Barcelona nieskuteczna i sfrustrowana. Triumf Atletico na Camp Nou

Michał Kołkowski

08 kwietnia 2026, 23:14 • 5 min czytania 12

Reklama
Barcelona nieskuteczna i sfrustrowana. Triumf Atletico na Camp Nou

Atletico Madryt przed miesiącem wyrzuciło Barcelonę z Pucharu Króla. Barcelona dwukrotnie pokonała Atletico w lidze, w tym całkiem niedawno, bo przed czterema dniami. Rywalizacja Blaugrany z Los Colchoneros układa się w tym sezonie naprawdę ekscytująco, dlatego z dużym apetytem zasiedliśmy do ich środowej potyczki, rozgrywanej w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. No i można powiedzieć, że nasz wilczy apetyt został zaspokojony: na Camp Nou działo się dużo, choć – niestety – nie za sprawą Roberta Lewandowskiego. 

Reklama

Kapitan reprezentacji Polski spędził na boisku tylko pierwszą połowę spotkania. I pewnie wielu widzów już zdążyło zapomnieć, że „Lewy” w ogóle w tym meczu zagrał.

Zacznijmy jednak od tego, co było w tym starciu najważniejsze.

FC Barcelona – Atletico Madryt. Przepiękny gol Alvareza

41. minuta gry. Kluczowy moment meczu, a może i dwumeczu.

Wyglądało to w sumie niewinnie. Owszem, Julian Alvarez zagrał znakomite przeszywające podanie do szarżującego Giuliano Simeone, jednak Argentyńczyk zdawał się być pod kontrolą Pau Cubarsiego. No ale – właśnie – tak się tylko zdawało. W praktyce to zawodnik Atletico wygrał z obrońcą walkę o pozycję, był od niego szybszy, zwinniejszy i sprytniejszy. Pozostawił rywala na plecami, a Cubarsi na dodatek wytrącił go z rytmu biegu tuż przed polem karnym. Sędzia w pierwsze tempo wyciągnął wprawdzie z kieszonki żółtą kartkę, ale został – i słusznie – skorygowany przez VAR. Ostatecznie pan Istvan Kovacs pokazał 19-latkowi czerwony kartonik.

Reklama

Duży kłopot dla Blaugrany, prawda? Ale na tym przecież nie koniec. Do stojącej piłki podszedł bowiem Alvarez, który fenomenalnym uderzeniem zapewnił ekipie z Madrytu prowadzenie tuż przed końcem pierwszej połowy. Dodajmy od razu, że uderzenie napastnika Atletico to była czysta perfekcja.

Pajęczyna zdjęta. Cudeńko.

Reklama

Barcelona przyjęła zatem dwa szybkie ciosy prosto na szczękę. Gorzej się to dla niej ułożyć nie mogło. A przecież wcześniej dokręcała przyjezdnym śrubę i była bliższa wyjścia na prowadzenie. Okej, w pierwszej fazie meczu to Los Colchoneros byli groźniejsi, wspomniany już Alvarez zmarnował wyśmienitą szansę strzelecką, ale później na boisku rządzili podopieczni Hansiego Flicka. Lamine Yamal szalał w dryblingach, Joao Cancelo i Jules Kounde grali niemalże jak boczni napastnicy, a wszędobylski Marcus Rashford oddawał mnóstwo strzałów na bramkę strzeżoną przez Juana Musso. Brakowało jednak kropki nad i w postaci wpakowania futbolówki do sieci.

Jak już wpadła, to po ofsajdzie. No i Atletico skarciło nieskuteczną Dumę Katalonii w sposób nadzwyczaj brutalny.

Dramatyczne położenie Barcelony. Atletico nie miało litości

Po przerwie zawodnicy Diego Simeone nawet nie udawali, że mają zamiar wykorzystać grę w przewadze liczebnej, by długo utrzymywać się przy piłce i kontrolować przebieg spotkania. Można jednak zapytać: po co mieliby to robić? Barcelona wyglądała po zmianie stron na zespół naprawdę kiepsko zorganizowany i – co nawet istotniejsze – głęboko sfrustrowany. Nic się w jej grze nie kleiło, a agresywny doskok gości i liczne przewinienia w ich wykonaniu dodatkowo wytrącały Katalończyków z równowagi. Niby więc Atletico zagrało dokładnie to, czego można się było spodziewać, ale Blaugrana i tak zdawała się być nieprzygotowana do podjęcia rękawicy.

No a w 70. minucie sytuacja gospodarzy stała się już dramatyczna.

Reklama

Tym razem w kryciu nie dał sobie kompletnie rady Gerard Martin, a wprowadzony z ławki Alexander Sorloth podwyższył prowadzenie Los Colchoneros.

I niby w końcowej fazie meczu Barcelona jeszcze pokusiła się o kilka ofensywnych zrywów. Niby parokrotnie zrobiło się gorąco w polu karnym gości, niby był strzał w słupek z ostrego kąta. Ale trudno było się oprzeć wrażeniu, że Blaugrana robi na boisku tylko tyle, na ile pozwala jej wyrachowane do bólu Atletico. Że od 41. minuty to spotkanie toczy się już od kropka w kropkę tak, jak życzy sobie tego Simeone, a podopieczni Flicka nie są w stanie niczym zespołu z Madrytu zaskoczyć.

Reklama

Charakterystyczna była scenka bodaj z 86. minuty, kiedy Yamal próbował przedryblować cały tłum otaczających go obrońców Atletico. Nic oczywiście z tego nie wyszło, siła złego na jednego, a sfrustrowany gwiazdor Barcelony po stracie piłki wylądował na klęczkach i zaczął ze złością tłuc pięścią w płytę boiska.

Tak właśnie prezentowała się Duma Katalonii po utracie gola na 0:1. Jako się rzekło: pełna frustracja.

Słabiutki występ Roberta Lewandowskiego. Flick szybko zareagował

Nie pomogły zmiany dokonywane przez Hansiego Flicka, no i tutaj płynnie wracamy do Roberta Lewandowskiego, który nie wyszedł już na murawę po przerwie. Nie można się takiej decyzji niemieckiego szkoleniowca dziwić – defensorzy Atletico schowali reprezentanta Polski do kieszeni, praktycznie odcięli go od podań.

Zresztą „Lewy” specjalnie im zadania nie utrudniał, bo był wyjątkowo mało ruchliwy. O pasywności w rozegraniu nie wspominając.

Reklama

Słowem: słabiutki mecz Polaka. I całej Barcelony również.

Oczywiście za wcześnie by mówić, że dwumecz został rozstrzygnięty. Niedawno Atletico w Copa del Rey prowadziło z Barceloną po pierwszym starciu aż 4:0, a w rewanżowej konfrontacji i tak było gorąco. No ale wtedy Katalończycy drugi mecz rozgrywali u siebie, a teraz czeka ich wyprawa do Madrytu.

Reklama

Ciężko będzie to odkręcić. Los Colchoneros już szykują zasieki pod własną szesnastką.

FC BARCELONA – ATLETICO MADRYT 0:2 (0:1)

  • 0:1 – Alvarez 45′
  • 0:2 – Sorloth 70′

czerwona kartka: Cubarsi (44′)

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

12 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama