Były takie teorie, nawet podnoszone przez komentatorów dzisiejszego spotkania, że jeśli Legia strzeli pierwsza gola, to złapie większy luz i wygra mecz. Cóż, dzisiaj objęła prowadzenie z GKS-em Katowice, a zwycięstwa jak nie było, tak nie ma.
Wyliczanka trwa – październik, listopad, grudzień, styczeń (tu nie było meczu, to duży atut Legii) i wciąż luty bez zwycięstwa. To, przyznajmy, dość długi post, ale legioniści najwyraźniej chcą pościć dalej i należy ich przynajmniej pochwalić za determinację.
Ale ok, by nie ironizować – faktycznie w pierwszej połowie dzisiejszego spotkania ekipa Papszuna wyglądała lepiej. Niektóre akcje miały ręce i nogi, ba, udało się nawet strzelić gola z gry i to po przemyślanej akcji. Goście szybko pograli, dobrze wrzucił Kun (!), idealną główką popisał się Biczachczjan (!). To naprawdę rzadkość obserwować takie akcje Wojskowych w tym sezonie. Zazwyczaj grają bez ładu, składu i sensu, a tu proszę – zażarło.
Co więcej tych goli w pierwszej połowie dla Legii mogło być więcej, bo – znów – ładną akcję kończył strzałem głową Kun, ale bronił Strączek, z kolei po błędzie Kuuska w bramkę nie trafił Colak, zatem mimo przełamania w Gdyni nie odkrył w sobie supersnajpera.
Oczywiście Legia też przeciekała, w tej formie i przy tym strachu spadkiem musi przeciekać, ale miała szczęście – Szkurin nie trafił z około metra (mianowicie – nie trafił w piłkę), z kolei strzał z pola karnego Nowaka był rozpaczliwie blokowany. Niemniej wydawało się, że goście dowiozą ten wynik do przerwy.
Tyle że nie. Przyszedł stały fragment gry. A tych, jak wiadomo, Legia nie potrafi bronić. Świetna wrzutka Nowaka, idealnie wkleił się w linię Galan, Tobiasz dość standardowo był spóźniony i wpadło.
No i oczywiście ta bramka już tak przeraziła Legię, że na drugą połowę wyszła dużo, dużo słabsza, nic sobie nie stwarzała i może podziękować gospodarzom, że ci z tego nie skorzystali. Też byli słabsi, ale i tak bliżsi goli, żeby chociaż wspomnieć sytuację Galana, kiedy tym razem nie trafił z bańki.
No i jest to zasłużony remis, ale co on daje Legii? Niewiele. Jak była strefa spadkowa, tak jest.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
GKS Katowice – Legia Warszawa. Sporo kontrowersji
Natomiast to nie koniec opowieści o tym meczu, bo trzeba powiedzieć o kontrowersjach. Faulu na Szkurinie – przy tej sytuacji gdy nie trafił w piłkę – raczej jednak nie było, owszem, Tobiasz balansował na granicy, ale chyba jej nie przekroczył. A ręka Kuna?
Ręka szuka piłki czy piłka szuka ręki 🤔#GKSLEG pic.twitter.com/xlOqsDZd4V
— Dawid98 (@Davvid_98) February 13, 2026
Co my wam będziemy tłumaczyć… Sami wiecie, jak jest. Loteria. Sylwestrzak nie dał, ktoś inny by dał. Dzisiaj nie było, jutro mogłoby być. Którą nogą sędzia wstanie, tak jest. A my się możemy zastanawiać i kłócić w komentarzach.
Jest jeszcze kwestia czerwonej kartki Pankova i sędzia spokojnie mógł ją pokazać, bo obrońca wyprostowaną nogą zaatakował Nowaka. Co prawda Kamil Kosowski tłumaczył obrońcę, że potem noga Pankova się ugina, ale komentator mógłby się dowiedzieć, jak działa staw kolanowy. No trudno żeby Pankov miał wiecznie wyprostowaną nogę przy wślizgu.
Trzy kontrowersje, trzy rozstrzygnięte na korzyść Legii. Być może słusznie, ale jednak wątpliwości są.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Czy trzech i więcej trenerów to pocałunek śmierci?
- Mateusz Lis: Temat zimowego transferu do Widzewa był poważny [WYWIAD]
- Transfer napastnika jako symbol rozkładu i beznadziei Legii
- Kto w Polsce wygrał 5 meczów z rzędu przed United?
Fot. Newspix