Scena jak z filmu. Bove z pierwszym golem po przebytym zawale

Marcin Ziółkowski

17 marca 2026, 23:57 • 2 min czytania 3

Reklama
Scena jak z filmu. Bove z pierwszym golem po przebytym zawale

Gdy na początku grudnia 2024 roku zasłabł w meczu we Florencji, włoski futbol wstrzymał oddech. Od respiratora odłączono go po kilkunastu godzinach od zdarzenia. Po 15 miesiącach nadszedł bardzo pozytywny moment w karierze pomocnika, który był bardzo ceniony przez Jose Mourinho. Edoardo Bove choć nie może już grać we Włoszech z racji na przepisy, od stycznia ma nowego pracodawcę. Po niecałych dwóch miesiącach doszło do wielkiego momentu chwały pomocnika. Pierwszy gol dla nowego zespołu stał się faktem.

Reklama

Długo wyczekiwany moment nadszedł

W styczniu Bove znalazł nowy klub. Podpisał umowę z Watfordem, który od kilku lat występuje na poziomie angielskiej Championship. Nie mógł on bowiem pozostać w Serie A, z uwagi na restrykcyjne przepisy FIGC – Włoskiego Związku Piłki Nożnej. Od przykrego zdarzenia pod koniec 2024 roku, Bove musi grać z kardiowerterem-defibrylatorem. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Christiana Eriksena czy Daleya Blinda. Włoskie prawo zabrania piłkarzom gry z tym urządzeniem.

Długo oczekiwana chwila chwały – nadeszła w szóstym spotkaniu Bove w nowych barwach. Do tak filmowego momentu nie mogło dojść w lepszych okolicznościach. Bove dobił uderzenie Marca Boli, które wylądowało na poprzeczce. Wszystko to w meczu z Wrexham, należącego do słynnego z roli Deadpoola aktora Ryana Reynoldsa.

Reklama

Włoch ustalił wynik meczu na Vicarage Road – była to bramka na 3:1. Dla jego kolegów i kibiców na stadionie gol piłkarza z Półwyspu Apenińskiego był jak wielkie święto. Wspomniany już Bola także trafił w tym spotkaniu do siatki. Poza nimi – gola mogli sobie dopisać Edo Kayembe, a także dla gości: Maks Cleworth.

Po 38 kolejkach to zespół należący do hollywoodzkiego gwiazdora jest wyżej w tabeli. Wrexham jest szóste, na ostatnim miejscu, które gwarantuje baraże o Premier League. Watford traci do nich pięć punktów po wygranej w bezpośrednim meczu.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

3 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama