W temacie spotkania Śląsk Wrocław – Wisła Kraków dalej wrze. Wczoraj Jarosław Królewski podjął radykalną decyzję, że jego zespół nie uda się do Wrocławia na mecz, licząc się nawet z ewentualnym walkowerem. PZPN najpierw nie zareagował, a teraz straszy obie strony dotkliwymi karami. Sprawa wykracza poza sam sport. Dowód? Głos zabrał w niej były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, który nazywa wszystko po imieniu i apeluje o działanie do Donalda Tuska.
Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej o promocjach w Betclic podwyższających wygrane
Wszystko zaczęło się od tego, że władze Śląska ogłosiły, że nie wpuszczą na spotkanie kibiców Wisły. Tłumaczono się kwestiami bezpieczeństwa i opinią policji, ale później okazało się, że policja wcale o to nie wnioskowała. Klub z Wrocławia podjął tę decyzję pod presją kiboli, choć oficjalnie oczywiście tego nie przyzna. PZPN, zamiast postanowić, że fani Wisły jednak wejdą na mecz (miał do tego narzędzia), nie zrobił w zasadzie nic, a po decyzji Królewskiego władze związku się miotają. Królewski, o czym pisaliśmy w tym tekście, apeluje do polskich parlamentarzystów i mówi o państwie, które nie działa.
Apel do Donalda Tuska ma też Sławomir Dębski, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Sławomir Dębski: To sytuacja kryminalna. Wymaga reakcji organów ścigania i instytucji odpowiedzialnych za porządek publiczny
„Jeżeli jakaś zorganizowana grupa – w praktyce łamiąca państwowy monopol na stosowanie przemocy – jest w stanie wymuszać na klubach lub organizatorach rozgrywek decyzje naruszające warunki uczciwej rywalizacji, to nie jest już „problem kibicowski”. To jest sytuacja kryminalna, która wymaga reakcji organów ścigania i instytucji odpowiedzialnych za porządek publiczny” – napisał Dębski na X.
Później tak wytłumaczył, dlaczego ta sprawa powinna interesować nie tylko władze sportowe: „Jeżeli organizator rozgrywek, PZPN, przez miesiące toleruje sytuację, w której warunki równej konkurencji są naruszane – to również przestaje być sprawą sportową. To jest problem regulacyjny, który powinien zainteresować państwo”.
Dębski przekonuje, że skoro część klientów, którzy płacą za usługę, jest systemowo pozbawiana możliwości uczestnictwa w wydarzeniu, na którym pojawiają się inni, to można to śmiało nazwać dyskryminacją konsumentów. A tym mógłby zainteresować się UOKiK (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów), a nawet instytucje europejskie.
„Jeżeli organizatorzy sportowej rozrywki nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa, uczciwych zasad gry i równego dostępu dla widzów, to pojawia się pytanie, czy w ogóle powinni dalej mieć prawo do organizowania takiej działalności. To pytanie do Premiera Donalda Tuska – w końcu to rząd odpowiada za politykę wewnętrzną (art 146 Konstytucji)” – pisze Dębski.
A na koniec dodaje: „Pytania, które się pojawiają, wykraczają daleko poza stadion: Jak państwo chroni obywateli? Jak egzekwuje zasady wolnej konkurencji? I czy potrafi reagować na wymuszenia oraz patologie, które zaczynają funkcjonować jako „normalność”. No chyba że rząd także jest jakoś zblatowany z patologiami? Mam nadzieję, że to jednak błędne wrażenie”.
Wpis poniżej sprowokował mnie do porzucenia trybuny kibica i zabrania głosu w sprawie znacznie szerszej niż los jednego klubu czy jednego sezonu. Chodzi o kondycję całego środowiska piłkarskiego w Polsce.
Dotychczas wydawało mi się, że od rzeczywistości bywają oderwani… https://t.co/4IUPig6OxB
— Sławomir Dębski (@SlawomirDebski) March 6, 2026
Fot. Newspix.pl
WIĘCEJ O SPRAWIE ŚLĄSKA I WISŁY:
- Królewski grzmi: Państwo przestało być państwem prawa
- Kulesza o Wiśle i Śląsku: Oba kluby zostaną ukarane
- Jest decyzja. Wisła nie zagra we Wrocławiu
