GKS Jastrzębie upada. Jego koniec to wierzchołek góry węglowej

Antoni Figlewicz

10 kwietnia 2026, 08:07 • 19 min czytania 9

Reklama
GKS Jastrzębie upada. Jego koniec to wierzchołek góry węglowej

Porażka ma to do siebie, że zwykle jest sierotą. Tu takie osierocenie nie wiąże się ze specjalnymi konsekwencjami, a owa porażka była w jakimś stopniu… samoistna. GKS Jastrzębie nie jest żadną wielką firmą, więc nie zapłacze za nim pół Polski. Ot rzucicie okiem, zauważycie, że klub upadł i przejdziecie nad tym do porządku dziennego. Trudno o wiarę w jakieś niewiarygodne zrządzenie losu i zaskakującą odbudowę. Powrót z zaświatów, do których klub ten przeniósł się już chyba definitywnie, to scenariusz z tych niemożliwych. Także dlatego, że problemy dotyczą teraz całego miasta.

Reklama

Zarząd K.S. GKS Jastrzębie S.A. z przykrością informuje, że w związku z trudną sytuacją klubu podjęto decyzję o wycofaniu drużyny seniorskiej z rozgrywek Betclic 2. Ligi w sezonie 2025/2026 oraz drużyny rezerw, występującej w V lidze, grupie śląskiej II – przeczytaliśmy już oficjalnie na stronie zespołu z Jastrzębia-Zdroju 25 marca. Na początku kwietnia klub złożył wniosek o upadłość. Cała ta historia ukryła się nieco w cieniu spotkań barażowych naszej reprezentacji, a dotyczy jednak drużyny z poziomu centralnego.

Okej, może i z jego pogranicza. Może i mającej swoje coraz większe finansowe problemy, o których mówiło się coraz głośniej w kuluarach. Nominalnie GKS Jastrzębie był jednak jeszcze ze dwa tygodnie temu jednym z 60 najlepszych klubów piłkarskich w naszym kraju, a dziś niemal znika z futbolowej mapy Polski. Jeśli wróci, to jedynie w wyraźnie skarlałej formie, bardziej pewnie przypominającej działanie jednej z wielu mniejszych szkółek, tworzących też drużynę seniorów gdzieś na bardzo niskim poziomie rozgrywkowym.

Najłatwiej teoretycznie będzie o zachowanie wymiaru społecznego, jakiejś kultury kibicowskiej, historii. To jasne. Pytanie tylko, czy jest komu to wszystko zachowywać? I czy naprawdę jest dla kogo?

Reklama

Anatomia upadku GKS-u Jastrzębie. Piłka nożna dla nikogo?

Pudrowanie trupa byłoby oczywiście jakimś rozwiązaniem, ale żeby go pudrować trzeba mieć dwie rzeczy – puder i chęci do pudrowania. Bez tego ani rusz, choć braki jednego czasem można zniwelować nadmiarem drugiego, choć nie zawsze. Kiedy z kolei braknie obu to właściwym zachowaniem jest chyba tylko zwinięcie interesu.

Na to zdecydowali się już ostatecznie w Jastrzębiu-Zdroju, zaznaczając wyraźnie, że z pustego to i Salomon nie naleje. – Decyzja ta została podyktowana brakiem realnych perspektyw zapewnienia stabilnego finansowania działalności klubu, zarówno w bieżącym okresie, jak i w nadchodzących miesiącach. Kierując się odpowiedzialnością za przyszłość klubu, zarząd uznał, że dalsze uczestnictwo w rozgrywkach mogłoby skutkować powstawaniem kolejnych zobowiązań, których klub nie byłby w stanie regulować – czytamy w komunikacie z końca marca. No lepiej tak, niż jakby mieli nabierać wszystkich wokół, że jednak da się to ciągnąć dalej.

Nie wiem – można pewnie było naciągnąć jakiegoś frajera na kasę i pograć jeszcze miesiąc. Tylko po co?

Klub bazuje tylko na wsparciu miasta i drobnych przedsiębiorcach. W ostatnim miesiącu podpisaliśmy umowy z trzema małymi firmami. Trudno liczyć na pomoc większych podmiotów – żalił się nieco Jakub Mrozik, dyrektor sportowy GKS-u Jastrzębie w rozmowie z TVP Sport. Wszystko to ledwie na tydzień przed wycofaniem drużyny z rozgrywek II ligi. Teraz jego podejście niespecjalnie się różni, ale naszą rozmowę zaczynam od momentu, kiedy pojawił się w klubie, czyli lipca ubiegłego roku.

Reklama

***

Pod względem finansowym już wtedy było krucho. Klub wyglądał na taki, co zwinie się niecały rok później?

Zadłużenia, które były w Jastrzębiu w lipcu, czyli w momencie, kiedy przychodziłem do klubu, były na tyle alarmujące, że myślę, że każdy mały błąd wynikający z zarządzania bardzo małym budżetem mógł się realnie przyczynić do aktualnej sytuacji. Ale gdyby ktoś wtedy wątpił w sens ratowania tego projektu, to pewnie zostałby on zamknięty już w lipcu.

Myśli pan, że popełnił pan jakiś, jak to pan określił, mały błąd?

Reklama

Nie chcę się wybielać, bo od lipca do ostatniego dnia funkcjonowania zespołu na poziomie centralnym byłem w klubie, choć nie zarządzałem bezpośrednio finansami. Nie miałem też wpływu na wcześniejsze lata i zarządzanie zadłużeniem w tamtym okresie – o problemie przerastającego już nasze możliwości zadłużenia dowiedziałem się w marcu.

Może mnie pan poprawi, jeśli się mylę, ale kluby w kiepskiej sytuacji finansowej raczej nie robią transferów. GKS, choćby zimą, parę ich zrobił, wydaje mi się, że to było normalne okienko.

Tak, nie powiem, że to były transfery bezkosztowe, ale nie była to też z naszej perspektywy żadna zawrotna kwota. Kwestie ekwiwalentu i rejestracji zamknęły się w granicach 20-25 tysięcy złotych, a trzeba pamiętać, że przeprowadziliśmy 26 transferów. Równolegle przeprowadziliśmy parę ruchów z klubu, plan był taki, żeby klub poza kontraktami nie ponosił właściwie żadnych opłat.

***

Reklama

GKS Jastrzębie wycofał się z rozgrywek, ale jeszcze w marcu jego piłkarze wybiegli na boisko

Wcześniejsze zobowiązania ciążyły jednak za bardzo. Nie do końca dlatego, że ktoś wydawał gigantyczne pieniądze na jakieś niewiarygodne transfery. Okej, w klubie pojawiło się wcześniej dwóch czy trzech piłkarzy z interesującym jak na ten poziom CV, były ruchy zagraniczne, ale na pierwszy rzut oka trudno dostrzec w tym oznaki szaleństwa. Najwyżej ryzyko. W jakiejś części wkalkulowane w ten biznes, który opiera się przecież często na kupowaniu zawodników, o których nie zawsze możemy wiedzieć wszystko. A jeśli już wiemy o nich wszystko, to nie zawsze nas na nich stać. A jak nas stać, to mogą i często mają jakiś defekt. Małe doświadczenie, powrót po kontuzji czy przerwę od piłki.

W takiej sytuacji znalazł się Mrozik, który postawił na kilku graczy z zagranicy, ale kadrę zbudował głównie na Polakach. Na podobną strategię zdecydował się też jego poprzednik, Adam Lechowski. Rodzinnie związany z gigantem biznesu przyprawowego, firmą Prymat, która też wywodzi się z Jastrzębia-Zdroju. W wypadku Lechowskiego biznesowe umocowanie dawało kibicom GKS-u jakieś nadzieje. Wraz z nim do klubu mógł przecież zawitać spory kapitał. Prymat też jest wizytówką miasta, nawet bardziej rozpoznawalną niż zespół piłkarski znany głównie bardziej wtajemniczonym fanom polskiego futbolu. I firma faktycznie wykładała pieniądze, reklamując swoje dwie marki na koszulkach ekipy z Jastrzębia-Zdroju.

Reklama

Dotychczasowa współpraca przyniosła wiele korzyści dla obu stron, a teraz postanowiliśmy ją rozszerzyć – do marki „SMAK” dołącza marka „to NATURALNE” – informował klub pod koniec października 2024 roku. Zatem na ewentualne ruchy „ekstra” były wówczas pewne „ekstra” środki, które w dużej mierze – tu trudno wyciągać inne wnioski – Lechowski zapewnił sobie sam. Wraz z jego odejściem skończyła się też jednak współpraca z Prymatem. W sumie Lechowski spędził w GKS-ie trzy lata, które też mijały raczej na kombinowaniu, jak opierając się głównie na pieniądzach z miasta i Jastrzębskiej Spółki Węglowej utrzymać zespół na poziomie centralnym.

Z pierwszych rozmów między nami a sponsorami wynika, że my jako klub nie możemy znaleźć się niżej, bo wtedy zaangażowanie podmiotów może się jeszcze bardziej zmniejszyć – tłumaczył Lechowski w rozmowie z iGolem w marcu 2023 roku. Nie da się oprzeć wrażeniu, że jego wejście do GKS-u tylko przedłużyło proces powolnego rozkładu, który zaczął się już lata wcześniej. O zarządzaniu klubem od lat mówiono w kategoriach zarządzania właściwie ciągłym kryzysem i problemami finansowymi.

To nie jest tania sprawa. „Myślę, że to spory problem Jastrzębia”

Warto zastanowić się, ile tak naprawdę potrzeba klubowi do przeżycia w II lidze. Bo GKS dostawał pieniądze od miasta, przez pewien czas szukał i znajdował mniejszych sponsorów, na moment przyciągnął Prymat, długo wspierany był przez Jastrzębską Spółkę Węglową, ale stan gry jest taki, że i pieniędzy, i zainteresowania w ostatecznym rozrachunku zabrakło. Także dlatego, że potrzeba ich było wcale niemało, na co zwraca mi uwagę dyrektor Mrozik.

***

Reklama

Ile pieniędzy potrzebuje klub do funkcjonowania na poziomie centralnym?

Wierzę w to, że budżet w granicach 5 milionów złotych na całe funkcjonowanie klubu to są minimalne, ale umożliwiające funkcjonowanie pieniądze. Zakładając, że chcemy też utrzymać cały klub wraz z akademią na poziomie centralnym. Wówczas na pierwszą drużynę można wydawać pewnie w granicach 200 000 zł miesięcznie plus 60 000 zł miesięcznie na sztab. Druga liga może funkcjonować na takich stawkach, wcale nie muszą być dwa razy większe.

Myśli pan, że te różnice w finansowaniu wynikają też z faktu, że w niektórych ośrodkach nie ma komu, z kim i dla kogo robić piłki? Trudno o pozyskanie sponsorów, małe firmy wnoszą małe kwoty, sami kibice nie zasilą klubowej kasy…

Myślę, że to spory problem Jastrzębia. Osobiście angażowałem się w szukanie sponsorów, to nie jest łatwe. O Jastrzębskiej Spółce Węglowej pewnie można mówić dużo, ale też są dziś w kryzysowej sytuacji finansowej. Firma Prymat, po odejściu z klubu pana Adama Lechowskiego, też raczej nie chciała być finansowym partnerem. A więcej dużych firm do przyciągnięcia nie ma.

Reklama

***

Jakub Mrozik

Jakub Mrozik w lutym zauważał, że sytuacja jest trudna. Odejście JSW wyraźnie utrudniło GKS-owi funkcjonowanie (fot. GKS Jastrzębie)

Na ten sam problem zwrócił mi uwagę p. o. prezesa klubu, Andrzej Kwiatek. – Sponsora szukano przez lata, w tym czasie był właściwie tylko jeden, Adam Lechowski, który odszedł z klubu. Reszta to byli drobni przedsiębiorcy – w większym jastrzębskim biznesie nie ma zainteresowania – słyszę. Trochę w tym goryczy, a trochę też realiów takich ośrodków jak Jastrzębie-Zdrój, gdzie trudno piłkę finansować inaczej niż z miejskiej kasy.

Reklama

Kto powinien i mógłby utrzymywać klub? A kto nie?

Cały przykład GKS-u stoi w kontrze do grającej przecież szczebel niżej Avii Świdnik, której funkcjonowanie badałem przy okazji występu zespołu w ćwierćfinale Pucharu Polski. Trzecioligowiec dotarł do dalekiego etapu tych ogólnopolskich rozgrywek, w swojej grupie III ligi przewodzi stawce, gra o awans. I samo miasto, z burmistrzem Marcinem Dmowskim na czele, dba o finansowy komfort klubu, przeznaczając na sekcję piłkarską (wraz z akademią) 4,5 miliona złotych rocznie. Sponsorzy dokładają od siebie 1,44 miliona na wszystkie sekcje – przyjmijmy, że sama piłka ma z tego około pół miliona złotych. No i pięć baniek na funkcjonowanie na poziomie centralnym już jest.

Warto też oczywiście zauważyć, że Świdnik to miasto dwukrotnie mniejsze od Jastrzębia-Zdroju. Dla problemu finansowania piłki różnica 40 tysięcy mieszkańców nie ma jednak tak wielkiego znaczenia – w obu ośrodkach zainteresowanie futbolem jakieś jest, jest jakaś potrzeba jego rozwijania. Ale inne są priorytety, szczególnie jeśli region może wkrótce doświadczyć poważnego kryzysu, o którym nieco później.

Avia leci, bo chce. Trzecioligowiec ma swoje marzenia [REPORTAŻ]

Zebraliśmy zawodników do gry, bo poziom centralny jest dla nich sportowo atrakcyjny. Jeśli jednak zejdą do III ligi, to dostaną może nawet 3-4 razy więcej pieniędzy. Zakładam, że czołówka każdej grupy III ligi płaci więcej niż dolna część tabeli II ligi. Takie różnice i takie paradoksy mogą zabijać rynek, na którym nie sposób konkurować – twierdzi Mrozik, a ja zauważam, że wąskie gardło pomiędzy III i II ligą zmusza kluby z niższego poziomu rozgrywkowego do wzięcia udziału w wyścigu zbrojeń i wymaga od nich niezłej gimnastyki, jeśli oczywiście są one zainteresowane awansem.

Reklama

Jestem osobiście przeciwko finansowaniu publicznemu – mówi mi Mrozik. – Z drugiej strony – jeżeli chcemy mieć sport w mieście na jakimś poziomie, to musimy się liczyć z kosztami ponoszonymi przez miasto. Inną drogą jest po prostu zakopanie takiego projektu.

Czyli w Jastrzębiu wygrała opcja druga, zakopano klub? – rzucam.

– Myślę, że miasto tak po prostu nie chciało dolewać do kasy. Mieliśmy plan restrukturyzacji, pomysł na najbliższych kilka lat na funkcjonowanie w trzeciej lidze, ale w mieście nie byli tym zainteresowani. W ogóle czasem wydaje mi się, że w sporcie lokalnym wielką rolę odgrywa polityka i jest jej w nim za dużo. Sport staje się kwestią polityczną, polityczną inwestycją – dodaje mój rozmówca.

Zgodzić mogę się z tym tylko częściowo, bo pewnie nie dla wszystkich polityków „igrzyska” są dodatkiem do „chleba” i jedynym, najważniejszym pomysłem na rządzenie. Zresztą w Jastrzębiu-Zdroju, skoro miasto nie jest zainteresowane podlaniem klubu dodatkowymi milionami, władza musi widzieć inne priorytety. Moim zdaniem słusznie, szczególnie w obliczu ostatnich wydarzeń.

Reklama

Koniec GKS-u Jastrzębie to wypadkowa wielu czynników. Od kosztów utrzymywania klubu na poziomie centralnym, przez mimo wszystko niewielkie zainteresowanie, aż po problemy węglowego giganta

Gigant słania się na nogach. „Rozumiem, że są w katastrofalnej sytuacji”

Problemy Jastrzębskiej Spółki Węglowej odbijają się właściwie na całym regionie, na co jasno zwraca uwagę prezydent Jastrzębia-Zdroju, Michał Urgoł: – Przyjęliśmy to oczywiście z wielkim niepokojem, czekamy na to, co się wydarzy. Mamy nadzieję na szybkie „odbicie” u naszego największego pracodawcy. Rozumiem, że są w katastrofalnej sytuacji i w pierwszej kolejności należy zabezpieczyć bieżące potrzeby firmy, takie jak wynagrodzenia. Sport też jest jednak tą kwestią bardzo ważną i mam nadzieję, że w niedługim czasie przyjdą lepsze chwile, a JSW wróci do jego finansowania. Teraz w trudnym momencie myślę są kluby i tu jest rola właśnie dla menadżerów, dla prezesów, aby w tej sytuacji się odnaleźć – mówi polityk w niedawnej rozmowie z Radiem 90.

O ile z wielkich sukcesów piłkarskich miasto nigdy nie słynęło, o tyle siatkówka przyniosła mu ogólnopolską rozpoznawalność – Jastrzębski Węgiel czterokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, z czego trzy razy w ostatnich pięciu latach. Władze klubu ogłosiły już jednak, że siatkarze z Jastrzębia-Zdroju nie przystąpią do kolejnego sezonu Plus Ligi. Rozwiązano kontrakty, zawodnikom dano wolną rękę w szukaniu nowych zespołów. Ostateczny upadek czeka za rogiem.

Reklama

Upadł siatkarski gigant. „Zakończone zostały wszystkie kontrakty”

Mocno stoi też – albo już tylko stał – tamtejszy hokej, bowiem JKH GKS Jastrzębie ostatni sezon kończył z Pucharem Polski i trzecim miejscem w rozgrywkach ligowych. Jedyny, jak na razie, tytuł najlepszej drużyny w kraju zapewnił sobie w roku 2021.

Sami widzicie, że mówimy o naprawdę uznanych firmach, które wraz z kryzysem JSW drżą na myśl o przyszłości albo wręcz w tę przyszłość przestają spoglądać w ogóle. Słusznie zresztą, bo wraz z upadkiem swojej największej spółki, cały region zaliczyć może gigantyczne tąpnięcie właściwie w każdej dziedzinie życia. Problemy sportu są ledwie wycinkiem niepokojącej całości.

Mam nadzieję, że w jakiś sposób działacze sobie poradzą i przedstawią jakieś rozwiązania, znajdą sponsora strategicznego. My oczywiście deklarujemy w dalszym ciągu – jeżeli kluby będą wystawiały zawodników w rozgrywkach – dodatkowe finansowanie, oczywiście na miarę możliwości naszego budżetu. Nie są to natomiast małe pieniądze – przyznaje prezydent Urgoł.

Reklama

W sumie mówimy o kwocie 3 milionów złotych, którą na początku tego roku podzielono między wszystkie organizacje sportowe w mieście. GKS dostaje sporą część tego tortu – w styczniu kasę Jastrzębian zasilił dodatkowy milion złotych. Jeśli jednak uznamy za całkiem rozsądne szacunki dyrektora Mrozika, to spółce nadal potrzeba by było jeszcze jakichś 4 milionów. Czyli więcej, niż władze miasta przekazują rocznie na sport w ogóle.

źródło: jastrzebie.pl

Może się okazać, że w najbliższym czasie i te kwoty – zgodnie z deklaracjami działaczy niewystarczające do funkcjonowania na odpowiednim poziomie – będą potrzebne miastu w jakiejś innej kategorii wydatków. Ewentualny, może nawet częściowy – nie tak znowu odrealniony – upadek Jastrzębskiej Spółki Węglowej wiązałby się z drastycznym wzrostem bezrobocia czyli także ze zwyczajnym zubożeniem mieszkańców miasta. W dalszej perspektywie – z odpływem ludności. A wraz z nią zniknęłyby również zasilające miejską kasę podatki.

Reklama

W ten sposób wali się właściwie wszystko. Miasto przyzakładowe bez zakładu ma bardzo, bardzo ciężko.

Mlada Boleslav uzależniona. Miasto zakładowe pod samochodową kroplówką [REPORTAŻ]

Jastrzębska Spółka Węglowa szuka cięć. „Realna szansa na dalsze funkcjonowanie”

Ze współpracy z GKS-em Jastrzębie JSW wycofała się pod koniec stycznia tego roku, kiedy było już naprawdę krucho. Energetyczny gigant ma spore problemy, które najłatwiej pewnie wyrazić kwotą skumulowanej straty netto za pierwsze trzy kwartały ubiegłego roku. 2,9 miliarda złotych. Powiedzmy sobie szczerze – kupa pieniędzy. W związku z kryzysem władze spółki zmuszone były do konkretnych cięć i bez cienia wątpliwości wycofały się z finansowania sportu w mieście. Przeprowadzono też owocne ostatecznie negocjacje ze związkowcami, ustalając, że i oni zgodzą się na pewne ustępstwa, byle tylko ratować JSW przed całkowitą katastrofą. Porozumienie ma pomóc zaoszczędzić w latach 2026/2027 nawet 1,2 miliarda złotych.

Do kluczowych zmian należy m.in. zawieszenie prawa do 14-tej pensji za 2026 rok, przesunięcie terminu wypłaty 14-tej pensji za 2025 rok na rok 2027, a także wprowadzenie płatności nagrody barbórkowej w ratach za lata 2025-2027. Dodatkowo, zawieszona zostanie wypłata deputatu węglowego oraz zastosowane zostanie ograniczenie innych świadczeń – czytamy w komunikacie na stronie spółki.

Reklama

Prawda jest taka, że pracownicy zwyczajnie poszli jej na rękę, bo utrata miejsc pracy – a tych JSW zapewnia mieszkańcom regionu aż kilkanaście tysięcy – jest bez wątpienia gorsza niż zrzeczenie się kilku przywilejów. Interesy związkowców zostały jednak solidnie zabezpieczone i, w razie poprawy sytuacji finansowej firmy, w porozumieniu zawarto zapis mówiący o zniesieniu wyżej wymienionych zmian i wypłacie zaległych świadczeń.

Najpierw kondycja JSW musi się jednak faktycznie poprawić. – Mamy potencjał wydobywczy, mamy zasób sprzętowy i mamy ludzi. Kwestia dotyczy restrukturyzacji. Zmniejszyliśmy zatrudnienie głównie w administracji i rozpoczęliśmy działania, by wyprowadzić firmę na prostą – mówił ostatnio w Radiu Katowice podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii Marian Zmarzły. – Istotna poprawa sytuacji JSW nastąpi dopiero za około pół roku – dodawał, cytowany przez portal bankier.pl.

Zdaniem wiceministra sytuacja nie jest dramatyczna, ale jest faktycznie trudna. Nam trudno powiedzieć, czy to próba uspokojenia najbardziej zainteresowanych możliwym upadkiem Jastrzębskiej Spółki Węglowej, czy realna ocena sytuacji. Zobaczymy za pół roku.

Nataniel Wybraniec

Reklama

Piłkarze GKS-u o wycofaniu zespołu z rozgrywek dowiedzieli się nagle. Jeszcze za pracę w lutym na ich konta wpłynęły wypłaty

GKS Jastrzębie nie mógł poczekać. Ogłosił upadłość spółki

Pół roku to jednak za długo dla klubu, który ledwo wiąże koniec z końcem. Jastrzębska piłka swoje kłopoty miała już wcześniej, ale nie wykluczały one dalszego funkcjonowania – czasem mogło być biednie, ale zawsze po prostu było. Dziś już brakło potencjału na utrzymanie nawet podstawowego funkcjonowania, choć do samego końca w klubie starali się trzymać fason.

Wcześniejsze problemy… nie nazwałbym tego jednak jakimiś wielkimi problemami. Pensje płacono w miarę na czas, wiele rzeczy było naprawdę w porządku. Powiem szczerze, że raczej niczego nam nie brakowało, bo nawet przy naprawdę małym budżecie dyrektor sportowy starał się w tym sezonie zapewnić odpowiedni serwis – mówi mi Nataniel Wybraniec, kapitan GKS-u Jastrzębie. – O wycofaniu zespołu z rozgrywek dowiedzieliśmy się w sumie tuż przed faktem. Następnego dnia już nie trenowaliśmy – dodaje.

Pewnie ma w sobie żal, ale nie słyszę w jego głosie pretensji. Nawet kwestie finansowe nie budzą w nim wielkich emocji.

Reklama

Klub zalega wam z jakimiś wypłatami? – pytam.

– Pomidor.

Nie chcę naciskać.

– Nie no, mogę powiedzieć. Nie zapłacono nam za marzec, ale wcześniejsze pensje zostały uregulowane.

Reklama

Dla mnie to dowód na to, że póki GKS mógł, to funkcjonował po prostu godnie. Płacił, komu ma płacić. Jeździł na mecze, na które powinien jeździć. Na przedłużenie agonii nikt się jednak nie zdecydował i wodzenia piłkarzy za nos, także dzięki temu, nie było. Problemem jest jednak to, że nagle cała kadra została na lodzie, o co też pytam Wybrańca.

Kartą przetargową może być dla wielu i wiek, i poziom na którym grali. Naprawdę głęboko wierzę, że w najbliższym czasie większość chłopaków znajdzie sobie nowe kluby – mówi mi obrońca GKS-u. Najstarszy z całego zespołu, a urodzony ledwie kilka dni przed początkiem tego wieku.

Problem zimowych transferów. Przyjechali i… wyjechali

On i jego koledzy pewnie nie wypadną całkowicie z obiegu, choć spory problem mogą mieć na dziś piłkarze zagraniczni, którzy przyjechali do Jastrzębia-Zdroju zimą. Takich kilku było i już po dwóch miesiącach zostali oni z figą z makiem. Zapytałem więc dyrektora Mrozika, czy mogą się czuć szczególnie pokrzywdzeni, oszukani:

Wydaje mi się, że wszyscy zawodnicy płynęli na tej samej łódce. Każdemu, kto podpisywał w styczniu kontrakt na półtora roku, oferowałem pewną stabilizację, projekt na osiemnaście miesięcy… Później każdy z nich dostał wypłatę za luty, a piłkarzom zagranicznym mogłem zaproponować ze swojej strony wsparcie w powrocie do domu, zająłem się tym zresztą w prywatnym zakresie. Jeden z nich został na testach w innym polskim klubie, reszta dostała bez zwłoki dokumenty, żeby mogli też sobie poszukać nowego klubu. Wystawiłem również rekomendacje, udostępniłem dane z GPS-ów – postarałem się o nich zadbać na miarę możliwości – usłyszałem w odpowiedzi.

Reklama

W tej sprawie zaczepiłem jeszcze Ivo Lopesa – Portugalczyka, który do GKS-u dołączył 26 stycznia i jest jednym z tych graczy, którzy zostali na lodzie. W dodatku na obczyźnie.

Niezależnie od problemów klubu, nigdy nie brakowało nam uwagi, zapewniano nam pole do rozwoju, opiekę. Zawsze mieliśmy warunki, by dawać z siebie wszystko i stawać się lepszymi z dnia na dzień, ale niestety – to nie wszystko. Często pojawiają się inne problemy, na które nie mamy wpływu. To smutna sytuacja – dla nas jako piłkarzy, ale i dla historii klubu – mówi mi Lopes. – Relacje w szatni i relacje szatni z resztą pracowników były przez ten cały czas dobre. A motywację staraliśmy się zachowywać nawet do samego końca – przekonuje Portugalczyk.

Ivo Lopes

Przygoda Ivo Lopesa w Polsce nie była specjalnie długa

Czujesz zawód, może złość? Ktoś proponował ci dłuższy projekt, a z twojej perspektywy skończył się on po kilku tygodniach.

– Wiesz, jestem raczej zasmucony tą sytuacją, zwłaszcza że czułem się tam komfortowo. Wierzę jednak, że osoba, która sprowadziła nas do klubu, nie mogła przewidzieć, że to przybierze takie rozmiary.

Wróciłeś do ojczyzny?

– Tak, jestem w domu, czekam na to, co się wydarzy. Jestem otwarty na wszystkie sygnały.

Na koniec życzyłem mu, żeby faktycznie jakieś sygnały się pojawiły, nawet przed końcem sezonu. Prawda jest zresztą taka, że piłkarze GKS-u Jastrzębie mają nieco ciekawsze perspektywy niż sam klub. O jego przyszłość spytałem jeszcze pana Kwiatka:

– Zostaje akademia i robimy wszystko, żeby mogła ona dalej funkcjonować. Powstaje też nowy podmiot, ale za niego są już odpowiedzialni nowi ludzie, wszystko będzie budowane od zera, od B-klasy.

Realne wsparcie dla GKS Jastrzębie jako regionalnej marki, sprawy ważnej dla lokalsów jest jednak… no cóż, wypada docenić kibiców, którzy na zbiórkę w trudnym momencie wpłacili od marca tego roku niespełna 19 tysięcy złotych, ale w realiach życia klubu piłkarskiego ta kwota wystarczyć może na paluszki i ciastka. Takie pieniądze i takie zaangażowanie mogą ułatwić rozhulanie reaktywowanego zespołu od B-klasy, lecz realnie niewiele dają klubowi z poziomu centralnego albo jego pogranicza.

Według podsumowania przekazanego przez klub, w ramach zbiórki udało się zgromadzić 18 975 zł, a wsparcia udzieliło 444 darczyńców – pisze JastrzębieOnline. Dla 444 osób GKS Jastrzębie jest zatem naprawdę ważny. Są pewnie tacy, którym trudno było dorzucić nawet złotówkę, zdaję sobie z tego sprawę, zaokrąglijmy więc całą tę akcję do 500 osób. To jak widać za mało, by futbol był dla Jastrzębia-Zdroju akceptowalną inwestycją. Także dlatego, że jest zwyczajnie drogim biznesem i wymaga większych finansowych nakładów. A tu już nie było z czego rzeźbić, szczególnie po wycofaniu się JSW. Szczególnie w obliczu innych problemów regionu.

Dyrektor Mrozik widział jednak jakieś światełko w tunelu:

Gdyby ta dotacja z miasta nie przepadła na poczet zadłużeń, to myślę, że dojechalibyśmy do końca sezonu. Z najgorszym wynikiem w historii, ale jednak. A wtedy moglibyśmy zbudować jakieś fundamenty pod normalne funkcjonowanie w III lidze. Także dlatego, że mieliśmy pełen sztab, opiekę fizjoterapeutów, każdy trening można było spokojnie przeprowadzić.

Tam byłoby łatwiej, taniej, to pewne. Ale już się nie dowiemy, czy taki scenariusz był możliwym do zrealizowania. Jastrzębie-Zdrój potrzebuje teraz jedynie ludzi, którzy zgaszą tamtejszej piłce światło. A casus GKS-u to jedynie kropla w całym morzu problemów, z którymi będą tam musieli sobie poradzić.

ANTONI FIGLEWICZ

***

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

9 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Ocimek po awansie do finału PP: „Raków kocha wielkie mecze”

Jan Broda
0
Ocimek po awansie do finału PP: „Raków kocha wielkie mecze”

Niższe ligi

Reklama
Niższe ligi

Wichniarek odchodzi z Zagłębia. Zmian w Sosnowcu ciąg dalszy

Jan Broda
4
Wichniarek odchodzi z Zagłębia. Zmian w Sosnowcu ciąg dalszy