Widzew Łódź będzie miał nowego bramkarza, co jest takim samym zaskoczeniem, jakby powiedzieć, że Widzew Łódź będzie miał nowego trenera. No tak się po prostu dzieje, jest to regularne, ale każdy ma jakieś hobby – niektóre kluby kolekcjonują punkty i trofea, a Widzew bramkarzy i trenerów. Pytanie tylko, czy Bartłomiej Drągowski będzie ostatnim numerem jeden w tym sezonie łódzkiej bramki, czy też uda się wepchnąć kogoś jeszcze.
Wspaniały jest to serial. Sezon zaczynał Rafał Gikiewicz, ale po dwóch meczach usiadł na ławce, potem przetransportował się na trybuny, a następnie do innego klubu. Trzeba mu oddać, że jest powtarzalny, bo nie pomagał w Widzewie i nie pomógł też w Zagłębiu, zawalając gola w Pucharze Polski. Kupowanie na gwarancji – to się ceni.
W każdym razie Gikiewicza zmienił Kikolski, ale i jemu przydarzały się błędy, na przykład w spotkaniu z Lechem Poznań, gdy interweniował tak, że gola strzelił Fiabema, co było wówczas nie lada sensacją. Kikolski został więc zmieniony przez Ilicia, ale i on – delikatnie mówiąc – nie dawał pewności, a mecz z Górnikiem Zabrze to miał wręcz komediowy.
Panowie – Kikolski i Ilić – zaczęli się więc rotować: dwa mecze grał pierwszy, trzy mecze grał drugi, potem znów na dwa mecze wrócił pierwszy. Niespotykana była to taktyka w świecie futbolu, ale trzeba wyznaczać trendy. Albo przynajmniej próbować, ponieważ rotowanie bramkarzami Widzewowi raczej nic nie dało i znów chce mieć jedynkę na stałe, czyli najwyraźniej Drągowskiego, który jutro według Meczyków przejdzie testy medyczne.
I trzeba przyznać, że w porównaniu do golkiperów z tego sezonu, Drągowski ma naprawdę mocne CV. To znaczy – okej, Gikiewicz też, ale jego lata świetności były już jakiś czas temu. W każdym razie Drągowski trafia do Polski z ponad setką meczów w Serie A i prawie pięćdziesięcioma w lidze greckiej. Jest też w bardzo dobrym wieku, bo 28 lat dla bramkarza to tyle co nic. Pewnie znajdą się tacy, którzy będą na ten ruch narzekać, natomiast gdyby z takimi papierami przychodził zagraniczny piłkarz, byliby przeszczęśliwi. Nie ma więc co deprecjonować kogoś tylko dlatego, że go znamy.
Jest też Drągowski reprezentantem Polski. Okej, trochę na kredyt i momentami nie wiadomo po co, ale jest. Grał ostatnio z Maltą i Nową Zelandią, regularnie jeździ na zgrupowania, nawet jeśli jego rola poza tymi wyjątkami ogranicza się do wsparcia z ławki swoich kolegów.
Więc tak – to duży ruch. Dla Widzewa, który w końcu ma szansę ogarnąć się w bramce. Dla ligi, która znów podkreśla, że staje się coraz ciekawszym kierunkiem. Kiedyś piłkarz w wieku Drągowskiego za nic w świecie nie chciałby wracać, wolałby wziąć byle co za granicą, aby tylko nie zostawać znów ekstraklasowym graczem. A tutaj proszę, powrót przed trzydziestką i powrót nawet nie do czołowego klubu (choć oczywiście bardzo bogatego).
Pewnie – jeśli jeszcze w sezonie 22/23 jesteś podstawowym bramkarzem w Serie A, a w 25/26 grasz już w Ekstraklasie, to coś mimo wszystko poszło nie tak, natomiast wciąż jest czas się odbudować.
Wypada życzyć powodzenia, w Widzewie się na pewno przyda!
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Transfery, sparingi, przyszłość. Niels Frederiksen odpowiada
- Widzew podjął decyzję. Reprezentant Polski wraca do Ekstraklasy!
- Zawodnik Cracovii dostał zgodę na transfer
Fot. Newspix