie: „Ale ja nie zamierzam być profesjonalnym piłkarzem” – mówił Engelmark.

Peter Kisfaludy to jeden z bardziej cenionych w Szwecji trenerów młodzieży. W Brommapojkarnie pełnił różne role, był m.in. dyrektorem akademii, a obecnie pracuje w Djurgarden.

Nastoletni Viktor, gdy tylko widział szansę na zdobycie bramki, szedł w to, nawet jeżeli groziło to połamaniem nogi. Niczego się nie bał, był bezwzględny dla rywali. Na początku trochę brakowało mu techniki, był przede wszystkim fizycznym graczem, ale to oraz szybkość, którą dysponował, pozwoliło mu w młodym wieku wejść do piłki seniorskiej. Już wtedy, gdy pracowaliśmy razem, widziałem w nim mentalność zwycięzcy. Utwierdziłem się w tym przekonaniu, kiedy poszedł na wypożyczenie do niemieckiego St. Pauli. Rozmawialiśmy pewnego dnia przez telefon i on mówi do mnie: „Jestem tutaj bardzo samotny, ale to dobrze, bo to tylko sprawi, że stanę się silniejszy mentalnie” – opowiada Kisfaludy w rozmowie z „The Athletic”.

Reklama

Michael Wagner to dziennikarz „Aftonbladet”, który od lat pisze o reprezentacji Szwecji. Piłkarską drogę Gyokeresa uważnie śledzi od lat.

On był dużym talentem już w Brommapojkarnie. Jego drugi i trzeci sezon na poziomie seniorskim był dobry. To nie była szwedzka ekstraklasa, tylko drugi poziom rozgrywek, ale zdobywał wiele bramek, a miał wtedy 18 lat. On już wówczas był bardzo silnym napastnikiem. Później mu nie szło w Brighton i Swansea. Pamiętam pierwszy sezon w Coventry, jeszcze na wypożyczeniu. Robiłem wtedy wywiad z Viktorem i jego ówczesną dziewczyną, która też jest piłkarką. W tamtym momencie nikt tak naprawdę nie wiedział, w którą stronę pójdzie jego kariera. Viktor nie zdobywał wielu bramek i to było spore zaskoczenie, że działacze Coventry postanowili kupić go z Brighton. A właśnie wtedy nastąpiła eksplozja jego talentu – mówi w rozmowie z Weszło.

Gyokeres za czasów Coventry City

Gyokeres za czasów Coventry City

Reklama

W Brigthon się nie przebił. W Coventry City stał się innym człowiekiem

Moises Caicedo dziś jest ważnym punktem Chelsea. Yves Bissouma gra w Tottenhamie. Alexis Mac Allister to mistrz świata z reprezentacją Argentyny i zawodnik Liverpoolu. Wiecie, co łączy tych zawodników? Wszyscy występowali w przeszłości w Brighton i ten klub okazał się ważnym etapem ich karier.

W przypadku Gyokeresa też miał nim być. Jednak coś nie wyszło. Szwed trafił do tego klubu jako 19-latek, na początku 2018 roku. Brighton, które ponad dwa lata później sięgnie też po Jakuba Modera, wydawało się właściwym wyborem. Ale Gyokeres nie zagrał żadnego spotkania ligowego w pierwszym zespole. Dlaczego się nie udało? To jeden z wątków, w który szczególnie zagłębili się dziennikarze „The Athletic”.

Zawodnicy rozwijają się w różny sposób. Zdarzają się sytuacje, że piłkarz nie ma większych szans na grę, a jednocześnie pragnie dostać wielką szansę jak najszybciej. Wtedy wypożyczenie albo transfer do innej drużyny jest najlepszą opcją – tłumaczy im Paul Barber, dyrektor generalny Brighton. Sugeruje, że mniej więcej na tym polegał przykład Gyokeresa.

Szwed był wypożyczany, kolejno, do: St. Pauli, Swansea i Coventry City. W Niemczech nie było tak źle – zdobył siedem bramek w 28 meczach, ale często był lewoskrzydłowym. Pobyt w Swansea to kompletna porażka – tylko jedna bramka. ESPN w swoim tekście o drodze Gyokeresa powołuje się anonimowego rozmówce z walijskiego klubu, który stwierdza, że Szwed był w Swansea „totalnie zagubionym człowiekiem”.

Reklama

W Brighton miał trochę pecha: zespół miał w ataku solidnych napastników w osobach Danny’ego Welbecka i Neala Maupaya, spore perspektywy wydawał się mieć młodszy Aaron Connolly. Kiedy drużynę objął Potter, dziś tak mocno liczący na Gyokeresa w finale baraży przeciwko Polsce, miał stwierdzić, że Szwed owszem, jest silny, ale brakuje mu jeszcze techniki, by cofał się po piłkę i rozgrywał ją z pomocnikami. A właśnie tak Potter widział w Brighton rolę „dziewiątki”, która miała mieć za zadanie nie tylko wykańczanie akcji.

I nagle pojawia się Coventry. Kulisy jego transferu do tego klubu (najpierw wypożyczenie na początku 2021 roku) są ciekawe. Okazuje się, że skauci tego zespołu mieli go na oku, ale chcieli ściągnąć przede wszystkim Leo Ostigarda – Norwega, który wtedy również był wypożyczony do St. Pauli z Brighton. Przedstawiciele Coventry dopięli swego w sierpniu 2020 roku. Pół roku później Norweg przekonał swojego kolegę, by podążył jego drogą. Gyokeres miał również propozycję z Niemiec, Brighton oferowało mu nową umowę, ale dał się przekonać na ten ryzykowny krok. Ryzykowny, bo oznaczał zejście na poziom Championship.

Mieliśmy wtedy dwóch czy nawet trzech kontuzjowanych napastników. Viktor wiedział, że jeżeli wybierze nas, dostanie zaufanie i będzie grał w pierwszym składzie. Tak też się stało. A latem 2021 roku zaszła u niego jakaś zmiana. Nie wiem dokładnie, jak to wyjaśnić, ale on wyglądał na treningach jak facet z poczuciem misji. Zmienił definitywnie klub, poprawił się siłowo, zmężniał, zaczął jeszcze lepiej biegać. Zachowywał się jak ktoś, kto chce pokazać wszystkim wokół, że potrafi więcej, niż wiele osób myśli – opowiadał w rozmowie z ESPN Chris Badlan, wówczas szef skautów Coventry City.

Viktor Gyokeres na treningu przed meczem z Polską

Reklama

Viktor Gyokeres na treningu przed meczem z Polską

Stał się po prostu innym człowiekiem: niesamowicie pewnym siebie. Emanował przekonaniem, że skoro z przodu ma być główną postacią, to musi pokazać bardzo wiele. I w Championship zaczął terroryzować obrońców, bo ciężko inaczej to nazwać. Widziałem, jak defensorzy przeciwnych drużyn, gdy byli ustawieni wysoko, bliżej połowy boiska, patrzyli z przerażeniem, czy „Vik” zaraz nie ustawi się i nie wybiegnie zza ich pleców. Nie wiem, czy kiedykolwiek pracowałem z tak zdeterminowanym piłkarzem – tak z kolei tę przemianę opisywał na łamach „The Athletic” Adrian Viveash, który w klubie z Coventry był asystentem Marka Robbinsa.

Bilans Gyokeresa na półrocznym wypożyczeniu w Coventry: 19 meczów, trzy gole. Bez szału.

Ale sezon 2021/2022 miał już znakomity. Rozegrał w Championship 45 spotkań, w których 17 razy trafiał do siatki, dokładając pięć asyst.

Reklama

W rozgrywkach 2022/2023 było jeszcze lepiej: 46 meczów, 21 goli i 10 ostatnich podań. Jego zespół nie zdołał awansować do Premier League. Uległ w finale play-offów, na Wembley, Luton po serii rzutów karnych (Gyokeres swoją jedenastkę wykorzystał). Kiedy zgłosił się Sporting, piłkarz długo się nie zastanawiał i przeniósł się do Portugalii. I tam okazało się, że jest w stanie błyszczeć na sporo wyższym poziomie.

Viktor Gyokeres ma identyczny bilans jak Robert Lewandowski

W Coventry Gyokeres poprawił się w grze tyłem do bramki. Nauczył się też poruszać między obrońcami i szybciej kończyć akcje” – piszą w swoim tekście o Szwedzie Spiers i Harris. W Portugalii Gyokeres udoskonalił te umiejętności.

Fragment analizy taktycznej jego niezwykłej dyspozycji w Sportingu, opublikowanej przez ESPN: „Wyróżnia go bardzo szybka egzekucja. Stał się piłkarzem, który, kiedy otrzymuje piłkę w polu karnym, jest znakomity w błyskawicznym skanowaniu przestrzeni i decyduje się na właściwe i skuteczne rozwiązanie albo w pierwszym kontakcie z piłką, albo po krótkim i minimalnym przyjęciu. Bardzo rzadko przytrzymuje piłkę albo zastanawia się, co zrobić. Ma znakomitą prawą nogę, ale potrafi uderzyć też lewą czy głową. Ale idźmy dalej: Gyokeres to mistrz przewidywania schematów ruchów obrońców. Skauci najlepszych klubów, oglądając go na portugalskich boiskach, zachwycali się też tym, że ten facet potrafi być sępem w polu karnym, a jednocześnie ma szybkość na dłuższym dystansie, kapitalne przyspieszenie i fantastycznie prowadzi piłkę. Dlatego jest nieoceniony w fazach przejściowych”.

O bilansie Gyokeresa w Sportingu trochę już tutaj było: 29 goli (i dziewięć asyst) w pierwszym sezonie w lidze, a w kolejnym – 39 trafień i osiem ostatnich podań. Aż siedem razy w ciągu dwóch sezonów wybierano go najlepszym piłkarzem miesiąca.

W Portugalii zachwycił też wszystkich tym, że w rok nauczył się płynnie mówić w tamtejszym języku.

Było wiadomo, że latem ubiegłego roku odejdzie do czołowego klubu świata. Wybrał Arsenal, z którym wciąż jest w grze o trzy trofea. W Premier League – są liderami. W Pucharze Anglii będą mierzyć się na początku kwietnia w ćwierćfinale z Southampton. W Lidze Mistrzów też są w ćwierćfinale i na ich drodze w tej fazie staje… Sporting. Piłka lubi takie historie. Arsenal miał sporo szczęścia w losowaniu Champions League, bo w ewentualnym półfinale unika potęg: Realu, Bayernu, PSG czy Liverpoolu. Wiele osób przekonuje, że to może być TEN sezon, jeden z najlepszych w historii klubu.

Ale czy Gyokeres, który we wszystkich rozgrywkach zdobył dla londyńskiego klubu 16 goli w 42 meczach, lekko nie rozczarowuje? Czy aby na pewno dobrze wybrał klub?

Gyokeres w barwach Arsenalu

Gyokeres w barwach Arsenalu

Wagner w rozmowie z Weszło przekonuje, że jego czas w Arsenalu już można dzielić na dwa okresy.

Jego pierwsze pół sezonu w Premier League, zwłaszcza wrzesień, październik i listopad, to był słaby czas. Gyokeres miał problem z tym, żeby odnaleźć się w zespole i przyzwyczaić się do nieco innego stylu. Ale kiedy spojrzy się na ostatnie mecze, to widzimy w nich Gyokeresa, który, nawet jeżeli nie strzela goli, to niezwykle pracuje dla zespołu. Haruje w obronie, jest pierwszy do pressingu. Przez cały czas naciska na obrońców przeciwnika. Jest typem zawodnika, który potrafi utrzymać się przy piłce, dając tym samym czas kolegom. Staje się bardzo ważny dla Arsenalu, choć jego pracę nie zawsze widać – mówi dziennikarz „Aftonbladet”.

I dodaje: – Ten całościowy bilans Gyokeresa w Arsenalu wcale nie jest zły. Ma 11 goli w Premier League, do tego cztery bramki dla Arsenalu w Lidze Mistrzów. Wiesz, jaki gość ma identyczne liczby? Lewandowski w Barcelonie: 11 bramek w La Liga i cztery w Champions League. Można ich więc porównać. To też pokazuje, jak trudne i zarazem intrygujące spotkanie czeka nas we wtorek. Obaj prezentują się podobnie, choć muszę przyznać, że jestem pod większym wrażeniem występu Gyokeresa z Ukrainą, niż Lewandowskiego w meczu z Albanią. I to skłania mnie do myśli, że Szwecja ma nad Polską pewną przewagę.

Sam Gyokeres nie ukrywa, że nie może doczekać się meczu z Polakami. Jego węgiersko brzmiące nazwisko jest nieprzypadkowe, bo dziadek od strony ojca uciekł z ojczyzny do Szwecji w 1956 roku, gdy wybuchło krwawo tłumione powstanie węgierskie. Napastnik nie miał żadnych wątpliwości, który kraj reprezentować , a teraz pragnie osiągnąć ze Szwecją cel, który jeszcze niedawno, po fatalnych występach w grupie eliminacyjnej, wydawał się mało realny.

Od wielu lat marzę o tym, by zagrać w mistrzostwach świata. Moi koledzy mają podobnie. Dlatego zrobimy wszystko, by w meczu przeciwko Polsce zrobić ten ostatni krok – powiedział po wyeliminowaniu Ukraińców.

JAKUB RADOMSKI 

WIĘCEJ O BARAŻACH NA WESZŁO EXTRA:

Fot. Newspix

7 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026