Jeśli liczyliście na to, że po przełamaniu z Wisłą Płock w przypadku Widzewa sprawdzi się teoria keczupu (czytaj: że nagle ruszy), to byliście w błędzie. Znów obejrzeliśmy drużynę spod szyldu „jesienią bez wielkich transferów zagraliby to samo”. Cracovia znajduje się na zupełnie innym biegunie finansowo-organizacyjnym, a wyłączyła RTS jak stare radio. Inna sprawa, że z przodu sama nic nie pokazała.
Nowi piłkarze z Łodzi mieli dziś swoje momenty. Lerager imponował w destrukcji w środku pola. Wiedział, kiedy skoczyć do pressingu i odebrać piłkę, ze swojej roboty spisywał się bez zarzutu. Bukari coś pograł pierwszej połowie, a potem znikł. To oczywiście zdecydowanie zbyt mało, byśmy trąbili o sukcesie Widzewa, ale coś tam w tym zespole się dzieje.
Dzieje się jednak niezwykle powoli. Gdyby na ławce był Sopić, a na boisku biegali Gallapeni, Hanousek i Akere, z grubsza wyglądało to tak samo.
Widzew – Cracovia 0:0. Nuuuuuuda
Dla Pasów to z kolei mecz spod szyldu „jesienią by wygrali”. Wygraliby, bo mieliby Stojilkovicia, a to był mecz idealnie skrojony pod byłego już napastnika Cracovii – obrona Widzewa stała bardzo wysoko, a przyjezdni próbowali posyłać im piłki za plecy, co było ich głównym pomysłem na rozmontowanie rywala.
Raz prawie wyszło – prawie, bo Zahiroleslam lekko się pospieszył, paląc przy wyjściu na prostopadłą piłkę. Później wszystko zrobił dobrze – dynamicznie uciekł, trafił do siatki – a przy jego uderzeniu zbłaźnił się Drągowski, który miał piłkę pod nogą. Bramkarz na poziomie Ekstraklasy musi to wyjąć, a przecież mówimy o reprezentancie Polski i nowej gwieździe klubu, który płaci za zawodników bimbaliony. Szczęście Drągowskiego polega na tym, że arbiter dopatrzył się ofsajdu.
A propos powołań – nie wiemy, czy Oskar Wójcik powinien znaleźć się w reprezentacji, ale chcemy zaznaczyć, że dziś – 20 lutego 2026 roku – to on był najlepszym polskim obrońcą na boisku, na którym przebywał też bezdyskusyjny kadrowicz – Wiśniewski. Stoper zagrał tak, jakby chciał potwierdzić słowa trenera o tym, że to on jest najlepszym obrońcą w całej lidze. I posyłał ciekawe piłki do przodu, i najmocniej harował w defensywie. Raz tylko się zagotował, wchodząc ze zbyt dużą agresją w rywala, za co dostał żółtą kartkę, ale to poboczny wybryk, który nie może rzutować na całkowitą ocenę, która jest wysoka.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Akcje, które warto wspomnieć? No cóż – praktycznie ich było. W pierwszej połowie przeważała Cracovia, w drugiej już częściej kreował Widzew, ale obie ekipy posyłały raczej farfocle aniżeli soczyste uderzenia. Złośliwi powiedzieliby, że najlepiej bawili się w momencie, gdy kibice odpalili race, przez co mecz przedłużył się o trzynaście minut, a podczas tej niepożądanej przerwy zawodnicy zeszli do tunelu, żeby się ogrzać.
W zespole Pasów zadebiutował dziś ściągnięty z MLS Wiktor Bogacz i jest to występ niezwykle gorzki – w końcówce spotkania został sfaulowany przez Andreou i musiał zejść z boiska, bo upadając uszkodził sobie bark. Kontuzja wyglądała na dość poważną, co w pierwszym momencie dziwiło – wydawało się, że upadł zupełnie naturalnie. Młody piłkarz zszedł jednak do bazy z twarzą w dłoni, fatalnie to wyglądało.
A więc Widzew jeszcze nie jest wielki. I chyba długo nie będzie. To do niego mamy dziś pretensje, bo jednak to RTS wydał zimą miliony na piłkarzy, a Cracovia zaciskała pasa. W piątkowym meczu wyszło na to samo. To jednak nie jest tak, że wystarczy wygrać jedno spotkanie, a później jakoś to pójdzie. Wciąż patrzymy na łódzki projekt z dużą ciekawością, ale jednocześnie wciąż trzymamy ręce na kołdrze.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Co za gol! Plach zapomniał, że Ndiaye może zrobić wszystko
- Haditaghi odpowiedział Mroczkowi. Padły niewygodne pytania
- Głupota Feio, afera Platiniego i zarobki [Zibi Top]
Fot. newspix.pl