Drugi sobotni mecz w tej kolejce Ekstraklasy i drugi bezbramkowy remis. Ogółem w czterech dotychczasowych spotkaniach 21. serii gier obejrzeliśmy tylko cztery bramki. Znów najbardziej chwalić można gościa, który stoi między słupkami. Jasmin Burić kolejny raz w ostatnim czasie zrobił różnicę w Zagłębiu Lubin.
38-letni Bośniak obronił aż dziewięć strzałów oddanych przez piłkarzy Rakowa Częstochowa. Spora ich część nie była oczywistością dla bramkarza.
- świetny strzał głową Brunesa Burić sparował na poprzeczkę;
- wcześniej Brunes uderza głową, był rykoszet od Nalepy i Burić musiał się wysilić;
- zaskakującą bombę Fadigi bramkarz Zagłębia wybił tak, że obrońcy już dalej sobie poradzili;
- gdy Fadiga nieco przypadkowo wyszedł sam na sam w tłoku w polu karnym, Burić wychodząc na przedpole podbił piłkę, a potem sprzed linii bramkowej byle dalej wywalił ją Jakuba.
Zagłębie Lubin – Raków Częstochowa 0:0. Świetna forma Buricia
Raków do przerwy oglądało się całkiem nieźle. Pod wodzą Łukasza Tomczyka drużyna z Częstochowy sprawia wrażenie swobodniejszej w ataku pozycyjnym. Nie ma koronkowego grania w nieskończoność, tylko sprawne wymiany podań i na koniec znalezienie miejsca dla zawodnika strzelającego. Problem w tym, że na razie w trzech meczach Raków do siatki trafił raz i to akurat po stałym fragmencie. Finalizacja szwankuje.
W trakcie drugiej połowy szansę na ukąszenie niedawnych kolegów dostał Leonardo Rocha, ale Raków właśnie wtedy spuścił z tonu w ofensywie. Rocha przez 24 minuty pobytu na boisku miał zaledwie trzy kontakty z piłką. Przegrał wszystkie główkowe pojedynki. Partnerzy z zespołu nie potrafili posłać mu odpowiedniego dośrodkowania, a on nie umiał znaleźć sobie miejsca. Zero zagrożenia.
Zagłębie tradycyjnie było reaktywne, głównie się broniło i liczyło na stałe fragmenty. Do największej szansy doszło na samym początku. Ameyaw źle interweniował we własnym polu karnym i zgrał piłkę klatką piersiową prosto do… nadbiegającego Sebastiana Kowalczyka. Świetna okazja, ale strzał nowego pomocnika Miedziowych był niecelny.
Oliwier Zych nie został dziś poważniej sprawdzony, bo później odnotować można co najwyżej niecelną próbę Marcela Reguły z dalszej odległości i dogranie „zewniakiem”… Michała Nalepy, które prawie znalazło adresata na zamknięciu akcji.
Trzeba jeszcze wspomnieć, że naszym zdaniem sędzia miał pełne prawo podyktować rzut karny pod koniec pierwszej odsłony. Brunes nadepnął Kosidisa przypadkowo, ale to jednak był stempel uniemożliwiający Grekowi uczestniczenie w grze. Marcin Szczerbowicz czekał na sygnał z wozu VAR i po chwili nakazał kontynuowanie meczu. Można również przypuszczać, że gdyby Jean Carlos Silva nie miał już żółtej kartki na koncie, to za wysoko wyciągniętą nogę przed twarzą Nalepy zostałby ukarany. A tak arbiter go oszczędził.
Nie był to jakiś tragiczny mecz do oglądania, ale po przerwie przez większość czasu czuło się, że 0:0 to najbardziej prawdopodobny wynik. Łukasz Tomczyk ciągle czeka na pierwsze zwycięstwo w roli trenera Rakowa. Zagłębie ma mocno ograniczone możliwości z przodu, więc przede wszystkim pilnuje tyłów i są z tego punkty. Spokojne utrzymanie coraz bliżej.
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Jeśli zabrałeś drugą połówkę na mecz Cracovii z Jagą, to masz przerąbane
- Ekspert nie ma wątpliwości. Piłkarz Legii powinien wylecieć z boiska!
- Piłkarz Widzewa mówi jasno. „Spadek nie wchodzi w rachubę”